Dołącz do nas

Piłka nożna

[SPARING] Bezbramkowy remis z Tychami

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Dziś rozegraliśmy drugi mecz kontrolny podczas letniej przerwy a pierwszy na zgrupowaniu w Kamieniu. Rywalem był pierwszoligowy GKS Tychy.

Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0:0, a dobrą okazję do zdobycia bramki dla GieKSy miał Daniel Rumin, jednak piłka po jego uderzeniu głową minęła poprzeczkę. 

W drugiej połowie bliski zdobycia bramki z rzutu wolnego był Paweł Grychtolik, ale uderzona przez niego piłka przeleciała nad poprzeczką. 

GKS Katowice 0:0 GKS Tychy (0:0)
Skład GKS Katowice: Mrozek – Michalski, Dejmek, Jędrych, Frańczak – Habusta – Kiebzak, Stefanowicz, Woźniak, Błąd  – Urynowicz. Grali również: Bronisławski, Gałecki, Grychtolik, Janiszewski, Kompanicki, Małecki, Marchewka, Mączyński, Poczobut, Poloczek, Rumin, Skiba, Tabiś.

14 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

14 komentarzy

  1. Avatar photo

    Roh

    26 czerwca 2019 at 14:20

    Z Wozniakiem w ataku nigdy nie strzelimy bramki.

  2. Avatar photo

    Sasza

    26 czerwca 2019 at 14:43

    Mieliśmy bramkę Marchewki, wprawdzie jej nie uznali ale przynajmniej coś wleciało do siatki a nie nad albo obok….

  3. Avatar photo

    Wowcia

    26 czerwca 2019 at 18:57

    Kurde,kurde szkoda ,że ten spadek jest ale nie łamać się to podstawa. Twarda postawa i przemyślane decyzje dot. całej drużyny no i chęci to to co powinno zapewnić awans.trzymta się GieKSiarze.pzdr from Chełm Lbn

  4. Avatar photo

    PNWK

    27 czerwca 2019 at 14:12

    Myślę że nawet lepiej że spadli. Nie można się utrzymać wygrywając jeden mecz u siebie. Gdyby się utrzymali (a niewiele brakowało) zapewne zostałby Dudek,a co gorsza szkodnik Bartnik i gnili byśmy w tej 1 lidze. Wbrew pozorom, może to być pozytywny kop,choć 2-go ligowy. Mamy normalnego trenera i dyrektora sportowego ,powinni to pochytać. Została większość zawodników, szrot odstrzelony. Dajmy im pograć (mniej krytyki na tym forum)a wyniki przyjdą same.CIERPLIWOŚĆ,CIERPLIWOŚĆ,CIERPLIWOŚĆ tego nam trzeba.
    Pozdrawiam Gieksiarską Rodzinę

  5. Avatar photo

    pablo eskobar

    27 czerwca 2019 at 16:22

    Tylko ze ta liga wcale niejest slabsza od tej z ktorej zlecielismy polowa skladu to beda mlodzi gracze max srodek tabeli niemamy napastnika

  6. Avatar photo

    Xcn

    27 czerwca 2019 at 23:15

    PNWK mówisz o cierpliwości??????????? Ile jeszcze lat tej cierpliwości????????????? mało już siedzieliśmy w 1 lidze ?? teraz znowu spadek i ty mówisz o cierpliwości no ja Cię proszę ..

  7. Avatar photo

    Irishman

    28 czerwca 2019 at 09:05

    @PNWK, OK mamy normalnego trenera i dyrektora tylko nie rozumiem dlaczego oni chcą połowę drużyny oprzeć na wypożyczeniach. Tak, my nigdy nie zbudujemy silnej drużyny, a tylko będziemy ogrywać za katowickie pieniądze piłkarzy innym klubom!

    Poza tym skończmy w końcu gadać, ze ta II liga nie jest słabsza, bo jest! Ale nie jest na tyle słaba, żeby nie trzeba w niej było zapieprzać, żeby można w niej cokolwiek zdziałać grając juniorami albo tym bardziej starcami, albo żeby przeciwnicy oddawali nam mecze walkowerem drżąc przed wielka GieKSa.

  8. Avatar photo

    As

    28 czerwca 2019 at 09:51

    Coś mi się wydaje, że nasi młodzi będą grać w ogonach o ile będą grać. Znów zaciąg z zewnątrz i nasi pójdą na bok. Nie rozumiem tych decyzji. Taki Urynowicz, którego w ex nie chcieli bo nie strzelał bramek (a ponoć napastnik), w I lidze też cienki a u nas w zasadzie bez niczego wychodzi w sparingu w pierwszym składzie. Coś czuję, że ani Rumin ani Marchewka nie pograją przy takiej polityce zaciągowej. Każdy nowy, który tu przyjdzie będzie grał a nasi chłopcy będą grzali ławę.

  9. Avatar photo

    Ab

    28 czerwca 2019 at 10:27

    Ktoś poniżej piszę o dobrym trenerze i dyrektorze a ja radzę poczekać z ocenami. Wydaje się że zamienił stryjek siekierkę na kijek. Na razie ściąga się anonimowych piłkarzy z jednej strony a z drugiej bierze się takiego Urynowicza od razu do pierwszego składu chociaż nie kopnął jeszcze u nas piłki (czyżby w ramach zawiązanych przyjaźni metropolitalnych z urzędasami z Zabrza ktoś z UM Katowice rzekł ma grać i zarabiać bez względu na wyniki). Zgadzam się z tym że znowu wydamy naszą kasę na ogrywanie komuś zawodników tak że radzę wstrzymać ten hurra optymizm.

  10. Avatar photo

    Irishman

    28 czerwca 2019 at 14:42

    @Ab, mnie osobiście trudno sobie wyobrazić gorszego dyrektora niż ten nasz poprzedni, który zanotował największy, HISTORYCZNY (sportowy) zjazd w ciągu tych 55 lat istnienia klubu! Ale, kto wie? Życie nauczyło mnie, że wszystko jest możliwe!

  11. Avatar photo

    Ab

    28 czerwca 2019 at 15:08

    Fakt od Bartnika trudno będzie znaleźć gorszego. Moja główna obawa dotyczy tego czy nadtrener nie będzie na siłę forsował ludzi których sam sprowadził i czy czasami składu nie ustala ktoś z UM. Obym się mylił ale wspomniany Urynowicz to nie jest np. Robak którego umiejętności powiedzmy są ogólnie znane. A tutaj gość przychodzi po tym jak pozbył się go Górnik (warto zapytać naszych kamratów o opinię) jak nie zatrzymała go Odra i od razu wskakuje do pierwszego składu. Moim zdaniem coś tu jest nie halo. Być może jest lepszy od Rumina i Marchewki ale niech to pokaże na boisku. Traktuję to jako pewien sygnał kontynuacji sytuacji z poprzedniego sezonu w którym musiał grać Śpiączka a młodzi nie dostali szansy żeby się skompromitować i jeśli mam rację to długo u nas nie zostaną a my jak zwykle ręka w nocnik.

  12. Avatar photo

    PNWK

    28 czerwca 2019 at 16:46

    Pisałem 30 min komentarz i nie weszło .Mam to gdzieś nara.

  13. Avatar photo

    KaTe

    28 czerwca 2019 at 20:13

    Kurcze, dłuższych tekstów nie da się wpisać – znikają.
    A wrzucę duplikat, to blokuje jako kopię:

    Wielkich nadziei w panach G-G nie pokładam, ale sądziłem, że przynajmniej nie będzie „psucia”. A jak inaczej nazwać tworzenie drużyny w oparciu o 7 (!) wypożyczonych zawodników? I to jakich? Ktoś słyszał wcześniej o jakimś Mrozku, Piskorzu, Poloczku i Wojciechowskim. Przy takim obrocie sprawy Frankowski i Tabiś nawet nie powąchają trawy. A kapeli, która nie miała żadnego tormana starszego niż 19 lat to sobie na poziomie centralnym nie przypominam.
    I niech nikt nie opowiada, że to z powodów finansowych. Roczny kontrakt Wawrzyniaka wystarczyłby na wykupienie pięciu młodziaków.
    A tymczasem krótki alians z Rozwojem poszedł się …
    Niestety, trwa aura tymczasowości. Prezesa nie ma. Nie wiadomo kto jest głównym decydentem. Marzy nam się facet „z jajami” jak Nawałka, który by to wszystko poskładał i wytyczył drogę.
    Nie zaklinajmy też trzeciej, de facto, ligi.
    Jeśli nie będziemy grać o awans, to od razu dajmy sobie spokój z fusbalem w Katowicach. Ktoś widzi w tej lidze jakieś super kapele? Widzew? Jeszcze ktoś?
    Nikogo nie można lekceważyć, ale nadmierna asekuracja wydaje się być śmieszna.
    W życiu trzeba mieć ambicję – że zacytuję klasyka.

  14. Avatar photo

    Irishman

    29 czerwca 2019 at 09:02

    W pełni się zgadzam, że te wypożyczenia i to tym bardziej jeśli są na jakichś chorych warunkach, to jest „psucia” ciąg dalszy!
    Urynowicz strzelał bramki jedynie w III lidze, wyżej nie zaistniał. Ale przecież nasz Rumin został w ogóle wice królem strzelców w III lidze! No więc po co mamy ogrywać zawodnika Górnikowi, skoro mamy swojego??????????

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga