Piłka nożna
(In)Statystycznie po sezonie – pomocnicy
W przedostatniej części naszego omówienia raportu InStat skupimy się na naszych pomocnikach. Jutro przyjrzymy się napastnikom i podsumujemy indywidualne wyniki zawodników GKS-u.
Naszym najwyżej sklasyfikowanym defensywnym pomocnikiem został Bartłomiej Poczobut. Zajął 5. miejsce w lidze pod względem InStat Index, co oznacza awans aż o 21 miejsc w stosunku do rundy jesiennej! Jego index na koniec sezonu wyniósł 233 (średnia dla ŚPD 214), a po jesieni wynosił zaledwie 208. Rozegrał 2643 minuty i zanotował 4 asysty. Oddał 12 strzałów na bramkę, z czego co trzeci był celny. Faulował rywala 65 razy, ale sam był faulowany aż 90 razy, o czym już pisaliśmy. Podawał średnio 41 razy na mecz z dokładnością 85%. Kluczowego podania próbował 0,75 raza na 90 minut, a 0,44 raza było ono udane. Przy zagraniach w pole karne osiągnął 46% dokładności. Wygrał 55% pojedynków w defensywie i 65% w ataku, z kolei w powietrzu zwyciężał w 49% przypadków. Jego dryblingi były udane w 72%, a próby odbiorów, które podejmował 6 razy na mecz, w 61%. 6 razy na mecz przecinał podanie rywala, a 8-krotnie zbierał bezpańską piłkę.
20. miejsce zajął Jakub Habusta, dla którego oznacza to spadek o 3 pozycje w stosunku do rundy jesiennej, którą spędził w Odrze Opole. Choć zajmuje niższą pozycję, to jego InStat Index wzrósł z 215 do 218. Przez 1998 minut zanotował asystę – jeszcze w barwach Odry. Od momentu przyjścia do GieKSy rozegrał tylko 438 minut. W Odrze 35 razy faulował i 25 razy był faulowany, a w GKS-ie liczby te wynoszą odpowiednio 15 i 6. Jego dokładność podań spadła z 85% do 84%. Spadek zaliczyła także jego statystyka kluczowych podań – z 0,9/0,5 do 0,72/0,45, z kolei skuteczność podań w pole karne spadła z 61% do 58%. Poprawiła się natomiast jego skuteczność w pojedynkach – z 55% do 56% w defensywie, z 44% do 46% w ofensywie i z 51% do 54% w powietrzu. Słabiej radził sobie z dryblingami. Ich skuteczność spadła z 62% do 57%. Jego skuteczność odbiorów utrzymała się na poziomie 52% przy 3,1 próbach. Przecinał 6 podań na mecz i zbierał 7 piłek.
Na 33. miejscu znalazł się Callum Rzonca z InStat Index wynoszącym 214. Rozegrał w GieKSie 791 minut i zdobył jedną bramkę. Oddał 10 strzałów, z czego tylko 2 leciały w światło bramki. 24 razy faulował przeciwnika, a nieprzepisowo zatrzymywany był 10 razy. Wykonał zaledwie jedno kluczowe podanie i było one dokładne. Ani razu dokładnie nie podał w pole karne. Wygrał 48% pojedynków w defensywie i 50% w ofensywie, a także w powietrzu. Dryblował ze skutecznością 56%, a odbierał piłkę z 42% – próbował tego 5 razy na 90 minut. Dosyć rzadko przecinał podania, bo tylko 4,4 razy na 90 minut, ale trochę nadrabiał to zebranymi piłkami. Ich było 9 na mecz.
6 miejsc za Rzoncą mamy Grzegorza Piesio z indexem 213. Oznacza to spadek aż o 17 pozycji, ale tak jak w przypadku Habusty jego InStat Index minimalnie wzrósł – dokładnie o punkt. Przez 1545 minut gry zanotował tylko asystę. 35 razy strzelał na bramkę, a 13 razy robił to celnie. Dopuścił się 37 przewinień, a sam był faulowany 43 razy. Podawał z zaledwie 71% skutecznością, ale należy pamiętać, że przez sporą część sezonu był ustawiany niżej, niż na defensywnym pomocniku. Widać to po liczbie kluczowych podań – próbował ich niemal 2 razy na mecz, a ponad 1 próba była udana. W pole karne podawał z 36% dokładnością. Wygrał 52% pojedynków w defensywie, 53% w ofensywie, 63% w powietrzu, jego dryblingi były skuteczne w 53%, a odbiory, których prób były 4 na mecz, w 43%. 3,6 raza na 90 minut przecinał podanie rywala, a bezpańską piłkę zbierał 7 razy.
45. miejsce zajął Kamil Kurowski, ale podobnie jak w przypadku Słomki, Kupeca i Midzierskiego nie będziemy się skupiać na zawodniku, którego nie było już w GieKSie w trakcie rundy wiosennej.
Najniżej sklasyfikowanym defensywnym pomocnikiem GKS-u został Adrian Łyszczarz. Z InStat Index wynoszącym 203 zajął 51 miejsce z 63 zawodników. W ciągu 974 minut, które spędził na boisku, zdobył gola i raz asystował. Z 26 strzałów na bramkę tylko 5 było celnych. Podawał z 79% dokładnością. W kluczowych podaniach osiągnął rezultat 2,1/1,1, a jego podania w pole karne był celne w 57%. Bardzo słabo wypada jednak w pojedynkach, wygrał ich 43% w ataku, 42% w obronie i raptem 24% w powietrzu. Jego dryblingi były udane w 57%, a odbiory w 41% (podejmował 3,5 prób). Po 5 razy na mecz przecinał podanie przeciwnika i zgarniał wolną piłkę.
Przejdziemy teraz do lewych pomocników. Jedynym zawodnikiem GieKSy, który został przypisany do tej pozycji, jest Adrian Błąd (przypomnijmy, że Tymoteusz Puchacz został zakwalifikowany jako lewy obrońca). Błąd zajął 6. miejsce z InStat Index wynoszącym 221 (średnia ligowa 207). W ciągu 2868 minut strzelił 10 goli i 2-krotnie asystował. Z jego aż 95 strzałów 34 były celne. Faulował 30 razy, samemu będąc faulowanym jedynie 21 razy. Jak na skrzydłowego podawał dosyć często, bo 41 razy na mecz przy średniej ligowej dla tej pozycji wynoszącej 32, jednak zaledwie z 66% dokładnością. Wykonywał 1,98 kluczowego podania na mecz, a 1,04 było dokładne. Posyłał aż 10 piłek na 90 minut w pole karne z 45% dokładnością. Wygrywał 41% pojedynków w defensywie, 43% w ofensywie i 32% w powietrzu. Jego dryblingi były skuteczne w 51%, z kolei odbiory, których próbował 3,5 razy na 90 minut, w 47%. 3,5 razy przecinał podanie, a 6 razy zbierał piłkę.
Tak jak na lewej stronie pomocy mieliśmy tylko Adriana Błąda, tak jedynym zawodnikiem przydzielonym do prawych pomocników został Kacper Tabiś. Zajął 21. miejsce wśród 41 piłkarzy z indexem 201 przy średniej 204. Rozegrał 1275 minut i jest jednym z 5 prawych pomocników w lidze, którzy nie zdobyli gola ani nie zanotowali asysty i rozegrał z nich zdecydowanie najwięcej minut. 11 razy uderzał na bramkę i tylko 2 razy celnie. Był faulowany 43 razy, a sam faulował 29 razy. Podawał z dokładnością 81%. Próbował wykonywać kluczowe podanie 0,91 na mecz, ale z bardzo słabą skutecznością – tylko 0,21 raza na 90 minut piłka docierała do adresata. Jego dogrania w pole karne były skuteczne w 58%. Wychodził zwycięsko z 51% pojedynków w defensywie, 46% w ofensywie i 40% w powietrzu. Dryblował ze skutecznością 57%, a najlepiej radził sobie z odbiorami – przy 4,5 próbach na 90 minut osiągnął rezultat 62%. 4.5 razy przejmował piłkę po podaniu rywala, a tylko 3,7 razy zgarniał ją bezpańską. Należy pamiętać, że Tabiś rozegrał kilka spotkań jako prawy obrońca i wahadłowy.
Ostatnią omawianą dziś pozycją będą ofensywni pomocnicy. Dopiero na 19. miejscu znalazł się David Anon. Uzyskał InStat Index 213 przy średniej 211. Przez 1536 minut zdobył 2 gole i raz asystował. Oddał 36 strzałów, w tym 13 celnych. Przewinił 30 razy, a sam był nieprzepisowo zatrzymywany 42 razy. Bardzo rzadko podawał – tylko 28 razy na 90 minut, podczas gdy ofensywny pomocnik w 1 Lidze podawał średnio 37. W dodatku osiągnął tylko 69% dokładności. Kluczowego podania próbował 2,2 razy na mecz, a 1,23 raza było celne. W pole karne dogrywał z 43% skutecznością. Wygrał 37% pojedynków w obronie, 39% w ataku i 25% w powietrzu. Jego dryblingi były skuteczne w 57%, natomiast odbiory, których próbował 2,5 razy na mecz, w 49%. Przecinał 2,4 podań i 5 razy zgarniał wolną piłkę.
28. miejsce zajął Damian Michalik, ale to ten sam przypadek, co Kurowski. Ostatnim pomocnikiem jest Dominik Bronisławski, który zajął 35. miejsce na 38 piłkarzy. W ciągu 650 minut na boisku zdobył gola i zanotował asystę. Strzelał 13 razy, z tego 5 razy w światło bramki. 15 razy faulował, a sam był faulowany zaledwie 7 razy. Podawał najrzadziej ze wszystkich ofensywnych pomocników – tylko 20 razy na mecz z 77% skutecznością. Bardzo rzadko również posyłał kluczowe podania – zaledwie 0,83 na mecz, co jest jednym z najsłabszych wyników wśród pierwszoligowych ,,dziesiątek”. Dokładnie połowa jego podań w pole karne trafiała do adresata. Ich również nie było wiele – zaledwie 2,2 próby na 90 minut przy średniej ligowej 4,7. Wygrał 45% pojedynków w obronie i tylko 36% w ataku. W powietrzu natomiast wygrał 31% walk o górną piłkę. Często próbował dryblingów, bo 5 razy na mecz, ale osiągnął tylko 47% skuteczności (średnia ligowa to 3,6 i 58%). Próbował odebrać piłkę niecałe 2 razy na 90 minut i udawało mu się to w 57%. Tylko 1,25 raza na mecz przecinał podanie rywala, co jest drugim najgorszym wynikiem wśród ofensywnych pomocników. 2,9 razy na mecz odzyskiwał piłkę.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze