Piłka nożna
Posiedzenie rady nadzorczej czyli wiemy, że nic nie wiemy
Wczoraj w Katowicach zebrała się Rada Nadzorcza GKS-u Katowice, która miała podjąć strategiczne decyzje dotyczące przyszłości funkcjonowania klubu oraz osób, które będą zarządzać zarówno klubem, jak i sekcją piłkarską.
Do nowego sezonu piłkarskiego zostało dokładnie 56 dni, a jedyne co wiemy na tą chwilę jest to, że tak naprawdę nic nie wiemy. Kadra GieKSy jest zdekompletowana, a do tego brakuje pierwszego trenera. Mówiło się, że głównymi kandydatami na trenera są Marcin Prasoł (były szkoleniowiec Pogoni Siedlce), Rafał Górak (związany z kontraktem z Elaną Toruń) oraz Zbigniew Smółka (podpisał kontrakt z Widzewem).
Głównym kandydatem na dyrektora sportowego miał być Łukasz Piworowicz (eks Raków Częstochowa), ale nieoficjalnie jego kandydatura nie jest brana już pod uwagę.
Jak informuje dziennikarz Dziennika Zachodniego Rafał Musioł – spotkanie rady nadzorczej zostało przerwane, a rozmowy będą kontynuowane po weekendzie.
Z jednej strony żyjemy nadzieją, że może lepiej poczekać jeden – dwa dni na decyzję, z drugiej mocno prawdopodobne jest również to, że planu na GKS jak nie było, tak nie ma. Potwierdzeniem mogą być kolejne kandydatury na trenera – Mirosław Smyła (Rafał Górak związany jest z Elaną kontraktem, a ta nie ma interesu by go rozwiązać).
Pytanie – jak z tego chaosu zbudować drużynę mającą za cel walkę o awans – ciągle pozostaje aktualne. Obyśmy tylko nie musieli potem wysłuchiwać, że zabrakło czasu na zgranie, zawodnicy przychodzili późno itd.
Czekamy na poniedziałek! Udanego weekendu.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.
-
Piłka nożna 6 dni temuOkiem rywala: więcej akcentów ofensywnych
-
Piłka nożna 3 dni temuOpinie mass mediów po meczu z Nafciarzami: GKS u siebie jest maszyną
-
Piłka nożna kobiet 1 tydzień temuMalesa: Cieszę się, że mamy taką ekipę
-
Piłka nożna 1 tydzień temuMedia po meczu z Motorem: Dwa gole skasowane


pablo eskobar
1 czerwca 2019 at 08:25
To sa qurwa jakies kpiny ludzie tu kazdy dzien sie liczy a wy piszecie ze dwa trzy dni to mozna zaczekac inne ekipy maja juz praktycznie kadry dopiete na ostatni guzik trenerow i prezesow unas jak zwykle bajzel ten klub to posmiewisko naprawde
Jacuś
1 czerwca 2019 at 08:53
Nemec odszedł z Warty, tego Prasoła wogóle nie kojarze. Ale może by tak najpierw Dyra Sportowego zatrudnić 😉
bolek
1 czerwca 2019 at 11:04
janicki WON!!!!!
tombotleg
1 czerwca 2019 at 11:17
Co tak sracie ogniem, a co ma niby być?, gramy kurwa w 3 lidze, wszyscy są do wyjebania z obecnej kadry, połapać kogokolwiek jak to zrobił Stomil czy Wigry, trener byle ogarniał zmiany i cokolwiek, zgrupowanie w Kamieniu, bilety po 5 zł na nowy sezon bo nie wyobrażam sobie droższych i do boju, już serio mam na to wszystko wyjebane.
KaTe
1 czerwca 2019 at 11:55
Proponuję kolegom Gieksiarzom przeczytanie jednego z ostatnich wywiadów z panem Barnikiem: http://www.polsatsport.pl/wiadomosc/2019-05-18/dyrektor-sportowy-gks-katowice-chcemy-jak-najmniejszych-zmian/
Ciekawe kto odpowiada za zatrudnienie takiego śmiesznego faceta? Zupełnie pozbawiony genu obiektywizmu i odrobiny samokrytyki.
Warto też wspomnieć o kolejnej osobie z „kliki” decydującej o kształcie piłkarskiej Gieksy. Dawid Dubas – szef skautingu (coś takiego u nas istnieje???). Na swoim facebooku deklaruje, że jego ulubionym klubem jest…. Górnik Zabrze!!! Brawo!!!
Z takimi ludźmi, którzy na pierwszym miejscu stawiają Myszków, Zabrze i Poznań – dojedziemy daleko (już dojechaliśmy).
Pyrsk ludkowie. Żal patrzeć na to co się wyprawia przy naszej Gieksie…
Gregor
1 czerwca 2019 at 12:50
Cały czas mówiłem i mówię dalej że ten klub powinien trafić w prywatne ręce to dopiero coś dobrego i pozytywnego będzie się działo. Miasto nie ma pojęcia jak funkcjonuje taki klub i widać że na tym się nie znają i tylko wkładają naszą kasę aby emeryci pokroju Wawrzyniaka mogli dobrze zarobić a gówno robić i jeszcze im fundują wycieczki na Turcję aby nauczyli się jak kebaby robić.
Roh
1 czerwca 2019 at 14:00
A cóz to za zacne gremium w radzie nadzojczej siedzi. Moze ktos zna nazwiska tych osob i czym oni sie zajmuja. A tak powaznie to dan sie reke uciac ze ludzie ci pojecia o pilce nie maja zteszta tak samo jak Janicki nie ma. Widac ze facet dalej tu chce kabaret odstawiac. Normalnie płakać sie chce jak sie na to patrzy.
Yoka
2 czerwca 2019 at 10:10
Bo gdzie on zarobi 300 tys rocznie? Tylko Gieksa!
KaTe
1 czerwca 2019 at 17:43
Zacne gremium stanowią: Przewodniczący RN – Andrzej Noras, Wiceprzewodnicząca RN – Halina Wróbel, Członek RN – Wojciech Andrzejewski, Członek RN – Janusz Olesiński i
Sekretarz RN – Małgorzata Wójcik.
Wszystkie osoby od lat oddane sportowi. Nie mogli na razie podjąć żadnej decyzji, bo jadą pociągiem z finału Ligi Europy w Azerbejdżanie 🙂
Roh
1 czerwca 2019 at 20:09
Ciekawe czy ci ludzie ogladaja pilke nozna chociaz w telewizji. Pewnie na Bukowej nigdy ich nie bylo. Wydaje sie ze oprócz brania pieniedzy nie umia nic.
Krzysiu
1 czerwca 2019 at 22:00
Andrzej Noras to farorz z Dąbrówki Małej haha pewnie zbieżność nazwisk
Olesinski z TBS więc co się zna na piłce ?
Riko
1 czerwca 2019 at 21:12
Festiwal ignorancji trwa w najlepsze
Roh
1 czerwca 2019 at 23:42
Siedzi Janicki dalej w klubie i syf robi. 0 honoru. Debil nawet wywiadu nie umi udzielic i przeprosic za swoja nieudolnosc.
PanGoroli
2 czerwca 2019 at 11:26
Janicki, poznaniak, sprowadził GieKSie największą katastrofę w historii GieKSy – Bartnika, też poznaniaka (zbieg okoliczności??), który zarazem jest prezesem fanclubu smrodów. No i Bartnik, co robił, widzieliśmy wszyscy. To był po prostu kryminał, nadający się do prokuratora. Tpo był ostatni dzwonek, by przed przerwą zimową wywalić sabotażystę na zbity pysk. Prezes tego nie zrobił. I doprowadziło to do, jak wielu to przewidziało, do kolejnej katastrofy, spadku. Kosa miał prawo się tu mylić i bronić najpierw paszula, potem bartnika-szkodnika. Ale zasranym obowiązkiem prezesa było się pozbyć niekompetentnego menedżera, i mieć plan awaryjny, na wypadek, gdyby trzeba było w trybie pilnym kogoś mieć w zastępstwie za bartnika. Nie zrobił tego. Dni lecą, a tu ani sportowego, ani trenera, ani kadry, ani planu przygotowań. Na dobra sprawę, to sekcja piłkarska w tej chwili nie istnieje. I chwila – ten człowiek, który się nie zna, miałby zatrudniać kolejnego sportowego, skoro już pokazał, że tego nie potrafi???
nie wiem, czy to podpucha, ale jakieś ciule tu zaczynają bronić cygana, że z rakowem zrobił awans. Ale to nie cygan robi tu różnicę, ale właściciel. Raków ma prywatnego, u nas jest miasto. Ciekawe, ile minut cygan pozostałby prezesem, gdyby zasunął pomysł, jak w GieKSie, o likwidacji rezerw… To by ło ewidentne posauniecie na szkodę klubu. Tak głupie, że aż nie wierzę, że nieświadome… Wyobrażacie sobie, że taki paszul, bartnik, czy janicki, siedzieliby tak długo w tym rakowie?
Ja tu się tylko zastanawiam, czy tu nie mamy do czynienia ze świadomym sabotażem – t\n, jest jakiś nabywca GieKsy, robi się z sekcją syf, by potem ten ktoś mógł kupić GieKSę za mniejsze pieniądze. Nie widzę szans na jasną przyszłość, dopóki właścicielem będzie miasto. Mnie to teraz wygląda na bezczelne kręcenie lodów na boku pod szyldem GieKSy.
Roh
2 czerwca 2019 at 15:10
Cygan jakum niudacznikiem byl takim jest . On po prostu do Rakowa na gotowe przyszedl. Mial tan wszystko poukladane. W Rakowie sa ludzie ci na pilce sie znaja. Do tego bobry trener i zrobili awans. Zdziwilem sie kiedy dowiedziakem sie ze oni zatrudniaja Cygana. Potem gdzies wyczytalem ze on jest z czestochowy i to tlumaczy sprawe. Dalej jednak faceta uwazam za kompletnego laika.
Dexter
2 czerwca 2019 at 14:35
Witam
Poniżej linki z życiorysu osób z Rady Nadzorczej GKS Gieksa Katowice:
Andrzej Noras
https://www.gkskatowice.eu/uploads/assets/files/Życiorys%20Andrzej%20Noras.pdf
Halina Wróbel
https://siatkowka.gkskatowice.eu/uploads/assets/files/Wróbel%20Halina%20Życiorys.pdf
Wojciech Andrzejewski
https://siatkowka.gkskatowice.eu/uploads/assets/files/Wróbel%20Halina%20Życiorys.pdf
Janusz Olesiński
https://www.gkskatowice.eu/uploads/assets/files/Życiorys%20Janusz%20Olesiński.pdf
Małgorzata Wojcik
https://static.igpw.pl/pliki/raporty/1535633165-5782.pdf
Swoją drogą nie powiem ciekawy skład miasto sobie wrzuciło do tej rady. Ciekawe czy ktoś z nich zna się na prowadzeniu takiego klubu.