Felietony Piłka nożna
Ze świątecznym pozdrowieniem dla Bartłomieja Poczobuta :)
Początkowo ten felieton nie był w jakichś moich szerokich planach, choćby ze względu na nawałnicę meczów i przyznam – trochę wyczerpanie weny i tematu. Bo wiadomo, temat jest jeden – utrzymanie. I można by go rozpatrywać w dwóch kategoriach – GieKSa zawala lub GieKSa robi wiele, by tę ligę w Katowicach pozostawić. I ostatnio robi naprawdę wiele. Trzy zwycięstwa, trzy remisy w ostatnich sześciu meczach. Bilans na tyle przyzwoity, że w końcu udało się wygrzebać ze strefy spadkowej. Powiedziałbym nawet wygramolić, bo poprawę lokaty dał remis w zestawieniu z również remisami naszych najbardziej bezpośrednich rywali do utrzymania. Wmieszał się w to wszystko Stomil, który swój mecz przegrał i w związku z czterema drużynami z 30 punktami na koncie powstała nowa „mała tabela” pomiędzy tymi ekipami i dzięki temu katowiczanie na 5 kolejek przed końcem są nad kreską. Jest nieźle.
Po meczu z Niecieczą, nazywaną przez niektórych Termaliką lub Bruk-Betem pozostaje niedosyt. Do 87. minuty GKS prowadził i naprawdę był bliski czwartej z rzędu wygranej na wyjeździe, a takiej serii nie pamiętają najstarsi Dudkowie, Paszule i Brzęczyszczykiewiczowie razem wzięci. Ale mimo to seria wyjazdowa jest imponująca i choć może momentami szczęśliwa – zasłużona.
Po meczu w Niecieczy nasz redaktor Błażej przeprowadził wywiad z Bartłomiejem Poczobutem. Pomocnik GieKSy powiedział:
„Wiadomo, że wy w nas nie wierzycie, ale prawdziwi kibice wierzą i są z GieKSą na dobre i na złe. My się cieszymy i chcemy zrobić utrzymanie dla siebie i dla nich. Utrzymamy GieKSę w pierwszej lidze”.
Na pytanie Błażeja o doprecyzowanie kwestii naszej braku wiary, Bartłomiej odpowiedział:
„Bo tak jest. Tak wychodzi i tak piszecie. My się z tym nie zgadzamy. Chcemy wam udowodnić, że stać nas na dobrą grę i wam to pokażemy”.
Dodatkowo Błażej po wywiadzie dopytał jeszcze dokładniej zawodnika, o co chodzi i uzyskał odpowiedź, że dotyczy to jakiegoś tekstu w moim artykule czy twittcie (?), że „tylko cud może nas uratować”. Do końca nie wiem, o który moment chodzi, choć taki wydźwięk zapewne miał miejsce. Oczywiście piłkarze doskonale zdają sobie sprawę z tego, co o nich piszę w artykułach czy nawet na Twitterze (choć pewnie nie mają mnie w obserwowanych), więc jako, że Bartek mówił coś o Chrobrym to strzelam, że chodzić może o mój twitt:
„Trzeba wygrać cztery mecze na siedem. Na razie wygraliśmy wiosną dwa na sześć. U siebie jeden na czternaście. Wniosek —> spadniemy”.
Zastanawiam się jak to ugryźć. Chciałem to napisać na końcu, ale napiszę na początku. Bardzo doceniam to, że Bartłomiej nie odmówił nam wywiadu (tak jak to kilkukrotnie zdarzało się sfochowanym zawodnikom w przeszłości), tylko po prostu w trakcie rozmowy powiedział, co mu się nie podoba. Choćbym się z tym nie zgadzał, to przynajmniej powiedział to w oficjalnej rozmowie. Dla mnie to jest OK i to szanuję. Zawsze mówiłem też i powtórzę jeszcze raz, że zawodnicy mają prawo powiedzieć wszystko, co krytyczne – w naszą stronę, żadnej cenzury w tym temacie nie będzie. Także łamy naszej strony są dostępne dla wszystkich – jeśli jakikolwiek piłkarz, trener czy działacz będzie chciał na naszej stronie napisać artykuł, felieton, wyrazić swoje zdanie – zawsze w niezmienionej formie na to pozwolimy. Nasz portal jest otwarty dla wszystkich, dla tych, których krytykujemy – również.
Trudno mi dyskutować ze stwierdzeniem Bartłomieja o tym, że jako redakcja nie wierzymy. To znaczy mogę wypowiadać się tylko za siebie. I owszem przyznaję, że kwestia wiary zmienia mi się dość mocno w trakcie tej rundy. Nie będę oszukiwał, że mam wiarę w drużynę GieKSy zawsze i wszędzie. Sorry, ale doświadczenie z ostatnich co najmniej pięciu lat, a zwłaszcza z ostatnich dwóch lat pokazała, że tzw. „wiara” w zespół GKS Katowice to jest bezsensowne marnowanie energii, które prowadzi tylko do jednej wielkiej frustracji. Potem smutku. Potem obojętności. Nie, nie z powodu tego, że GKS słabo grał. Z powodów zupełnie innych, o których już wiele razy napisałem i powtarzać się nie będę. Powiem tylko krótko, że po prostu nie ufałem i nie ufam piłkarzom. Zbyt wiele razy to zaufanie zostało zawiedzione. I nie chodzi tu o sprawy czysto piłkarskie.
Więc Bartłomieju – ja mogę wierzyć w to, że GKS kiedyś będzie miał na tyle profesjonalnych ludzi w swoich szeregach, że będzie odnosił sukcesy. I to jest moja wiara. Ale co do obecnego sezonu, to skupiam się – jak wy to lubicie mówić – na każdym kolejnym meczu. I w zależności od tego jak się sytuacja układa – mój optymizm lub pesymizm jest większy lub mniejszy. Słowo „wiara” w tym kontekście schowałem do szuflady. Jest kompletnie bezużyteczne po tym, co zobaczyłem do czego zdolne są ekipy Brzęczka, Mandrysza, Paszulewicza i jesienią za Dudka. Nadal w zespole jest kilku piłkarzy, którzy pamiętają te momenty. Choć na szczęście systematycznie jest ich coraz mniej.
Runda układa się tak, że GKS zagrał dwa żenujące mecze na początku. Potem była szczęśliwa wygrana w Jastrzębiu, zmiecenie Odry z powierzchni ziemi, ale potem znów dwa remisy po przeciętno-słabych meczach u siebie. Tak naprawdę gdybyśmy nie wygrali z Puszczą, to obraz tej rundy byłby nędzny. To wygrana w Niepołomicach – zasłużona – okazała się bardzo ważnym punktem utrzymującym zespół w grze. Dobry punkt w Niecieczy również – ale jeśli GKS się utrzyma, to ja będę głośno mówił, że to się stało dzięki wygranej z Puszczą.
I tak hula sobie mi ten optymizm i pesymizm. Tak – nie wierzyłem, że GKS może na dwóch trudnych wyjazdach zdobyć cztery punkty. A skoro tak, to wcześniejsze dwa u siebie oceniałem jako dorobek bardzo mizerny. A jednak GKS zaskoczył mnie pozytywnie – w Jastrzębiu, Opolu i Niepołomicach. Nie daję sobie monopolu na przewidywanie przyszłości, a tym bardziej postawy GKS. Postawa zespołu jest bardzo nieprzewidywalna, ale jednak w większości w ostatnich latach ta postawa była fatalna, a już zawsze była fatalna w kluczowych momentach. Dlatego nie nastawiam się na wygrane, ale gdzieś tam z tyłu głowy jest zawsze chęć tzw. miłego rozczarowania się (jedno z najbardziej kuriozalnych określeń w języku polskim).
To co Bartłomiej mówi, że chce nam udowodnić, że się mylimy – jest dla mnie OK. Tak – udowodnijcie nam, że się mylimy i utrzymajcie ligę. Tego życzę wam na te święta i cały sezon do końca.
Ale teraz są w związku z tym dwie kwestie. Pierwsza to taka, że nagle okazuje się, iż utrzymanie będzie orężem w kwestii argumentów przeciwko osobom krytykującym. No i zapala mi się lampka. Nawet jeśli okaże się, że wbrew mojej wierze w utrzymanie, GKS się utrzyma, to będzie jakiś wielki sukces.
Na Boga – 15. miejsce w 1. lidze?
To będzie coś, dzięki czemu piłkarz będzie mógł wyskoczyć i powiedzieć – „nie wierzyłeś w nas, myliłeś się!”? I triumfować?
No sorry… Panowie. Jeśli ktoś tak powie, to zaprzeczy ambicji sportowca. Bo jednak jakiekolwiek używanie argumentu na swoją korzyść, że zajęło się 15. miejsce w polskiej pierwszej lidze, gdzie piłkarze słyną na cały świat, że są specjalistami w pieczeniu ciasta o nazwie „kopiec kreta”, jest kuriozalne. I jeszcze tym bardziej, że przed sezonem, a nawet w jego trakcie było mówione, że GKS ma już teraz awansować do ekstraklasy.
Druga rzecz to stwierdzenie, że dla „prawdziwych kibiców” wywalczycie utrzymanie – czyli nie dla nas (redakcji) – bo nam tylko coś tam udowodnicie – mam do tego kilka słów.
Otóż Bartłomieju – ja na GieKSę chodzę już 23 lata, więc jak to mawia klasyk, kiedy ja zaczynałem, to miałeś 3 latka 🙂 Od 14 lat udzielam się na GieKSie aktywnie i w tym czasie byłem na ponad 90% meczów, które GieKSa rozegrała – nieważne, czy u siebie czy na wyjeździe. Byłem jak oddawany był awans za Moskala (2 na 17 wygranych w rundzie wiosennej), byłem, gdy obecny pseudo-selekcjoner miał pięć razy szanse na wskoczenie na pozycję lidera i za każdym razem przegrywał w niezrozumiałych okolicznościach, by ostatecznie uwalić awans porażką ze zdegradowanym Kluczborkiem; byłem, gdy Paszulewicz doprowadził do szczytu tabeli meczami z ekipami z czołówki, po czym zawalił awans seryjnymi porażkami z drużynami broniącymi się przed spadkiem, na czele z 17-letnimi gówniarzami z Chorzowa.
W tym sezonie obserwowałem wasze beznadziejne poczynania w rundzie jesiennej, gdy przegrywaliście z „tuzami” z Krakowa, których każdy leje jak chce.
Jeżdżę i poświęcam swój czas od lat, nie dostając w zamian nic – w postaci sukcesów sportowych, które wydawało się kilka razy, że po prostu muszą nastąpić. Dla całej Polski jesteśmy synonimem przegrywania tego, co wygrane. A po poprzednich sezonach, kiedy udawaliśmy, że walczymy o awans, teraz trzeba się bronić przed spadkiem ligę niżej. I taka jest moja dola – kibica. Ale jeżdżę na mecze i jeździć będę. Bo GieKSę mam w sercu. Kocha się nie za zalety, tylko pomimo wad.
Zastanów się więc jeszcze raz, czy w końcu jestem tym „prawdziwym kibicem” czy nie 🙂
I przede wszystkim zachęcam do patrzenia mniej jednostronnie. Bo na naszej stronie jest rzetelna (choć nieraz w mocnych słowach) krytyka, gdy na to zasłużycie, ale też pada pod waszym adresem mnóstwo ciepłych słów – również, gdy wasza postawa na to zasługuje. Nieraz zdarzało się, że to kibice krytykowali nas, że dajemy wam za wysokie noty lub za dobre opisy. Proszę wziąć to pod uwagę 🙂
Ze świątecznym pozdrowieniem!!!
Shellu
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.
Galeria Piłka nożna
GieKSa zagrała na piątkę
GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

Fjodor
21 kwietnia 2019 at 12:47
No i prawidłowo. Ja też szanuję Bartka za to, że powiedział to, co myśli i dzięki temu Shellu mógł się kulturalnie do tego ustosunkować (mając oczywiście rację). Jakby się obraził jak primadonna nie można by było nawet dyskutować, bo nie byłoby o czym 🙂
Irishman
21 kwietnia 2019 at 18:05
Ja tam się nie będę licytował, jeśli chodzi o poświecenie i pracę dla klubu, bo pewnie jestem ze dwie trzy niżej niż np. Shellu, Kosa czy Błażej itp. Ale jednak trochę jakoś tak mnie śmieszy, gdy zarzuca mi to, że nie jestem „prawdziwym kibicem” facet….. którego rodzice zapewne chodzili do przedszkola, gdy ja pojawiłem się pierwszy raz na Bukowej. Na tej Bukowej, którą z czasem zacząłem traktować jak drugi dom. No bo sorry ale po pierwszych dwóch tegorocznych porażkach, ja tez twierdziłem, ze potrzeba nam chyba jakiegoś cudu, żeby się utrzymać. Tym bardziej, ze miałem w pamięci wstydliwie zasłużone porażki u siebie z takimi „tuzami” jak Garbarnia, Warta, Jastrzębie albo pogrom w Tychach (a i wcześniejszy wstyd po poprzednich kilku derbach czy przegranych głupio awansach nadal gdzieś tam w sercu ciągle siedzi). Nie mówiąc już o tym, ze ta ekipa wygrała na Bukowej w tym sezonie JEDEN MECZ!!!
Ale ja też się cieszę, ze Bartek postawił sprawę jasno – to jest tak ambitna ekipa, ze dla nich wręcz obraźliwe jest uważanie ich za potencjalnych spadkowiczów. I TU SIĘ ZGADZAMY, BO DLA NAS, KIBICÓW TEŻ WRĘCZ OBRAŹLIWE JEST TO JAK NAS TRAKTUJĄ INNI PATRZĄC W TABELĘ!
Tak więc skończmy te smutne gadki, udowodnijcie w kolejnych meczach swoją (podobno wielką) wartość i co więcej – wjedźcie na tym zrobionym utrzymaniu w kolejny sezon, a za rok o tej porze możecie (możemy) być na miejscu Rakowa. I wtedy będziemy Was nie tylko doceniać ale wręcz kochać, bo spełnicie nasze marzenia, zdruzgotane przez wielu Waszych poprzedników!
Mecza
21 kwietnia 2019 at 18:20
Zostało 5 meczy, lepiej nie zaczynać zbędnej dyskusji a zrobić swoje. Ja cały czas utrzymanie traktuję w kategorii cudu.
Mecza
21 kwietnia 2019 at 18:27
Szansę widzę w tym że my idziemy w górę mozolnie, oby meczów nie brakło.
AVEBBG
22 kwietnia 2019 at 02:51
Nie jestem w redakcji, a piłkarze GieKSy w większości napawają mnie obrzydzeniem( jest kilka wyjatķów nawet po tak haniebnym sezonie). Czy jestem prawdziwym kibicem?
Ekipa która miała robić awans prawie nas spusciła lige niżej. Tutaj 15 miejsce nie jest powodem do dumy, ba nawet za trzecie miejsce powinniście dostać po pyskach, więc nie piszcie, że nie wierzy w was redakcja, bo żaden normalny kibic wam nie ufa. Pozostanie w lidze to nie żaden sukces, a wasz pierdolony obowiązek. Jeszcze raz dla przypomnienia – celem GKS Katowice w tym sezonie był awans (po raz x z kolei) do ekstraklasy. Każdy wie, że to sport i nie wszystko się da przewidzieć, ale jak ktoś zapierdala runde mając wszystko pod ryj podstawione + podobno jakieś tam umiejętności to jednak jakieś oczekiwania możemy mieć. Gdybyście nas spuscili to życzyłbym wam końca karier, ale jak nas utrzymacie to po prostu się z wami pożegnam i mam nadzieję że w ciągu kilku lat zapomnę o tym wstydzie jaki zrobiliście kibicom.
mzg
22 kwietnia 2019 at 07:23
Co za typ XD Juz prawie końcówka sezonu, dopiero wyszliśmy ze strefy spadkowej a on chce nam coś udowodnić XD
Ja nie wierzę, że takie bez-mózgi grają w piłkę i udowadniają, ze stać ich na wygrywanie meczów, jakby to był jakiś heroiczny wysiłek… kilka meczów zapunktowali teraz i atakują dziennikarzy, a jak przegrywali to „pierwszy gol ustawił mecz”, „byliśmy lepsi ale przegraliśmy” „nie dojechaliśmy na pierwszą połowę” i tak dalej.
No co za bezczelny typ… ma płacone za to, żeby sobie pokopać w piłkę, nieraz jeden z drugim od*ierdala taką manianę jakiej nie widać w 8 lidze mistrzów i ma czelność jape otwierać na kibiców z pretensjami, bo kibic coś brzydko powiedział albo napisał… tak świątecznie się zrobiło 😀
1964 GKS
22 kwietnia 2019 at 08:50
Piłkarze pokroju Poczobuta oraz trenerzy są u nas jak w poczekalni, za chwilę już będą gdzieś tam daleko lub za miedza( Kędziora, Foszmańczyk, młody Mandrysz) a my ciągle będziemy tutaj naBukowej1, bo to jest nasza GieKSa <3
Kato
22 kwietnia 2019 at 14:22
Zapowiedzi, zapowiedziami…
Zobaczymy jak zagracie w Katowicach, przed własną publiką
3 kolory
22 kwietnia 2019 at 19:47
Spokojnie….Cała GieKSa razem????
pablo eskobar
22 kwietnia 2019 at 21:30
Masakra mial byc awasn jest rozpaczliwa walka o utrzymanie a on jeszcze jakies wywody ze ktos cos zle onich napisal qurwa no super jest nosmy ich na rekach bo panowie kopacze nam uratuja 1 lige a to w cale niejest takie pewne bo jak powinie sie noga ze stomilem to juz niebedzie wesolo
Nie mogę tego słuchąc
22 kwietnia 2019 at 22:06
Poczi zaprasza po meczu z Bytowią wszystkich prawdziwych kibiców do kółeczka na środku boiska … jeśli nam utrzymają tą ligę. Prawdziwi kibice powinni im loda zrobić za to, że nie spadniemy. Takie Nam czasy się trafiły, że utrzymanie w tej kartoflanej 1 lidze mamy traktować jako największy sukces od lat.
Kamel
23 kwietnia 2019 at 01:03
manekin kery we 8 sezonuw mo …mmm…6 klubuw no koncie prubuje dyskutowoc o szacunku dlo barw klubowych, NIY WIERZA CO SIE ROBI WE MOIM KLUBIE ! gupszy od niygo es chyba ino sandro wagner.
Irishman
23 kwietnia 2019 at 06:17
Przede wszystkim to wszyscy, piłkarze i kibice niech wrzuca na luz! I TO NATYCHMIAST! Odwaliło Wam??? Nasze utrzymanie nadal ciągle wisi na cieniutkiej lince, a my się spieramy o jakąś tam nieprzemyślaną wypowiedź rzuconą po nerwowej końcówce trudnego meczu!
Pamiętajcie, ze zawsze pucha kroczy przed upadkiem!
Mecza
23 kwietnia 2019 at 07:59
Niepotrzebnie to gówno zostało ruszone, 5 meczy przed końcem i mamy się na siebie obrażać i wyzywać się. Odechciałoby mi się grania w piłkę.