Dołącz do nas

Piłka nożna

Plusy i minusy po Tychach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS Katowice wysoko przegrał w Tychach i jest to trzecia z rzędu porażka na tyskim stadionie. Dodatkowo, katowiczanie nie potrafią się tam pokusić choćby o jedno trafienie. Ogólnie mimo niezłego początku meczu, mieliśmy znów obraz nędzy – zwłaszcza w wykonaniu zawodników defensywnych.

Plus:
+ Kibice – w dużej liczbie zawitali na sektorze gości i od początku do końca dopingowali zespół.

Minusy:
– Wynik – 0:4 piechotą nie chodzi. Nawet pesymiści nie spodziewali się tak wysokiej porażki.
– Taktyka – jak chwaliliśmy trenera Dudka za Bielsko, tak tu lekko popłynął. Po prostu ta taktyka okazała się nieefektywna i odkrycie się od początku meczu zaowocowało bramkami dla rywali.
– Defensywne stałe fragmenty – trzy gole padły po takich właśnie elementach gry. I znów gadka, że ćwiczyliśmy (nawet wrzuty z autu) i znów nie ma to przełożenia na mecz.
– Kolejna kompromitacja w derbach – po dwóch porażkach z Ruchem, permanentnych porażkach z Zagłębiem i Tychami – musimy przełknąć gorzką pigułkę klęski w prestiżowym meczu.
– Bezmyślne ataki – niby atakowaliśmy, niby zbliżaliśmy się pod pole karne, ale decyzje były nietrafne, podania niecelne, strzały niepotrzebne.
– Dziurawa obrona – osobny dramat. Na pracę doktorską. To co wyprawiają w tym sezonie obrońcy to jest zaprzeczenie tej dyscypliny sportu.
– Druga liga coraz bliżej – jest źle, bardzo źle w tabeli. Jeśli GKS się nie ogarnie, strata do bezpiecznego miejsca zamiast maleć, będzie wzrastać.

9 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

9 komentarzy

  1. Avatar photo

    Solski

    26 listopada 2018 at 20:44

    2 liga staje się faktem. Tylko dlaczego odpowiedzialny za ten stan rzeczy p. pseudo dyr. sportowy Bartnik, oraz p. Janicki nie ponieśli jeszcze jakichkolwiek konsekwencji? Tak się zastanawiam, czy Bartnik nie szukał piłkarzy do GieKSy pod kontem swojego jedynego doświadczenia jakie zdobył w Myszkowie. W tej dziurze, może i Ci piłkarze grali by pierwsze skrzypce w lidze, ale tutaj o wiele, wiele wyżej jest poprzeczka zawieszona. Kto i kiedy ich rozliczy? Jakie konsekwencje, poza utrata stołka poniosą? Czy p. pseudo dyrektor ponosi jakąkolwiek odpowiedzialność? A tak poza tym, to po co On jeszcze tutaj siedzi i pobiera pensje, pewnie nie małą skoro co miał zrobić, to spieprzył?

  2. Avatar photo

    abel

    26 listopada 2018 at 21:41

    Zapytaj meczy i irishmana oni ci powiedzą ze to prezes i dyrektor klubu wielosekcyjnego wiec pilka nozna nie moze stanowic podstawy ich oceny

  3. Avatar photo

    mekail

    26 listopada 2018 at 22:30

    A propos teorii spiskowych dotyczących p. dyrektora: wszyscy wiemy za kim idą w Szczurowie…

  4. Avatar photo

    PanGoroli

    27 listopada 2018 at 00:48

    czyli, bartnik macierewiczem GieKSy…

  5. Avatar photo

    Mecza

    27 listopada 2018 at 10:37

    Od kilku tygodni oswajam się z myślą o 2 lidze i staję się coraz bardziej obojętny. Wiadomo było że na jesień dużo już się nie da zrobić, jedynie podtrzymać kroplówkę ale to podtrzymanie nie od nas zależy ale od wyników innych drużyn. Szczęście że ta liga w tym roku nie jest wyrównana bo bylibyśmy już pogrzebani. Chyba sam spadek mnie mniej martwi od tego że aby awansować/wrócić do 1 ligi to trzeba mieć gen zwycięstwa a u nas tego od wielu lat nie ma i znowu środek tabeli może być, tym razem w 2 lidze. Niestety moja prognoza ze stycznia tego roku potwierdziła się że będziemy walczyć za Bartnika o utrzymanie. Takie są niestety fakty i nie mam z tego żadnej satysfakcji, można sprawdzić co pisałem wcześniej. Niektórzy nie potrafią czytać ze zrozumieniem a po każdej porażce zacierają ręce „a nie mówiłem”

  6. Avatar photo

    PanGoroli

    27 listopada 2018 at 13:44

    @Mecza, widzę to dokładnie tak samo. No, może poza tym 'genem zwycięstwa’. Wygląda na to, że chłopaki chcą, ale umiejętności nie ma. W tej chwili są zlepkiem jednostek, a to gra zespołowa. Niestety, ale sprawdza się, że ryba się psuje od głowy. A u nas ten łeb śmierdzi aż do Myszkowa. Nie ma mądrego zarządzania, jest niekompetencja i przypadek. Tu potrzeba natychmiast mądrego i doświadczonego trenera, wygi, który to wszystko połata. Niestety, Dudek, to kolejna rosyjska ruletka zafundowana nam przez bartnika. Nie ma żadnych przesłanek, by sądzić, że Dudek posiada kwalifikacje i cechy, które tu są teraz absolutnie niezbędne. Może je ma, ale to jest niewiadoma. Za to są pewne niepokojące fakty – minęło już kilka tygodni, a nie widać postępów. Drużyna nadal popełnia katastrofalne błędy. Selekcja zawodników i dobór taktyki również kosztowało nas pod jego kierownictwem sporo punktów. Choćby taka Warta – bardzo słabiutka piłkarsko, a rozpykała nas po profesorsku. Ciężko znaleźć powody do optymizmu, poza tym właśnie, ze wygląda na to, ze zawodnicy jeszcze nie spuszczają głów, walczą, pokazują ambicję. W tym widzę jeszcze szansę. jednak podstawowy warunek, to natychmiastowe usunięcia amatora, szkodnika-bartnika.

  7. Avatar photo

    Mecza

    27 listopada 2018 at 14:49

    @PanGoroli, pytanie czy naprawdę nam potrzeba mądrego i doświadczonego trenera. Zastanawiam się czy to ma jakieś znaczenie czy wygramy z ŁKS, Sandecją czy się utrzymamy i czy powinienem się tym przejmować. Przeczytałem ostatnio opinię kibica która dała mi do myślenia. Faktycznie czy to ma jakieś znaczenie że zaciąg najemników zrobi nam np. mistrza w hokeju gdzie młodzież ucieka trenować na Janów bo nie ma do tego warunków w GKS? Nie interesuję się hokejem i nie wiem czy to prawda ale w piłce u nad też to marnie wygląda. Czy to ma znaczenie że się utrzymamy albo awansujemy do ekstraklasy jak oni wszyscy mają gdzieś ten klub i jak ktoś rzuci trochę więcej miesięcznie to już ich nie będzie. OK aby się rozwijać sukces sportowy jest potrzebny ale w ciemno zakładam że on nie zostanie odpowiednio spożytkowany. Jak w Legii zagrali w LM i mówiło się o niewypłacalności kilka miesięcy później, zmniejszyli budżet grup młodzieżowych aby zatrudnić anonimów przed 30 niechcianych w normalnych ligach.

  8. Avatar photo

    PanGoroli

    27 listopada 2018 at 15:08

    @Mecza, widzisz, tu dotykasz fundamentalnej kwestii, tego, jak funkcjonuje współczesny sport. Kluby współcześnie, to albo stowarzyszenia pasjonatów, albo komercyjne korporacje marketingowe z elementem sportowym. W tej chwili GieKSa nie jest ani jednym, ani drugim. Jest tam jakimś dodatkiem do PRu politycznego bazującym na topniejącej bazie sympatyków. I dlatego nie ma ani pasji, z której słynęła kiedyś, którą można nadrabiać braki organizacyjne, ani profesjonalizmu, który cechuje ten drugi, powszechny model funkcjonowania klubów. Mamy przypadkowych kolesi, nie mających ani kompetencji, jak bartnik, cygan, ani pasji. Widzisz, kibice dostają 0:4 w pysk, a oni sobię na tyskich świętują i razem wódeczkę popijają, bo dla nich nic się nie stało. GieKSa jest tylko dodatkiem, obowiązkiem. I dlatego dobrych, ale niewygodnych się tyu wywala, jak Mandrysza. A zatrudnia tych, co ładnie wyglądają w gadce i na ściankach. Zgadzam się z Tobą, że 2 liga coraz bardziej zaczyna być faktem, i wcale to nie jest powiedziane, że w tej drugiej też się utrzymamy.

  9. Avatar photo

    pablo eskobar

    27 listopada 2018 at 17:45

    Dobre leb smierdzi do myszkowa apropos Myszkow w 4 lidze tez prawie na dnie wiec moze pograzyc dwie ekipy ten gosc

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga