Dołącz do nas

Piłka nożna

(In)Statystycznie po rundzie jesiennej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zakończyła się runda jesienna Fortuna 1 Ligi. Pozostałe mecze, które czekają nas w tym roku, będą rozgrywane tzw. awansem, a formalnie będzie to już runda wiosenna. Firma InStat przygotowała raport dotyczący pierwszej rundy sezonu 18/19. Co ciekawego możemy tam odnaleźć? Czy znajdziemy odpowiedź na to, czemu nasza pozycja w tabeli jest aż tak tragiczna? Pełen raport można pobrać TUTAJ.

Jednym z poważniejszych zarzutów co do naszej drużyny jest to, że jest źle przygotowana fizycznie do sezonu. Nie widać tego, jeśli spojrzymy na fragmenty meczu, w których strzelamy gole. Owszem, strzelamy więcej goli w 1 połowie, niż w 2 drugiej, ale jest to różnica jedynie 3 bramek – 8 w pierwszych 45 minutach, 5 w drugich. W dodatku wszystkie 5 bramek w drugich połowach zostało zdobyte w ostatnich 30 minutach meczu. Najchętniej zaś strzelamy bramki „do szatni” – 5 goli strzeliliśmy między 30 a 45 minutą. Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że nasza liczba strzelonych bramek jest żenująco niska, przez co te różnice nie mogą być zbyt duże. Z 13 zdobytymi bramkami plasujemy się pod w tym względem na przedostatnim miejscu. Słabsza jest tylko Garbarnia z jednym golem mniej.

Lepszym argumentem przy dyskusji o przygotowaniu fizycznym może być liczba bramek straconych. Na 23 stracone gole, co plasuje nas na 5 miejscu w tej niechlubnej statystyce, 6 z nich straciliśmy w ostatnim kwadransie meczu i aż 7 w między 60 a 75 minutą. Z drugiej strony również w pierwszej połowie lubimy sobie stracić bramkę – 6 goli straciliśmy między 15 a 30 minutą. To właśnie wtedy występuje u nas największa różnica między bramkami zdobytymi, a straconymi, bo aż -5. Zarówno w przedostatnim, jak i ostatnim kwadransie meczu różnica ta wynosi -4. Łącznie w pierwszej połowie nas bilans bramkowy wynosi -1, a w drugiej aż -9, co mogłoby potwierdzać teorię o słabszym przygotowaniu fizycznym, ale nie jesteśmy pod względem różnicy bilansów bramek pomiędzy połowami najgorsi – Termalica w pierwszej połowie uzyskała rezultat +4, a w drugiej -9. Najlepiej w ofensywie w pierwszej połowie radzi sobie ŁKS – 8 goli, a w drugiej połowie Raków – 11.

Obok GKS-u Jastrzębie jesteśmy jedyną drużyną, która nie straciła bramki zza pola karnego. Wydawać by się mogło, że to jakiś pozytyw… ale w praktyce oznacza to, że wszystkie 23 gole straciliśmy po strzałach już w naszej 16-stce. Jak wiadomo, im bliżej jest do bramki, tym większa jest szansa na strzelenie gola, a my fatalnie sobie radzimy z utrudnianiem życia rywalowi. Więcej goli po strzałach z pola karnego straciła jedynie Termalica (25) i Garbarnia (29), z kolei najlepiej pod tym względem prezentują się Raków i Sandecja – kolejno 7 i 8 straconych goli. Ligowa średnia to 17 goli straconych po strzałach w 16-stce. Najwięcej bramek spoza pola karnego straciła Chojniczanka – 8.

Po drugiej stronie boiska mamy za to ogromny problem, by strzelać bramki z najgroźniejszych stref. 8 goli z pola karnego to drugi najgorszy wynik w lidze – tylko Stomil strzelił tak jedną bramką mniej. Średnia ligowa jest aż 2 razy większa! Nieźle prezentujemy się za to pod względem strzałów z dystansu – zdobyliśmy tak 4 bramki przy ligowej średniej na poziomie 2,8.

Lubujemy się w szybkich atakach – średnio nasze akcje, po których padała bramka, trwają 7 sekund. Mniej czasu potrzebuje jedynie Chrobry Głogów – zaledwie 3,1 sekundy! W dłuższych atakach najlepiej radzi sobie Odra Opole i Raków Częstochowa – akcje bramkowe trwają tam ponad 18 sekund. Średnia ligowa wynosi zaś 11,2 sekundy. Również pod względem liczby podań w akcjach zakończonych bramką na czele jest klub z Opola – średnio wymieniają 6,8 podania zdobyciem gola. GieKSa ze średnią 2,6 podania plasuje się na 15 pozycji.

Pod względem goli ze stałych fragmentów gry nasz wynik uratował nieco ostatni mecz z Bytovią, gdzie dwukrotnie pokonaliśmy bramkarza po rzucie rożnym. Gdyby nie to, w rankingu tym zajmowalibyśmy przedostatnią pozycję, mając za sobą jedynie Stomil, który nie wykorzystał ani jednego stałego fragmentu gry. Do 2 goli po rzucie rożnym dołożyliśmy 2 gole z rzutów wolnych i 1 z rzutu karnego. Najlepiej z tą częścią piłkarskiego rzemiosła radzi sobie Chojniczanka, która zdobyła w taki sposób 13 goli, ale aż 5 z rzutów karnych.

Jeśli chodzi o bramki z gry to najwięcej, bo 4, zdobyliśmy po akcjach lewą stroną. 3 gole zdobyliśmy po akcjach prawą flanką i zaledwie 1 po akcji środkiem. Najskuteczniej lewą stroną atakuje Bytovia – 9 goli, środkiem Termalica – 10 goli, a prawą stroną Odra – 9 goli. Wszystkie te drużyny zdobyły po akcjach jedynie swoją ulubioną częścią boiska więcej goli niż my łącznie z gry.

Przejdźmy do goli straconych. Można powiedzieć, że w każdej strefie bronimy tak samo źle, bo po akcjach z prawej strony i środkiem straciliśmy po 6 bramek, a po atakach lewą flanką tylko 1 mniej. Najgorzej z atakami środkiem radzą sobie Podbeskidzie, Warta i Puszcza – stracili tak po 8 goli. Na lewej stronie najgorzej bronią Termalica i GKS Tychy – po 7 goli straconych, a po prawej Garbarnia i Chojniczanka – 10 goli.

Wstydu nie przynosi nam liczba bramek straconych po SFG. 2 razy daliśmy się pokonać po rzucie rożnym, również 2 razy po rzucie wolnym i raz po rzucie z autu. Najlepsze pod tym względem Podbeskidzie straciło łącznie 3 bramki po stałych fragmentach, a najgorsza Termalica aż 14. Ligowa średnia wynosi 7.

Uśredniony InStat Index potwierdza dobrą dyspozycję Rakowa i ŁKS-u, a także słabość Garbarni czy Stomilu. My zaś z wynikiem 205 zajmujemy 13 pozycję, czyli wg zaawansowanych statystyk powinniśmy być w lepszej sytuacji niż ta, w której jesteśmy. Podobnie jak chociażby GKS Tychy, który w tej tabeli zajmuje 9 miejsce.

Wbrew pozorom oddajemy całkiem sporo strzałów. Średnio jest ich 13,6 na mecz i daje nam to 6 pozycję. Celnie na bramkę uderzamy jednak tylko 4,4 raza na mecz, czyli jedynie 32% naszych strzałów leci w światło bramki. Średnie ligowe wynoszą odpowiednio 12 i 4,2. Niecelnych strzałów oddajemy 5,4 na mecz, średnio prawie co trzeci mecz trafiamy w słupek lub poprzeczkę, a 3,5 strzałów jest zablokowane przez przeciwnika. Z pola karnego oddajemy średnio 6,4 strzałów, z czego 2,9 jest celnych. Są to wyniki powyżej średniej ligowej (5,8/2,5), czyli po prostu brakuje nam skuteczności.

Jesteśmy jedną z najczęściej faulujących drużyn. Faulujemy średnio 18,4 razy na mecz, z czego 7,8 fauli ma miejsce na naszej połowie. Jedynie Chojniczanka i Stomil częściej dopuszczają się nieprzepisowych zagrań, choć niewiele, bo odpowiednio 18,5 i 18,8. Najrzadziej faulują piłkarze Wigier i Rakowa – niewiele ponad 14 na mecz. Nasi zawodnicy są również w czołówce, jeśli chodzi o faule przeciwników – jesteśmy faulowani średnio 16,9 razy na mecz, w tym 7,6 razy na połowie rywala. Co ciekawe w meczach z nami rywale zdecydowanie rzadziej oglądają żółte kartki – u nas jest to 2,6 żółtej kartki na mecz, u naszego rywala tylko 1,4.

Nieco częściej piłka jest przy naszej nodze niż u rywala, ponieważ w tej rundzie uzyskaliśmy rezultat 53% posiadania piłki. Średnio posiadamy ją natomiast przez 12,3s, co stanowi niecałą sekundę poniżej średniej ligowej. 51 razy na mecz przetrzymujemy ją od 5 do 15 sekund, 30 razy na mecz 15-45 sekund i 31 razy powyżej 45 sekund. Właściwie w każdej statystyce dotyczącej posiadania piłki króluje Raków Częstochowa. Zwykle piłka trafia do nas 123 razy na mecz. 74 razy udaje nam się przekroczyć połowę przeciwnika, 45 razy docieramy do ostatniej ćwiartki boiska i 14 razy udaje nam się z nią wejść w pole karne. Wszystkie te wyniki są powyżej średniej ligowej poza wejściami z piłką w pole karne – w tej statystyce średnia ligowa dokładnie pokrywa się z naszym rezultatem. Z liczb wynika więc, że naszym problemem nie jest umiejętność przemieszczenia się z piłką pod bramkę przeciwnika.

W trakcie meczu wymieniamy średnio 416 podań, z czego 324 są celne, co daje skuteczność na poziomie 78%. Plasuje nas to w dolnych rejonach tabeli. 30 podań jest zaadresowane w pole karne rywala – jest to 5 wynik w lidze, ale tylko 14 trafia do celu. Choć ligową średnią jest 13 celnych podań w pole karne, to nasza skuteczność na poziomie 42% jest poniżej ligowej średniej. 10 razy na spotkanie próbujemy kluczowego podania i niemal co drugie trafia do adresata. Jest to wynik niemal dokładnie na poziomie średniej ligowej. 15 razy na mecz dośrodkowujemy piłkę, a 3,6 razy jest ono udane – ponownie nieco powyżej średniej. Problemem jest natomiast tempo dokładnych podań – na jedno posiadanie piłki wymieniamy ją 12,7 razy – gorszy jest tylko Chrobry Głogów i Bytovia Bytów, której jednak to nie przeszkadza. Mamy też niską skuteczność podań konstruktywnych, czyli takich, które mają na celu przesunięcie gry w stronę bramki przeciwnika. Są one dokładnie tylko w 72% – słabszy wynik ma tylko Chrobry i Puszcza.

Przeciętnie wypadamy w pojedynkach – zarówno w ofensywie, jak i defensywie. W obronie na 86 pojedynków zwycięsko wychodzimy z 50 z nich, a w ataku na 87 udanych jest 38. Procentowo daje to odpowiednio 56% i 44% – w obu przypadkach jest to dokładnie ligowa średnia. Mamy problem z pojedynkami w powietrzu – wygrywamy 49% z nich, co daje nam 13 miejsce w lidze. Nasze zwody są skuteczne w 52%, podczas gdy ligowa średnia wynosi 56%. Jesteśmy za to zdecydowanym liderem w odbiorach – podejmujemy 35 prób na mecz, a 60% z nich jest skuteczne. Lepszą skutecznością mogą pochwalić się Tyszanie, ale podejmują oni jedynie 27 prób. Gorzej z przejęciami – przejmujemy piłkę 49 razy na mecz, co jest 13 wynikiem w lidze, ale 11 razy zdarza nam się to na połowie rywala, a to wynik powyżej średniej. Bardzo dobrze radzimy sobie w odzyskiwaniu piłek – 66 odzyskanych piłek to 3 wynik w lidze.

Wyjaśnijmy przy okazji, czym się różnią odbiór, przejęcie i przechwycenie piłki. Odbiór to aktywne działanie zawodnika, mające na celu odebranie piłki. Przejęcie to nabycie piłki bez walki, po nieudanej kontroli piłki lub niedokładnym podaniu. Przechwycenie piłki to natomiast nabycie piłki po celnym podaniu lub strzale przeciwnika.

Czas na statystyki indywidualne. W top20 pod względem InStat Index na ostatnim uwzględnionym miejscu znalazł się Tymoteusz Puchacz – jego średni wynik to 228. Niestety żaden z naszych zawodników nie załapał się do czołowej 20-tki pod względem bramek, asyst, jak i klasyfikacji łączonej. By znaleźć naszego piłkarza musimy przejść do… pomyłek bramkowych. Tam ex aequo na 3 pozycji znajduje się Wojciech Lisowski z 7 błędami. A skoro o błędach mowa, to ligowym liderem pod względem oddanych strzałów jest Adrian Błąd. Oddał aż 48 uderzeń, ale tylko co trzecie było celne. Na 17 miejscu załapał się również Grzegorz Piesio z 30 strzałami. U niego z celnością jest nieco lepiej, bo 11 z nich leciało w światło bramki… ale goli z tego okrągłe 0.

Nie znajdziemy naszego piłkarza w tabelce z liczbą podań, ale gdy przejdziemy już do tych kluczowych, tam na 10 miejscu znajdziemy Błąda. Podjął 33 próby, a 17 razy piłka dotarła do adresata. W przeliczeniu na 90 minut Błąd wykonuje udane kluczowe podanie 1,1 raza na mecz. W statystyce podań w pole karne znajduje się jeszcze wyżej, bo tuż za podium. Aż 151 razy zagrywał piłkę w 16-stkę rywala, a 68 razy było to podanie celne. W tabelce z najczęściej dośrodkowującymi graczami Błąda nie ma, ale jest Puchacz. Zajmuje 15 pozycję z 41 dośrodkowaniami, z czego 11 było udanych. Naszego niewysokiego skrzydłowego ponownie znajdziemy, gdy zajrzymy do statystyk rzutów rożnych i wolnych w pole karne przeciwnika. Błąd 89 razy próbował takiego zagrania, a 46 było ono celne. Ponownie znalazł się tuż za podium.

Mariusz Pawełek znalazł się na 11 miejscu wśród graczy, którzy wykonują długie podania. Na 215 wykopów 151 trafiło do kolegi z zespołu. Daniel Rumin musi natomiast poprawić się pod względem trzymania pozycji przed obrońcami rywala, bo aż 11 razy dał się złapać na spalonym, co jest 6 wynikiem w lidze. W naszej drużynie najczęściej w pojedynek z rywalem wchodzi Grzegorz Piesio. Z 311 pojedynków 161 razy wyszedł zwycięsko. Jeśli chodzi o pojedynki w obronie, to na 7 pozycji znajduje się Wojciech Lisowski, który brał udział w 181 takich sytuacjach, ale skuteczność 61% nie powala na kolana. Na 17 pozycji załapał się jeszcze Poczobut, ale z jeszcze gorszą skutecznością, bo tylko 51%. Nieco lepiej to wygląda u naszego defensywnego pomocnika, jeśli weźmiemy pod uwagę tylko pojedynki na ziemi – tam jego skuteczność wynosi 55%. Bezkonkurencyjny jest za to w liczbie prób odbiorów, choć są piłkarze, którzy robią to skuteczniej. W top10 tej klasyfikacji znaleźli się również Lisowski i Błąd. Poczobut dominuje także… w liczbie fauli. Nieprzepisowo atakował przeciwnika aż 43 razy. Ze smutkiem trzeba stwierdzić, że żaden z naszych piłkarzy nie znalazł się w topowej 20 pod względem zwodów.

Teraz spójrzmy, jak wyglądają nasi zawodnicy na poszczególnych pozycjach. Pod względem InStat Index wśród bramkarzy Mariusz Pawełek zajmuje 14, a Krzysztof Baran 18 pozycję. Łącznie branych pod uwagę jest 24 bramkarzy. Pawełek obronił 63% strzałów, a Baran 76%.

Na lewej obronie 4 miejsce w lidze zajmuje Tymoteusz Puchacz – może jednak nie jest taki zły na tej pozycji? Musi jednak poprawić się w walce o górne piłki, bo wygrywa tylko 38% pojedynków w powietrzu. Na szarym końcu znajduje się za to Simon Kupec, a niewiele wyżej Wojciech Słomka – dzieli ich tylko Bartków z Puszczy. Łącznie wg InStatu w lidze wystąpiło 27 lewych obrońców.

Po drugiej stronie defensywny na 6 pozycji znajdziemy Adriana Frańczaka – czyżby „Franiu” jednak nie był taki zły? Co może zdziwić wiele osób, zwody Frańczaka są skuteczne aż w 73% przypadków. Dosyć solidnie radzi sobie w każdej statystyce: 81% jego podań jest celne w tym 53% podań w pole karne, wygrywa 63% pojedynków i 2 na 3 próby odbiorów są udane. Zdecydowanie niżej znajduje się Wojciech Lisowski – zajmuje dopiero 18 pozycję. W rankingu tym uwzględniono 29 zawodników.

Sporo się trzeba naszukać, by odnaleźć naszych zawodników w rankingu środkowych obrońców. Pierwszym z nich jest Jakub Wawrzyniak, który zajmuje jednak dopiero 29 lokatę. Kolejnym jest Mateusz Kamiński na 37 miejscu, a trzy pozycje niżej znajdziemy Rafała Remisza. Dla środkowego obrońcy w Fortuna 1 Lidze średni InStat Index wynosi 210 – tylko Wawrzyniak ma wynik powyżej tej średniej (214). ,,Kamyk” osiągnął wynik 209, a Remisz 207. Na przedostatnim miejscu znajduje się nasz były zawodnik Tomasz Midzierski – na 63 piłkarzy gorszy był jedynie Jarosza ze Stomilu.

Najprawdopodobniej z powodu ostatnich meczów, kiedy to zrezygnowaliśmy z gry w systemie 4-1-4-1 i przeszliśmy na 4-2-3-1 lub 5-4-1, Adrian Łyszczarz został potraktowany jako defensywny pomocnik. W tej samej kategorii znajdziemy oczywiście Bartłomieja Poczobuta i Kamila Kurowskiego. Cała trójka uzyskała dosyć podobny wynik – Poczobut zajął 24 miejsce, Kurowski 27, a Łyszczarz 28. Widać jednak, że nie jest to optymalna pozycja dla zawodnika wypożyczonego ze Śląska Wrocław. Podczas gdy Poczobut piłkę przejmuje 5 razy na mecz, a Kurowski 6, u Łyszczarza wynik ten wynosi zaledwie 2,5. Dobrze radzi sobie za to z podaniami kluczowymi i dryblingami. W ciągu 90 minut prawie 3 razy próbuje stworzyć sytuację bramkową, a co drugie takie zagranie jest skuteczne. Na zwody nabiera rywali ze skutecznością 62%. W raporcie za defensywnych pomocników uznano łącznie 58 ligowców.

Ciężko natomiast wyjaśnić, czemu Bartosz Śpiączka został potraktowany jako lewy pomocnik. Choć zajął w tej klasyfikacji 9 miejsce, to ciężko traktować to poważnie, skoro na tej pozycji nie wystąpił ani razu. Niewątpliwie lewym pomocnikiem jest za to Adrian Błąd, który znalazł się 5 oczek niżej. Wspominaliśmy, że oddaje on ogromną ilość strzałów, ale rzadko są celne. Podobnie jest z podaniami – są celne tylko w 65%. W lidze wg InStatu mamy 33 lewoskrzydłowych.

Na prawym skrzydle naszego zawodnika znajdziemy pozycję wyżej niż w przypadku Błąda na lewej stronie. O dziwo jest to David Anon. Jest bardzo skutecznym dryblerem – w ciągu 90 minut podejmuje 6 prób zwodu, z czego 4 są udane. Słabo radzi sobie natomiast z podaniami – tylko 68% dociera do celu. 22 pozycję zajmuje Kacper Tabiś. Prawych pomocników jest więcej niż lewych, bo 39.

Wśród ofensywnych pomocników na 8 miejscu znajdziemy Grzegorza Piesio, na 15 Damiana Michalika, a na 19 Dominika Bronisławskiego. Piesio najczęściej z tej trójki posyła kluczowe podania – próbuje takiego zagrania 1,6 raza na 90 minut, a dokładnie raz na mecz jest ono udane. Dobrze radzi sobie w powietrzu – wygrywa 61% takich starć, co jest najlepszym wynikiem na jego pozycji. Za 10-tki uznano 26 zawodników.

By odszukać naszego zawodnika wśród napastników, trzeba dojść do 15 miejsca. Tam znajdziemy Arkadiusza Woźniaka. Daniel Rumin zajmuje dopiero 36 lokatę. Warto tu zwrócić uwagę na liczby strzałów. Woźniak w ciągu 730 minut oddał 27 uderzeń, z czego 10 zmierzało w światło bramki. Rumin na boisku przebywał przez 936 minut i w tym czasie oddał 23 strzałów, w tym 9 celnych. Choć nie można odmówić mu waleczności, to słabo radzi sobie w pojedynkach – wygrywa zaledwie 26%. U Woźniaka skuteczność w pojedynkach wynosi 41%. Rzadko również rywale nabierają się na jego zwody – są one skuteczne w 30%, a u jego konkurenta o miejsce w ataku – w 44%. Trzeba jednak pamiętać, że Woźniak często występował jako prawy pomocnik. Jako napastników sklasyfikowano 48 zawodników 1 Ligi. Dodajmy tu przy okazji liczby Bartosza Śpiączki: w ciągu 904 minut oddał 25 strzałów, w tym 9 celnych, wygrywa 33% pojedynków i tyle samo wynosi jego skuteczność zwodów. Przypomnijmy, że sezon zaczynał w Termalice.

Jak więc powinna wyglądać nasza wyjściowa 11-stka, gdyby sugerować się jedynie algorytmem InStat Index? Przyjmijmy formację 4-2-3-1. Ma to być rzekomo docelowe ustawienie drużyny Dariusza Dudka. W nawiasach wynik w InStat Index oraz miejsce w lidze na danej pozycji pod tym względem.

Pawełek (213, 14) – Puchacz (228, 4), Wawrzyniak (214, 29), Kamiński (209, 37), Frańczak (218, 6) – Poczobut (209, 24), Kurowski (205,27) – Błąd (202, 14), Piesio (209, 8), Anon (195, 13) – Woźniak (204, 15)

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Marcin C.

    8 listopada 2018 at 16:21

    Dzięki, ciekawy materiał.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga