Dołącz do nas

Piłka nożna

Paszulewicz i Skrobacz po meczu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po meczu GieKSy z Jastrzębiem odbyła się konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jarosław Skrobacz i Jacek Paszulewicz.

Jarosław Skrobacz (trener GKS Jastrzębie):
Przede wszystkim to był taki mecz walki, na to się nastawialiśmy – jakby nie było – były to derby. Oprawa kibicowska mogła zaimponować. Bardzo przyjemnie się gra w takich warunkach. Do przerwy staraliśmy się stworzyć dobre widowisko, to my chcieliśmy rozpocząć od prowadzenia. Myślę, że GKS miał taki sam plan, ale to nam udało się go zrealizować, mieliśmy jeszcze kilka dogodnych sytuacji i możemy ubolewać, że do przerwy nie schodziliśmy z wyższym prowadzeniem, ale jak to się niekiedy mówi, wyższe prowadzenie usypia i wynik 1:0 był dla nas konkretny, a w drugiej połowie wiedzieliśmy, jaki mamy cel, czekaliśmy na kontrataki i myślę, że gdybyśmy z tych kilku szans wyprowadzili jedną czy dwie, mogliśmy zakończyć jakąś dobrą sytuacją dla nas. Cieszymy się, wygraliśmy, dopisujemy trzy punkty.

Jacek Paszulewicz (trener GKS Katowice):
Gratuluję trenerowi wygranej, ostatnio dość często przychodzi mi gratulować trenerom przeciwników. Nie mieliśmy prawa dzisiaj przegrać. Pierwsza połowa pod dyktando gości i za tę pierwszą połowę należy przeprosić kibiców. Mimo niekorzystnego wyniku, przez 90 minut wspierali mój zespół. Jeśli chodzi o drugą połowę, po raz kolejny wyszliśmy z innym nastawieniem. Ciężko na gorąco zdiagnozować, co jest przyczyną tak dużych wahań, jeśli chodzi o grę mojego zespołu. Nie ma co ukrywać, że ten mecz nam nie wyszedł. Mogę dzisiaj z całą stanowczością powiedzieć, że przed sezonem pomyliłem się, mówiąc o tym, że o grę defensywną będzie można być spokojnym. Myślę, że na chwilę obecną ostatnie mecze pokazują, że największy problem mamy właśnie z defensywą – nie mówię tu o indywidualnych błędach obrońców – cały zespół broni i cały atakuje, natomiast przypominając sobie GKS z zeszłej rundy, gdy traciliśmy bardzo mało bramek, gdy przeciwnik nie stwarzał sobie sytuacji, żeby nam zagrozić, co pozwalało nam na to, że strzelenie jednej czy dwóch bramek zamykało mecz. Dzisiejszy mecz unaocznił nam, że zderzenie z pierwszą ligą dla niektórych zawodników jest bardzo bolesne. Umiejętności czysto piłkarskie bardzo często schodzą na dalszy plan, dzisiaj mieliśmy okazję, żeby to zobaczyć i poczuć na własnej skórze. Szkoda, że ta nauka jest tak bolesna, bo przeciwnicy wykorzystują te sytuacje, tracimy punkty i na pewno jesteśmy daleko od tego, co zakładaliśmy sobie przed sezonem. Kolejna rzecz to to, że dzisiaj nie trafiliśmy z personaliami i to biorę na siebie jako trener. Zbyt mało wojowników wyszło w pierwszej połowie i przegraliśmy tę walkę wręcz. Korekta w składzie w drugiej połowie spowodowała, że wróciliśmy teoretycznie do gry, natomiast skuteczność działania jest na niskim poziomie, ciągle nie wykorzystujemy sytuacji, dajemy przeciwnikowi zbyt wiele, nie ujmując tutaj przeciwnikowi, ale jak na tak renomowany zespół, jakim jest GKS Katowice – na zbyt dużo pozwoliliśmy przeciwnikowi. Jeszcze raz gratuluję trenerowi, a nam nie pozostaje nic innego, jak wrócić do podstaw i do ciężkiej pracy.

Pytanie redakcji GieKSa.pl do trenera Paszulewicza:
Mówi pan, że nie wie, jakie są przyczyny wahań jakości gry. Mam hipotezę, że jedną z przyczyn jest zbyt duże rotowanie składem – patrzymy na drugą połowę meczu z Wigrami, która była bardzo dobra i nagle na mecz z Rakowem wychodzi zespół z kilkoma zmianami. Jest kombinowanie z Woźniakiem i Ruminem, nie gra Łyszczarz, który zagrał bardzo dobrą drugą połowę właśnie z Wigrami, stawiamy na Słomkę. Łyszczarz w Częstochowie gra cztery minuty, dziś w pierwszym składzie. Anon zagrał pół godziny z Rakowem, dzisiaj go widzimy w pierwszym składzie. Do tego dochodzi kwestia Wawrzyniaka, który z tego, co słyszymy, to jeszcze z miesiąc potrzebowałby, by dojść do siebie, a dzisiaj jest w pierwszej jedenastce…

Te wahania wystąpiły szczególnie w ostatnich dwóch spotkaniach. Trzy ostatnie odbyły się w ciągu tygodnia. Cykl meczowy, zwłaszcza jeśli chodzi o młodzieżowców, którzy mają duże wahania formy, związany jest z rotacją, która na pewno nie wpływa negatywnie na nich, bo każdy z nich jest w grze. Jeśli chodzi o mecz z Rakowem, chcieliśmy wyjść wysoko na przeciwnika, odciąć im możliwość grania, w związku z tym musieliśmy przejść na bardziej ofensywny system. Nie dało to spodziewanego efektu. Natomiast po tamtym meczu szukaliśmy zawodników, którzy najlepiej wyglądają, jeśli chodzi o regenerację – po dwóch dniach od Rakowa, który to mecz nie był łatwy dla nas i do samego końca próbowaliśmy zmienić oblicze tego spotkania. Natomiast dzisiaj, jeśli chodzi o Łyszczarza, którego państwo chwalicie za zeszły tydzień – dzisiaj uważam, że nie mógł się zmierzyć mentalnie z tak istotnym spotkaniem, jakim są derby z GKS Jastrzębie. David Anon od dłuższego czasu bardzo dobrze wygląda w treningu i myśleliśmy, że dzisiaj jest ten punkt, od którego mógłby regularnie zacząć występować w zespole. Nie chciałbym na gorąco oceniać przyczyn tych wahań, bardziej bym jednak rozpatrywał kwestii mentalnych niż umiejętności zawodników. Jeśli chodzi o Jakuba Wawrzyniaka, potrzebujemy impulsu, jeśli chodzi o uszczelnienie defensywy. Uważam, że dzisiaj zagrał mimo wszystko poprawne zawody, natomiast tak jak mówię – mamy problem, jeśli chodzi o grę w defensywie i tu upatruję zbyt dużej łatwości kreowania sytuacji przez przeciwnika i tracimy dużo bramek. W zeszłym półroczu straciliśmy jedenaście bramek, z czego tylko trzy z gry. To jest coś, co bardzo boli, bo mając wynik 0:0 i grając drugą połowę, w której podkręciliśmy tempo i przejęliśmy inicjatywę, być może ten wynik byłby inny, natomiast nie ma co się tłumaczyć, przegraliśmy, trzeba się uderzyć w pierś, że zbyt dużo błędów popełniliśmy jako zespół, a ja otwarcie mówię, że ze składem nie trafiliśmy.

14 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

14 komentarzy

  1. Avatar photo

    q2

    26 sierpnia 2018 at 00:55

    Pytanie i prośba do osób, które to czytają a zajmują się „image” naszego klubu to pewnie i trenera. Czy w ogóle, ktoś za to odpowiada?.

  2. Avatar photo

    q2

    26 sierpnia 2018 at 00:56

    Czy ktoś mu dobiera marynarki i krawaty?

  3. Avatar photo

    Irishman

    26 sierpnia 2018 at 02:18

    Nie jestem trenerem ale wiem, że każda defensywa wymaga zgrania i stabilizacji, żeby się dobrze prezentować. A u nas, a bieżącym sezonie zagrali już na obronie: Lisowski, Kamiński, Remisz, Kupec, Frańczak, Midzierski, Wawrzyniak, Słomka. No więc nie za bardzo rozumiem zdziwienie trenera Paszulewicza, bo ja raczej zdziwiłbym się gdyby było inaczej.

  4. Avatar photo

    Mecza

    26 sierpnia 2018 at 06:10

    q2, najlepiej ubrany trener w 1lidze. Poprzedni biegał przed kamerami w białej koszulce bez żadnego znaczka klubowego. Zresztą Maurycy też rzadko przywiązuje uwagę do koszulki jak robi wywiad a to błąd. Jest w pracy.

  5. Avatar photo

    Mecza

    26 sierpnia 2018 at 06:24

    Szkoda że trener nie dostrzega problemu. Przecież obojętnie kto by wyszedł gra nie byłaby inna. On się czepia pesonaliów a tu chodzi o pomysł na grę w ofensywie. Nie pisałem tego bo każdy się zachwycał ale mi się nie podobała pierwsza połowa z Tychami. Chaos i szarpanina chociaż te przebitki wygrywaliśmy i wydawało się że fajna gra.

  6. Avatar photo

    Mecza

    26 sierpnia 2018 at 06:27

    Z kim musimy zagrać aby na spokoju rozegrać atak pozycyjny na połowie przeciwnika? Z rezerwami z A klasy? Nie chcę słuchać o walce i ciężkiej pracy bo to każdy robi w tej lidze. Gdzie gra w piłkę? My chcemy awansować Panie Bartnik a nie walczyć jak inni.

  7. Avatar photo

    Mecza

    26 sierpnia 2018 at 06:31

    Broniłem Brzęczka napisali, to chyba dobrze? Opinia publiczna zwolniła Mandysza, trener który popełniał błędy jak każdy ale wiedział co robi bo robił to już kilka razy z powodzeniem. Wygrał ostatni mecz z liderem i został pogoniony i zastąpiony żółtodziobem który nie wierzy w to co robi bo by nie biegał tak nerwowo przy lini.

  8. Avatar photo

    Mecza

    26 sierpnia 2018 at 06:35

    Opinię wyraziłem ale Paszul musi zostać. Nie stać nas na tak częste zmiany. Sprawa jest prosta. 5 pkt straty do 2 miejsca po jesieni niech pracuje, więcej żegnamy się i koniec zabawy trzeba zatrunić fachowca. Na dzisiaj tylko Kaczmarek mi przychodzi do głowy bo Mandrysz jest spalony.

  9. Avatar photo

    Mecza

    26 sierpnia 2018 at 06:39

    Mam nadzieję że nie będzie już transferów bo to wyrzucanie kasy w tym poszukiwaniu jakości przez Paszula. Jego taktyka nie wymaga umiejętności co zreszta sam powiedział. Trener idealny dla przeciętnych, walczących o utrzymanie klubów.

  10. Avatar photo

    Mecza

    26 sierpnia 2018 at 06:44

    Przy tej jakości zawodników powinniśmy klepać na połowie przeciwnika a przegrywamy z beniaminkiem. Nawet Stawowy by to lepiej ułożył. Wiem, wiem co napiszecie ale on pracował w anormalnych warunkach teraz mogłaby być fajna piłka. Mecz z Pogonią na wyjeździe 4:3 nadal pamiętam. Nie o to chodzi w sporcie, o emocje?

  11. Avatar photo

    Mecza

    26 sierpnia 2018 at 07:19

    Śmieszne co on mówi, żartuje z nas? Kadra prawie zmieniona w całości a on zdziwiony że coś nie funkcjonuje jak w poprzedniej rundzie…

  12. Avatar photo

    Paszul

    26 sierpnia 2018 at 07:47

    prosiłem Pana Prezesa by zatrudnił Peszkę i co jest zgoda będzie rozluznienie w szatni

  13. Avatar photo

    PanGoroli

    26 sierpnia 2018 at 08:50

    Panie trenerze, nie ma Pan racji z rotacją – ona jest fatalna dla psychiki, dla morale. Fatalna, jeśli chodzi o zgranie, 'widzenie partnera tyłem głowy’. Panie trenerze, to akt odwagi i uczciwości, by przyznać, że temat przerasta… Z mojej strony dzięki za wszystko.
    Zgadzam się z Meczą – Paszulewicz za Mandrysza, wygląda to na sporą pomyłkę.

  14. Avatar photo

    PołudnioweK-ce

    26 sierpnia 2018 at 19:50

    Mam ciagłe wrażenie że jesteśmy na etapie przygotowań do sezonu..ciągłe rotacje w składzie..no kurwa tego nie ma nawet u największych w europie o naszym podwórku nie wspomne..trenerze skończ pan podskakiwać machać rękoma weź się pan kurwa Do Rzetelnej Solidnej Roboty Dla swojego Dla naszego dla Wspólnego Dobra

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.

Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.

To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.

Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.

Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…

No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.

Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.

Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.

Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.

Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…

No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.

Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.

Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…

Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.

A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.

I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.

Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.

Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.

Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.

Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.

Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.

Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga