Felietony Piłka nożna
[POMECZOWO] Zadowolenie po braku wygranej przy Bukowej? Tak, to możliwe
Powoli rozkręca się GKS Katowice. Po fatalnym otwarciu z Podbeskidziem Bielsko-Biała, przyszedł mecz w Łodzi, gdzie zachowaliśmy się, jak zawodowy bokser i wypunktowaliśmy rywali. Większość z nas zwracała uwagę, że wygrana była szczęśliwa, co nie do końca było prawdą. Szczęście miało imię i nazwisko – nazywało się Mariusz Pawełek. Wczoraj w meczu z Tychami dostaliśmy najlepsze 90 minut w tym sezonie (i zarazem najlepsze 45 minut od dawna – pierwsza połowa), ale niestety nie udało się wygrać. Ci piszący o ogromnym szczęściu w Łodzi, powinni go teraz szukać w drużynie gości.
„Byliście lepsi” – taki okrzyk żegnał piłkarzy GKS Katowice i nie pamiętam już, kiedy ostatnio tak bardzo pasował. Oczywiście pojawiał się w nawet nie tak zamierzchłej przeszłości, ale rzadko… pasował. Często zdarzało się, że kibice zaśpiewali tak na zachętę lub przyzwyczajeni do mizerności wyciągali zbyt optymistyczne wnioski. Wczoraj było to naprawdę w 100 proc. zasłużone. Mało tego, głośne „dziękujemy” także wydawało się dużo bardziej odpowiednie, niż po niejednych wygranych spotkaniach. Osobiście nie umiem sobie przypomnieć meczu, którego GieKSa nie wygrała na Bukowej, a po którym nie wracałbym smutny/zły/wkurwiony do domu. Wczoraj towarzyszyło mi lekkie rozczarowanie, że nie udało się wygrać, ale przede wszystkim zadowolenie, że zobaczyłem spotkanie, w którym piłkarze walczyli. Szukam pamięcią takiego spotkania i do głowy przychodzi mi mecz w Nowym Sączu, gdzie przegraliśmy 0:4, a naszym katem okazał się Arkadiusz Aleksander. Dodatkowo w tym spotkaniu karnego nie wykorzystał Grzegorz Goncerz, a czerwoną kartkę dostał Alan Czerwiński (za zachowanie Krzysztofa Wołkowicza). Piłkarze po meczu podeszli pod sektor gości i… dostali burzę braw. Ten mecz nam po prostu nie wyszedł, ale piłkarze go nie odpuścili, co zostało docenione przez fanatyków.
My kibice przecież zawsze mówimy: „GieKSa może przegrywać, byleby walczyła”. To, że tak mówimy, to oczywiście nie znaczy, że potem się tego trzymamy, bo 95 proc. trójkolorowych fanów po niewygranym spotkaniu powie: „co z tego, że grali ładnie, skoro nie wygrali” albo „walka walką, ale tak awansów się nie robi”. Ci sami ludzie po wygranej, ale słabym meczu pisaliby: „co z tego, że wygrali, skoro grali tak słabo, że kolejny mecz przegrają” lub „więcej szczęścia niż umiejętności, bardzo źle się to oglądało”. Ja także nie jestem pod tym kątem doskonały, ale staram się zmuszać sam siebie do trzeźwego patrzenia na GieKSę – na pierwszym miejscu stawiam walkę, gryzienie murawy i serce, a więc gdy widzę na boisku te cechy, to wynik staje się sprawą drugorzędną. Piątkowe derby z GKS Tychy obfitowały w „serducho”, co także widać po tym, że mały procent stanowią negatywne komentarze, jak wyżej wymienione.
Słowo o rywalach – na razie początek sezonu mają zły (przegrali w Opolu, stracili wygraną w Tychach, nie utrzymali wygranej na Bukowej), ale to ciągle dobra drużyna. Uważam, że do samego końca będą w stawce, która będzie walczyć o awans. Dlaczego o tym wspominam? Bo wiele osób ma manię umniejszania drobnych sukcesów i niedługo pewnie pojawią się opinie: „walka walką, gra grą, ale Tychy były słabe”. Tutaj zgadzam się z Adrianem Frańczakiem, który w wywiadzie (kliknij tutaj, aby przeczytać całość) powiedział: „Zagraliśmy dobry mecz, a nie przeciwnik słaby„.
Nie sposób w pomeczowym felietonie nie wspomnieć o Danielu Ruminie, który zaliczył prawdziwe „wejście smoka” do naszej drużyny. Wystąpił w trzech spotkaniach (w dwóch od pierwszej minuty) i zdobył dwie bramki, czyli wszystkie, jakie na razie zdobyliśmy. W 131 minuty zrobił więcej niż… Grzegorz Goncerz w całym zeszłym sezonie. Pesymiści po meczu w Łodzi zwracali uwagę, że miał tylko jedną okazję, ale spotkanie z Tychami pokazało, że Rumin potrafi coś więcej, niż „wykończyć jedną akcję w meczu”. Rumin jest wymarzonym materiałem na trójkolorowego napastnika – młody, urodzony w województwie śląskim, dostrzeżony w niższej lidze i strzelający bramki. Czego chcieć więcej? Dziś powoli zapominamy o Daliborze Volasie. Wczoraj nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych – może przez słabą formę, może przez kontuzję (te strzeżone są na Bukowej bardziej niż Azkaban). Dopóki Rumin strzela, to nie jest naszym zmartwieniem. Wczoraj dostaliśmy w kuluarach informację – Artur Siemaszko podpisał umowę z GieKSą, ale potrzebuje jeszcze trochę czasu na wyleczenie urazu. Saga z Siemaszko jest taka, że ta informacja tak naprawdę niewiele zmienia – nie zdziwimy się, jak ostatecznie okaże się, że jednak nie podpisał 😉 W każdym razie to raczej on, a nie Volas, będzie naciskać na Daniela Rumina. Obyśmy pierwszy raz od wielu, wielu lat mieli problem bogactwa w ataku. Dobre słowo należy się także Kacprowi Tabisiowi, który szybko stał się „jedynką” wśród młodzieżowców i… gra nie tylko dlatego, że ma odpowiedni wiek. Oby tak dalej!
Problem mamy cały czas na lewej obronie. Po słabych występach Simona Kupca (choć druga połowa w Łodzi była akceptowalna) do składu wrócił Adrian Frańczak. Nie jest to jego optymalna pozycja, bo lepiej czuje się na prawej stronie. Ciężko jednoznacznie ocenić jego występ – z jednej strony zawalił bramkę, a z drugiej asystował przy wyrównaniu; z jednej strony trafił w poprzeczkę, a z drugiej dwa razy źle zachował się w końcówce spotkania, gdy atakowaliśmy rywali. W ocenie Frańczak – Kupec należy pamiętać także o tym, że w piątek cały zespół GieKSy zagrał lepiej niż w dwóch poprzednich meczach, a to też zawsze ułatwia granie. Dziś wydaje się, że znacznie bliżej wyjściowej jedenastki jest „Franiu”. Naprawdę szkoda kontuzji Mateusza Mączyńskiego, który zwiększyłby rywalizację na lewej stronie. Ogólnie wydaje się, że lewa strona jest naszą bolączką, bo średnio spisuje się także Adrian Błąd (choć w piątek lepiej niż w poprzednich meczach), a dopóki nie będzie grał Anon, to nie mamy porównania. Oprócz tego widać, że brakuje zmienników, których wejście na boisko nie osłabiłoby drużyny. W piątkowym spotkaniu trener Jacek Paszulewicz czekał do samego końca z wprowadzeniem rezerwowych, a ostatecznie wpuścił tylko dwóch. Na szczęście niedługo powinni być gotowi wspomniani wcześniej Siemaszko i Anon.
GieKSa po trzech kolejkach ma cztery punkty, czyli tyle samo ile dwa lata temu i o trzy więcej niż rok temu. Ciągle siedzą nam w głowie te dwa poprzednie sezony – od tego nie da się uciec. Oczywiście nie ma sensu zarzucać niczego nowo sprowadzonym zawodnikom, ale takie porównania musimy czynić, by wiedzieć, w którym kierunku zmierzamy. Dużo przyjemniejsze jest jednak porównanie subiektywnych odczuć z boiska. Na wiosnę zaczęliśmy dobrze, ale z meczu na mecz było gorzej. Teraz jest odwrotnie i mam nadzieję, że nasz „sufit” jest umiejscowiony bardzo wysoko. Czas na wyjazdowe spotkanie w Nowym Sączu – mam nadzieję, że zobaczymy walkę, serce i ambicję z piątkowego spotkania. Wtedy o wynik jestem spokojny – los odda nam to, co zabrał. A za mecz z Tychami jeszcze raz dziękuję!
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Mecza
4 sierpnia 2018 at 14:28
kosa dokładnie, też się sobie dziwię że nie jestem zły po remisie u nas. Fajna sprawa. Martwi mnie tylko jedna rzecz. Mamy fajnych ludzi do grania piłką na połowie przeciwnika ale nie robimy tego. To się nie zmieni, bo taka jest filozofia trenera. Nie mam pretensji ale piszę jakie mam odczucia. W weszło Paszulewicz powiedział że w ofensywie zespół ma pełną swobodę a jeśli źle to wygląda to znaczy że mocno są absorbowani w defensywie bo to jego konik. Ja to zrozumiałem tak, że oni nie trenują wariantów, schematów ofensywnych tylko wszystko zależy od kreatywności zawodników w danym momencie. Jeśli tak jest to może być trudno i nie będzie lepszego grania np.za 2 miesiące.
Siwy.jr
4 sierpnia 2018 at 22:42
Pierwsza połowa naprawdę zdumiewająca. W drugiej musieli trochę odpokutować tempo z pierwszej ale w końcówce potrafili przycisnąć. Jeżeli to ma iść w takim kierunku to jestem jak najbardziej na tak.
Daniel
6 sierpnia 2018 at 11:48
Czytam :”Wczoraj dostaliśmy w kuluarach informację – Artur Siemaszko podpisał umowę z GieKSą, ale potrzebuje jeszcze trochę czasu na wyleczenie urazu”
Chyba to trochę nielogiczne gdyby podpisał kontrakt to oficjalnie byłoby pewnie ogłoszone przez klub, że go mamy a to że będzie leczył kontuzję to to byłaby tylko informacja.
Jakoś nie wierze że podpisał i fajnie gdyby było konkretne info czy przyjdzie czy nie bo robi się z tego jakaś saga a musi być ktoś za Rumina bo Volas nie będzie raczej grał przy Paszulewiczu
kosa
6 sierpnia 2018 at 13:38
@Daniel może dziś klub ogłosi, nie wiem na co czekają.