Dołącz do nas

Felietony Kibice Piłka nożna

[FELIETON KIBICA] „GieKSa grać!!!”, czyli co z tą presją?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Od kilku lat mówi się o kibicach GKS Katowice, że rzekomo wywierają na swoich piłkarzach jakąś niesamowitą presję, która wręcz wiąże im nogi i przeszkadza w grze. Podobno nawet przez to drużynie GieKSy łatwiej grało się na boiskach rywali. Czy rzeczywiście jesteśmy tak wymagający i ma to tak niekorzystny wpływ na postawę naszych zawodników?

Nie ma chyba na świecie kibiców piłkarskich (nie mylić z widzami albo z sympatykami), którzy nie byliby oddani swojemu klubowi. Ale kibice GieKSy związali się z nią w sposób wyjątkowy, daleko wykraczający poza zwykłe kibicowanie. Gdy kilkanaście lat temu nasz klub zaczynał mieć problemy finansowe, często właśnie na ich barkach spoczywało wykonywanie prac, dzięki którym mógł on funkcjonować – np. przygotowanie stadionu do meczu. To kibice wnieśli niebagatelny wkład w jego odrodzenie po relegowaniu do IV ligi. To także oni ratowali go, gdy jego egzystencja była później, za czasów Ireneusza Króla zagrożona. Wtedy zresztą też zrodziło się hasło „Ekstraklasa albo śmierć”, co było potem wielokrotnie wykorzystywane, aby właśnie pokazać, jak jesteśmy radykalni. Czy słusznie? Myślę, że trzeba się było wykazać, delikatnie mówiąc wyjątkowo złą wolą, aby traktować to jako groźbę wobec kogokolwiek, a właśnie poprzez taką interpretację tych słów sprawa otarła się bodajże nawet o śledztwo policyjne.

Tymczasem było to wyjątkowo trafne przedstawienie sytuacji, w jakiej znajdował się wówczas GKS Katowice. Nikt nie umarłby z braku awansu do ekstraklasy, ale klub bez idących za tym dochodów był tego bardzo blisko! Zresztą, czy to hasło straciło aż tak wiele ze swojego przekazu? Dziś oczywiście klub jest już wielosekcyjny, solidnie wspomagany przez miasto Katowice, więc o jego egzystencję, jako całości nie musimy się martwić. Jednak w przypadku braku awansu do ekstraklasy istnieje groźba, że nasza sekcja piłkarska, która była i zawsze będzie jego kamieniem węgielnym, będzie stopniowo marginalizowana na tle rosnącej w siłę najbliższej konkurencji – w Zabrzu, Gliwicach, Sosnowcu, Tychach (a może w końcu i w Chorzowie?) aż w końcu przestanie cokolwiek znaczyć. Niedawno mogliśmy sobie obejrzeć w tv mecz beniaminków Warta Poznań-Garbarnia Kraków. Ilu z nas pamięta, że Garbarnia to mistrz i wicemistrz Polski, a Warta… to 2-krotny mistrz Polski, 5-krotny wicemistrz i 7-krotny brązowy medalista?! No, a co dzisiaj znaczą te kluby? Czy więc kibice niesłusznie troszczą się o swój klub i dają temu wyraz?

Poza tym, czy jest coś złego w tym, że oczekujemy od zawodowych piłkarzy, żeby po prostu angażowali się w to, co robią? I nie bądźmy śmieszni, że to jest jakaś straszna presja, bo o tej to ewentualnie można pogadać z Jankiem Furtokiem, który pamięta, jak twardą ręką rządził klubem śp. Marian Dziurowicz. Gdy „Magnat” przyjeżdżał do klubu, wszyscy stawali na baczność albo kryli się po kątach i nikomu nawet przez myśl nie przyszło, aby nie przykładać się do pracy.

Kiedy kilka lat temu, Jerzy Brzęczek był trenerem GieKSy, przywiązywał dużą wagę do tego, aby jego zawodnicy byli jak najbardziej izolowani od krytyki. Starał się ją tonować, a zarzuty o słabą postawę drużyny brał na siebie. I był taki okres, że kibice zgodzili się z trenerem i roztoczyli nad piłkarzami niejako parasol ochronny. Jaki to przyniosło rezultat, a więc czy to miało sens, wszyscy doskonale pamiętamy. Co gorsza, nie skończyło się wtedy „tylko” na porażce sportowej. Przecież, już po odejściu trenera, pomimo klęski, w piłkarzach pozostało przekonanie o swojej wielkości, tak jakby nie rozumieli, jak bardzo zawalili sprawę i mieli wręcz pretensje do nas, że ośmielamy się ich negatywnie oceniać! W efekcie stosunki między nimi, a kibicami uległy drastycznemu pogorszeniu, staliśmy się wręcz jakby dwoma, wrogimi w stosunku do siebie obozami, co niestety nie mogło przynieść niczego dobrego także w kolejnym sezonie.

Ale to już, dzięki Bogu historia. Szatnia GieKSy została w ogromnej części zmieniona i mam wrażenie, że ci, którzy obecnie ją stanowią, to w ogromnej mierze zupełnie inny format piłkarzy! Oczywiście, może niektórym brakuje jeszcze trochę ogrania na odpowiednim poziomie, a samej drużynie zgrania, którym można zniwelować, być może trochę mniejszą jakość w konfrontacji z potencjalnie silniejszymi rywalami. Ale jest ta chęć do pracy, to zaangażowanie, ta walka, to „umieranie za klub”, o które nam kibicom chodzi.

Dlatego nie zgadzam się z postawą niektórych z nas, którzy ciągle jeszcze żyją tą fatalną przeszłością. Stąd pojawiające się wśród nas, takie powiedzmy „roszczeniowe” głosy, w których przebija się ta złość z poprzednich sezonów, te zawiedzione nadzieje, to twierdzenie, że bez względu na wszystko, bez względu na to, co pokażą piłkarze ma być awans i koniec. A jak nie to wszyscy WON! Nie, no tak nie można, bo to zrodzi nie tyle jakąś presje, ile niezdrową atmosferą, która nie tylko jakoś zaszkodzi piłkarzom, ale przede wszystkim zatruje nas samych.

Na szczęście mam wrażenie, że coraz więcej kibiców dostrzega i docenia to zmianę na lepsze w postawie zawodników, bez której ten nasz wymarzony cel był dotąd i byłby nadal nierealny, choćbyśmy nie wiem jak tego „żądali”. No, bo przecież my tak naprawdę niczego więcej nie chcemy, jak tylko poczuć, że piłkarzom chodzi o to samo co nam, że gramy wszyscy w jednej drużynie, dla dobra klubu. A gdy tak będzie, to nikt nie będzie mówił o jakiejś presji katowickich trybun… no, chyba że o tej przytłaczającej naszych przeciwników!

Irishman

Felietony kibiców to nowa seria, którą wprowadziliśmy na stronę GieKSa.pl. Nasz portal tworzą oczywiście sami trójkolorowi fani, ale gdy stają się członkami redakcji, to może umyka im zwykły głos trybun. Dlatego w tym sezonie wyszliśmy z taką inicjatywą i każdy z Was może zmieścić tutaj tekst – wystarczy wysłać do nas maila na gieksainfo[at]gmail.com. Teksty najlepiej przesyłać do nas w Wordzie w formacie .doc lub .docx. Zastrzegamy sobie prawo poprawiania, skracania lub niepublikowania, ale… jeszcze nam się to nie zdarzyło. Robimy jedynie delikatną korektę. Felietony docelowo chcemy publikować w każdą środę, w którą nie gra GieKSa.pl. Optymalnie byłoby abyście swoje teksty nadsyłali do nas do poniedziałku wieczora. Jeśli ich treść jest ponadczasowa, to może to być dowolnie wybrany dzień.

6 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

6 komentarzy

  1. Avatar photo

    Mecza

    1 sierpnia 2018 at 18:47

    Irishman, cieszę się że złapałeś bakcyla, często utożsamiam się z komentarzami a już felieton to bajka:) Inne, świeższe spojrzenie niż reakcji. Zazwyczaj czytam komentarze a dopiero później treść. W Katowicach nie ma presji, presja ambitnego człowiek mobilizuje do jeszcze lepszej pracy, pomaga. U nas pojawiło się chamstwo a to deprymuje i nawet jak człowiek chce bardzo to nie daje rady. To jest silniejsze bo który zawodowy piłkarz nie chce się wyżej wybić? Umówmy się, że oni wszyscy nie mają GKS w sercu, oni chcą zarabiać, najlepiej w ekstraklasie. Pomijając trybuny to też kilka razy sygnalizowałem redakcji że powinni być bardziej powściągliwi jako dziennikarze, to zobowiązuje.

  2. Avatar photo

    James

    1 sierpnia 2018 at 20:36

    Zgadzam się z Kosą w 100% Wielu piłkarzy nie ma w sercu herbu i tradycji swojego obecnego klubu np. Trochim (GKS, Sandecja, teraz Chojnice) i takich przykładów będzie wiele patrząc na okienka transferowe. Naszym zadaniem powinno być wspierać tych, którzy zakładają koszuli z herbem GieKSy aby grali jak najlepiej.
    Takie czasy gdzie trawę gryźli choćby: Sput, Furtok, Grzesik, śp. Ledwoń, Jojko, Biegun czy Janoszka którzy pochodzili ze Śląska…już dawno mineły – pogódźmy się z tym.

  3. Avatar photo

    kosa

    1 sierpnia 2018 at 22:03

    James, ale to nie ja pisałem, a Irishman.

  4. Avatar photo

    Kato

    2 sierpnia 2018 at 08:55

    Profi felieton.

  5. Avatar photo

    James

    2 sierpnia 2018 at 10:33

    To przepraszam, zgadzam się Irishman z Tobą!!
    🙂

  6. Avatar photo

    Irishman

    4 sierpnia 2018 at 06:26

    Dzięki za miłe słowa – sory, ze dopiero teraz ale trochę zalatany jestem ostatnio.
    @Mecza, nie wiem czy to co było, nazwałbym aż „chamstwem”. Na pewno było to coś na zasadzie akcja – reakcja i nie wiem czy przesadzona?! Ale nie ma co już do tego wracać – patrzmy w przyszłość, bo ta jest najważniejsza!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga