Piłka nożna
Czy to jest rekordowe okienko transferowe, jeśli chodzi o pożegnania?
GKS Katowice na razie pożegnał się z trzynastoma zawodnikami, a dwóch jest już praktycznie poza klubem. Trener Paszulewicz użył w podcaście „Trójkolorowy szpil” słowa rewolucja. Dyrektor Bartnik na ostatniej konferencji także wspominał, że przebudowa jest bardzo głęboka.
Postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej temu zagadnieniu i porównać obecne okienku transferowe do… poprzednich dziesięciu letnich. Przypomnijmy, że już w zimę Andreja Prokić podpisał kontrakt ze Stalą Mielec. Po meczu z Ruchem odsunięto od pierwszej drużyny: Wojciecha Kędziorę, Armina Cerimagicia, Dawida Plizgę i Grzegorza Goncerza. Po sezonie klub rozstał się z Tomaszem Foszmańczykiem, Bartłomiejem Kalinkowskim, Maciejem Wierzbickiem, Patrykiem Prockiem, Tomaszem Mokwą i Łukaszem Zejdlerem. Z wypożyczeń wrócili do swoich klubów Oktawian Skrzecz i Kamil Słaby. Nowego pracodawcę postanowił znaleźć Mateusz Abramowicz. Bliski przejścia do Jagiellonii Białystok jest Lukas Klemenz. To właśnie ten ostatni, razem z Grzegorzem Goncerzem, teoretycznie pozostają jeszcze naszymi zawodnikami, ale obie sprawy są tak zaawansowane, że w naszych poniższych wyliczeniach traktujemy ich tak, jakby już z GieKSy odeszli. Ciągle niepewna jest sytuacja Pawła Mandrysza i Adriana Frańczaka, którym kontrakty kończą się 30 czerwca 2018 roku, ale dopóki nie ma jasnej informacji, że nie zostaną one przedłużone, to obu zawodników zaliczamy do obecnej kadry.
Powyższa tabela pokazuje, jaką politykę transferową prowadził nasz klub w poszczególnych letnich okienkach. Pod uwagę braliśmy jedynie tych zawodników, którzy zagrali chociaż jedną minutę w sezonie poprzedzającym rozstanie. Stąd w 2018 roku pod uwagę nie bierzemy Patryka Procka, który w protokołach zapisał się jedynie jako rezerwowy. Łączna liczba minut to oczywiście suma minut spędzonych w I lidze i Pucharze Polski w sezonie poprzedzającym rozstanie z zawodnikiem. Średnia to łączna liczba minut podzielona przez liczbę zawodników i zaokrąglona do jednej minuty. Mediana minut to natomiast wartość środkowa, czyli przeciętnie tyle minut rozgrywał zawodnik, z którym się żegnaliśmy. Jest to zazwyczaj dużo bardziej miarodajna statystyka niż średnia, bo jest odporna na wartości skrajne. Na czerwono zaznaczyliśmy rekordowe sezony.
Zwraca uwagę tegoroczny rekord pod względem łącznej liczby minut, którą rozegrali w poprzednim sezonie pożegnani zawodnicy. Liczba zawodników, którzy odeszli z GieKSy jest także bliska rekordowej – ustępuje jedynie tej z 2011 roku. Pod względem średniej jesteśmy obecnie na 4 miejscu spośród 11 sezonów. Lepsze okazały się letnie okienka transferowe w 2008, 2014 i 2012. Te dwa pierwsze są zbliżone do obecnej wartości, a w 2008 roku odeszło zaledwie czterech zawodników, więc dużo łatwiej wtedy o wysoką średnią. Jeśli chodzi o medianę minut, to 2018 rok ustępuje jedynie 2008 (ale jak już wspomnieliśmy odeszło wtedy ledwie 4 zawodników) i 2012 roku. Wyraźnie widać, że obecny sezon możemy porównać do tego sprzed 6 lat. W 2012 roku pożegnaliśmy 8 zawodników, z których większość grała przyzwoitą lub bardzo przyzwoitą liczbę minut. W tym roku pozbyliśmy się także aktorów drugiego i trzeciego planu, co wydaje się być dobrą drogą.
Na tytułowe pytanie można według mnie odpowiedzieć: tak, mamy rekordowe okienko pod względem odejść. Nie znaczy to jednak, że już nikogo nie pożegnamy. Wspominałem wcześniej o braku nowych umów dla Frańczaka (2459 minut w zeszłym sezonie) i Mandrysza (1378). Niepewny wydaje się też los Midzierskiego (2009), którego pozostanie zależy od transferów do klubu. Poniżej lista wszystkich letnich okienek transferowych z ostatnich 11 lat w naszym klubie.
2018:
Zejdler – 2442
Klemenz – 2430
Prokić – 2135
Kędziora – 1922
Kalinkowski – 1411
Abramowicz – 1395
Skrzecz – 1320
Goncerz – 849
Słaby – 802
Cerimagić – 731
Foszmańczyk – 721
Plizga – 681
Wierzbicki – 585
Mokwa – 456
2017:
Abramowicz – 2803
Czerwiński – 2685
Praznovsky – 2112
Lebedyński – 1674
Pielorz – 1143
Jóźwniak – 688
Wisio – 540
Duda – 373
Wołkowicz – 332
Sapała – 329
Bębenek – 257
Szołtys – 181
2016:
Kuchta – 2160
Leimonas – 2148
Burkhardt – 1116
Iwan – 1090
Dobroliński – 1080
Flis – 588
Zahorski – 445
Szymański – 377
Kochański – 180
2015:
Pitry – 2426
Cholerzyński – 1931
Bucek – 1686
Kujawa – 1042
Ceglarz – 1004
Bodziony – 825
Bętkowski – 634
Petasz – 584
Wieczorek – 205
Rudnicki – 180
2014:
Budziłek – 2674
Wróbel – 2261
Fonfara – 2186
Chwalibogowski – 1540
Gancarczyk – 1394
Zieliński – 1051
Figiel – 1049
Napierała – 965
Sadzawicki – 852
Skrzypczak – 248
Ciku – 161
2013:
Rakels – 1978
Sabela – 1260
Farkas – 1158
Sobotka – 1039
Weirzbicki – 360
Beliancin – 243
Kowalczyk – 135
Ratajczak – 59
Sadowski – 11
Mazurek – 1
2012:
Hołota – 2423
Chmiel – 2405
Zachara – 2289
Rzepka – 2221
Szymura – 741
Gorczyca – 661
Gierczak – 589
Stefański – 488
2011:
Olkowski – 2590
Sokołowski II – 2430
Dziedzic – 2355
Szala – 1465
Zieliński – 1387
Sadowski – 1162
Kaliciak – 998
Piechniak – 846
Wierzbicki – 720
Karwna – 455
Sroka – 386
Mazurkiewicz – 230
Pączek – 89
Kowalczyk – 87
Kędzierski – 7
2010:
Uszalewski – 1313
Dudzic – 1174
Wijas – 750
Małkowski – 686
Buśkiewicz – 605
Malicki – 578
Górski – 336
Nowak – 130
Pytlarz – 72
Sermak – 9
2009:
Mielnik – 2698
Krysiński – 1288
Budka – 482
Pasko – 10
2008:
Jaromin – 2641
Gajowski – 1298
Gielza – 1158
Gruchalski – 36
Kolejno: rok, nazwisko, liczba minut spędzonych na boiskach zaplecza Ekstraklasy i Pucharu Polski w barwach GieKSy w sezonie poprzedzającym rozstanie.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.


relio
22 czerwca 2018 at 22:48
3 liga czeka -)na GKS,paszul co ty człowieku reprezentujesz,klapki i postawiony kołnierzyk
jaw64
23 czerwca 2018 at 00:58
@relio z takim podejściem powinneś sobie odpuscic chcielismy oczyszczenia szatni wiec to robimy i nie ma co narzekać ocenimy po rundzie jesiennej
Gerald
23 czerwca 2018 at 10:09
To są rekordowe rozstania! ”NOWE PORZĄDKI” wreszcie nastały. To była konieczność po ostatnim sezonie a w zasadzie dwóch latach marazmu. Osobiście wolę środek tabeli niż coroczne napompowywanie balonu i przechodzenie w końcówkach sezonu obok meczy. Na tą ligę wystarczy walka i jeszcze raz walka. Wierzę, że zawodnicy typu Poczobuta więcej dadzą drużynie niż większość z którymi rozstaliśmy.
Mecza
23 czerwca 2018 at 16:35
Niech mi ktoś wyjaśni dlaczego Marchewka nie został przez nas zakontraktowany? Nie ogarniam tego:
1. Większa szanse na grę ma w GKS a tym samym większe szanse na rozwój.
2. Pensja? Akurat co do młodych to pewnie pensje są porównywalne.
3. Trzy cena wykupu? Skoro zimą był u nas na treningach to w zasięgu naszym, skoro jest umowa o współpracy, skoro miasto Katowice pomaga Rozwojowi (a nie Zabrze) o co chodzi? Paszulewicz go nie widział w 1 lidze a Brosz widzi w Ex?
MARCIN
23 czerwca 2018 at 20:24
Tak dla zarządu : proponuję klauzule odejścia zawodników wpisywać dużo wyższe i w Euro a nie złotówkach tak jak jest w Europie !!! Klemenz wart jest pewnie 600-700 tyś.
Sasza
24 czerwca 2018 at 22:16
Mecza, myślę, że w sprawie Marchewki nie padły żadne konkrety. Był, potrenował i może liczyli na to, że mogą sobie po niego sięgnąć kiedy przyjdzie im ochota a on pokornie będzie czekał. Szkoda bo chłopak ma serce dla Gieksy i na pewno walczyłby do upadłego dla drużyny.
Mecza
25 czerwca 2018 at 09:12
Można go było zakontraktować i wypożyczyć na rok do Rozwoju aby grał jak najwięcej.
Zorientowany
25 czerwca 2018 at 19:22
Jeśli chodzi o Bartosza Marchewkę to jest w 100% tak jak napisał Sasza.