Dołącz do nas

Piłka nożna

[Mayek typuje] Niedziela handlowa w Nice 1 lidze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Ostatnie kolejki w każdej lidze, niezależnie od dyscypliny, mogą prowadzić do pewnych przetasowań. Komuś zależy na wygranej bardziej, a inny zagra mecz „o pietruszkę”, który nie zmieni mu znacząco pozycji w tabeli. W każdej cywilizowanej lidze piłkarskiej są sytuacje, gdzie zgodnie z przewidywaniami następuje maksymalna mobilizacja drużyny, która personalnie jest średniakiem, a zagląda jej w oczy widmo spadku. Jedni zaczynają wcześniej (VFB Stuttgart czy Levante), inni później (Crystal Palace). Mobilizacja udała się również naszym braciom z Ostravy, którzy zaliczyli bardzo dobra rundę wiosenną i mimo dużej straty dogonili, a następnie wytrzymali końcówkę sezonu i w następnym sezonie zagrają w najwyższej klasie rozgrywkowej. Warto też w tym miejscu przypomnieć, że za późno o grze przypomniała sobie drużyna HSV Hamburg, która mimo dobrej końcówki sezonu, pierwszy raz w historii Bundesligi, nie zagra w przyszłym sezonie w niemieckiej ekstraklasie.

Jaki to ma związek z naszą ligą? Z bukmacherskiego spojrzenia na temat, zachowawczo można powiedzieć, że w każdej z wyżej wymienionych lig drużyny uczestniczące w rozgrywkach grają o zwycięstwo. Znajduje to odzwierciedlenie w kursach bukmacherskich. Oczywiście dokonywana jest lekka korekta kursów w kierunku drużyny, która gra „o coś”, w stosunku do drużyny będącej w środku tabeli, ale jest to robione w granicach rozsądku. Nie stanie się nagle tak, że Crystal Palace jedzie na wyjazd na Old Trafford i z niewiadomych powodów na gości jest wystawiany kurs 3, przy historycznym kursie w granicach 6-7.

Na drugim biegunie mamy naszą „profesjonalną” pierwszą ligę piłkarską. Kursy na 34 kolejkę:
Chrobry Głogów – Stomil Olsztyn 3.45 – 3.8 – 1.9
GKS Katowice – Górnik Łęczna 2.93 – 3.5 – 2.2
Raków Częstochowa – Pogoń Siedlce 2.75 – 3.8 – 2.2

Trzy drużyny walczące o utrzymanie grają na wyjeździe z drużynami z miejsc 6, 7 i 9. Kursy odpowiednio 2,2; 2,2 i 1,9. Proszę Państwa, coś tu śmierdzi! Takiej sytuacji, jaka ma miejsce w tej kolejce, nie ma w żadnej innej cywilizowanej lidze piłkarskiej. Spróbujmy zanalizować, jakie mogą być przyczyny ustawienia kursów na takim poziomie:

1) Sprzedanie meczu przeciwnikowi
Tematu szczególnie rozwijać nie trzeba. Walizka z pieniędzmi wędruje między klubami, a drużyna utrzymuje się w lidze.

2) Barter
Inaczej wymiana towaru za towar, bez udziału pieniędzy. Mechanizm wygląda następująco: drużyna walcząca o jakiś cel (zazwyczaj utrzymanie) dogaduje się z drużyną przeciwną, że w przypadku wygrania meczu nastąpi oddanie 3 punktów w następnej rundzie lub w następnym sezonie, niekoniecznie będzie to najbliższy mecz. Wariant ten można powiązać w przyszłości z punktem trzecim i ustawić ten mecz, zarabiając pieniądze z zakładów bukmacherskich.

3) Ustawienie meczu u bukmachera
Mechanizm podobny jak w przypadku punktu pierwszego. Tym razem jednak nie ma ryzyka straty, ponieważ obie drużyny zostają wtajemniczone w rozwój wydarzeń i nikt nie traci, a obie drużyny mogą zarobić na ustawieniu meczu.

Od tych wariantów mogą być również odchylenia. Nie jest powiedziane, że wszystkie drużyny walczące o utrzymanie mają możliwość dogadania się z przeciwnikiem lub mają pieniądze na kupno meczu, czy też są zainteresowane takim patologicznym układem. Niemniej bukmacher dokonuje pewnego rodzaju zabezpieczenia własnego interesu, a jednocześnie może próbować wpuścić graczy na tzw. minę, czyli stworzyć iluzję sprzedanego meczu i zachęcić graczy do zagrania po niskim kursie, który ma być sygnałem, że coś jest na rzeczy.

Rozpoczynając ten artykuł, miałem zamiar poruszyć wątek ambicji naszych kopaczy, których w większości mamy nadzieję nie zobaczyć w przyszłym sezonie, ale doszedłem do wniosku, że ten wątek nie jest wart rozwijania. Kursy na zwycięstwo GieKSy wzrosły. Bukmacher ma małą wiarę w naszą sekcję sportową, my mamy jeszcze mniejszą, a w Łęcznej gra Przemysław Pitry, dawny kolega z boiska Kamińskiego i Goncerza, czyli ludzi, którzy moim zdaniem trzymają szatnie obecnej GieKSy. Postanawiam nie typować tego meczu. Myślę, że zobaczymy paru rezerwowych po naszej stronie, a Łęczna zagra w najsilniejszym składzie. Z drugiej strony, może właśnie rezerwowi wyłamią się z układu?

Mecz w Częstochowie kieruje moje przemyślenia na opcję barterową. Raków wydaje się drużyną, która chciałaby, ale nie może. Sądzę, że są duże szanse, że ten mecz zostanie puszczony, żeby w przyszłym sezonie, przy ataku na ekstraklasę, odebrać podarowane 3 punkty. Tym bardziej że oddanie 3 punktów gwarantuje ich odzyskanie, ponieważ wygrana daje Siedlcom utrzymanie.

Wigry Suwałki zagrały świetny sezon, następnie w kluczowym momencie, według mnie z powodów infrastrukturalnych, oddały punkty drużynom, które sąsiadowały w tabeli. W niedzielę mecz domowy ze zdegradowanym Ruchem, z którego odchodzi najlepszy zawodnik – Hołownia, wracający do Legii z wypożyczenia. Część zawodników klubu z Chorzowa nie zagra z powodu kontuzji, aczkolwiek biorąc pod uwagę ostatnie decyzje personalne trenera Fornalaka, można przypuszczać, że są to kontuzje sfingowane, a sami zawodnicy nie są zainteresowani graniem. Sprawa dotyczy m.in. Przybeckiego i Kowalczyka. Po sezonie dojdzie w Ruchu do przetasowań, a może nawet klub nie uzyska licencji na grę w 2 lidze? Sporo dzieje się w kuluarach, a twitterowe informacje nie przewidują szczęśliwego zakończenia sagi z wypadającymi trupami z chorzowskiej szafy. W tej atmosferze ciężko grać w piłkę, a dla wielu piłkarzy będzie to ostatnia wycieczka w koszulce Ruchu. Nie sądzę, że zadziała to motywująco, ponieważ postawa w tym meczu bezpośrednio nie zagwarantuje angażu w innym klubie.

Trzeci typ będzie statystyczno-psychologiczny. Odra Opole zagra ze zdegradowaną Olimpią Grudziądz. Przeczuwam, że Mariusz Rumak będzie testował zawodników z ławki, a Olimpia zagra ostatni mecz w 1 lidze. Powinny paść bramki, tym bardziej że Grudziądz przez cały sezon grał dość zachowawczą piłkę, mało strzelając, ale też stosunkowo mało tracąc i ta taktyka niestety zawiodła. Na pożegnanie z ligą liczę na większe chęci do gry ofensywnej. Prognozowana temperatura to 22 stopnie i 45% szans na opady. Pogoda w sam raz do grania w piłkę, a jeżeli spadnie deszcz, to przy wesołym miasteczku, które ma w obronie Odra Opole, zwiększają się szanse na gola Olimpii.

Moje typy:
Pogoń Siedlce – wygrana @ 2,25
Wigry Suwałki – wygrana @1,85
Odra Opole – Olimpia Grudziądz – obydwie drużyny strzelą gola @1.73

Mayek

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Mecza

    2 czerwca 2018 at 14:05

    Zastanawiam się czy nie postawić po prostu na najwyższy kurs w meczu GKS, z Grudziądzem by się udało. W końcu pierwszy zakład bez ryzyka. Dużo mówi się o barterze, sprzedawaniu meczów. Kiedyś to była normalka ale teraz nie wierzę w to, inne pokolenie, inna mentalność. Jest pewnie grupa która chciałaby coś pokombinować ale nie chce skończyć w więzieniu i siedzą cicho. Zastanówmy się hipotetycznie. Szatnię mamy, jaką mamy i odpuszczamy celowo mecz z Łęczną. Zakładam, że tylko starszyzna z Łęcznej mogłaby o tym wiedzieć. Ci się utrzymują. W nowym sezonie będzie inna kadra w Łęcznej, też inny trener (ponoć przyszedł tylko zadanie wykonać na pół roku) Przyjdzie mecz z GKS i co ktoś będzie u nich namawiał na porażkę jak wtajemniczonych nie będzie? Gdzie reklamację złożyć? W PZPN, w prokuraturze?:)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga