Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy po Siarce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS Katowice przegrał w Tarnobrzegu z Siarką. Znów nasi zawodnicy zmuszają nas do napisania kilku cierpkich słów na ich temat. Kronikarski obowiązek, co poradzić…

Mateusz Abramowicz – 6
Golkiper nie miał zbyt wiele pracy, bo rywale w większości strzelali nad poprzeczką. Ogólnie jednak był dość pewny i nie można mieć do niego zastrzeżeń. Przy bramce zwijał się, ale ostatecznie piłka wpadła do bramki.

Adrian Frańczak – 4,5
Niestety przeciętność tego zawodnika, którą znamy z poprzednich sezonów, uwidoczniła się bardzo mocno. Adrian gra na swoim poziomie, który nie jest jakiś specjalnie wysoki. Niestety nie potrafi grać 1 na 1, nie wykorzystuje też tego, co akurat ma dobre, czyli mocnego kopyta. Słabiutko.

Mateusz Kamiński – 5
Średni mecz zawodnika, kilka nawet niezłych interwencji. Nie można jednak powiedzieć, by rywale mocno zatrudniali go w ofensywnych akcjach. Ot, taki sobie mecz.

Tomasz Midzierski – 5
Debiut nie wypadł okazale, bo w decydującej akcji meczu kapitanowi nie udało się wybić piłki. Ponadto również dość przeciętnie. Egzamin przyjdzie w kolejnych spotkaniach.

Łukasz Zejdler – 5,5
Grał na lewej stronie obrony i w pierwszej połowie był dość aktywny. Próbował się włącza do akcji ofensywnych, ale z dość mizernym skutkiem. W pierwszej połowie mógł fajnie dośrodkować, ale zrobił to tak, że trafił wprost w ręce bramkarza. W drugiej połowie już niewiele ciekawego wynikało z jego gry. Zaspał trochę, gdy Grzesik strzelał bramkę.

Wojciech Słomka – 4,5
Żwawy od początku, ambitny i… tylko tyle. Efektów z jego poczynań nie było i zszedł w przerwie. Mimo wszystko to ciekawy zawodnik i może dostanie szansę w kolejnych meczach, choćby jako młodzieżowiec.

Bartłomiej Kalinkowski – 5
Zupełnie przeciętny występ, nie zawsze stopował akcje rywali w środku pola. Nic specjalnie nie zawalił, ale nie był też ostoją.

Lukas Klemenz – 4,5
Kolejny przeciętniak w naszym zespole. Próbował nadrabiać agresją, ale bez skutku. Bezbarwny występ w debiucie. Nic więcej nie da się powiedzieć. Zmieniony w przerwie.

Tomasz Foszmańczyk – 4,5
Od początku aktywny, brał udział w akcjach ofensywnych, nawet zaliczył kilka niezłych podań, pomagał na skrzydle. Z czasem było już coraz gorzej, a druga połowa była dramatyczna w jego wykonaniu. Straty, brak zęba, generalnie zniknął. Najgorszy Foszmańczyk z wiosny przypomniał o sobie. W trudnym momencie zamiast liderować, zupełnie nie pomógł zespołowi.

Andreja Prokić – 4,5
Mieliśmy Prokića z wiosny, efektownego i skutecznego. Ale był też ten z poprzedniej jesieni, parataczący super okazje i grający beznadziejnie. Niestety tę drugą odsłonę (chronologicznie pierwszą) widzieliśmy w Tarnobrzegu. Zawodnik grał na skrzydle i naprawdę miał kilka sytuacji – w pierwszej połowie trafił w bramkarza, w drugiej w sytuacji sam na sam mógł zrobić wszystko, a wybił sobie piłkę na kilometr i była z tego dupa. No i dodajmy jeszcze jego dośrodkowanie na trzydzieste piętro. Bardzo słabo.

Jakub Yunis – 5,5
Dużo wiatru, efektu zero. W pierwszej połowie jeszcze jakoś to wyglądało, nawet oddał jeden czy dwa przyzwoite strzały. W drugiej połowie już bardzo bezproduktywny. Ale jakiś zalążek gry pokazał przed przerwą, więc kto wie?

Paweł Mandrysz (grał od 46. minuty) – 5
Bardzo dziwny mecz zawodnika. Wszedł w drugiej połowie i niby rozruszał grę na skrzydle. Ale ciągle mu czegoś brakowało. To jak miał super sytuacje do dośrodkowania to kopnął, jakby nie jadł śniadania, to piłka mu uciekła za linię końcową, to pośliznął się. Cały czas był o jeden krok od dobrego zagrania i nie potrafił go wykonać.

Dawid Plizga (grał od 46. minuty) – 5
Już w pierwszej akcji po wejściu na boisko stracił i rywale mieli groźną sytuację. Potem coś tam się starał pograć doświadczeniem, ale zupełnie nie było z tego efektów. W końcówce w oczy rzucił się jego brak pośpiechu przy rzucie wolnym. Słaby ten re-debiut.

Wojciech Kędziora (grał od 75. minuty) – niesklas.
Wszedł na kwadrans i nic nie pomógł zespołowi.

28 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

28 komentarzy

  1. Avatar photo

    1964

    23 lipca 2017 at 09:49

    motała,cygan i reszta bandy tych co kopią się po czołach!Ile lat będziecie Nas robili za durni!To co odpierdalane jest od lat to jakaś kpina!Jak można nie wygrać z młodzieżą z tarnobrzega!Motała gdzie są wzmocnienia!Proponuję abyś się spakował i wydupiej do lubina,daremny jesteś!Cygan poklepałeś wkłady do koszulek po meczu?Proponuje odwołać prezentacje drużyny męskiej bo szkoda czasu na tych patałachów.A nowym busem lepiej niech jeżdżą dziołchy!Im zależy!A Wy kopacze będziecie jebani na każdym kroku!Koniec!GieKSa to My!

  2. Avatar photo

    Jerzy z Truskolasów

    23 lipca 2017 at 10:16

    Ciekawe co odwalą w sobote…

  3. Avatar photo

    lukasz

    23 lipca 2017 at 10:30

    Lider Foszmanczyk – masakra, jesli jakims cudem to czytasz to chlopie wez sie scisnij za jaja bo zaden z Ciebie lider tylko wielka dupa. Jestes tu po to zeby w meczach o cos dac cos tej druzynie a Ty grasz jak junior. Za kogo wy sie wogole macie pilkarzyny ? zero wynikow zero woli walki i kompletna wyjebka – bo to widac – nie pierdolcie o staraniu sie bo to kurwa widac. Jakby sie wam chcialo tobyscie przynajmniej biegali za ta pilka. Poogladajcie sobie zachodnie ligi, angielska hiszpanska, niemiecka, jak tam Ci doswiadczeni pilkarze naprawde gryza trawe, jak ich nie zzera ta „presja” jak przychodzi po 30, 40, 50 tys ludzi na mecz. Do kurwy nedzy pokazcie cos w koncu swoja postawa bo placa wam pieniadze a Wy jak pizdy sie zachowujecie. Nie jest wam wstyd ze przychodzacy na mecz ludzie w tym dzieci maja dosc ? Nie widza w swoich „idolach” (pozal sie Boze, no ale innych nie ma ) ani zaangazowania ani mentalnosci zwyciezcow po prostu nic co cechuje prawdziwego SPORTOWCA. Nie jest WAM WSTYD ???

  4. Avatar photo

    roberto

    23 lipca 2017 at 11:14

    A ja chciałbym zapytac trenera o co chodzi.Kurwa sciagamy najlepszego srodkowego obronce w 1 lidze (Lukas Klemenz) i on gra jako defensywny pomocnik.kontraktujemy lewego obronce ( Mączyński) i na jego pozycji gra defesywny pomocnik (Zejdler) a on siedzi na ławie.Prokic który najwiecej bramek strzelił jako napadzior grajacy na szpicy gra kaszane na skrzydle.Wystawienie młodego Słomki byla tez dla mnie zaskoczeniem (chyba ze ma w kontrakcie ze musi grac)Do tego Franczak który w meczu z Siarka zagrał dramatycznie gra na prawej obronie gdzie powinien grac a przynajmniej byc testowany Mokwa (chyba ze ma kontuzje) Nie rozumiem tych posunienc trenera i po pierwszym meczu Trener Mandrysz ma u mnie wielki minus!!!Apeluje Trenerze wystawiaj zawodników na swoich nominalnych pozycjach!!!

  5. Avatar photo

    zippo50

    23 lipca 2017 at 11:59

    Szlag mnie trafia jak słyszę uszczelnić obronę nie śmiemy stracić bramki i takie tam duperele,jeszcze nikt nie wygrał wojny tylko się broniąc.Mnie nie przeszkadza jak stracimy w meczu 5 bramek a strzelimy 6.Kiedyś śp. trener Górski powiedział żeby mecz wygrać trzeba strzelić jedną więcej od przeciwnika.Nie rozumiem dlaczego nasi boją się strzelać ,choćby niecelnie ale strzelać , a jak sam na sam się przewracam to już totalna klęska.Ostatni punkt : nasz zawodnik idzie jak burza dobiega do pola przed bramkowego i się zatrzymuje nie wie co zrobić zaczyna się seria podań kończąc w rękach naszego bramkarza {tak było na ostatnim meczu} to jakaś paranoja na to się nie da patrzeć powinni dostać zakaz podawania do tyłu bo większość ładnych akcji w ten sposób psują.

  6. Avatar photo

    tomek

    23 lipca 2017 at 14:38

    Za taka kpine tak wysokie noty

  7. Avatar photo

    ula

    23 lipca 2017 at 15:33

    widze ze nawet po odejsciu Dawida jest coraz gorzej z druzyna,obudzcie sie druzyna,jeszcze zatesknicie za Dawidem,franczak dalej nie umie grac,a ktos mowil jaki on jest lepszy od abramowicza,zamiast przekonywac abramowicza do pozostania w tej druzynie to daliscie mu odejsc w sumie choc z drugiej strony lepiej jak gra gdzies indziej a wy macie bezproduktywnego i slabego franczaka

  8. Avatar photo

    1964

    23 lipca 2017 at 15:51

    Goń sie ula na portal dzbanów GieKSa to My anie kopacze!Mamy wyjebane na twojego dawidka.bez odbioru!

  9. Avatar photo

    Błażej

    23 lipca 2017 at 17:14

    Ula – Dawid sam chciał odejść i odszedł. Nie chciał dla nas grać to niech gra w Tychach i tyle. Dawida już nie ma i nie ma co go wspominać w komentarzach.

  10. Avatar photo

    Irishman

    23 lipca 2017 at 17:27

    Panowie,
    ale po co te pół punkty? Serio nie potraficie ocenić zawodników w skali 1-10? Pamiętam za bajtla oceny ze szkoły – no i jak byście ocenili, co jest lepsze i DLACZEGO – 4- czy 3+ ???
    A możeb tak?
    Abramowicz 6 – Frańczak 4, Kamiński 5 (a może 4 za tą szopkę, którą odwalił przy straconej bramce?), Midzierski 5, Zejdler 6 (bo to w końcu obrońca, a nie skrzydłowy) – Słomka 4, Kalinkowski 5, Klemenz 4 (no bo grał na nie „swojej” pozycji ale może warto go wstawić za Kamińskiego?), Foszmańczyk 5 (próbował ale zupełnie nie miał z kim pograć), Prokic 5 (ale tylko za to, że zszedł na SWOJĄ pozycję napastnika) – Yunis 5 (no sory ale 6 to musiałby coś więcej pokazać)

  11. Avatar photo

    lukasz

    23 lipca 2017 at 18:19

    Irishman odleciałem te noty oprócz Abramowicza połowę mniejsze, ja proponuję ogółem: obrona 1 (stracona bramka to farsa), pomoc 2 (jednak większość akcji kończyła się niecelnymi strzałami rywali) atak 1 (za szeroki rozumiana „aktywnosc” punktów nie ma, zmarnowane szansę mówią najlepiej o calej formacji. A Foszmanczyk? Jego miejsce jest w STS albo Fortunie, on plami koszulkę GKS swoimi występami, gdyby chociaż próbował odkupic swoją postawą winy ale nie on ma to w dupie. Pomija fakt że piłkarze chyba jednak raczej powinni występować na swoich pozycjach – to nie profesjonaliści tylko zwykli kopacze … Tragedia i dramat. A

  12. Avatar photo

    ula

    23 lipca 2017 at 19:14

    blazej ja wiem ze sam chcial odejsc bo chcial sie rozwijac wiadomojak kazdy pilkarz a tu co on by osiagnal z reszta zespolu

  13. Avatar photo

    lukasz

    23 lipca 2017 at 23:00

    ula skoncz z ta mierna reklama – ten chlop ma 26 lat, na rozwoj to on mial czas, a rozwinal to sie Alan a Dawid byl solidnym przecietniakiem z doskonalym wyrzutem z autu. To tyle. Pewnie w meczu przeci GieKSie strzeli gola ale jakos wielkiej kariery to juz chyba nie zrobi …

  14. Avatar photo

    Irishman

    24 lipca 2017 at 08:29

    Łukasz, a ja proponuję skończyć się nakręcać.
    Owszem, mecz był słaby, bezbarwny, taki bardziej sparing niż mecz o stawkę. Był toczony w upale więc może podświadomie nawet piłkarze oszczędzali siły? Oszczędzali je na ligę, bo zaraz zaczynamy prawdziwą grę o życie dla nas. Co mi z tego, ze doszlibyśmy choćby do ćwierćfinału PP jeśli zawalimy awans w tym nadchodzącym sezonie? Przypominam, że za półtora roku są wybory samorządowe i jeśli tego awansu nie osiągniemy, a sukces osiągną siatkarze albo hokeiści (czego im życzę) to sama opinia społeczna zmusi prezydenta, do tego, aby nas zepchnąć na drugi plan!

  15. Avatar photo

    Irishman

    24 lipca 2017 at 08:30

    Ja nawet rozumiem ludzi. Niestety to jest efekt tego, że w ubiegłym sezonie nagromadziło się w ludziach mnóstwo złych emocji, sztucznie wstrzymywanych przez ten idiotyczny parasol ochronny. Ale niestety jak my teraz będziemy „karać” drużynę, trenera i w ogóle cały klub za miniony sezon, to w tym bieżącym także nigdzie nie dojdziemy!

  16. Avatar photo

    Tomek

    24 lipca 2017 at 14:30

    Coś mi się wydaje że ten warsztat mandrysza jest bardzo przereklamowany. Nie chce się wierzyc ze zgodzil sie zakontraktowac tak slabych zawodnikow. Po co Kędziora, Klemez tego nie wie nikt. Kto dal zgode na plizge skoro wszyscy wiedzieli co odstawial w zabrzu. Jak patrze na tego Midzierskiego to mam wrazenie ze ruch sprawia mu bol. Z tego raczej nic nie bedzie a twarda reka sama w sobie nic nie da. Mysle ze musi odejsc Cygan i Motala i przyjsc ktos z jajami to moze w koncu bedzie jakis konkret. Jak dotad kabaretu ciag dalszy

  17. Avatar photo

    Mecza

    24 lipca 2017 at 20:38

    Ja pierdziu, Mandysz już słaby i przereklamowany, póknij się w głowę.

  18. Avatar photo

    potf

    25 lipca 2017 at 00:15

    Tak się zastanawiam drogi Shellu, czy oceny w skali 1-6 nie byłyby bardziej obrazowe niż 1-10? Według mniej więcej takiego klucza:

    1 – występ poniżej krytyki, skandaliczny
    2 – występ bardzo słaby
    3 – średni mecz zawodnika, bez fajerwerków ale z przebłyskami
    4 – występ solidny, dobry, można pochwalić
    5 – bardzo dobry mecz, bez słabych momentów i zagrań
    6 – piłkarska rewelacja, kluczowy dla losów meczu zawodnik

  19. Avatar photo

    Mecza

    25 lipca 2017 at 07:46

    @potf, zgadzam się. To byłoby czytelne. Dobrze by było też aby ta krótka „legenda” była dołączona do każdego artykułu z ocenami.

  20. Avatar photo

    Tomek

    25 lipca 2017 at 11:55

    Mecza to ty się puknij w głowę. Ściągnął co chciał opowiadał bajki i dostał z II ligowcem banki po grze dramatycznie słabej. Skoro niby ten cudotwórca ma takie oddziaływanie na zespół to czemu się nie udało znowu. Ta porażka nie była wypadkiem przy pracy tylko efektem tego jak skompletował i przygotował zespół. Poczekajmy jeszcze z pięć kolejek i bedą dalsze efekty. Jak dotąd wygląda to jeszcze gorzej niż z brzeczka.

  21. Avatar photo

    Mecza

    25 lipca 2017 at 16:53

    @Tomek, wszyscy zgodnie mówiliśmy że damy spokój trenerowi i to piłkarze mają się ogarnąć a Ty już po pierwszym meczu jedziesz po nim. Tak zgadza się, on nie jest cudotwórcą ale to było pewne.

  22. Avatar photo

    tomek

    25 lipca 2017 at 19:32

    Mecza jak on nie potrafi z takim rywalem wygrac to z kim chce grac. Jakos inni sobie poradzili. Rozumie ze transfery uwazasz za dobre i trafione. ja uwazam ze inni zrobili duzo lepsze wzmocnienia

  23. Avatar photo

    Mecza

    25 lipca 2017 at 20:12

    Tomek nie jestem jasnowidzem i nie wiem jak skończy się jesień ale liga jest wyrównana i nie transfery będą decydować. Zobacz kto awansował ostatnio, Ci co „odpady” ściągali m.in z GKS. Kolejna sprawa to nie Mandrysz decyduje o wysokości budżetu transferowego a robienie zmian dla samej zmiany to głupie i kosztowne. Poczekajmy na opinie na koniec rundy jesiennej.

  24. Avatar photo

    tomek

    25 lipca 2017 at 21:11

    Mecza z takim podejsciem to awans za 10 kolejnych lat albo nigdy

  25. Avatar photo

    Mecza

    25 lipca 2017 at 21:37

    To nie gra komputerowa, wiesz jaki mamy budżet? W zeszłym było 7mln a w tym może być mniej. Grudziądz miał 5,5mln. Myślisz że te 1,5 mln złotych może w piłce przełożyć się z automatu na gwarantowane miejsce 2? Jak transfery słabe to do UM pretensje że nie dali 20mln. Legia w ex miała 2x większy budżet od drugiego Lecha i z ledwo mistrza zrobiła. Jak masz bardzo duże pieniądze to różnice możesz zrobić ale jeśli to jest tylko 20% wyższy budżet to nie jest żadna różnica.

  26. Avatar photo

    Tomek

    26 lipca 2017 at 07:49

    Mecza Lepiej kupic dwóch sensownych zawodnikow niz cala bande miernot. No ale jak widac w Gks sie wnioskow nie wyciaga. A jak ma być dziadostwo to lepiej ogrywac własnych juniorow wspartych paroma doswiadczonymi. Bedzie tanio efekt podobny no i mozna na nich zarobić.

  27. Avatar photo

    Mecza

    26 lipca 2017 at 08:06

    Nie ma na rynku dwóch sensownych zawodników. Motała powiedział, że tu już o kase nie chodzi a o to że jak ktoś ma możliwość to zostaje w ekstraklasie. Musielibyśmy przepłacać lub ściągać z zagranicy ale to już wielka niewiadoma, nie każdy będzie Angulo. Pół roku temu pewnie byś przyklasnął gdyby Sekulski trafił do nas, nawet byś dużą kasę wydał w myśl 2 konkretnych i co z tego? Chłop coś tam trafił wcześniej w ekstraklasie ale zakładam że on by GKS nie zbawił tak jak i Lebedyński (a wydawał się konkret) Przyjdzie jeszcze z dwóch zawodników. Liczyłem na Jóźwiaka ale Jevtic kontuzji doznał dłuższej i nie wiem czy do wypożyczenia będzie, ma być jeszcze pomocnik do środka, defensywny bo każdy widzi że Kalinowski jest mocno przeciętny na 1 ligę a Zejdler przecież nigdy nie był defensywnym oprócz u nas. Bez defensywnych pomocników nie będziemy wygrywać.

  28. Avatar photo

    Tomek

    26 lipca 2017 at 12:09

    No to jak w GKS nic nie sie nie da i nic sie nie sprawdzi to po co cokolwiek robić. Gornik potrafil takiego angulo wyłowić i wielu innych a motala z cyganem jakie maja sukcesy. Jak dla mnie to moga byc nawet zawodnicy z okregowki byle mieli umiejetnosci. Jakos taka Sandecja np potrafila zbudowac sensowny zespol a u nas. Nie sadze by miala wieksza kase. Jeszcze dwa takie sezony i faktycznie nikt o zdrowych zmyslach nie bedzie chcial tu grac bo tu kazdy ma regres. W innych zespolach nie ale tu tak. No ale Prezes Ciamajda nie ma sukcesow siedzi dalej, motala to samo ok. Grunt ze jest sielanka i kasa leci. Jak to sie stalo ze nie odkryl ten fachowiec nikogo z nizszych lig. Co do Sekulskiego to mylisz sie bo nigdy nie uwazalem ze ten czlowiek jet dobrym pilkarzem.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Opór przed rozwojem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:

2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.

Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.

Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.

Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.

Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.

Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.

Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.

Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.

Absolutnie niepojęte jest to, jak my  na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.

I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.

Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.

<ogląda skrót>

<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>

<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>

Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.

Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.

Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.

I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.

Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.

Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.

Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.

Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.

Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.

Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.

Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.

Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.

Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.

Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.

Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…

Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.

I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…

Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.

Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.

Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.

A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.

Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.

Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.

No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.

No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.

I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.

Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.

Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.

Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.

To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.

Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.

Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…

No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.

Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.

Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.

Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.

Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…

No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.

Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.

Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…

Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.

A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.

I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.

Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.

Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.

Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.

Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.

Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.

Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga