Dołącz do nas

Kibice SK 1964

Masówka w Zabrzu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wyjazdowe spotkanie w Zabrzu potraktowaliśmy jako typową masówkę. Wiedzieliśmy że nie braknie nam biletów, dlatego zapisać mógł się każdy. Pierwszy raz od dłuższego czasu poprowadziliśmy otwarte zapisy i nie ograniczaliśmy się jedynie do dzielnic, FC i stowarzyszenia kibiców.

Organizacja takiego masowego wyjazdu nie jest prosta. Trzeba załatwić transport dla wszystkich uczestników lub zorganizować im miejsca postojowe w przypadku jazdy autem. Należy zaopatrzyć ludzi w żółte koszulki, odpowiednio wcześniej wyznaczyć zbiórkę i dograć wiele innych spraw. Oprócz tego należy uzbroić się w anielską cierpliwość, bo wiele osób pierwszy raz uczestniczy w spotkaniu poza Bukową i jest oderwana od spraw kibicowskich. Ile czasu, nerwów i siwych włosów to kosztowało, to wiedzą jedynie nieliczni.

Początkowo rozważaliśmy jazdę pociągiem, ale po kolei kolejne spółki odmawiały nam wynajęcia pociągu. Pisałem już kilka razy o problemach z PKP spowodowanych „dobrą zmianą”, dlatego nie będę tego poruszał ponownie. Równolegle złożyliśmy zamówienie w PKM Katowice na autobusy miejskie i ostatecznie z tej opcji skorzystaliśmy. Spodziewaliśmy się konieczności przewiezienia około 600-1000 osób tym środkiem transportu, ale ostatecznie większość wybrała samochody prywatne (co nam dużo pomogło, bo PKM miał moce przerobowe w tym dniu na maksymalnie 360 osób). Pozostawała kwestia dogrania parkingu w Zabrzu dla tylu samochodów, ale i to się udało.

Zbiórkę wyznaczyliśmy na godzinę 17:30 na Bukowej. Autobusy PKM Katowice miały pojawić się o 18:00 i już piętnaście minut później planowaliśmy wyjazd. Niestety autobusowa spółka ściągała do pracy kierowców z regularnych linii, a że w tym dniu były duże korki, to spóźnili się oni na przesiadkę do „naszych” pojazdów. Kolejnym problemem było to, że autobusy miały problem z dojazdem na Bukową i ostatecznie pojawiły się chwilę przed 18:30. Sprawnie zapakowaliśmy ludzi i… tu doszło do kuriozalnej sytuacji. Eskortująca policja, zamiast przeprowadzić nas na sygnałach przez dwa skrzyżowania, zablokowała wszystkich przy zbiegu ulic Złotej i Chorzowskiej. I tak staliśmy, staliśmy i… minęło chyba 15 zielonych świateł w tym czasie, a my nie posunęliśmy się ani o metr do przodu. Atmosfera zaczęła robić się coraz bardziej nerwowa, ale na szczęście któryś z funkcjonariuszy się odmulił i ruszyliśmy do Zabrza. Niezbyt szybkim tempem, ale pod sektorem gości pojawiliśmy się na godzinę przed meczem (a chcieliśmy na 1,5-2). Na szczęście wejście odbywało się dość sprawnie i na pierwszy gwizdek większość osób była już na sektorze. Ostatnie osoby – głównie te zapisane w dniu wyjazdu – weszły na obiekt w 30 minucie meczu. Myślę że to też dobra lekcja dla nich, by zapisywać się wcześniej.

Nasza liczba tego dnia to 2535 osób w tym aż 191 osób z Banika Ostrava, którzy na ten wyjazd przyjechali w żółtych koszulkach. Świetne wsparcie naszej zgody – bardzo dziękujemy! Sektor mieliśmy dobrze oflagowany i nie zabrakło także pozdrowień dla nieobecnych GieKSiarzy. Doping tego dnia stał na bardzo dobrym poziomie. Nie muszę chyba dodawać, że każdy miał na sobie żółtą koszulkę. Grupa „Ultras GieKSa” zaprezentowała oprawę z sektorówką „Klasyk” oraz machajkami w asyście dużej ilości pirotechniki. Dało to naprawdę świetny efekt. Stadion był zapełniony w ponad 20 tys. osób. Jaki to świetny wynik we wtorek niech świadczy to, że niewiele więcej zebrała Ekstraklasa na czterech (!) meczach w tym dniu. Najbardziej fanatyczny sektor Górnika wypełniony był szczelnie i prowadził świetny doping. Dziennikarze komentujący te spotkanie podkreślali, że atmosfera jest lepsza niż na finale Pucharu Polski.

Na forum kibiców widziałem wiele wpisów od osób, które nie są zadowolone z naszej postawy w Zabrzu. Uważają, że nie wykręciliśmy maksa z dopingiem i wśród takiej ilości ludzi. Oczywiście należy zawsze mierzyć wysoko, ale tutaj wydają się te narzekania nieadekwatne do wydarzenia. Należy uświadomić sobie, że w ostatnich latach na mniej więcej 20 proc. spotkań było nas na Bukowej mniej niż wczoraj w Zabrzu. A na liczbę na meczach u siebie składają się ludzie z Blaszoka, Głównej, dziennikarze, VIPy, pracownicy klubu, żony piłkarzy – pełen miks. Tutaj te 2,5 tysiąca osób zostało wsadzone na jedną trybunę, gdzie rządzili ci najbardziej fanatyczni. Ciężko od takiej mieszaniny wymagać, że będzie znała wszystkie zasady panujące w naszym środowisku. Spędziłem w klubie 16 godzin w poniedziałek i wtorek wydając bilety osobom, które zapisywały się indywidualnie (w tzw. otwartych zapisach) i w większości byli to ludzie totalnie nieogarnięci kibicowsko. I dobrze, bo i takich potrzebujemy, dlatego nie ma co narzekać. Dodatkowo bardzo ciężko dawać taki totalny maks z siebie, gdy na boisku piłkarze spisują się tak słabo jak w Zabrzu.

Warto poświęcić akapit zawodnikom. Po meczu, który był bardzo słaby (mimo wypowiedzi trenera Jerzego Brzęczka, czy np. obrońcy Mateusza Kamińskiego), dostali od nas nie porcję gwizdów, ale brawa i zachętę do dalszej walki. Zostało zaznaczone, że kibice chcą awansu i ten awans ma być. Nie ważne już w jakim stylu, ale w czerwcu chcemy być w ekstraklasie. Nie da się też ukryć, że te wszystkie nerwy, złe emocje i wkurwienie (nie bójmy się tego słowa) zdecydowanie narasta. Póki co jest to hamowane i tłumione w sobie – za co piłkarze i trener powinni dziękować decyzyjnym osobom – ale w przypadku braku awansu wybuchnie i wyleje niczym szambo. Nikt wtedy nie będzie analizował, że do awansu brakło niewiele, czy że przegraliśmy przez małą tabelkę. Niestety w tym sezonie straciliśmy już tak wiele punktów przez głupotę (np. karne Grzegorza Goncerza), w grze o awans jesteśmy dzięki słabości innych klubów, że naprawdę nikt nie będzie słuchał tłumaczeń o braku szczęścia. Po prostu mamy sytuację zero-jedynkową. Będzie awans to zostanie wybaczone wszystko – słaby styl, frajerskie tracenie punktów, totalne zepsucie frekwencji i atmosfery na wiosnę. Nie będzie awansu – to wszystkie te emocje się wyleją. Dlatego piłkarze doceńcie tych, którzy Was wspierają i zróbcie ten awans…

Dziękujemy kibicom Górnika Zabrze za wszelką pomoc oraz klubowi z Zabrza, że przychylił się do większości naszych próśb. Teraz pozostał nam już tylko jeden wyjazd i oby było to najważniejsze spotkanie w ostatnich kilkunastu latach. My wierzmy!

13 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

13 komentarzy

  1. Avatar photo

    Mecza

    17 maja 2017 at 15:42

    Jak będzie cud i mecz w Grudziądzu będzie znowu meczem o wszystko to pewnie stanard, w plecy. Oczywiście znowu wierzymy w cuda z tym że już nie jeden, dwa zespoły muszą się potknąć a kilka z nich a grają między sobą gdzie nawet remisy nas spychają.

  2. Avatar photo

    Wkurzony

    17 maja 2017 at 18:13

    Czyli w sobote 2 lub 3:0 zostaja Bukowej ale czy bedzie to awans lecz nie tylko klubu ale i piłkarze chca awansowac do ekstra…
    Bo jak nie bedzie awansu to ladnie jesien sie zapowiada (np.smierdziele).Oj bedzie sie dzialo

  3. Avatar photo

    Marek

    17 maja 2017 at 19:40

    Śmieszny artykuł. Jakie wsparcie? Co to za wsparcie jeślim mówimy, że będzie jak będzie dobry wynik. To żadne wsparcie, a okłamywanie siebie. Było wszystko. Pieniądze, regularne wypłaty (co powinno być standardem, a nie akurat ptasim mleczkiem), obozy, ale nie było najważniejszego . Niestety, bo wspolna wiara i wsparcie jest ważniejsza, niż te wszystkie wcześniej wymienione pierdoły (które akurat powinny być standardem) razem wzięte. A o wsparciu tu akurat nie ma mowy. Wystarczy poczytać forum, zresztą nie tylko i wysyp delikatnie mówiąc chorągiewek (nie chce obrażać było nie było naszych kibiców choć powinienem). I sorry, ale koło wsparcia to nawet nie stało. Pierdolenie o właścicielu, a to akurat gówno prawda – ciekawe kto w Sandecji jest właścicielem. Ja już od kilkunastu lat wiem gdzie leży problem. Niestety nie do wyleczenia. Ciekawe czy ktoś będzie miał odwagę, żeby go nazwać po imieniu?

  4. Avatar photo

    Mecza

    17 maja 2017 at 20:13

    @Marek ciekawy punkt widzenia:) Oficjalnie większość piłkarzy nie czyta opini na swój temat, ale jakby poczytali to by właśnie tak mogli reagować, paraliżem na boisku. Największy jest na Bukowej od lat. Ci co odchodzą odżywają. Jest druga strona medalu, często to są tylko opinie a nie fakty i jeśli ktoś za bardzo bierze to do sobie tzn jest słaby psychicznie i tacy nam w 90% ekstraklasy nie wywalczą.

  5. Avatar photo

    Solski

    17 maja 2017 at 20:31

    Oj, cudu już raczej nie będzie. Patrząc na ostatnie 3 kolejki i dziejsze wyniki, to niestety gorole se uchyliły juz drzwi do ekstraklapy.
    Zresztą z czym my do ludu? Co mielibyśmy tam robić? Od 10 lat jak ktoś, słusznie napisał nie potrafimy se nawet 1 wychowanka do I składu wyszkolić.
    Spodobało mi się to co zrobił Brosz w Zabrzu. Wywalił na zbity pysk może i zasłużonych, ale już na pewno bez ambicji kopaczy i postawił na młodych. Może nie graja rewelacyjnie „pięknie”, ale graja skutecznie. A u nas jedni drugich od „prezesa” przez „trenera” po „piłkarzy” klepią się po plecach i mówią: „nie martwmy się, kasa z miasta i tak wpłynie”. Noż kur.a szlag mnie jasny trafia

  6. Avatar photo

    Mecza

    17 maja 2017 at 20:43

    No to już koniec ślizgania, sosonowiec to ostatni klub który miał wejść kurcze. Nawet cudem wygrywając wszystko musi się stać kolejny cud aby oni stracili 5pkt. Mamy gorszy bilans.

  7. Avatar photo

    fan -club Dortmund

    17 maja 2017 at 21:36

    zadna cudowna liczba nas na zabolach nie byla…kiedys nie bylo sztamy i na zabrze jezdzilo nas zawsze pod 3000

  8. Avatar photo

    GieKSa

    18 maja 2017 at 08:51

    Dortmund – bez sztamy nigdy nas nie było trzy koła w Zabrzu

  9. Avatar photo

    kosa

    18 maja 2017 at 13:46

    @Marek po Zabrzu rzeczywiście jest wysyp negatywnych opinii, ale do tego meczu kibice mieli wsparcie, a na nawet na forum (tym nieczytanym przez piłkarzy :)) były kasowane wszystkie niemerytoryczne opinie.

  10. Avatar photo

    hooligan

    18 maja 2017 at 23:10

    kosa piotrze koszecki wytłumacz sie nam jak mogłeś dopuscić do zajebania 44 flag z magazynu ???to na skale światową chyba wstyd !!! na nowym stadionie też bedziemy tam trzymać flagi ?kosa chłopek roztropek

  11. Avatar photo

    kosa

    19 maja 2017 at 00:00

    @hooligan przecież to ty odpowiadasz za flagi…

  12. Avatar photo

    kibic bce

    19 maja 2017 at 14:56

    Kolego Solski ja pisalem o tym ze grajac tyle lat ani jednego wychowanka my nie wprowadzili do 1wszego skladu. A to juz kolejne 2 lata ida. Z tak duzym uplywem czasu powinna byc 18 osobowa ekipa. Swiadczy to o tym koledzy ze szkolenie mlodziezy w klubie kuleje od samego poczatku ale kazdy ma to w dupie. Mozecie mnie krytykowac za wypowiedzi ale staram sie jakos zrozumiec podejscie wladz klubu do tej kwesti. Zgadza sie miasto daje kase ale w nastepnym sezonie przykreci kurek lub przy awansie dopompuje ( kiepsko to widze),mozna zyc z transferow wychowankow. Potrzebny jest trener ktory ma wizje rozwoju pilkarzy. Co do kondycji naszych pilkarzy powinnien byc osobny trener podobni jest ale jakos nie widze tego. Pomiedzy 60-75 min szpilu wylacza sie im prad. Graja wchodzonego.
    Te male punkty z poczatku sezonu nam pouciekaly co skutkuje teraz.
    Zycze nam przy duzym farcie awansu. Jak go nie bedzie to powinnien przyjsc nowy trener z wizja. Napisze cos nie popularnego ” moze wziac tak jak w bundeslidze mlodego trenerea ktory ma ambicje i sile walki mam na mysli- taki Nagelsman z Hoffenheiam”
    Dzieki i powodzenia.

  13. Avatar photo

    MAJCK

    19 maja 2017 at 23:55

    KLUB KIBICA
    NIEPEŁNOSPRAWNEGO – widmo 🙂 🙂 🙂

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga