Dołącz do nas

Piłka nożna

Obszerny P.S do wyjazdów redakcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przed wami kolejna porcja P.S do P.S-a, którego publikujemy po meczach. Tutaj szerzej i pracy redakcji podczas wyjazdów i śmiesznych sytuacjach jakie nas spotykają. Miłej lektury!

Radomiak Radom – Na mecz z Radomiakiem w PP udaliśmy się w nieco zmienionym składzie gdyż w roli fotografa debiutował Dafcio. Dafcio to taki trochę „nasz Adrian Frańczak”. Jeśli kogoś brakuje do pomocy to często wskakuje do składu i wykonuje swoje nowe obowiązki.  Szybko przekonał się, że w redakcji bardzo ciężko coś zaplanować. Dafcio miał ogarnąć program do wrzucania fotek na stronę, w aucie pytaliśmy go czy to ogarnął i potwierdził, że czytał, jest to proste i ….tylko musi ściągnąć program przed meczem… Efekt był taki, że przy naszym spóźnieniu Dacio nie miał czasu na to i musiał kombinować na szybko po meczu z tymi programami . Mina Kosy w tym momencie była bezcenna… W Radomiu  z uwagi na małą lożę prasową i nasze spóźnienie musieliśmy pierwszy raz w historii komentować mecz na stojąco. Dobrze, że przynajmniej byliśmy w kabinie i na spokojnie mogliśmy to robić.

Chrobry Głogów – Był to pierwszy ligowy wyjazd. Jako, że były wakacje to nasz skład ograniczał się do trzech osób a do tego jechaliśmy bez Shella, co się rzadko zdarza. Na meczu byliśmy 2 godziny wcześniej i trzeba przyznać, że lubimy tak wcześniej przyjechać na mecz ( poza Kolesiem, który zawsze narzeka).  Przed meczem podszedł do nas Prezes Cygan i długo rozmawialiśmy o tym jak będzie przebudowana GieKSa i co jeszcze trzeba zrobić by włączyć się do walki o awans. Sporo było również nieoficjalnych rozmów o transferach.

Stomil Olsztyn  – Na Stomil pojechaliśmy kolejny raz w okrojonym nieco składzie a w roli foto debiutował Fjodor. W Olsztynie znowu byliśmy dużo wcześniej przed meczem i kolejny raz trafiliśmy na ciągłe czerwone światła na sygnalizacji skrzyżowań. Nie ma gorszego miasta pod tym względem. Sam mecz miał dziwny przebieg a najdziwniejsza była bramka dla GieKSy, którą strzelił Sobków.  Najbardziej zaskoczyło to Shella, który pochylony nad wpisywaniem newsa do relacji przegapił ją całkowicie. Baliśmy się, że filmujący swój pierwszym mecz Toczmek również zaspał, ale dał radę i bramka się nagrała. Po meczu wielkie podwójne szczęście spotkało Kalinkowskiego, który miał możliwość porozmawiania z nami po swoim występie : ) ale również z rodzicami, którzy przybyli by zobaczyć jego występ. Najbardziej ucieszyła go jednak koperta imieninowa od babci/cioci ( nie pamiętamy niestety)  : )

Podbeskidzie  Bielsko Biała – Mecz był w piątek, co powodowało nam mały problem. Większość z nas normalnie pracuje i trzeba było dobrze poukładać wyjazd by na wszystko zdążyć. Od razu zdecydowaliśmy się jechać na dwa auta, bowiem Koleś nie mógł zerwać się wcześniej z pracy i moglibyśmy się nie wyrobić, więc pojechał sam. Błażej najpierw podrzucił fotografa Marcina na dworzec i gdy ten robił fotki i filmiki na zbiórce to odbierał Shella z Wełnowca. Potem wróciliśmy po fotografa i wyjazd na mecz. Sam wyjazd opisywaliśmy w P.S szeroko, ale jest jedna historia, której wam nie opowiedzieliśmy. Oto, bowiem wywiązała się w drodze rozmowa o dawnych meczach GieKSy i strzelcach. Shellu pochwalił się swoimi statystykami wspominając, że widział już mega dużo spotkań ( chyba z 500 czy 600 było) i podliczając strzelców to przykładowo jest 70 nazwisk, którzy strzelili jedną bramkę, gdy on oglądał mecz na żywo. Śmialiśmy się po meczu, że Foszmańczyk, który regularnie wtedy strzelał bramki szybko awansuje w rankingu Shella. Po meczu przywitaliśmy się również z prezesem Cyganem, który bardzo głęboko odetchnął po tym spotkaniu. Widać było, że chyba myślał wtedy tak jak my, że to może być przełomowy mecz w tej rundzie.

Miedź Legnica – Stadion ten jest wyjątkowo pechowy zarówno dla GieKSy jak i naszej redakcji. GieKSa zawsze rozgrywała tam dziwne spotkania- a to Kamiński strzeli dwa swojaki, a to przegramy 2:4 po dwóch czerwonych kartkach, a to jeszcze Gancarczyk się obrazi na trenera. Dla nas pechowy, bo ostatnie dwa mecze, które tam rozgrywaliśmy to wiecznie spóźnieni byliśmy. Tym razem jednak jadąc w okrojonym mocno składzie z debiutującym na meczu Stoczkiem byliśmy dwie godziny przed meczem. Zrezygnowaliśmy z robienia fotek na murawie ze względu na deszcz i w ten sposób Stoczek zadebiutował, ale na trybunach …: ) Z ciekawych historii to po meczu poszliśmy ze Stoczkiem zrobić wywiady i gdy je przeprowadzaliśmy to Damian Garbacik ciągle kursował między szatnią a autokarem ze sprzętem piłkarskim. Zawsze to młodzież go nosi, ale tym razem dziwnym trafem musiał to sam robić. Eryk Sobków długo rozmawiał z kolegami po meczu i ominęła go „przyjemność” noszenia sprzętu…. Wkurzony Garbacik szybko przekazał koledze informację, iż w Katowicach Eryk sam będzie nosił sprzęt.

GKS Tychy – Z wyjazdem na Tychy mieliśmy mały problem, bowiem długo nie umieliśmy zgrać godziny wyjazdu. Shellu chciał jechać mega wcześnie, Błażej z Marcinem z uwagi na pracę nieco później. Ostatecznie przy kompromisie pojechaliśmy jakieś 1,5 godziny wcześniej by po drodze odebrać Shella. Pod stadionem znowu spotkaliśmy brak miejsc parkingowych, ale udało się przekonać ochroniarza, że w miejscu, w którym chcemy stanąć nikomu nie przeszkodzimy. Stadion Tychów bardzo nam się podobał, jeśli chodzi o akustykę, komfort oglądania, itd. Jednak to, co na zewnątrz fajnie wygląda tak w środku już niespecjalnie. Strefa gastronomiczna przy sektorze VIP i na prasie to dwa stoliki z wystawionymi na nich produktach i coca- cola przelewana do kubka z butelki.

Sandecja Nowy Sącz – Długo nie miał kto jechać na ten wyjazd, odpadł Shellu ze względu na szkołę, odpadł Marcin ze względu na pracę. W końcu udało się zebrać ekipę, która z problemami wyjechała z Katowic, bowiem musieliśmy wracać po Kolesia, który w ostatniej chwili dostał zgodę na wyjazd. Na stadionie Sandecji byliśmy już kilka razy i dobrze wiemy gdzie najlepiej zaparkować. Na pewniaka wjechaliśmy na klubowy parking i spotkało nas zdziwienie. Parking był pełny, ale szczęśliwie ochroniarz pozwolił nam zaparkować na podjeździe przed parkingiem. Ucieszeni podeszliśmy pod trybunę i oczywiście znowu przekonaliśmy się, że na polskich stadionach nic nas nie zaskoczy….Przed trybuną znajduje się drugi parking, który był całkowicie pusty. Przed meczem chcieliśmy jeszcze odebrać akredytacje, ale był z tym problem, bowiem w pokoju dziennikarskim trwała narada sędziów z kierownikami drużyn.

MKS Kluczbork – W Kluczborku wszystko na tip-top, jeśli chodzi o prasę, więc my również sprężyliśmy się i szybko byliśmy na stadionie. Chcieliśmy też uniknąć braku miejsc z uwagi na mały sektor prasowy. To, co najlepsze wydarzyło się po meczu gdzie siedzieliśmy w salce konferencyjnej. Był tam TV i oczywiście zainteresowaliśmy się czy nie można puścić meczu jakiegoś. Szybko udało nam się uruchomić dekoder i oglądaliśmy ligę angielską i potem derby BVB-S04. Do rozmowy włączył się również stróż obiektu, który twierdził, że GieKSa nic nie grała, ale wygrała i w ogóle to GieKSa była najgorszym zespołem, jaki tu grał ostatnio….Daj boże byśmy zawsze tak kontrolowali mecz jak w Kluczborku. W Kluczborku przekonaliśmy się również, że Shellu idealnie pasowałby do serialu Narcos w roli Pabla. Podczas przygotowania newsów Shellu postanowił zrobić sobie coś do picia, wstał od biurka, westchnął niczym Escobar i udał się do stolika z napojami.  A że miał na sobie ubranie niczym kolumbijski baron kokainy i zrobił to niemal identycznie jak w serialu to od razu wybuchnęliśmy śmiechem i zapytaliśmy Shella czy on udaje Pabla?

Bytovia Bytów – Po sielance, jaką mieliśmy w ostatnich wyjazdach, jeśli chodzi o kilometry tym razem czekał nas pierwszy poważny wyjazd w tym sezonie. Do Bytowa odziwo szybko dojechaliśmy dzięki remontowi A1 gdzie znacznie przyśpieszono przejazd poza Łodzią. Czasu było tyle, że postanowiliśmy zjeść coś w miejscowej knajpie. „Miejscowej” to nieco za dużo powiedziane, bowiem za wybór miejsca wziął się Koleś, który bywa w Bytowie dość regularnie. Zostaliśmy wywiezieni jakieś 20 km od miasta, potem się okazało, że to chyba jedyna knajpa w okolicy, bowiem obsługiwała wesele, spotkanie rodzinne i normalnych klientów takich jak my. Po długim oczekiwaniu otrzymaliśmy obiad i udaliśmy się na stadion. Na stadionie jakoś specjalnie nie było widać mgły, która była z nami przez całą drogę. Aż nam się przypomniał mecz we Wronkach i wygrana 1:0 po golu Bojarskiego we mgle.

Wigry Suwałki – Ostatni wyjazd w tym roku przypadł na dalekie Suwałki. Znowu pojawiły się małe braki kadrowe, ale szczęśliwie kolejny raz udało nam się załatać. Chyba wyszło nam to lepiej niż GieKSie łatanie dziur po kartkach, bowiem wszystko było na stronie na tip-top. Droga była spokojna, ale nieco się przeciągnęła ze względu na wymianę koła, która nas spotkała po drodze. Obyło się bez większych kłopotów i mogliśmy udanie zakończyć sezon wyjazdowy.

Jak widzicie kulisy naszej pracy bywają niekiedy bardzo śmieszne i ciekawe. Zapewniamy was, że ciekawiej jest na żywo przebywać z nami na wyjeździe. Wszystkich tych, którzy byliby zainteresowani pisaniem na stronie czy też podczas meczu zapraszamy do kontaktu. Nie musicie zaczynać od wielkich newsów, pomoc przyda się również przy tych malutkich takich jak opis kolejki, zapowiedź przeciwnika itd.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga