Dołącz do nas

Kibice

Rzut oka z Blaszoka #12 – sami swoi

Avatar photo

Opublikowany

dnia

13 sierpnia 2016 roku znów zmniejszyła się populacja GieKSiarzy, którzy z czystym sumieniem będą mogli świętować awans. Nie no, ludzie, przecież nie mówię, że w tym roku awansujemy. Nie mam pojęcia. Może tak, może nie. Ale jakiś tam awans w przyszłości przecież będzie, czyż nie?

Stało się, nadszedł czas by opuścić ciepły kur…  sektor A i dołączyć do „jądra ciemności” by wspierać piłkarzy Katowic głośniej i lepiej. Decyzja o zamknięciu skrajnych sektorów była słuszna, ale szkoda, że w ogóle musiała zostać podjęta. Jej przyczyną była oczywiście fatalna frekwencja. Doping jak doping, jakość była zbliżona do tej, jaką zaprezentowaliśmy w pierwszej kolejce tego sezonu. Był to jeden z tych wyjątkowych meczów, w których lepiej zaprezentowali się reprezentanci GKS biegający po boisku niż ci stojący na trybunie. Nie mam nic przeciwko, szkoda tylko, że stało się tak za sprawą naszego regresu, a nie jakiegoś wielkiego progresu piłkarzy. Mały był, na razie tyle zresztą wystarczy. Powoli do przodu!

Pod względem frekwencji osiągnęliśmy absolutnie najniższy możliwy dla nas poziom, gorzej już być chyba nie może. Aż mi się przypomniało, jak jesienią 2001 roku pewna warszawska ekipa zgromadziła w młynie około 200 osób na meczu z RKS-em Radomsko. Jak skończył się dla niej sezon 2001/2002? Gdzie jest teraz? Pewnie się domyślacie…

Nie pojawili się przy Bukowej kibice Chojniczanki i nie zamierzam niczego więcej o nich pisać. Pozostawiam to im. Akurat pisanie – z tego co się słyszało swego czasu – wychodzi im najlepiej.

Podsumowanie:
Oprawa: brak
Frekwencja: 1800
Goście: 0
Wydarzenia: –

17 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

17 komentarzy

  1. Avatar photo

    stara ekipa

    17 sierpnia 2016 at 10:26

    Po ostatnich „akcjach” w tamtym sezonie w ciul ludzi z A przeszlo na główna. Po tej akcji pewnie znowu spora grupa, która się jeszcze wachała spierdoli na główna. Swiety pomysł, przesadzając ludzi z miejsac na miejsce zwieksza się frekwencję. Nikt nie pomyślał, że ekipa z A nie chce siedzieć na trybunie razem z debilami, którzy mają takie pomysły ?. Oczywiście banda klakierów będzie powtarzać, że to był dobry pomysł. Ja ze swojej strony polecam reszcie starej ekipy przeprowadzke na główna.

  2. Avatar photo

    kibic

    17 sierpnia 2016 at 11:26

    do stara ekipa masz racje choc z jednym sie mylisz czesc z starej ekipy masz juz dosc tego gowna i powoli przestaje chodzic na szpile a to oni przyciagali mlodych na stadion wszyscy sie znali a teraz co jest pusty blaszok a bedzie jeszcze gozej a wina jest wiadomo kogo do tego coraz slabsza druzyna bez polotu i ambicji broniana przes kolesi mieniacymi sie kibicami zadowolonych z grania wiochami ale widac maja w tym jakis cel i kase zato ze nieruszaja prezesa grajkow a umia ublizac starej gwardi majacej GkS w sercu i widac do czego doprowadzili zenada wstyd,i panoszenie sie smrodu po katowicach ale to ich nie interesuje

  3. Avatar photo

    Karol

    17 sierpnia 2016 at 15:21

    @stara ekipa – Wypraszam sobie nazywanie mnie klakierem, wielokrotnie zgłaszałem swoje uwagi odpowiednim osobom, a i w tekstach tu na stronie nie kryję się z poglądami np. w kwestii składu na gnieździe. Natomiast kwestii, które dla dobra GieKSy lepiej jest załatwić we własnym gronie, nie będę tu poruszał.

  4. Avatar photo

    Artur

    17 sierpnia 2016 at 23:20

    Panowie organizacja meczów to jest porażka. Przychodzę z synem 5-letnim na mecz i każą dać jego pesel. W końcu po dodatkowej dopłacie okazuje się, że nas wpuszczą. Najbardziej zażenowałem się sytuacją, że w przerwie meczu chciałem mu kupić kilka pamiątek ale oczywiście nie można płacić gotówką tylko trzeba mieć kartę. Zenada. Co do frekwencji to dopóki nie zrobią stadionu i coś nie będą reprezentować na boisku to niech zapomną ,że ludzie będą tracili czas i pieniądze 30 dychy za taką padlinę. Ja szybko się nie pojawię chociaż jestem gieksiarzem od małego. Organizacja do dupy, widowisko do dupy a ci co chodzą to nie są kibice to są FANATYCY

  5. Avatar photo

    stara ekipa

    18 sierpnia 2016 at 01:17

    Karol nie pisałem bezpośrednio do Ciebie, chodziło mi bardziej o grupę osób ślepo popierających własne decyzje ( dobre czy zle mniejsza o to)
    Zamkniecie sektora to kolejny strzał w stopę bo uwierzcie mi, ze dziadki nie beda stać na sektorze B. To jest różnica pokoleń i zupełnie inne podejście do tematu kibicowania, sztam, piro itp. Z reszta takie sterowanie przypomina bardziej praktyki komunistyczne gdzie trawę malowano na zielono. Owszem zamiast drzeć ryja na A często leci szydera i czasami mniej sie chce, ale wynika to z tego, ze większość osób widziała tu piłkę na europejskim poziomie a teraz niektóre zagrania wywołują salwy śmiechu albo wkurwiena. Podsumowując problem z brakiem frekwencji na blaszoku rozwiązujcie w inny sposób niż przesiedlanie ludzi, którzy stoją na swoim miejscu po 30 lat, bo jak reszta starej ekipy przejdzie na główna to postawicie tam manekiny ?

  6. Avatar photo

    Boss

    18 sierpnia 2016 at 09:39

    Cena tez robi swoje, drużyny z nowymi stadionami, i niektóre w ekstraklasie maja niższe ceny za bilety. A jednak kibic to poniekąd klient płaci wiec wymaga. Jeden poziomu piłkarskiego, inny dopingu, trzeci zada oprawy meczowej a czwarty kultury jak w operze… Najwiecej zapewne chciało by widzieć poziom sportowy a ze takiego nie ma to i nie ma tych klientów, i można sobie gadać ze to kibice sukcesu ale to właśnie takie pikniki robią frekwencje

  7. Avatar photo

    Włodek

    18 sierpnia 2016 at 09:56

    niestety @stara ekipa ma racje nie wyobrazam sobie kaj indziej niz A -jesli nie A to co głowna ??? Dopóki nie bedzie wyników nie bedzie tez frekwencji a zamykanie sektora i przesiedlanie chopow nic nie da I HUJ …

  8. Avatar photo

    Irishman

    18 sierpnia 2016 at 10:39

    Kurcze już nie krytykujmy wszystkiego naokoło! Z perspektywy Głównej, to akurat była bardzo mądra decyzja o ściśnięciu kibiców. Przecież przy wszelkich skrótach i relacjach tv, to właśnie Blaszok jest nasza kibicowską wizytówką, to on jest pokazywany przede wszystkim. A jeśli (póki co) piłkarze, trenerzy, prezesi, nie są w stanie wynikami zadbać o lepsza frekwencję, to niestety my musimy to zrobić taki właśnie akcjami.
    Co do starszych kibiców to uważam, że nic się nie stanie jak się przesiądą na Główną, co sam już jakiś kawał czasu temu zrobiłem. Fakt, pozostaje tu kwestia ceny biletów. Po pierwsze (póki co) jakby tak odrzucić przywiązanie do klubu i wziąć pod uwagę tylko jakość widowiska, to cena jest wysoka, ale mamy wszyscy nadzieję, że to się zmieni – oczywiście nie cena tylko gra drużyny. Po drugie, można by się zastanowić nad obniżeniem cen biletów np. na sektor 1.

    Myślę natomiast, że faktycznie pojawia się jakiś problem ze stosunkami między nami kibicami co można np. zauważyć na naszym forum, a co psuje atmosferę. Ale nie ma sensu wywlekać tego na zewnątrz, sami musimy to miedzy sobą rozwiązać, dla dobra GieKSy.

  9. Avatar photo

    KORONER

    18 sierpnia 2016 at 14:52

    CHŁOPAKI ,NIE MA SIĘ CO CZAROWAĆ ,ALE TAKIEGO DOPINGU JAK KIEDYŚ TO JUŻ RACZEJ NIE BĘDZIE,I WCALE NIE TRZEBA BYŁO GNIAZDA,BĘBNÓW I KRZYKACZKI. DAWALIŚMY RADĘ BEZ TEGO I BYŁO PIĘKNIE. PERSONY Z GNIAZDA ZOSTAWIA BEZ KOMENTARZA (SZCZEGÓLNIE maluszka Z MYSŁOWIC)MOM JUZ TYLA LOT ŻE NIEKTÓRZY Z BLASZOKA MOGLIBY BYĆ MOIMI DZIEĆMI ALE WALIĆ TO. Z GŁÓWNEJ WYGLĄDO TO TROSZKA DZIADOWSKO. NA DERBACH JESZCZE DA SIĘ ZNIEŚĆ ALE POZA TYM TO CIENIUTKO. 20 LOT DARŁECH RYJA NA BLASZOKU I NIE ŻAŁUJA. NIECH ŻAŁUJĄ CI CO SIEDZĄ TAM TERAZ ,BO TAKIEJ PAKI JAK KIEDYŚ NIGDY NIE ZROBICIE SIEDZĄC WIECZNIE PODZIELENI.

  10. Avatar photo

    Marek

    18 sierpnia 2016 at 16:34

    Żal na to wszystko patrzeć mamy prezesa analfabetę albo cynika, który robi wszystko aby frekwencja na meczach GieKSy była na poziomie trzy cyfrowej. Czy tak qrwa tak ciężko to zrozumieć, że jeśli dany produkt się nie sprzedaje od kilku lat dobrze, to trzeba zrobić agresywną kampanię cenową i reklamową. Można nawet zastanowić się czy nie warto otworzyć na jeden czy dwa mecze za free!!!! Zarząd ten nie szanuje za grosz kibiców kupujących karnety ma ich głęboko w dupie. Czy tak ciężko pokazać kibicom, że zarządowi na nich zależy, czy nie warto obecnym posiadaczom karnetów, których jest garstka automatycznie przedłużyć na wiosnę za free i dać mega zniżkę na kolejne lata ok 40 %. Wtedy Ci ludzie poczują, iż ten jebany zarząd ma do nich szacunek.

    Druga sprawa to płatność tymi śmiesznymi kartami jakieś qrwa średniowiecze , ja mając kartę bankomatową nie mogę zapłacić za bilet, woszta czy piwo, bo jakiś mega inteligent wymyślił sobie taki sposób płacenia. Klub przez to traci a ludzie są wqrwieni. Na innych stadionach można wejść na mecz tylko z dowodem bez śmiesznej karty a tu nie , bo na huj kibicom ułatwiać u nas wszyscy walą drzwiami i oknami to trzeba dać kłody pod nogi. O kolejkach do kasy na mecz gdzie jest 3 tyś ludzi nie pisze bo to żenada!!!!

    O zajściach w zeszłym sezonie na A podczas jednego z meczy żal pisać, bohater co najebał ludziom o głowie niższym od siebie dramat. Ciekawe czy ten baran jak trzeba też jest taki szybki aby ciułać się za swój klub z osobami trzy razy większymi od niego!!!

    Kilka lat temu Junior potrafił porwać blaszok bez gniazda itp. teraz sorry ale mam wrażenie że stał się celebrytom na Bukowej i nie ma już tej pasji, ale niestety lepszego od niego na Bukowej nie ma

    PS: czy ktoś pamięta jeszcze hasło precz z kartami precz z czipami!!!

  11. Avatar photo

    antek1964

    19 sierpnia 2016 at 10:18

    Marek ma racje popieram go 100% Dodam jeszcze ostatnio jak smrody w kato chciały potańczyć to bojówka się pozamykała w lokalach ino swoich umią lać WSTYD

  12. Avatar photo

    Irishman

    19 sierpnia 2016 at 10:26

    Proszę, skończcie wreszcie srać w swoje, kibicowskie gniazdo. @antek1964, jak czytam taki tekst, to zastanawiam się czy jesteś kibicem GieKS?

  13. Avatar photo

    antek1964

    19 sierpnia 2016 at 14:01

    Zawsze cza mówić prawde nawet jak jest bolesna Tyle w temacie

  14. Avatar photo

    stara ekipa

    20 sierpnia 2016 at 05:04

    Irishman, raczej Cie nie znam z blaszoka. kawa sie wylala i prosze nie sprzataj. chyba za tez chodzisz w spodenkach z laikry i asidakach z biala podeszwą

  15. Avatar photo

    fufon

    20 sierpnia 2016 at 12:25

    jeszcze chwila i cały „blaszok” zmieści się na stanowisku dla niepełnosprawnych ! ! !

  16. Avatar photo

    Irishman

    20 sierpnia 2016 at 14:01

    @stara ekipa, ja Cię też nie kojarzę i co w związku z tym? A jak Ci się kawa w doma na obrus wyleje, to też jej nie sprzątasz? No chyba, ze się czujesz na Bukowej ino gościem, abo „widzem”?

    Ja tam wiem tylko tyle, że dziś to nie prezesi, trenerzy czy piłkarze są największa wartością naszej GieKSy ale kibice. Jak się damy skłócić albo co gorsza odwrócimy się od niej, to już jej nic nie uratuje. Ekipy zza miedzy (jednej, drugiej i trzeciej) i niczym innym tak nie marzą jak właśnie o tym. ALE NIE DOCZEKANIE ICH!!!

  17. Avatar photo

    Mecza

    20 sierpnia 2016 at 17:30

    Wpływy z biletów są tak niskie że do 18 lat bilet powinien kosztować 1zł bez względu na trybunę. Koszty wyjazdu 1 zł dla każdego (resztę dofinansuje klub) 1ZŁ tylko po to aby była identyfikacja i każdy pofatygował się. Nie byłoby dużo mniej w kasie klubowej ale za to zbudowanie mega potencjału kibicowskiego na przyszłość. Jakie to mogą być koszty 500tys, 1 mln? Czy to nie jest koszt warty tego aby obniżyć o tyle wydatki na pierwszą drużynę?

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga