Piłka nożna
6 rzeczy, które trzeba poprawić przed meczem w Głogowie
Negatywne emocje po sobotnim spotkaniu powoli opadają, niesmak pozostaje, ale przed nami kolejne spotkanie z Chrobrym w Głogowie. Jako, iż od lat oglądamy praktycznie każdy mecz GieKSy czy to ligowy czy sparingowy postanowiliśmy podsumować wszystko to co trzeba zmienić w grze GieKSy by osiągać lepsze rezultaty. Mamy nadzieje, że trener Brzęczek mocno przeanalizuje ostatnie spotkanie i dojdzie do podobnych wniosków:
Na początek taktyka – w przeszłości Stawowy, Skowronek, Moskal – wszystkich tych trenerów łączy fakt, iż próbowali grać piłką i kontrolować mecz. Na konferencjach pojawiała się słodka gadka o tym jak to będziemy kontrolować spotkanie i grać pressingiem, to samo chce wprowadzać trener Brzęczek. Problem w tym, że by grać w taki sposób trzeba mieć dużą jakość piłkarską a tej od lat nie mamy. Trenerze najwyższy czas odejść od tej taktyki i zmienić ją na taką, która będzie bardziej dopasowana do potencjału, jakim dysponujemy w tej chwili. Jak należy grać w I lidze pokazały Wigry w meczu na B1. Zwarta obrona w stylu włoskiego „cattenachio” do tego szybkie kontry. Nasza taktyka może wyglądać podobnie i przynosić jeszcze lepsze efekty. Szybkie skrzydła w postaci Mandrysza i Prokica gwarantują szybkie wyjście do szybkiej kontry, doświadczony Foszmańczyk powinien umieć rozegrać dobrze piłkę w takim ataku, dużo lepiej powinni się również czuć napastnicy, którzy będą mieć więcej miejsca dla siebie. Wygrana na wiosnę 2:1 z Kluczborkiem właśnie dzięki kontrom powinna już wtedy dać więcej do myślenia trenerowi. Nikt nie będzie mieć pretensji o styl, jeśli dzięki takiej taktyce przyjdą wyniki.
Druga sprawa to rzuty rożne defensywne – w ostatnim meczu Wigry w pierwszym kwadransie miały już chyba 6-7 stałych fragmentów gry. Fakt – większego zagrożenia z tego nie było, ale jak sobie przypomnimy jak rozgrywał rożne Płock w ostatniej kolejce to raczej skłaniamy się ku opinii, że to Wigry miały słabo je opracowane aniżeli GieKSa tak dobrze broniła. Kompletnie nie rozumiemy dlaczego przy defensywnym stałym fragmencie gry nie wystawiamy większej ilości zawodników do przodu. 3 zawodników na szpicy to 4 zawodników przeciwnika mniej w polu karnym. Swego czasu robił tak trener Moskal i przyniosło to efekt w postaci bramki w meczu ligowym. W naszej ocenie minimum dwóch zawodników do ataku na Chrobry przy defensywnym stałym fragmencie gry. Jak bronić się przy rogach pokazały Wigry, które wychodziły do przodu trzema zawodnikami sprawiając kłopot GieKSie, gdy przychodziła kontra.
Kolejna sprawa to środek pola, gdy tworzy go jak w meczu z Wigrami Pielorz plus Foszmańczyk. Ofensywne ustawienie przy grze do przodu dawało efekt na plus w pierwszej połowie, jeśli chodzi o ofensywę, jednak problem zaczynał się, gdy trzeba było bronić. Trener Brzęczek słusznie na konferencji zauważył, że za duże były odległości między formacjami. GieKSa miała problem w szczególności ze zbieraniem drugich piłek, które wybijali obrońcy czy to naszej drużyny czy też Wigier. Bezpańskich piłek nie miał kto zbierać w środku pola w momencie gdy Foszmańczyk podchodził za blisko napastników. Osamotniony Pielorz nie miał szans na kontrolę całej strefy środka pola. Doskonale widać to przy straconej bramce. Pielorz dostaje piłkę, drobny błąd w przyjęciu i musi szukać długiego podania przez pół boiska. Brakło wsparcia by zagrać nieco bezpieczniej. Oczywiście nie będziemy wybielać błędu Pielorza gdyż jest on oczywisty, ale można było go uniknąć przy lepszej współpracy.
Brak szczęścia i chyba również mały brak formy jaki dotknął Goncerza to również duży problem dla GieKSy. Eryk Sobków póki co stara się, oddaje strzały jednak bez efektu bramkowego w meczu o punkty. Goncerz jest cieniem siebie, mamy wrażenie, że w ostatnich meczach nie może sobie znaleźć miejsca na boisku. Potrzebne jest lepsze dopracowanie współpracy dwóch napastników i środkowego pomocnika. Goncerzowi przydałoby się również podpowiedzieć by w momencie gry na tzw. klepkę nie starał się na siłę podnosić piłkę w powietrze. Bardzo często zawodnik ten takimi zagraniami zwalnia akcję, sprawia, że partnerzy muszą najpierw opanować piłkę a potem mając rywala przed sobą kombinować z podaniem. Mniej kombinowania Gonzo!
Ostatnia sprawa to Paweł Mandrysz, który w ofensywie zrobi pewnie nie raz różnicę, jeśli będzie grać jak w meczu z Banikiem. Problem zaczyna się, gdy trzeba grać w defensywie gdzie Mandrysz pokazał w pierwszym meczu duże braki. Przy ofensywnie grającym Abramowiczu trzeba będzie uważać na ustawienie się stoperów tak by nie robić wolnego korytarza dla drużyny przeciwnej. Mandryszowi trzeba również zwrócić uwagę, by w swych podaniach był dokładniejszy, bowiem kilka razy tracił piłkę na połowie przeciwnika, z czego brała się szybka kontra.
I ostatnia sprawa trenerze. Jeśli ktoś ma słabszą formę to nie ma sensu go wystawiać na silę, mamy szeroką kadrę, o czym informował Pan na konferencji, więc trzeba z niej skorzystać w Głogowie. Mamy nadzieję, że wnioski będą szybko wyciągnięte i przede wszystkim, że będą one właściwe.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

kibic
3 sierpnia 2016 at 10:02
Poprawic trzeba wszystko,ale najpierw wzmocnienia ,sadze ze sie nic nie zmieni i wreszcie pogonimy te towarzystwo,dlaczego nikt w tej druzynie nie ponosi odpowiedzialnosci Wolek,Bebenek i paru jeszcze do rezerw az wezna sie do roboty,no i na koniec we siadkowce umia znalesc zawodnikow a tu tylko szrot zprowadzany i to od dluzszego czasu
Irishman
3 sierpnia 2016 at 10:31
ad.1
Są trenerzy, którzy uważają, że znakiem jakości trenera jest nauczenie drużyny stylu gry, który preferują. Ja uważam natomiast, że ci najlepsi potrafią przede wszystkim dobrać styl gry drużyny do zawodników, których mają do dyspozycji.
Niestety obawiam się, że trener Brzeczek będzie uparcie próbował tej pierwszej opcji. Ciągle przecież słyszymy, ze nowo pozyskani zawodnicy byli bardzo starannie dobierani – no więc pewnie także pod kątem tej taktyki „szanowania piłki”.
Sam w sobie cel jest może i szlachetny ale zgadzam się, Błażej, że nasza drużyna nie ma jakości pozwalającej na coś takiego. Fakt, to są w dużej
mierze młodzi piłkarze więc możliwe, że w końcu by się jej nauczyli. Tylko, że my nie mamy czasu na naukę, na to był czas na wiosnę.
ad.2
Pełna zgoda! Nie dość, że takie ustawienie zachęca przeciwników do odważniejszego wyjścia do przodu, to jeszcze robi się na naszym polu karnym tłok i zawsze jest niebezpieczeństwo na jakiś przypadkowy strzał, rykoszet.
ad.3
Myślę, że dobrej klasy defensywny pomocnik w miejsce Pielorza byłby w stanie to lepiej ogarnąć.
No, a tak to jaką mamy alternatywę? Chyba tylko możemy zagęścić środek pola wprowadzając drugiego defensywnego pomocnika (np. Dudę) w miejsce jednego z napastników – czyli Sobkowa, a Foszmańczyk na „10-tkę”. Tylko kto wtedy będzie wyprowadzał akcję i kto strzelał bramki? No fakt, może wtedy nie będziemy przegrywać u siebie meczów z drużynami takimi jak Wigry, tylko je remisować. Ale awansu tak na pewno nie zrobimy. No chyba, że…
ad.4
…Sobkowa zostawiamy, a Goncerz za Bębenka na prawe skrzydło i gramy przede wszystkim bokami??? …hmmm….
ad.5
Dobrze to napisał Shellu, że Mandrysz odbił się od I ligi jak od ściany. Więc niech będzie pierwszym zmiennikiem na podmęczonego przeciwnika i stopniowo uczy się tej I-ligowej gry, a na jego miejscu niech gra póki co Prokić. Oczywiście pod warunkiem, ze młodzieżowcem będzie Sobków.
ad.6
P E Ł N A Z G O D A !!!
pawelas197
3 sierpnia 2016 at 15:38
3 punkty w glogowie bo inaczej KARY beda trzekac pod szatnia
Berol
3 sierpnia 2016 at 18:52
pierwszy mecz masakra, zapomniec i nie wracac bo na samą mysl krew zalewa, no ale nic zobaczymy dalej czy może być jeszcze gorzej czy choć coś spróbują mam nadzieje że jeszcze sezonem nie są zmęczeni……
Mecza
3 sierpnia 2016 at 19:53
Krew mnie zalewa jak czytam „ale najpierw wzmocnienia” Już kiedyś pisałem, że Messi u nas nie zrobiłby różnicy! Wolałbym dzisiaj Nawałkę na ławce niż Messiego czy Ronaldo na boisku w barwach GKS, skończcie z tymi transferami! @Błażej, Irishman – 100%racji. W 1 lidze trzeba grać prostą piłkę bo 90% zespołów tak gra albo skład warty kilka milionów co nas nie dotyczy. Zagłębie sezon temu awansowało i 8 zawodników z pierwszego składu I ligi wyeliminowało Partizan ostatnio. Oni mogli prowadzić grę z takim potencjałem w 1 lidze ale nie GKS na tym etapie!!! Do dzisiaj pamiętam słowa Stawowego jak powiedział że grą przeciwnika może się zainteresuje jak będzie grał w pucharach europejskich z GKS bo w Polsce my mamy narzucać swoją grę (złotousty) Brzęczka nie stać mentalnie na zmianę taktyki, to taki Smuda który z Hiszpanią kiedyś chciał grać ofensywnie (0:5 chyba było) Tak jakby Nawałka na euro chciał prowadzić grę z Ukrainą, Niemcami, Szwajcarią, Portugalią. Wyniki były ok ale czy reprezentacja była w stanie prowadzić grę z nimi? Nie, liczy się mądrość. Każdy widział że odstajemy technicznie ale taktycznie rekompensujemy. GKS taktycznie od kilku lat nie istnieje a nie mamy zawodników którzy w tej bez nadziei zrobią różnicę na boisku. Jesteśmy właśnie taką Ukrainą którą leje Irlandia czy Polska. Bądźmy Walią ale nie z tym trenerem.
Irishman
4 sierpnia 2016 at 10:35
@Mecza, DOKŁADNIE O TO CHODZI!!!
hajna
4 sierpnia 2016 at 14:29
Dla mnie J.Brzeczek to nie trener na I czy II ligę co najwyżej na okręgową te miesiące spędzone w Katowicach wyraźnie to pokazały i najlepiej by było by poszedł na roczny kurs do zagranicznego klubu czego mu życzę.Dalsze trzymanie go na tym stanowisku to czysta strata dla drużyny która pod jego przewodnictwem gra grę tysiąca podań w szerz i tył co bez zgrania prowadzi do takich błędów jak z Wigrami a wstawianie takich graczy jak Wolkowicz to dno.
cierpliwy
4 sierpnia 2016 at 15:06
smiem watpic ze z Glogowa przywioza 3pkt.
Wlodek
4 sierpnia 2016 at 17:56
Rozumiem, ze to mecz o wszystko dla Pana Brzeczka, szkoda że nie dla Cygana
Marcin
4 sierpnia 2016 at 18:59
Vacek była gwiazda Piasta jest do wzięcia bo nie ma klubu , prezes śpisz !!!
Mecza
4 sierpnia 2016 at 22:04
@Marcin. Jak grałem kiedyś w FM i edytorem poprawiłem stan konta klubu oraz budżet transferowy na kupno i pensje to zawodników dobrych (przede wszystkim ambitnych)nie można było zatrudnić bo nie byli zainteresowani. Nie pisz głupot o Vacku i mu podobnych. Perełki się zdarzają w naszym zasięgu ale bez przesady. Jak usłyszałem że Świerczok idzie do Tychów sprawdziłem czy to na pewno ten Świerczok (23 lata, ostatni 31/7 bramek, oglądałem kilka meczów Łęcznej aby zobaczyć jak Pitry sobie radzi i Świerczok był więcej niż ok) Ponoć gwiazdorzy i jeśli wylądował w 1 lidze znaczy że nikt go nie chce w Ekstraklasie(ani tak zwani faworyci 1 ligi) Lepiej by było Świerczoka zabrać chyba za darmo (nie wiem czy za darmo ale Tychy raczej nie są potentatem finansowym aby GKS z nie mógł liczyć się w temacie) Lepiej było brać Świerczoka (sprawdzony w 1lidze, bundesliga, ekstraklasa) niż na wypożyczenie napastnika. Do tego chop z regionu. Co do trenera Brzęczka z tego co czytałem opinie również od osób związanych z klubem, wydaje się bardzo sumienny, jest otwarty na nowinki itp.itd Idzie młodość! Skowronek też taki był! Zajebisty, super przygotowanie fizyczne, taktyczne. Normalnie Mourinho. Piszecie o transferach? Olimpia Grudziądz na jesień 2015 (Skowronek) i pewny spadek szykowany a na wiosnę 2016 zupełnie inna gra i być może pierwsza 3. Nawałka kiedyś spuścił z ekstraklasy bardzo mocne kadrowo Zagłębie. Zanim nabrał doświadczenie musiał kilka razy upaść. Brzęczek, Skowronek kiedyś może będą prowadzili Reprezentację ale my nie możemy zatrudniać trenerów którzy w GKS KATOWICE zdobywają doświadczenie!!! Jakiś czas temu myślałem że nas nie stać na Wernera Licke aby był naszym Dyrektorem sportowym (doskonale rozeznany rynek słowacki i czeski, tańsi piłkarze lepiej wyszkoleni) a tu widzę go na ławce w Radomiaku jak polewa Brzęczka i resztę zimnym prysznicem. Panie Brzęczek zimna woda w prysznicu już się skończyła w Katowicach, po 90 minutach w Głogowie trzeba już coś innego wymyślić. K. jak ja tego nie lubię że czasem myślę sobie „dobrze że przegrali bo będą zmiany” Będę kibicował ale jeśli nie wyjdzie to lepiej na maksa niż jakiś remis (ala mecz z Podbeskidziem za czasu Fornalaka i króla (celowo z małej)
Irishman
4 sierpnia 2016 at 22:22
Cały czas się biję z myślami czy jest sens zmieniać trenera, raptem po dwóch meczach.
Ale jeśli tak to błagam, niech tego nie robi prezes Cygan! Niech on się zajmie sponsorami, kontaktami z miastem albo czymkolwiek. Ale od działu sportowego niech się trzyma jak najdalej!
Mecza
4 sierpnia 2016 at 22:27
Nie dodałem jednego zdania, Skowronek był pogoniony jeszcze na jesień w Grudziądzu i ratował to Paszulewicz a klub nie wydał fortuny (jak się część kibiców w K-ce domaga) na nowych zawodników. Da się z teoretycznie słabszych zrobić drużynę? Problem z tym że my mamy od kilku lat teoretyczną czołówkę a gramy znacznie poniżej możliwości. Zdziwiłem się gdy zobaczyłem w Podbeskidziu jako wzmocnienie Ferugę, u nas był kilka lat temu skreślony.
Mecza
4 sierpnia 2016 at 22:34
@Irishman, jest wręcz głupotą zwolnić trenera po 2 meczach ale nie patrzymy przez pryzmat meczów z Radomiakiem i Wigrami bo Brzęczek prowadzi klub już blisko rok czasu, jest postęp? Jest chaos kadrowy plus chaos na boisku i to się pogłębia. Delikatnie atakowany jest już Goncerz (nie ta pozycja?) itd, itp. Z czego to wynika? Nie z postępu w grze skoro „zajechaliśmy” możliwości Grzegorza. Sam tego nie powie ale jest bezradny.
Irishman
5 sierpnia 2016 at 10:16
@Mecza, też mnie martwi ta stagnacja, która trwa od pierwszego meczu po okresie gdy drużynę po raz pierwszy przygotowywał Brzeczek.
Chodzi mi o to, ze teraz kadrę ułożona pod siebie. Przecież wielokrotnie czytałem, że pozyskiwaliśmy zawodników w sposób bardzo przemyślany.
Cenna uwaga odnośnie Goncerza! Bo można zrozumieć, że może być mu trudno powtórzyć taki sezon jak rok temu ale tego, że nagle z króla strzelców stał się ligowym nieudacznikiem już nie!
I wina tu nie leży raczej po jego stronie, bo przecież tak jak dawniej gra ambitnie, stara się, biega… tylko, że to jest wszystko po prostu bezproduktywne!
No ale kto by miał tu podjąć jakieś kroki, żeby to zmienić? Na pewno nie prezes Cygan, który już wielokrotnie dał dowody na to, że się nie zna na sporcie. Wiceprezes Janicki też jest świetnym fachowcem ale od marketingu. Tak jak pisałem na forum, brakuje w Zarządzie osoby decyzyjnej, która jednocześnie byłaby dobrym fachowcem od spraw sportowych. I dlatego wszystko zmierza w dobrym kierunku… poza tym co stanowi istotę naszego istnienia! I myślę, że tu leży sedno naszych problemów, a gdyby to się udało zmienić to myślę, że nareszcie wrócilibyśmy do czasów gdy nasz klub szybko się rozwijał. Bo mielibyśmy u sterów takiego „magnata Dziurowicza”… tyle, że w 3 osobach 🙂
Mecza
5 sierpnia 2016 at 15:45
Tym trzecim teoretycznie powinien być Motała, pytanie czy jak poleci Brzęczek nie będzie pakował się również Motała. Jeszcze jedna myśl mnie naszła. Postęp zespołu po roku powinien być widoczny, jeśli nie ma to kto jest cierpliwy niech czeka ale jeszcze łatwiejsza weryfikacja. Który piłkarz z kadry całego zespołu zrobił postęp? Wg mnie żaden. Widoczne są tylko spadki: Goncerz, Olivier i jeszcze można by było wymieniać.