Piłka nożna
Plusy i minusy po Stomilu
Trudno dopatrywać się pozytywów po meczu ze Stomilem, a jednak kilka znaleźliśmy. Taki typowy plus jest tylko jeden – debiut Wojciecha Kochańskiego, dwa pozostałe wynikają jedynie z wyniku.
Plusy:
+ Wojciech Kochański – zawodnik wszedł do składu na odpowiedzialną pozycję stopera i nie było po nim widać tremy. Zagrał spokojnie, pewnie, błędów nie popełnił.
+ Brak porażki – patrząc na ostatnią postawę naszych zawodników, a nawet na wczorajszy mecz, remis należy uznać za pozytywny wynik.
+ Zero z tyłu – co raczej nie wynikało z fantastycznej postawy defensywy, tylko z braku siły ognia Stomilu.
Minusy:
– Zero w ofensywie – nasza gra ofensywna w tym meczu nie istniała. GieKSa z akcji nie stworzyła sobie ani jednej klarownej sytuacji, no może poza tą Frańczaka, ale zawodnik bardzo źle uderzył.
– Nie strzelamy goli z akcji – tak naprawdę tylko dwa gole z Kluczborkiem i jeden z Miedzią to były takie pełne trafienia. Poza tym mieliśmy samobóje, karnego i gol po stałym fragmencie. Dlaczego nasi zawodnicy nie potrafią przez wiele meczów przeprowadzić JEDNEJ składnej akcji?
– Iwan, Bębenek – ci zawodnicy mieli być wzmocnieniami a na wiosnę grają wprost koszmarnie.
– Spalone Goncerza – zawodnik musi po prostu trzymać linię. To nie były mijanki na szybkości, tylko dość statyczne akcje – i ofsajd za ofsajdem.
– Nie mamy skrzydeł – w zasadzie nie notujemy dośrodkowań, nie ma szybkości na flankach, zarówno od obrońców, jak i pomocników.
– Wakacyjnie – nadal nie widać chęci odniesienia zwycięstwa za wszelką cenę. Nie da się tak wygrywać meczów.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kibic2
8 maja 2016 at 14:53
Shellu na plus brak porażki?? Przecież nie graliśmy z jakąś super drużyną, tylko ze Stomilem. To strata dwóch punktów. Niestety gramy już tak daremnie, że i Twoje oczekiwania najprawdopodobniej maleją.
Powinno być:
minusem meczu było to, że Stomil z budżetem o połowę mniejszym wyrwał nam dwa punkty. Nie zaś że my z nimi zremisowaliśmy. Widzisz Shellu różnicę???? Bo kibice widzą.
Irishman
9 maja 2016 at 11:11
Punkt na wyjeździe to zawsze punkt! Jakich my to mamy rewelacyjnych piłkarzy, że możemy wybrzydzać? Poza tym w „minusach” bardzo dokładnie Shellu opisał co było i jest złego, więc już zaś nie pieprz, że uprawia jakąś „propagandę sukcesu”.
Poza tym jakby nie ostatnio 4 zdobyte punkty… choć lepiej byłoby napisać podarowane przez przeciwników, to mielibyśmy tylko 4 punkty nad barażami! Tymczasem w perspektywie mecz z Chojniczanką, który pewnie w obecnej formie przerżniemy i dopiero byłoby ciepło.
Tak więc powinniśmy cieszyć się z każdego punktu – co Shellu pokazał.
ps.
Czy doczekamy w końcu takiego sezony, w którym pod koniec nie będziemy tęsknili, aby się już skończył? Choć, jakby się tak zastanowić to akurat końcówka poprzedniego, za Piekarczyka nie była taka zła. Wtedy dało się wygrać w Tychach, mimo tego, że miały one nóż na gardle!
Kibic2
9 maja 2016 at 14:42
@Irishman a powiedz mi jakich to piłkarzy ma Stomil, że napisałeś to tak jakbyśmy grali w skórze Dawida z Goliatem. Stomil do klub z budżetem na poziomie ledwo 3 mln zł, bez wielkich nazwisk więc jak może pisać, że jest się zadowolonym. Powiedz mi też w jakich okolicznościach remis wywalczony? Powiem ci po słabej grze. Co innego gdybyśmy walczyli ale się nie udało. Napisałeś swój wpis jakbyśmy punkt wyrwali prosto z paszczy lwa. Stomil jest zwykłym klubem, który nawet nie marzy o ekstraklasie, natomiast u nas nie tylko się głośno mówi ale stawia się obietnice (bez pokrycia). Takiemu klubowi jak GKS Katowice, z takim wsparciem, wręcz nie przystoi grać padliny. Natomiast ubolewam nad takimi wpisami jak twój i nad innymi kibicami którzy myślą podobnie. Wygląda na to, że oczekiwania odnośnie meczu i wyniku sięgnęły praktycznie zera. Może to sugerować, że aktualna sytuacja jak najbardziej nam pasuje i cieszymy się z tego byle czego i z tego, że gnijemy w 1 lidze. Gorzej jak pomyślą tak osoby decyzyjne. Wtedy będziemy taplać się w bajorku 1-wszo ligowym po wsze czasy.
Piłkarze raczą nas brakiem zaangażowania co wręcz przyzwyczaja kibiców, żeby cieszyć się byle czego jak pies, który czeka na ochłapy z pańskiego stołu. Jak dalej tak będzie to kolejne pokolenie kibiców będzie się cieszysz, że jeszcze niższych oczekiwań. Irishman sam napisałeś, że punkt bardzo ciebie cieszy odnośnie naszej sytuacji w tabeli. Myślę, że 2 pkt dodatkowe ze zwycięstwa zrobiłyby więcej. Nieprawdaż?? Musisz przyznać, że remis to 2 pkt stracone.
Kibice uciekają ze stadionu w zastraszającym tempie a przy takiej grze ciężko patrzeć w przyszłość. Ubolewam też nad tym, że dostajemy szansę, którą daje nam miasto i nie potrafimy jej wykorzystać. Po prostu zaistnieć sportowo przyciągnąć sponsorów/a strategicznego. Medialnie istniejemy ale jak pokazać mecz na cały świat w Polsacie to pokazujemy wręcz sportową błazenadę. Nie chcę nawet myśleć jak w końcu ktoś powie dość, dlatego kto jak nie kibice mają wywierać presję na piłkarzy?? Irishman twój wpis ewidentnie przyklaskuje piłkarzom i ich tragicznej grze.
kibic bce
9 maja 2016 at 16:10
Skandal. Kaj jest nasz Slaski charakter???
Jak pilkarz przychodzil do Gieksy to chcial sie wypromowac i isc wyzej a co teraz mamy?
Iwan chop co kiedys za… na boisku a dzis cien samego siebie. Szkoda mi chopa. Tyle doswiadczenia a teraz? Padlina.
Mial sie odbudowac a stacza sie w dol. Zycze mu jak najlepiej ale z tym co teraz nie widza go w Gieksie.
Mysle ze trzeba wymienic trenerow z zaplecza kadry ktorzy maja budowac podwaliny pod pierwszy zespol a tu co jeden wielki ch.. .
Brzeczek jest ok ale myle ze w szatni jest problem. Grupa 3majaca wladze. Wy… gnoi na zbity pysk.
Gieksa to nie bankomat. Mozna przegrac ale po walc! I kibice nie mieliby pretensji.
Mamy bagno.
Dziekuje.
Bede jezdzil na wybrane mecze dosc kupowania karnetow i potem sie wk…
Irishman
9 maja 2016 at 17:11
@Kibic2 no i co ja mam Ci napisać? Weź się może przewietrz, a potem przeczytaj (ze zrozumieniem) to co napisał Shellu i co ja napisałem.
I dalej:
– Stomil to powinien być przy GieKSie NIKT. Ale skoro ma tyle punktów ile ma to znaczy, że sportowo stoi na takim samym poziomie jak my, że ma piłkarzy takich jak my. Czy to jest w porządku? No nie jest, bo przynosi to nam wszystkim wstyd ale do takiej sytuacji nas doprowadzono. A jeżeli mamy większy budżet i osiągamy takie wyniki to znaczy, że jesteśmy źle zarządzani.
– Byłem z naszym klubem gdy nic nie znaczył, i potem gdy był wielki, i potem gdy przez fatalne zarządzenie znalazł się prawie na dnie. „Prawie”, bo znaleźli się tacy ludzie jak np. Murzyn, Kosa czy Shellu (których ośmielasz się tak łatwo dziś osądzać) i Go uratowali. I przez te wszystkie lata nauczyłem się, że punkt wywalczony na wyjeździe zawsze ma wartość. No chyba, że walczylibyśmy o najwyższe cele ale sam sobie odpowiedz, czy mamy piłkarzy, którzy byliby w stanie to zrobić. No, a jeśli nie, to czego się czepiasz, że ludzie rzetelnie opisują tą dziadowską rzeczywistość, w której się znaleźliśmy?
– Piszesz: „Natomiast ubolewam nad takimi wpisami jak twój i nad innymi kibicami którzy myślą podobnie. Wygląda na to, że oczekiwania odnośnie meczu i wyniku sięgnęły praktycznie zera. Może to sugerować, że aktualna sytuacja jak najbardziej nam pasuje i cieszymy się z tego byle czego i z tego, że gnijemy w 1 lidze.”
Czy zdajesz sobie sprawę, że po prostu obrażasz ludzi? No ale bezpiecznie, zza monitorka, nawet nie na forum, gdzie trzeba by podać swój aktualny e-mail to przecież można, no nie? Ciekawe, czy byłbyś taki odważny i powiedziałbyś to nam prosto w oczy?
Generalnie rozumiem Twoją frustrację, bo wszyscy jesteśmy nią ogarnięci w sytuacji gdy kolejne nadzieję padają, gdy kolejni piłkarze i trenerzy nie radzą sobie na Bukowej, nawet nie przybliżając nasz klub do miejsca, które mu się po prostu należy. Ale weź się chłopie ogarnij i nie pluj jadem na prawo i lewo, obrzucając błotem ludzi, którzy kochają nasz klub tak samo jak Ty.
Kibic2
10 maja 2016 at 18:58
@Irishman z tego co widzę to mocno Cię poniosło. Nikt nikogo nie obraża i też nie obrzuca błotem jak to napisałeś. Moje zdania są mocno wyważone i nie zamierzam hejtować nikogo. Nie używam słów uznanych za obraźliwe, kierując je w stronę osoby czy też jakiejś grupy osób. Daleko mi do tego i nawet Twoja marna prowokacja nie zmieni tutaj nic. Jestem na to za stary. Faktycznie czasami ciężko zgodzić się z subiektywnymi plusami i minusami Shella, dlatego też wpisałem się krytycznie odnośnie jednego plusa. Nie zaś krytycznie w stosunku dla całej jego ciężkiej pracy (oglądając czasami GKS oczy krwawią). Nie neguję też jego zasług dla GKS przeszłych, aktualnych i przyszłych. Cenię sobie jego wpisy, są zawsze szybko po meczu ale trzeba pamiętać, że i najlepsi mogą otrzeć się o krytykę.(plusy-minusy ciężko się z nimi czasami zgodzić oraz punktacja zawodników, którą według mnie trzeba zmienić). Natomiast powracając już wyłącznie do Twojej osoby to z tego co napisałeś, że przez te wszystkie lata nauczyłeś się, że remis na wyjeździe jest cenny. Tak jest cenny jeśli się gra z lepszą drużyną lub jest wywalczony po ciężkiej walce. W związku z tym co napisałem – dla mnie remis z Olsztynem jest stratą dwóch punktów i ubolewam nad Twoim wpisem, tokiem myślenia (ubolewać inaczej rozpaczać, odczuwać żal, być niezadowolonym NIE ZAŚ OBRAŻAĆ). Jeżeli remis cię zadowala jak naszego trenera (po ostatnim meczu) to najprościej wytłumaczę ci to w inny sposób. Drużyny, które przyjeżdżają do nas myślą inaczej – nie myślą o remisie na wyjeździe tylko o zwycięstwie i WYGRYWAJĄ.
Za przykłady niech posłużą ostatnie mecze z Bytovią czy Olimpią Grudziądz oraz Stomilem.
Wypowiedź naszego trenera po meczu w Olsztynie, który mówi już w pierwszym zdaniu:”Wywozimy cenny punkt z trudnego terenu.” Czyli z góry zakładał, że jadąc do Olsztyna nie będzie w stanie walczyć o trzy punkty. Czyli nasi piłkarze odnośnie meczu nie są zmotywowani, nie wpaja im się ducha walki. Inaczej to ma się np w drużynach, z którymi przegraliśmy na bukowej. Bardzo dobrym przykładem będzie tu wywiad, z zawodnikiem Bytovii Mariuszem Kryszakiem.
Cytuję
Pytanie” Mieliście w głowie myśl, że to jest walka o pewne utrzymanie?
Odpowiedź : Nie myślimy w ten sposób, nie patrzymy w tabelę, koncentrujemy się na najbliższym meczu. Przyjechaliśmy tu po TRZY PUNKTY. I chwała, że nam się udało.
Widzisz sam Iiisman, że Twoje myślenie jest złe. Nasi piłkarze mentalnie nie są przygotowani do walki w 1 lidze a przecież nie mamy byle jakich nazwisk od tych drużyn, które nas leją na Bukowej. W najważniejszych meczach, które mogą coś zmienić, nasza odwaga zostaje w szatni i spalamy się psychicznie. Widzisz tą subtelną różnicę w wywiadach i w tym co mówią inni a co mówią nasi? Nie? To jeszcze jeden przykład. Wywiad z naszym zawodnikiem Patrykiem Szymańskim, który powiedział: „Nie graliśmy dobrze, pierwszą bramkę straciliśmy w głupi sposób, można powiedzieć, że ta bramka do szatni ustawiła mecz.” Brzmi to jakby dostali bramkę w 90 min a tu przecież była jeszcze druga połowa. Najprawdopodobniej w szatni nikt ich nie motywował z przerwie mówiąc im, że jest jeszcze 45 min na odwrócenie losów meczu, gdyż ta wypowiedź po meczu to czysty farmazon.
Suma summarum przenosi się to na naszych kibiców, których oczekiwania spadają do zera. Dlatego też napisałem, że ubolewam, gdyż piłkarze przyzwyczają nas do coraz większej patologii i widać, że mentalnie nasi piłkarze są na szarym końcu w lidze. Oni po prostu nie wierzą w siebie. Natomiast kibice zaczynają się cieszyć z byle czego. I to jest najbardziej zatrważające.
Już na sam koniec odnośnie tego co napisałeś, że niby łatwo wpisać się w komentarzach bo nie trzeba e-maila, to muszę cię poinformować. Żeby wpisać komentarz trzeba podać emaila, gdyż jest wymagany. (jest niewidoczny).
Napisałem „ubolewam nad wpisami…..że aktualna sytuacja może NAM pasować”. Czyli może pasować mi, tobie innym. Nie wiem gdzie ty tu zauważyłeś jakiś atak czy obrzucanie błotem?
Czy teraz wszystko jasne?
Pozdro
Mecza
10 maja 2016 at 19:01
Za poziom sportowy odpowiada tylko i wyłącznie zespół trenerski który nie potrafi wyegzekwować i utrzymać dłużej optymalnej formy. To nie jest przypadek że zawodnicy wyróżniający się gdzieś indziej a w Katowicach obniżają loty. Skład nie mamy gorszy od Wisły Płock (ale tam potrafią z zawodników wyciągnąć max) i na pewno lepszy niż tym który był za Nawałki. Za dobór trenera odpowiada prezes amator i gramy to na co zasługujemy. Stracimy kolejny najbliższy sezon i zmieni się zarząd albo będziemy mieć farta zatrudniając n-tego trenera.
Kibic2
10 maja 2016 at 20:19
@Mecza zgadzam się z Tobą całkowicie, za każdym razem kiedy trafia do nas zawodnik nagle zapomina jak się gra w piłkę. To nie jest przypadek. Nasi zawodnicy nie mają mentalności zwycięzcy, także nawet jeśli przyjdą do nas nowi dość szybko będą prezentować niższy poziom. U nas nie ma presji, która mogłoby mobilizować piłkarzy. Sam Gonzo w wywiadzie w grudniu przyznał, że do treningów powraca w styczniu. W profesjonalnym sporcie gdzie drużyna walczy o awans, jest to nie do pomyślenia. Teraz widać, jak spadła mu forma.
(nawet jeśli się nie trenuje to nie mówi się tego publicznie).
Zobaczcie, że wypowiedzi Nawałki po meczach są stonowane, cieszą go zwycięstwa ale między wierszami można wychwycić, że pomimo wygranej i tak przykręci piłkarzom śrubę. Natomiast miejsce w składzie nie jest pewne dla nikogo. Widać różnicę??
Natomiast jak czytam wypowiedzi naszego sztabu i piłkarzy…… ech czeka nas kolejny stracony sezon
pawelas197
10 maja 2016 at 23:02
KOMUS JEST DOBRZE Z TYM ZE GRAMY W PIERWSZEJ LIDZE NIE POTRZEBNE SA NA TO DUZE PIENIADZE ZA TO NA EKSTRAKLASE MIASTO MUSIALO BY DAC DWA RAZY TYLE NIZ TERAZ BEZ STRATEGICZNEGO SPONSORA NIKT NIE BEDZIE NAM DAWAL KASY Z BUDZETU MIASTA TAK JEST WSZEDZIE MIASTO MOZE UTRZYMYWAC OBJEKT SPORTOWY I PRACOWNIKOW ZWIAZANYCH Z KLUBEM A RESZTA NALEZY DO SPONSORA WIEC WIDZICIE SAMI JAK TO WYGLADA NIC Z TEGO NIE BEDZIE MYDLENIE OCZU