Piłka nożna
Stoperzy OK, boczni do poprawki
Formacja obrony to w GieKSie od kilku sezonów temat rzeka. Tak naprawdę od bardzo długiego czasu nie stanowi ona monolitu i nawet jeśli 1-2 zawodników spisuje się lepiej, to zawodzą pozostali. I tak jeśli środkowi obrońcy mają formę, to boczni niespecjalnie się pozytywnie wyróżniają, jeśli stoperzy ją zatracą – mamy już wtedy kompletny klops. Są jednak tez przypadki, że i z bocznych możemy być zadowoleni, kiedy przez chwilę chwycą wiatr w żagle i potrafią nawet rozegrać dobrą akcję z przodu.
Opis obrony mamy utrudniony ze względu na początkowe eksperymenty trenera Kazimierza Moskala z ustawieniem 5-3-2. Cokolwiek by nie mówić, my zakładamy, że boczni w tym ustawieniu – mimo że jeszcze bardzie j ofensywni niż w grze czwórką – nadal jednak pozostają obrońcami i ich nie mniejszym niż atakowanie zadaniem jest bronienie bocznych stref boiska, aby tamtędy nie hasali przeciwnicy. Po pierwsze – GieKSy nie stać by było na zabezpieczenie tyłów tylko trzema defensorami, po drugie – na bokach występowali właśnie jednak nominalni obrońcy, a nie pomocnicy. Na szczęście trener Moskal szybko się zorientował, że zawodnicy GKS nie są przygotowani do takiej gry i powrócił do tego, co było zespołowi znane, czyli gry czwórką.
Prawa obrona
W pierwszym meczu z Widzewem na tej pozycji zagrał Aleksander Januszkiewicz. Zawodnik szybki i błyskotliwy w końcówce załatwił naszemu zespołowi rzut karny, który dał zwycięstwo. Inauguracja sezonu i można powiedzieć, że był to najjaśniejszy moment Alexa w tej rundzie. Mimo jednak tego przebłysku z Widzewem zdarzyło się nieco strat i niedokładnych podań. Multum ich było w drugim spotkaniu w Legnicy. Tam zawodnik zawiódł zupełnie i został zmieniony w przerwie. Trener Moskal postawił na Alana Czerwińskiego, który z Chrobrym zagrał poprawnie, ale zawalił mecz w końcówce, kiedy podał do rywala, a potem sprokurował karnego. Z Niecieczą było już lepiej, a do tego wypuścił Ceglarza, który zanotował asystę przy golu Goncerza. Dla Moskala to było jednak ciągle ryzykowne i szkoleniowiec wpadł na pomysł z ustawieniem na prawej flance Łukasza Pielorza. Zawodnik ofensywny to nie jest i w opozycji do panujących trendów o ofensywnych bocznych obrońcach, Łukasz został zwolniony z tych zadań i miał skupiać się tylko na defensywie. Wychodziło to średnio, często widać było, że zawodnik nie czuje gry na flance i w momencie szybkiej zmiany kierunku akcji rywala lub długiej piłki na jego stronę – brakowało go tam. Zwracaliśmy na to uwagę i postulowaliśmy jednak grę Pielorza na stoperze (o tym dalej). Gdy zawodnik trafiał na szybkiego błyskotliwego zawodnika, jak np. Mackiewicz z Wigier – również pojawiały się problemy. W końcówce meczu z Zagłębiem i w spotkaniu z Chrobrym znów na prawej stronie grał Alan Czerwiński i spisał się średnio, większych błędów nie popełniając. Pielorz zagrał jeszcze jeden mecz na boku, a potem jego miejsce już do końca rundy zajął Czerwiński. Miało to swoje dwie przyczyny, po pierwsze z powodu kontuzji ze składu na dłużej wypadł Adrian Jurkowski, więc ktoś musiał go na środku obrony zastąpić, po drugie mecz Łukasza w Grudziądzu był bardzo słaby. Zawodnik zupełnie nie upilnował rywala, który strzelił gola i GieKSa musiała odrabiać (nieudanie) straty. Powrót Czerwińskiego był jednak bardzo nieudany. Zawodnik grał słabo, asekuracyjnie, notował sporo strat i przegrywał pojedynki. W meczu z Dolcanem akcje bramkowe szły jego stroną i nie potrafił im zapobiec. Dopiero od meczu z Tychami było lepiej, choć w spotkaniu z Widzewem podobnie jak cała drużyna, zagrał bardzo słabo. Na sam koniec w meczu z Miedzią Legnica trener Skowronek postawił na Kamila Cholerzyńskiego, ale… tylko na 20 minut. Kontuzji bowiem doznał Mateusz Kamiński, Kufel zszedł do środka, a na prawą obronę z ławki wszedł… Alan Czerwiński i spisał się średnio.
Środek obrony
Początkowo katowiczanie grali trójką środkowych, z czego jeden z nich był dokładnie na środku i miał dwóch partnerów po bokach. Tę rolę pełnił na początku Łukasz Pielorz i w swoim debiucie w GKS spisał się świetnie. Wprowadził do obrony spokój i doświadczenie, choć tak naprawdę musiał też asekurować swoich kolegów, którzy zbyt pewnie się nie spisywali. Mowa o Mateuszu Kamińskim i Adrianie Jurkowski. Ten pierwszy w meczu z Widzewem został zmieniony i jego miejsce w Legnicy zajął Kamil Cholerzyński. Niestety cała obrona spisywała się tam już gorzej, a na domiar złego w ciągu kilku minut czerwone kartki obejrzeli Jurkowski i Pielorz i trener Moskal musiał mocno kombinować. Kamyk pojawił się na boisku, aby załatać dziurę. Z Chrobrym trener postanowił dać szansę Radosławowi Sylwestrzakowi, ale ten jej zdecydowanie nie wykorzystał. Zagrał słabo i po prostym technicznym błędzie zagrał piłkę ręką, prokurując rzut wolny, po którym padła bramka. Obrona nie spisała się w spotkaniu pucharowym i od meczu z Niecieczą trener Moskal porzucił swój pomysł i wrócił do gry dwójką stoperów.
Właśnie z Niecieczą z konieczności musiał na obronie zagrać Kamil Cholerzyński i mocno się pogubił. Mateusz Kamiński zanotował natomiast niezłe zawody. Szkoleniowiec mając w kadrze trójkę nominalnych stoperów musiał z jednego z nich zrezygnować i – jak pisaliśmy wcześniej – na środku nie grał przez jakiś czas Łukasz Pielorz, jednak zawodnik ten nie zasiadł na ławce, tylko został przesunięty na prawą stronę. Duet środkowych utworzyli na kilka kolejek Kamiński i Jurkowski. Początkowo spisywali się całkiem przyzwoicie. To był okres, kiedy GieKSa nie traciła bramek na wyjazdach, a u siebie rywale zdobywali gole po błędach Bucka. Fakt faktem, że trochę gorzej było w meczu z Wigrami. Gol padł co prawda z winy bramkarza, ale postawa Kamińskiego i Jurkowskiego pozostawiała wiele do życzenia. Potem jeszcze Bytovią i Pogonią zawodnicy spisali się nieźle, dobre zawody zaliczyli także z Zagłębiem. Niestety w Lubinie Kamyk – który tak naprawdę w środku rundy był ostoją drużyny – odniósł kontuzję i pytaniem zasadnym jest to, czy od tego czasu cała gra GieKSy się nie posypała. W spotkaniu z Chrobrym Jurkowski grał z Pielorzem i wyszło to przeciętnie. Na mecz z Olimpią znów zagrali Kamiński z Jurkowskim, ale ten pierwszy mocno był wytrącony z równowagi przez poważne zderzenie z rywalem i na mecz ze Stomilem nie wyszedł. Znów duet utworzyli Pielorz z Jurkowskim i niestety ten drugi kompletnie sobie nie poradził w tym meczu, tracąc mnóstwo piłek, podając do przeciwnika i nie zapobiegając w żaden sposób utracie bramki. Z Dolcanem dla odmiany zagrali Kamiński i Cholerzyński i GieKSa szybko straciła trzy bramki. Od przyjścia trenera Skowronka oglądaliśmy chyba najbardziej optymalny układ, czyli Łukasz Pielorz – Mateusz Kamiński. Ci zawodnicy na środku obrony prezentowali się najlepiej w przekroju całej rundy i dobrze, że takie same wnioski miał nowy szkoleniowiec. Już pierwszy mecz w Nowym Sączu ta dwójka zagrała dobrze, a z Tychami było bardzo dobrze. Szkoda, że w Gdyni zabrakło pauzującego za kartki Kamińskiego, ale z drugiej strony zastępujący go Kamil Cholerzyński nie zagrał źle. W żenującym meczu z Widzewem postawa Pielorza i Kamińskiego była jedyną jasną stroną tego spotkania, bo dzięki wielu interwencjom zapobiegli oni traceniu goli na rzecz outsiderów z Łodzi. Choć jedyny gol niestety padł po dziwnym zachowaniu Mateusza, który odbiegł od rywala, który za chwilę strzelił gola. Z Miedzią Kamyk długo nie pograł, bo znów odniósł kontuzję i zastąpił go Cholerzyński. GieKSa po raz drugi z rzędu u siebie zagrała na zero z tyłu.
Lewa obrona
Tutaj analiza ogranicza się praktycznie do jednego zawodnika, czyli Rafała Pietrzaka. Obrońca ma monopol na występowanie na lewej flance i tak było zarówno w ustawieniu piątką, jak i czwórką z tyłu. Zagrał we wszystkich meczach i z wyjątkiem spotkania w Łodzi – od pierwszej do ostatniej minuty. Tak naprawdę postawę Rafała można podsumować jednym słowem – przeciętność. W przekroju całej rundy tak naprawdę wcale nie był super pewny w defensywie (ciągle mankamentem jest brak powrotów), nie dawał z siebie też tyle, ile mógł z przodu. Głównym problemem zawodnika jest brak konkurenta i jego pewna pozycja na boisku w każdym meczu wynikała raczej z tego niż z jakiejś wielkiej postawy. Co zapamiętaliśmy zarówno z tyłu, jak i z przodu? Pierwszy na plus był mecz z Chojniczanką, gdzie zagrał naprawdę dobrze i z przodu dał wiele jakości, ale brakowało finalizacji w postaci ostatnich podań. Na duży plus bardzo dobre dośrodkowanie z rzutu rożnego na głowę Kamińskiego w Bytowie. Również piękną asystę zaliczył w meczu z Tychami. I to by było na tyle. Jedno, co jeszcze można na plus oddać Rafałowi – to to, że od czasu przyjścia trenera Skowrona stara się grać bardzo ofensywnie, włącznie z wchodzeniem do sytuacji strzałowych w pole karne. Jest to jakaś nadzieja na przyszłość, bo wcześniej w naszych pomeczowych opisach przewijało się najczęściej jedno słowo – przeciętność. Zawodnik prezentował typowy poziom środka tabeli i nic więcej. A że ma potencjał to wiemy, bo to pokazuje – szkoda tylko, że raz na jakieś 6-7 kolejek.
Incydentalnie na lewej stronie zagrał też wspomniany Bartosz Sobotka. Poza incydentami na początku sezonu (choć cały mecz w Pucharze Polski), zawodnik dostał szansę w Gdyni i w Łodzi. Z Arką zaprezentował się nieźle, ale z Widzewem tragicznie. W związku z tym klub nie postanowił przedłużać z zawodnikiem wygasającej umowy.
Podsumowanie
Trudno sobie na dzień dzisiejszy wyobrazić optymalne ustawienie czwórki obrońców. O ile ze środkowymi nie ma problemu – są to Mateusz Kamiński i Łukasz Pielorz, to problem pojawia się z bocznymi obrońcami, a także na środku, gdy któryś z tego duetu wypadnie. Adrian Jurkowski nie jest gwarantem spokoju na stoperze, a Kamil Cholerzyński gra tam tylko wtedy, kiedy trzeba uzupełnić lukę. Mimo wszystko defensywa z Kamykiem i Pielorzem na jesieni była w porządku. Problemem jest zarówno prawa, jak i lewa strona. Z prawej Alan Czerwiński w najlepszym razie notuje mecze przeciętne, ale nadal często sobie nie radzi w destrukcji. Aleksander Januszkiewicz ma potencjał ofensywny, ale czasem w tych akcjach na tyle mu brakuje głowy, że zachodzi obawa, że kiedyś okiwa sam siebie. Zagadką są jego umiejętności defensywne, bo tak naprawdę nie miał wiele razy okazji ich pokazać. Na lewej stronie mamy wspomnianego przeciętnego Rafała Pietrzaka i póki zawodnik ten nie będzie miał konkurencji, to nadal gra ze skrzydeł może być przeciętna…
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze