Piłka nożna
Kopalnioki nad majonez
Mimo okazałej grupy dopingowej Korona Kielce musiała uznać wyższość zespołu z Górnego Śląska, który okazał się dojrzalszy i skuteczniejszy w realizowaniu planu meczowego.
GieKSa z impetem ruszyła na ekipę z Kielc, czego efektem były dwa groźne dośrodkowania Bartosza Nowaka, niezakończone jednak strzałami. Odpowiedział Błanik dwukrotnie stawiając na własny drybling, a jego koledzy byli bliscy wykorzystania zamieszania akcją na drugiej flance – interweniował przytomnie Lukas Klemenz. Gorzej nasz stoper zachował się po strzale Antonina, strącając piłkę wprost pod nogi przeciwnika, który na szczęście zupełnie się tego nie spodziewał. W 13. minucie łatwo naszą wysoką linię ograli Remacle z Antoninem, a ten pierwszy pokusił się o minimalnie niecelną bombę z dystansu. Jak się okazało, podwojenie w strefie Kowalczyka było jednym z ich założeń, bowiem ten wariant ataku jeszcze się powtórzył w tym spotkaniu. Dziesięć minut później doskonałe szanse po wrzutce „Nowego” mieli Klemenz i Borja Galan – pierwszy zbyt nisko wyskoczył, a drugi znacznie zbyt wysoko uderzył po wstawieniu nogi przed Popova. Wahadłowy powinien to wpakować do siatki (jego reakcja to potwierdziła), bowiem golkiper nie miałby nawet szans doskoczyć w okolice słupka. Po pół godziny gry Davidović postanowił dołączyć do klubu zwichrowanych celowników i mając naprawdę sporo miejsca na 16. metrze, uderzył obok bramki. Rozjuszył tym jednak Mateusza Kowalczyka, który chwilę później odebrał pod linią końcową i rozpoczął szaleńczy drybling, niestety w porę się nie zatrzymał i skończył poza boiskiem. 31. minuta rozpoczęła się kluczową interwencją Jędrycha, a następnie Borja Galan po rozprowadzeniu Nowaka przy lewej linii pola karnego niemal… przelobował bramkarza, futbolówka odbiła się od słupka i wypadła z bramki. W 37. minucie chwila nieuwagi przy przejściu z ataku do obrony mogła nas drogo kosztować. Davidović skorzystał z dalekiego wybicia Dziekońskiego, położył bezradnego Klemenza i wystawił piłkę na tacy Błanikowi, który nie zdecydował się jednak na strzał i finalnie to Remacle uderzał wprost w Strączka. Korona na chwilę złapała swój rytm, po wrzucie z Autu Matuszewskiego najpierw zadrżała poprzeczka, a później z linii bramkowej uderzenie Soteriou wybijał Klemenz.
Drugą połowę w swoim stylu rozpoczął Marcel Wędrychowski wprowadzając wiele zamieszania, co pozwoliło GieKSie na stworzenie dogodnej sytuacji już w 3. minucie po zmianie stron. Bosch na wślizgu próbował wpakować piłkę do siatki, jednak nie była to jego szczęśliwa próba. W 51. minucie Bartosz Nowak przyjął futbolówkę na klatę, odwrócił się i huknął po długim słupku, znakomicie interweniował Dziekoński. Chwilę później centrę Zrel’aka głową przedłużał w stronę tego samego słupka Kowalczyk, trafił jednak między bramkę i wbiegającego kolegę. W 64. minucie nasz napastnik zamienił się w człowieka-tarana, podczas kontry kolejno powalił na murawę dwóch rywali i sędzia ostatecznie zdecydował się odgwizdać faul. W 71. minucie Szkurin z Wędrychowskim przepchnęli się przez zasieki rywali i ten drugi pognał na bramkę Dziekońskiego, który z użyciem Bartłomieja Smolarczyka jako słupka powstrzymał uderzenie. W 75. minucie Borja Galan nadstawił swoją mocno już poturbowaną głowę i zgrał przerzut Wędrychowskiego na środek szesnastki, skąd Sebastian Milewski perfekcyjnie przymierzył w dolny róg bramki! Kilkadziesiąt sekund później nasz pomocnik pognał z kontrą, doskonale obsłużył Nowaka i zobaczyliśmy trafienie samobójcze – pozycja spalona naszej „10” i gol anulowany. Po drugiej stronie boiska wykazać się musiał Rafał Strączek, skutecznie skracając kąt przy akcji ze skrzydła. Trójkolorowi następnie rozsądnie się cofnęli, a Korona dość rozpaczliwie próbowała wrzutek i długich piłek. W 89. minucie mocniej zabiło serce wszystkim kibicom – nieporozumienie Klemenza ze Strączkiem zakończyło się nieudanym wślizgiem tego pierwszego i złym ustawieniem golkipera, sytuację na linii bramkowej ratował Borja Galan. W doliczonym czasie doskonale rozczytał obrońcę Szkurin, odebrał mu piłkę i ruszył z kontratakiem, który zaprzepaścił Nowak fatalnym dośrodkowaniem. Ostatnią akcję przeciął Galan i pozwolił trybunom na świętowanie.
Trójkolorowi pokazali swój futbol i choć nadal defensywa nie jest oazą spokoju, tak widać poprawę i jako kolektyw drużyna spisała się na miarę swoich możliwości. Dużo walki oraz boiskowej agresji, nieustanne bieganie po boisku i dojrzałość w przesuwaniu się wzdłuż murawy – kibice mogą być zadowoleni z występu ekipy Rafała Góraka i kompletu punktów.
GKS Katowice – Korona Kielce 1:0 (0:0)
Bramki: Milewski (75).
GKS Katowice: Strączek – Wasielewski, Kuusk, Jędrych, Klemenz, Galan – Marković (46. Wędrychowski), Kowalczyk, Bosch (67. Milewski), Nowak – Zrel’ak (67. Szkurin).
Korona Kielce: Dziekoński – Popov (79. Niski), Smolarczyk, Sotiriou, Resta, Matuszewski (60. Pięczek) – Davidović (79. Nono), Remacle, Svetlin, Błanik – Antonin (59. Nikolov).
Żółte kartki: Kuusk, Wędrychowski, Wasielewski, Klemenz – Remacle, Nikolov, Błanik.
Sędzia: Sebastian Krasny (Kraków).
Widzów: 12254.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze