Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Bolesna lekcja w Katowicach
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Kobieca drużyna rozegrała jedno spotkanie – w ramach III rundy eliminacji Ligi Mistrzyń UEFA przegraliśmy na Arenie Katowice 0:4 z FC Twente. Rewanż zostanie rozegrany 18 września o 19:00 w Enschede. Spotkania ligowe z Czarnymi Sosnowiec i Pogonią Tczew zostały zaplanowane odpowiednio na 22 i 27 września. Z drużyną Czarnych piłkarki rozpoczną mecz o godzinie 17:00. Drużyna męska przegrała kolejny mecz wyjazdowy, tym razem z Lechią 0:2 (0:1). Kolejne spotkanie piłkarze rozegrają w najbliższy piątek 19 września o 18:00 z Cracovią. Zapowiadany transfer Tymoteusza Puchacza nie doszedł do skutku.
Siatkarze w sobotę rozegrali pierwszy mecz w PLS 1. Lidze – wygraliśmy 3:0 z Czarnymi Radom. Kolejne spotkanie zespól zagra na Arenie Katowice 20 września o 17:00 z Necko Augustów.
Ze zmiennym szczęściem rozpoczęli rozgrywki THL hokeiści – pokonaliśmy na wyjeździe Polonię Bytom 2:1 i przegraliśmy w identycznym stosunku z GKS-em Tychy. Kolejny mecz zespół rozegra w Satelicie 21 września o 17:00 z JKH GKS-em Jastrzębie.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Porażka GKS-u Katowice
W eliminacjach do Ligi Mistrzyń GKS Katowice podejmował na swoim terenie holenderskie FC Twente. Mistrzynie Polski przegrały 0:4.
Od początku meczu piłkarki GKS-u Katowice starały się narzucić swój rytm i szukały okazji do zagrania w pole karne. Zespół FC Twente częściej przebywał jednak na połowie gospodyń i zmuszał je do defensywy. W 32. minucie Holenderki objęły prowadzenie po strzale Sophie Proost, przy którym piłka odbiła się od jednej z katowiczanek i zmyliła Kingę Seweryn. Mimo niekorzystnego wyniku GieKSa nie rezygnowała, a najlepszą okazję miała Aleksandra Nieciąg po podaniu Klaudii Maciążki. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się minimalnym prowadzeniem rywalek 1:0.
Po przerwie GKS ruszył do ataku i już w 51. minucie Aleksandra Nieciąg była blisko wyrównania, lecz jej lob zatrzymał się na słupku. Chwilę później groźnie uderzała Julia Włodarczyk, ale znakomicie interweniowała bramkarka Twente. W 63. minucie rywalki podwyższyły prowadzenie za sprawą Alieke Tuin, a kilka minut później trzeciego gola dołożyła Jaimy Ravensbergen. Katowiczanki musiały dodatkowo zmagać się z kontuzjami Kingi Seweryn i Klaudii Słowińskiej, które opuściły boisko. Wynik spotkania na 4:0 ustaliła w 90. minucie Jill Roord, a w końcówce blisko honorowego trafienia była jeszcze Klaudia Maciążka.
laczynaspilka.pl – Bolesna lekcja w Katowicach. GKS – FC Twente 0:4
Mistrzynie Polski nie poradziły sobie z 18. drużyną klubowego rankingu UEFA i uległy w Katowicach ekipie FC Twente 0:4. Holenderskie faworytki okazały się zbyt mocne dla GKS-u, który trafiał tylko w słupek i poprzeczkę bramki przyjezdnych. Do listy strat katowiczanki musiały dopisać kontuzje najlepszej w swoich szeregach Kingi Seweryn i filaru defensywy – Klaudii Słowińskiej.
Faworyzowana ekipa z Holandii od początku starała się narzucić swoje warunki gry i raz za razem atakowała bramkę mistrzyń Polski. Piłkarki GKS-u od początku postawiły jednak Twente twarde warunki i katowicka linia defensywy długo potrafiła blokować strzały i nie dopuszczać rywalek do stworzenia sobie dogodnych sytuacji podbramkowych. W miarę upływu czasu przewaga Twente rosła, jednak gospodynie także szukały swoich szans, głównie z kontrataków. Zespół z Enschede grał efektownie w ofensywie, ale w obronie przydarzały się błędy, które GKS próbował wykorzystać. Aktywna być przede wszystkim Aleksandra Nieciąg, jednak nieco osamotnionej w ataku wychowance Halniaka Maków Podhalański w pierwszej części gry nie udało się poważnie zagrozić bramce Diede Lemey.
Dużo pracy miała za to strzegąca katowickiej bramki Kinga Seweryn, która w pierwszej odsłonie spotkania była najjaśniejszym punktem GKS-u. Reprezentantka Polski znakomicie broniła kolejne strzały Twente, które po niespełna dwóch kwadransach gry mocno podkręciło tempo spotkania. Obroniła groźny strzał z rzutu wolnego, a po chwili efektowną paradą uratowała swój zespół po uderzeniu z dystansu.
W 35 min. Seweryn była jednak bezradna. Oude Elbering przebiegła z piłką prawie całe boisko, podała do Sophie Proost, a ta strzałem z bocznej linii pola karnego otworzyła wynik spotkania. Dla 18-letniej Holenderki był to trzeci gol zdobyty w tegorocznych rozgrywkach Ligi Mistrzyń. W odpowiedzi GKS próbował szczęścia w kontrataku, jednak Nieciąg przegrała biegowy pojedynek z bramkarką gości. Twente wciąż jednak przeważało i w ostatnich minutach pierwszej połowy przyjezdne kilkukrotnie były bliższe podwyższenia prowadzenia. Za każdym razem na posterunku była jednak Kinga Seweryn i tylko jej fantastycznej postawie gospodynie zawdzięczają, że do szatni schodziły przegrywając tylko 0:1.
Druga połowa meczu od początku przyniosła sporo emocji. Tuż po wznowieniu gry bliska szczęścia była największa gwiazda Twente – Jill Roord, jednak jej uderzenie na słupek sparowała bramkarka GKS-u. W 50. min. meczu holenderska defensywa popełniła koszmarny błąd, ale po strzale Aleksandry Nieciąg piłka trafiła tylko w słupek.
Podrażnione zawodniczki Twente ruszyły do huraganowych ataków i w 63. min. dopięły swego. Po dobrym rozegraniu przed polem karnym GKS-u do siatki trafiła Alieke Tuin. W 68. min. Roord znów trafiła w słupek, jednak niepilnowana Jaimy Ravensbergen podwyższyła prowadzenie Twente na 3:0. Chwilę później na gospodynie spadł kolejny cios, bo plac gry po urazie barku musiała opuścić najlepsza tego dnia zawodniczka w szeregach mistrzyń Polski. Kinga Seweryn po jednej z interwencji doznała urazu barku i choć próbowała walczyć z bólem, ostatecznie zmuszona była zejść z boiska. Zastąpiła ją Kinga Macała i ostatni kwadrans spotkania to ona strzegła bramki katowickiej drużyny. Jakby nieszczęść katowiczanek było mało, kilka minut później na noszach boisko opuściła ostoja defensywy GKS-u Klaudia Słowińska.
Do końca spotkania mistrzynie Holandii kontrolowały grę, jednak defensywa GKS-u długo nie pozwalała na kolejne gole. Z dobrej strony pokazała się także Macała, ale tuż przed końcem regulaminowego czasu gry była bezradna wobec strzału Roord z najbliższej odległości. Była zawodniczka Bayernu, Arsenalu czy VfL Wolfsburg wykończyła efektowną, zespołową akcję Twente. Spotkanie finalnie zakończyło się wynikiem 0:4 choć gospodynie w doliczonym czasie gry trafiły jeszcze w poprzeczkę.
Wobec przygniatającej przewagi Twente w Katowicach, przed rewanżowym starciem w Enschede trudno znaleźć powody do optymizmu. Do Holandii GKS pojedzie szukać honorowego trafienia i spróbuje uniknąć kolejnej wysokiej porażki, jednak straty, zarówno te personalne, jak i te bramkowe wydają się przekreślać tegoroczne marzenia o Lidze Mistrzyń. Drugie spotkanie mistrzyń Polski i Holandii zostanie rozegrane 18. września.
weszlo.com – Rafał Górak zawiedziony Tymoteuszem Puchaczem. „Chciałem dać szansę”
Na ostatniej prostej letniego okna transferowego w Polsce w pewnym momencie wydawało się, że Tymoteusz Puchacz wróci do Ekstraklasy i zostanie piłkarzem GKS-u Katowice. Zamiast tego jednak w ostatniej chwili wybrał azerski Sabah Baku.
Rozczarowania takim obrotem sprawy nie ukrywał trener GieKSy, Rafał Górak. Dał temu wyraz przed kamerami Canal+ Sport we wstępie do wyjazdowego meczu z Lechią Gdańsk, który zainaugurował 8. kolejkę ligowych zmagań.
– Tymoteusz Puchacz zachował się mega nieprofesjonalnie. Może nie tyle żałuję, co wiem, że chciałem dać szansę i otworzyłem wszystko, żeby u nas był. Wewnętrznie zostało u mnie rozczarowanie – powiedział trener Górak.
GKS nikogo innego na lewe wahadło nie sprowadził, więc nadal będzie tam grał głównie Borja Galan.
SIATKÓWKA
pls1liga.pl – GKS Katowice – PIERROT Czarni Radom 3:0
GKS Katowice pokonał PIERROT Czarni Radom 3:0 (25:18, 25:20, 25:21) w meczu 1. kolejki PLS 1. Ligi. Katowiczanie w swoim pierwszym spotkaniu przed własną publicznością nie stracili nawet seta. MVP tego starcia został wybrany Grzegorz Pająk.
Drużyna z Katowic to spadkowicz PlusLigi poprzedniego sezonu. Radomianie w pierwszoligowych rozgrywkach występują ponownie od poprzedniego sezonu. Poprzednie rozgrywki zespół z Radomia zakończył na 6. lokacie.
Początek pierwszej partii rozpoczął się od równej gry punkt za punkt 5:5. Chwilę później swoją przewagę zaczęli budować gospodarze. Ręki w polu serwisowym nie zwalniał Bartłomiej Krulicki 7:5. Po drugiej stronie siatki pewnie punktował Jakub Urbanowicz 8:10. W dalszej części tej premierowej odsłony spotkania w polu serwisowym lepiej spisywali się siatkarze GKS-u, m.in. Michał Superlak 14:9. Pomimo walki Czarni Radom nie zdołali już odrobić tej straty. Tę partię do końca kontrolowali katowiczanie, którzy wygrali pewnie 25:18. Ostatni punkt dla swojego zespołu zdobył Damian Domagała.
Drugi set podobnie jak poprzedni rozpoczął się od gry punkt za punkt 3:3. Następnie na prowadzenie wysunęli się radomianie. Dobrze zagrywał Michał Kowal 7:4. Wystarczył moment i GieKSa odrobiła straty 8:8. W dalszej części tej partii podopieczni Emila Siewiorka utrzymywali dwupunktowe prowadzenie 14:12 i 16:14. Zawodnicy PIERROT Czarni walczyli do końca. Jednak ostatnie słowo w tym secie należało do gospodarzy, a dokładnie Superlaka, który popisał się skutecznym zagraniem w kontrataku 25:20.
GKS poszedł za ciosem. W kolejnym secie bardzo szybko zdołał zbudować sobie przewagę 5:2. Rywale mieli dość duże problemy, żeby przyjąć dokładnie serwisy Superlaka 4:7. Grę radomskiej drużyny udało się uspokoić dzięki krótkim przerwom na żądanie Krzysztofa Michalskiego. Do tego w polu serwisowym nie mylił się Kowal 11:11. Jednak od połowy tego seta ponownie na prowadzenie wysunęli się katowiczanie 16:11 i 19:13. Mecz zakończył się błędem w polu serwisowym Adama Miniaka 21:25.
HOKEJ
hokej.net – Zwycięstwo GieKSy na inaugurację. Udany debiut nowego bramkarza. „Myślę, że możemy grać lepiej”
GKS Katowice w swoim pierwszym meczu sezonu 2025/2026 pokonał na wyjeździe Polonię Bytom 2:1. W barwach GieKSy zadebiutował szwedzki bramkarz Jesper Eliasson, który w rozmowie z klubowymi mediami podsumował to spotkanie.
Przed Eliassonem trudne zadanie, bowiem został sprowadzony w miejsce Johna Murraya. „Jasiek Murarz”w ekipie GieKSy występował przezcztery lata i zdobył w tym czasie dwa złote i dwa srebrne medale.
25-letni Szwed, który w 2018 roku był wybrany w trzeciej rundzie draftu przez Detroit Red Wings, zaliczył udany debiut w katowickim zespole.W wygranym starciu z Polonią Bytom obronił 26 z 27 uderzeń rywali i zachował skuteczność interwencji na poziomie 96,3 procent.
– To był pierwszy mecz sezonu, ale myślę, że możemy grać lepiej. Najważniejsze jest to, że udało nam się sięgnąć po trzy punkty w pierwszym meczu. Więc bierzemy je i idziemy dalej – zaznaczył Jesper Eliasson, który był zadowolony ze swojej postawy i docenił też rywali.
– Trzy punkty i jeden stracony gol – oczywiście, że się cieszę. Uważam, że nasi rywale wykonali świetną robotę. Pracowali naprawdę ciężko i naprawdę dobrze wykonali zadanie. Widać, że wierzą w siebie – dodał.
Przed miesiącem oba zespoły rozegrały mecz sparingowy. Wówczas podopieczni Jacka Płachty wygrali aż 13:1.
– Trudno jest porównywać mecz ligowy do tych sparingowych. Myślę, że możemy poprawić kilka rzeczy. Po prostu kontynuujmy swoją pracę – wyjaśnił szwedzki golkiper.
Wielkie hokejowe derby Śląska dla trójkolorowych. Rozstrzygnięcie dopiero w dogrywce
W hicie 2. kolejki TAURON Hokej Ligi GKS Tychy po dogrywce pokonał na własnym lodzie GKS Katowice 2:1. Strzelcem decydującej bramki był Rasmus Heljanko.
Na to starcie zęby ostrzyło sobie wielu hokejowych kibiców w naszym kraju. Nie mogło być inaczej, bo naprzeciw siebie stanęli mistrz i wicemistrz Polski. Spodziewaliśmy się dobrego, zaciętego meczu, w którym nie będzie brakować ofiarności, twardych starć oraz emocji. Nie zawiedliśmy się.
W składzie GieKSy nie znalazł się Brandon Magee, który w starciu z Polonią Bytom nabawił się drobnego urazu. W ekipie gospodarzy zabrakło Mateusza Ubowskiego, a jego miejsce zajął Szymon Kucharski.
Początek tego starcia przypominał partię hokejowych szachów. Oba zespoły nie chciały popełnić błędu, który mógłby przełożyć się na stratę gola.
Po pierwszej odsłonie mieliśmy bezbramkowy remis, bo ze swoich zadań dobrze wywiązywali się obaj bramkarze. Tomáša Fučíka próbował zaskoczyć Stephen Andrerson, Jean Dupuy i Patryk Wronka. Z kolei Jesper Elliason zatrzymał szarżującego Mateusza Gościńskiego i obronił uderzenia OlliegoKaskinena.
Druga odsłona przyniosła więcej konkretnych sytuacji ofensywnych, a jako pierwsi trafili katowiczanie. W 30. minucie Jacob Lundegård znalazł sposób na Fučíka i otworzył wynik spotkania. Goście mieli później okazje na podwyższenie prowadzenia, lecz Wronka i Michalski nie potrafili ich zamienić na gola. Tyszanie odpowiadali strzałami Gościńskiego i Jeziorskiego, ale Eliasson zachowywał czujność i po 40 minutach widniał wynik 1:0 dla GieKSy.
W trzeciej tercji gospodarze rzucili większe siły do ataku i w 48. minucie, grając w przewadze, wyrównali po trafieniu Henri Knuutinen, który przekierował do bramki strzał Alana Łyszczarczyka.W końcówce obie drużyny miały jeszcze swoje szanse m.in. McNulty trafił w słupek. Jednak wynik 1:1 utrzymał się do końca regulaminowego czasu.
W dogrywce decydujący cios zadał Heljanko, który po minucie i 5 sekundach przesądził o zwycięstwie trójkolorowych 2:1, po podaniach Bryka i Kuru.
Oba zespoły kolejny ligowy mecz rozegrają z JKH GKS-em Jastrzębie. Tyszanie pojadą nad czeską granicę w piątek, natomiast wicemistrzowie Polski podejmą ich w niedzielę.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze