Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Mistrzynie Polski górą w Olsztynie
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Kobieca rużyna rozegrała drugi mecz ligowy w Orlen Ekstralidze, w którym pokonała Stomilanki Olsztyn 4:1 (4:0). W trzeciej kolejce rozgrywek piłkarki zmierzą się 22 sierpnia o 18:00 z KS Uniwersytet Jagielloński na Bukowej. Drużyna męska wygrała w meczu piątej kolejki PKO BP Ekstraklasy z Arką Gdynia 4:1. Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. Następny mecz zespół rozegra w sobotę 23 sierpnia o 20:15 w Zabrzu z Górnikiem. Przed spotkaniem z Arką do drużyny dołączył holenderski pomocnik Jesse Bosch, który podpisał kontrakt na trzy lata.
Siatkarze rozegrali dwa sparingi przed nowym sezonem, oba z Lechią Tomaszów Mazowiecki. W pierwszym z nich padł remis 2:2, w drugim nasz zespól wygrał 4:0. Kolejne sparingi drużyna rozegra 21 i 22 sierpnia z Nowak-Mosty Będzin.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali dwa test-mecze: z KH Energą Toruń oraz z Polonią Bytom. Z Energą zespół przegrał po rzutach karnych 2:3, z kolei z Polonią wygrał 13:1. W tym tygodniu drużyna rozegra trzy sparingi: z RI Okna Berani Żlin (w środę, 20 sierpnia), HC RT Torax Poruba (w czwartek, 21 sierpnia) oraz z LHK Jestřábi Prostějov (w piątek, 22 sierpnia). Spotkania zostaną rozegrane w ramach turnieju towarzyskiego w Porubie.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Katowiczanki zrehabilitowały się za wynik sprzed tygodnia
W meczu 2. kolejki Orlen Ekstraligi Energa Stomilanki Olsztyn podejmowały na swoim terenie GKS Katowice.
Ostatni pojedynek tych zespołów zakończył się zwycięstwem 5:0 dla obecnych mistrzyń Polski. Dla katowiczanek było to jednak wyjątkowe spotkanie – po raz pierwszy grały na „Nowej Bukowej” przy tak licznej, prawie czterotysięcznej publiczności, co sprawiło, że atmosfera była jak święto! Podopieczne Karoliny Koch rozpoczęły sezon od falstartu – po raz pierwszy od dwóch lat poniosły ligową porażkę na własnym terenie, tym razem z Rekordem Bielsko-Biała. Energa Stomilanki Olsztyn natomiast uległy beniaminkowi Lechowi Poznań UAM 0:1 na wyjeździe. W szeregach Stomilanek znajdują się dwie piłkarki, które jeszcze w ubiegłym sezonie broniły barw Gieksy – Natalia Kulig i Dominika Misztal.
Spotkanie idealnie rozpoczęło się dla GieKSy Katowice, bowiem już w 3. minucie gry prowadzenie swojemu zespołowi dała . Kolejne minuty spotkania to dość wyrównana rywalizacja, przy czym brakowała klarownych sytuacji strzeleckich pod którąkolwiek z bramek. Stomilanki dążyły za wszelką cenę do doprowadzenia do wyrównania. Okazji ku temu było co najmniej kilka, nie przyniosły one jednak większego zagrożenia, brakowało precyzyjnego ostatniego podania bądź celnego dośrodkowania. Zespół Dariusza Maleszewskiego miał wiele rzutów rożnych, wiele akcji oskrzydlających, brakowało jedynie dobrego dogrania w szesnastkę. Katowiczanki z kolei przeprowadzały pojedyncze dobre ataki, nie forsowały zbytnio tempa, tym bardziej zaskoczyło rozwiązanie worka z bramkami, jakie nastąpiło po 29. minucie spotkania. Prowadzenie aktualnych mistrzyń Polski podwyższyła Nowak, która najwyżej wyskoczyła do precyzyjnie dośrodkowanej piłki z rzutu wolnego i nie dała szans na skuteczną interwencję Barszcz. Zaledwie trzy minuty później po raz kolejny piłka znalazła się w bramce Stomilanek, tym razem po składnej, zespołowej akcji i zwycięskim dla Hmírovej pojedynku oko w oko z golkiperką olsztynianek. W 36. minucie rozmiary prowadzenia katowiczanek przybrały jeszcze okazalsze rozmiary. Na listę strzelczyń wpisała się Włodarczyk, która skutecznym strzałem z okolic jedenastego metra pokonała Barszcz, wykańczając bardzo dobrą, wielopodaniową akcję całego zespołu. To było doprawdy nokautujące siedem minut w wykonaniu GieKSy, Stomilanki były w tym momencie na deskach.
Po zmianie stron gry Energa Stomilanki Olsztyn zdołały zdobyć jedynie bramkę honorową, co należy uznać za jeden z nielicznych pozytywów z dzisiejszego spotkania. W 58. minucie gry piłkę z siatki musiała wyciągać Seweryn po skutecznie wykończonym rzucie rożnym. Do końca spotkania żaden z zespołów nie zapisał kolejnego trafienia na swoim koncie.
uwmfm.pl – Mistrzynie Polski górą w Olsztynie
Energa Stomilanki Olsztyn przegrały na Stadionie Miejskim 1-4 (0-4) z GKS-em Katowice i po dwóch kolejkach nowego sezonu Orlen Ekstraligi piłki nożnej kobiet zajmują ostatnie miejsce w tabeli. Mistrzynie Polski sobotnie spotkanie rozstrzygnęły już w pierwszej połowie, rehabilitując się za niespodziewaną wpadkę sprzed tygodnia.
Drużyna ze Śląska na inaugurację rozgrywek niespodziewanie uległa na własnym obiekcie 2-3 Rekordowi Bielsko-Biała. Natomiast olsztynianki nie potrafiły przeciwstawić się na wyjeździe jednemu z beniaminków. Przegrały 0-1 z Lechem UAM Poznań.
Zarówno w tym spotkaniu, jak i w pierwszym domowym w meczowej kadrze zabrakło jednej z pozyskanych latem zawodniczek – Kali Mc Daniel. Miejsce w podstawowym składzie straciła natomiast Martyna Duchnowska. Od pierwszej minuty zastąpiła ją Natalia Kulig. Za czerwoną kartkę pauzowała Gabriela Kędzia.
GKS dominował na boisku od samego początku. Już w trzeciej minucie prowadził po bramce Anity Turkiewicz. Kolejne bramki w pierwszej połowie strzeliły jeszcze: Katarzyna Nowak, Patrícia Hmírová i Julia Włodarczyk. Do przerwy było 4-0 dla zespołu z Katowic, a warto dodać, że nie wykorzystał on kilku innych doskonałych okazji.
Po zmianie stron gościnie kontrolowały wydarzenia na boisku. Dały się zaskoczyć tylko raz. A właściwie… zaskoczyły się same, bo po wrzutce z rzutu rożnego jedna z mistrzyń Polski – Klaudia Maciążka – skierowała piłkę do własnej bramki. Z kronikarskiego obowiązku dodamy, że Stomilanki ponownie kończyły mecz w dziesiątkę. To efekt ostrej gry i przerywania akcji rywalek faulami. W doliczonym czasie gry za jeden z nich z boiska wyleciała Amanda Turowska.
gol24.pl – GKS Katowice ogłosił transfer. Jesse Bosch pierwszym obcokrajowcem ściągniętym tego lata
GKS Katowice potwierdził ósmy transfer w letnim okienku. Po siedmiu Polakach zdecydował się na Holendra. To Jesse Bosch mający za sobą przeszłość w cenionej Eredivisie. 25-letni pomocnik podpisał kontrakt do czerwca 2028 roku.
Bosch ostatnio występował w Willem II Tilburg, czyli dla beniaminka, z którym zresztą ten awans wywalczył. W ubiegłym sezonie zdobył 6 bramek. Rozegrał 33 mecze.
Charakterystykę nabytku przedstawiono na oficjalnej stronie klubu: – Bosch to wszechstronny i dynamiczny środkowy pomocnik, potrafiący efektywnie wspierać linię ofensywną i defensywną. Najlepiej czuje się na pozycjach numer ‘6’ i ‘8’. Jego styl “box-to-box” – polegający na nieustannej pracy w obu fazach gry – dobrze wpisuje się w potrzeby naszego zespołu. Charakteryzuje go agresywna gra w obronie, aktywność w środku pola, a także zdolność do wykańczania akcji.
Odnotujmy, że GKS Katowice to najbardziej polski zespół w całej PKO Ekstraklasie. W kadrze Rafała Góraka jest ledwie czterech obcokrajowców. Oprócz Boscha to Estończyk Marten Kuusk, Hiszpan Borja Galan oraz Słowak Adam Zrelak.
weszlo.com – Jesse Bosch. GKS Katowice bierze specjalistę od pięknych goli
GKS Katowice wreszcie dokonuje transferu, po którym kibice od początku mogą sobie wiele obiecywać. Jesse Bosch z Willem II Tilburg wygląda na kogoś, kto szybko powinien zacząć dawać jakość śląskiej drużynie, a ona tej jakości na gwałt potrzebuje.
Dotychczasowe poczynania GieKSy w letnim okienku opierały się głównie na sprowadzaniu Polaków do odbudowy lub w ogóle do pierwszego błyśnięcia w seniorskiej karierze, że wspomnimy o Filipie Rejczyku.
Marcel Wędrychowski i Kacper Łukasiak przyszli z Pogoni Szczecin, w której mieli lepsze chwile, ale długofalowo nie byli zawodnikami z pierwszego szeregu. Łukasiak dobrze zaczął poprzedni sezon po powrocie z wypożyczenia do Górnika Łęczna. Już w 1. kolejce strzelił gola Koronie Kielce, niedługo potem dołożył trafienie z Widzewem Łódź. Jesienią regularnie gościł w podstawowym składzie Portowców, ale wiosną jego akcje już wyraźnie spadły, choć i tak można było zakładać, że ze względu na jego wiek (21 lat) klub zdecyduje się przedłużyć kontrakt. Na to do pewnego momentu się zanosiło, ale w ostatniej chwili nastąpił zwrot akcji, na którym skorzystali katowiczanie.
Wędrychowski długo leczył poważną kontuzję, a w drugiej rundzie nie do końca się odbił. Pod koniec sezonu zanotował kilka przebłysków, ale to było za mało, żeby został w Pogoni. Obietnicą na coś więcej jest od dawna i nigdy nie spełnił pokładanych w nim nadziei.
Poważne problemy zdrowotne wstrzymały także Jakuba Łukowskiego, który po bardzo udanym sezonie 2022/23 (12 goli w Ekstraklasie dla Korony Kielce) zerwał więzadło krzyżowe i stracił niemal cały następny sezon. Po przejściu do Widzewa bardzo dobrze zaczął, lecz szybko spuścił z tonu. Im dalej w las, tym gorzej, a w drugiej części wiosny 2025 poszedł już w niemal całkowitą odstawkę. Ostatni ofensywny konkret zaliczył we wrześniu ubiegłego roku w… Katowicach. Stało się oczywiste, że musi szukać szczęścia gdzie indziej. W GKS-ie na razie przegrywa rywalizację, trzy razy wchodził z ławki na końcówki.
Maciej Rosołek i Aleksander Buksa to osobna historia. Sprowadzanie jednocześnie dwóch napastników, którzy delikatnie mówiąc nie specjalizują się w strzelaniu goli, od początku wyglądało wielce ryzykownie. I na razie praktyka potwierdza wszystkie obawy, ognia z przodu brakuje.
Aleksander Paluszek spadł ze Śląskiem Wrocław, ale w elicie pozostał po przeprowadzce do Katowic. Na tę chwilę jednak trener Rafał Górak nie widzi go w składzie, Paluszek jeszcze nie podniósł się z ławki. Ze wszystkich letnich nabytków najwięcej gra Łukasiak, ale nawet on nie ma pewnego placu (w Łodzi zaczął wśród zmienników).
Nic dziwnego, że atmosfera zaczęła się robić nerwowa. Letnie transfery niewiele dały, jakościowe luki po odejściu Oskara Repki i Sebastiana Bergiera nie zostały wypełnione. Zespół po czterech meczach ma na koncie jeden punkt i zaczyna wyrastać na poważnego kandydata do spadku. Pozyskanie kogoś takiego jak Jesse Bosch zwiększa szanse na odwrócenie tego trendu.
O kim mowa? To 25-letni środkowy pomocnik, z blisko setką meczów w holenderskiej ekstraklasie. Co istotne, jego najlepszy sezon w karierze to ten ostatni, w którym zdobył sześć bramek w Eredivisie przy xG wynoszącym zaledwie 2.60 i był kluczową postacią Willem II (jesienią zakładał opaskę kapitańską).
Istnieje uzasadniona nadzieja, że będzie on w stanie zastąpić Repkę jeśli chodzi o liczby z przodu. Bosch ma bowiem cechę, która zdecydowanie go wyróżnia: nie tylko lubi, ale też umie uderzyć z dystansu. Przez trzy sezony w Tilburgu zdobył 16 bramek, z czego aż połowę po uderzeniach zza pola karnego. Kolejnych kilka goli wpadło z okolic 12.-15. metra. Rywale zdecydowanie nie mogą pozostawić go bez opieki przy rzutach rożnych czy wyrzutach z autu. Bosch uwielbia się wtedy przyczaić do „drugiej piłki” i natychmiast przywalić. W ten sposób w ostatnim sezonie strzelił trzy kolejne gole, m.in. rywalizującemu w Lidze Mistrzów Feyenoordowi.
A jeśli nie wali po widłach, potrafi w odpowiednim miejscu i czasie pojawić się w polu karnym, żeby uderzeniem bez przyjęcia sfinalizować akcję.
– To bardzo dynamiczny pomocnik, którego obecność w polu karnym rywala może być dla nas bardzo cenna – właśnie tak przy okazji przedłużenia kontraktu opisywał go rok temu dyrektor Willem II, Tom Caluwe.
Podobnie po meczu z Feyenoordem, w którym Bosch zdobył efektowną bramkę na 1:1, mówił trener Peter Maes. – To cecha, którą Jesse posiada. Słyszałem też, że w Feyenoordzie mocno podkreślali jego rolę i uczulali, że nie wolno mu zajmować pozycji strzeleckiej. A jeśli już, to żeby był blokowany. Raz im się to nie udało – komentował.
Oczywiście Bosch nie jest piłkarskim ideałem. Do niego również zdarzały się pretensje. Maes na przykład miał olbrzymie zastrzeżenia do postawy całej drugiej linii po kwietniowej porażce 1:3 z Heerenveen. – Pomocnicy grali zdecydowanie za bardzo rozciągnięci. Chodzi o to, żebyśmy rozpoczynali grę optymalnie ustawieni. Ciągłe zmiany pozycji nie są tym, na co jesteśmy przygotowani. To właśnie wtedy można znaleźć się w tarapatach. Rywale są bardzo groźni w kontratakach i właśnie tak nas zaatakowali – narzekał szkoleniowiec.
– Jeśli nasi pomocnicy tracą pozycję, środkowi obrońcy muszą sobie z tym poradzić. To dla nich bardzo trudne. Przy drugiej bramce nie wygrywamy pojedynku przy dalszym słupku. Potem piłka wraca i tam też jej nie wygrywamy. Potem piłka trafia w słupek i tam znowu jej nie zbieramy. Słuchajcie, to są sytuacje, w których musimy być o wiele bardziej czujni – dodawał poirytowany Maes.
Bosch już przy prolongacie umowy nie ukrywał, że ma warianty zagraniczne, ale skoro on i koledzy wywalczyli awans do holenderskiej elity, wolał zostać w miejscu, w którym czuje duże zaufanie z każdej strony.
On od tego czasu na pewno nie stracił, ale drużynowo Willem II zawiodło potwornie. Po rundzie jesiennej spokojnie funkcjonowało sobie na pograniczu pierwszej i drugiej dziesiątki, lecz wiosna była katastrofą. Zespół nie wygrał żadnego z siedemnastu meczów (cztery remisy, 13 porażek) i wylądował w strefie barażowej o utrzymanie. W play-offach najpierw po rzutach karnych udało się wyeliminować Dordrecht, Bosch wykonał decydującą jedenastkę. W finale za mocny okazał się Telstar (2:2, 1:3) i nastąpiło szybkie pożegnanie z Eredivisie.
Spadek oznaczał, że Bosch mógł odejść na preferencyjnych warunkach. W umowie miał zawartą klauzulę pozwalającą mu zmienić klub za darmo do 15 sierpnia. GKS Katowice wykorzystał ją w ostatniej chwili. „Piłkarz czuje się ceniony w Tilburgu, ale chce pozostać aktywny na najwyższym poziomie. Dąży do transferu za granicę, choć podobno nie wyklucza też dłuższego pobytu w Holandii” – pisał niedawno „Voetbal International”.
Pojawiały się o plotki o zainteresowaniu Go Ahead Eagles i PEC Zwolle.
Na pożegnanie Boscha zapowiadało się od pewnego czasu. Nie znalazł się on w kadrze na inauguracyjny mecz nowego sezonu z ADO Den Haag, a klub w oficjalnym komunikacie poinformował, że jest to związane ze zbliżającym się transferem zawodnika. Jeśli miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, czy warto odchodzić, porażka 1:5 chyba je rozwiała.
Holenderskie media już w środę informowały, że przeszedł on testy medyczne i podpisał „wieloletni kontrakt” z GKS-em Katowice. W czwartek nadeszło oficjalne potwierdzenie.
GieKSa już rok temu chciała sprowadzić pomocnika z holenderskiej ekstraklasy. Blisko gry na Śląsku miał być wtedy Francuz Lucas Bernadou, któremu skończyła się umowa z Dordrechtem. Ostatecznie jednak przeszedł do greckiego Volos, a dziś znów jest dostępny z kartą na ręku.
Na jego tle Jesse Bosch wygląda lepiej, co nie znaczy, że na Bukową przychodzi jakiś piłkarski geniusz, nie przesadzajmy w drugą stronę. Holender ma ponadprzeciętny strzał z dystansu, ale oprócz tego raczej nie wybijał się ponad średnią Eredivisie ani w statystykach ofensywnych, ani defensywnych. Biorąc jednak pod uwagę jego ogranie na wyższym poziomie, umiejętność liderowania, brak kontuzji oraz krótki okres potrzebny na osiągnięcie pełnej dyspozycji, na starcie nie sposób się do tego transferu przyczepić. GKS Katowice wreszcie daje nadzieję kibicom, że przychodzi ktoś, kto czasami zrobi różnicę.
Kto wie, być może nawet różnicę na wagę utrzymania.
SIATKÓWKA
siatka.org – Spadkowicz zremisował z doświadczonym pierwszoligowcem
Rozpoczął się okres sparingowy na zapleczu PlusLigi. Spadkowicz z ekstraklasy – GKS Katowice w pierwszym sparingu zremisował z Lechią Tomaszów Mazowiecki. – Pierwsze koty za płoty, była to pierwsza okazja do sprawdzenia na jakim etapie przygotowań jesteśmy, nad czym musimy pracować oraz na czym się skupić – skomentował po spotkaniu dla oficjalnej strony klubu Krzysztof Gibek.
Po sezonie 2024/2025 do I ligi spadły aż trzy kluby PlusLigi. Wśród nich znalazł się GKS Katowice. Ekipa, którą wciąż będzie prowadzić trener Emil Siewiorek, zbudowała ciekawy skład. Katowiczanie już od pewnego czasu przygotowują się do nowego sezonu, który startuje 13 września. GKS rozpoczął sparingi. Pierwszym rywalem spadkowicza jest Lechia Tomaszów Mazowiecki.
Od początku pojedynku to gospodarze kontrolowali przebieg gry. Tomaszowianie szybko zbudowali prowadzenie, które stopniowo powiększali. Ostatecznie mimo zrywu w końcówce GKS przegrał inauguracyjną odsłonę. W drugiej partii role się odwróciły. Tomaszowianie nie ustrzegli się błędów własnych a po stronie GKS-u udanie punktował Wojciech Włodarczyk. Katowiczanie kontrolowali grę i wysoko wygrali tego seta. W trzecim secie trener Siewiorek sięgnął po zupełnie inną szóstkę. Mimo to GKS kontynuował skuteczną grę. Dobrze grą kierował Piotr Fenoszyn a kolejne ataki kończył Damian Domagała. W tej odsłonie również Lechia nie zdołała przekroczyć bariery 15 punktów. Lechiści z nową energią weszli w czwartą partię. Raz za razem punktował Artur Brzostowicz, uaktywnił się tomaszowski blok. Ta odsłona potoczyła się już pod dyktando Lechii, która tym samym zremisowała sparing.
Lechia Tomaszów Mazowiecki – GKS Katowice 2:2 (25:20, 12:25, 14:25, 25:16)
Dla obu zespołów była to pierwsza okazja do sprawdzianu formy przed sezonem. – Pierwsze koty za płoty, była to pierwsza okazja do sprawdzenia na jakim etapie przygotowań jesteśmy, nad czym musimy pracować oraz na czym się skupić – skomentował na łamach oficjalnej strony GKS-u Krzysztof Gibek. W piątek drugi sparing tych zespołów, tym razem w Katowicach. – Na ten moment wszystko idzie w zgodzie z planem. Wszystko jest tak, jak powinno być. Jesteśmy po ciężkich czterech tygodniach, jeszcze w piątek gramy sparing u siebie. Wszystko przebiega tak jak powinno i jest w najlepszym porządku – podkreślił przyjmujący.
Na inaugurację rozgrywek GKS Katowice podejmie Czarnych Radom a Lechia Tomaszów Mazowiecki zmierzy się z BKS-em Bydgoszcz. Mecz Lechia – GKS odbędzie się w 7. kolejce.
GKS Katowice wygrał w nowej hali
GKS Katowice po raz pierwszy rozegrał spotkanie w nowej hali. Katowiczanie pokonali w zamkniętym sparingu Lechię Tomaszów Mazowiecki 4:0. – Myślę, że to jest świetny obiekt dla siatkówki i czujemy się tutaj coraz lepiej. Z każdym treningiem nasze poczucie hali wygląda coraz lepiej, więc myślę, że wszystko idzie w dobrą stronę – przyznał dla GieKSa TV Michał Superlak.
GKS Katowice w końcu doczekał się nowego obiektu. Katowiczanie po spadku do I ligi mężczyzn będą występować w Arenie Katowice. GKS trenował już w nowym obiekcie. Teraz przyszedł czas na pierwszy sparing. W meczu towarzyskim katowiczanie zmierzyli się z Lechią Tomaszów Mazowiecki. Był to drugi mecz między tymi drużynami. Pierwsze spotkanie rozegrano dzień wcześniej w Tomaszowie Mazowieckim. – Myślę, że to jest świetny obiekt dla siatkówki i czujemy się tutaj coraz lepiej. Z każdym treningiem nasze poczucie hali wygląda coraz lepiej, więc myślę, że wszystko idzie w dobrą stronę – przyznał dla GieKSa TV Michał Superlak.
Drugi pojedynek miał zupełnie inny przebieg niż pierwsze spotkanie. Tym razem GKS Katowice w hali przy Nowej Bukowej nie dał szans rywalom. Od początku to katowiczanie dyktowali warunki na boisku. Po tomaszowskiej stronie mnożyły się problemy w ataku. Kropkę nad i w pierwszej partii postawił Gonzalo Quiroga. W drugim secie początkowo to lechiści prowadzili trzema punktami. Gospodarze jednak szybko odrobili straty. Po fragmencie wyrównanej gry do głosu doszli gospodarze. Lechia nie ustrzegła się pomyłek i przegrała do 17. W trzeciej partii było najwięcej walki. Choć początkowo to GKS prowadził, rywale zdołali wyrównać wynik (14:14). Ta partia rozstrzygnęła się dopiero po walce na przewagi. W czwartej odsłonie skutecznie punktował Michał Superlak, który do dobrych ataków dołożył asy i również tę odsłonę wygrał GKS.
Katowiczanie w swoim pierwszym spotkaniu w nowej hali triumfowali 4:0. – Na tym etapie trzeba zakładać, że błędy będą się zdarzały, ale zaangażowanie i chęć walki jest na odpowiednim poziomie. Z tego powinniśmy być najbardziej zadowoleni. Odpowiednia forma jeszcze przyjdzie – powiedział po sparingu atakujący.
GKS Katowice – Lechia Tomaszów Mazowiecki 4:0 (25:21, 25:17, 27:25, 25:20)
HOKEJ
hokej.net – Porażka na początek. Nieudany start GieKSy. „Czuję wczesny etap”
GKS Katowice od przegranej rozpoczął tegoroczny etap sparingowy przed nadchodzącym sezonem. Katowiczanie w swoim pierwszym starciu ulegli KH Enerdze Toruń 2:3 po rzutach karnych. Debiut zaliczył natomiast ich golkiper, Jesper Eliasson. Jak mu poszło?
– Myślę, że to było widać, że to nasz pierwszy mecz, szczególnie z timingiem i tego typu rzeczami. Rzuty karne tak samo. Musiałem je obronić, by wygrać, ale niestety się nie udało. Natomiast ogólnie rzecz biorąc, urośliśmy w trakcie gry. Mieliśmy dobrą trzecią tercję i wróciliśmy do meczu mimo dwóch goli straty. To była dobra rzecz w tym starciu– zaznaczył wychowanek Eksjö HC.
Warto zaznaczyć, że chociaż dla śląskiej drużyny był to pierwszy mecz w tym sezonie, to torunianie już po raz trzeci mierzyli się w sparingach i tym samym zaksięgowali drugie z rzędu zwycięstwo.
– Oni grali już kilka meczów wcześniej, więc rodzaj tempa i wyczucie jest na innym poziomie. To był nasz pierwszy mecz i możemy się skupić tylko na sobie i pracować przy szczegółach, aby cały czas stawać się lepszym– stwierdził szwedzki golkiper.
Katowiczanie na lodzie są już jednak od trzech tygodni i mieli czas, aby się zgrać. Jeszcze lepszą okazję do tego będą jednak mieć w kolejnych sparingach, bowiem w planach mają jeszcze aż osiem spotkań przed startem sezonu.
– To jest wczesny etap sezonu i szczerze mówiąc, czuję to. Zwłaszcza w nogach. Trzeba jednak robić swoje. Zawsze to wszystko sprowadza się do ciężkiej, codziennej pracy i starania się być lepszym. Rezultaty nadejdą– zakończył.
Grad bramek! Wicemistrz dał solidną lekcję beniaminkowi
W swoim czwartym spotkaniu sparingowym hokeiści BS Polonii Bytom przegrali z wicemistrzem Polski GKS-em Katowice aż 1:13, choć do 32. minuty było tylko 1:3. Najskuteczniejszym zawodnikiem meczu był Bartosz Fraszko, który w trzeciej tercji w niespełna dziewięć minut skompletował hat tricka.
Bytomianie przystąpili do potyczki z GKS-em osłabieni brakiem kontuzjowanego już w pierwszym meczu z Jastrzębiem Kazacha Andrieja Bujalskiego. Do Bytomia wciąż nie dojechał Ukrainiec Pawło Padakin, którego gra w Polonii stoi pod dużym znakiem zapytania.
Katowiczanie na prowadzenie wyszli już w 2. minucie, gdy Tobiasza Jaworskiego pokonał Brandon Magee. Drużyna Jacka Płachty poszła za ciosem i w połowie pierwszej tercji za sprawą trafienia w przewadze Grzegorza Pasiuta, podwyższyła wynik na 2:0.
Jedyną bramkę w tym spotkaniu dla gospodarzy zdobył w 57. sekundzie drugiej odsłony Miro Lehtimäki, wykorzystując grę bytomian w 5 na 4. Przyjezdni szybko jednak odpowiedzieli trzecim golem, którego w 23. minucie strzelił Mateusz Bepierszcz. Rozkręcający się z każdą kolejną minutą hokeiści GKS-u w końcówce drugiej tercji całkowicie zdominowali wydarzenia na bytomskiej tafli, aplikując słabnącym bytomianom kolejne cztery bramki. Pomiędzy 32. a 39. min. na listę strzelców wpisali się: Błażej Chodor, Patryk Wronka, Albin Runesson oraz po raz drugi tego dnia Grzegorz Pasiut – zapewniając po dwóch odsłonach prowadzenie ekipie z Katowic 7:1.
Ostatnie dwadzieścia minut przyniosło jeszcze sześć bramek dla gości, a do meczowego protokołu wpisali się: Bartosz Fraszko (45. 50. – w przewadze oraz 54. minucie), Stephen Anderson (47. min.), po raz drugi Mateusz Bepierszcz (47. min) oraz Ian McNulty (57. min – w osłabieniu).
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze