Piłka nożna
Oceny za mecz w Warszawie
Zapraszamy do zapoznania się z ocenami za mecz w Warszawie. MVP spotkania został Bartosz Nowak, choć po piętach deptał mu Mateusz Kowalczyk.
Dawid Kudła (3) – Nie przez niego przegraliśmy ten mecz. Mógł i powinien jednak spisać się lepiej, przy każdej z bramek coś poszło nie tak. W takich meczach potrzebujemy szczytowej formy Dawida Kudły, tak jak Kacpra Tobiasza, który uratował Legii pierwszą połowę.
Marten Kuusk (3) – Bez fajerwerków i dość pragmatycznie, ale zapewnił nam względny spokój na flance. Nie jest wirtuozem gry defensywnej, po prostu rzemieślniczo wywiązuje się ze swoich zadań. Słabiej wypadł w grze ofensywnej, co zwykle wychodziło mu całkiem dobrze.
Arkadiusz Jędrych (3) – Lepiej w grze o górne piłki, za to w rozegraniu nie wyglądało to zbyt kolorowo. Spełnił plan niezbędnego minimum, ale stać go na bycie kluczową postacią naszych ataków.
Alan Czerwiński (2+) – W obronie znów wyglądało, jakby był wszystkiemu winny, ale po obejrzeniu powtórek – ewidentnie coś nie zagrało jako zespół, całe ustawienie przy bramkach było po prostu kiepskie, a akurat kulminacja nastąpiła w jego strefie. Nie był oczywiście bez winy, początek sezonu nie jest w jego wykonaniu idealny. Lepiej radził sobie w ataku, doskonale obsługując Wasyla przy jego asyście.
Marcin Wasielewski (4) – W doliczonym czasie wydawał się już wykończony, a przecież mieliśmy jeszcze trzy zmiany. Dużo się nabiegał i był aktywny, choć konkretów nie udało się stworzyć zbyt wielu. Wypatrzył niepilnowanego Nowaka i zapisał sobie tym samym asystę, wcześniej popisując się udanym wybiegnięciem za obrońcę. Ostatnie dwie bramki obciążają także jego konto, choć gol na 1:3 wyglądał po prostu na katastrofę komunikacyjną całej obrony.
Kacper Łukasiak (2+) – „To jest dobry występ? – zapytał kibic. – Nie! Bo on nie ma formy. Ale to na tle drużyny wystarczy” – nawiązać można do rozmowy Łukasza Wiśniowskiego ze Sławomirem Peszko. Po pierwszym kwadransie w naszych barwach zupełnie stracił przebojowość, choć stricte statystycznie wcale nie prezentuje się tak źle i można doszukiwać się pojedynczych przebłysków. W każdym jego zagraniu widać pole na coś więcej i zaczyna wykorzystywać swój margines błędu. Można powtarzać to bez końca, ale w naszej formacji środkowa dwójka jest kluczowa i to na niej opiera się gra – musi odcisnąć swoje piętno na meczu.
Mateusz Kowalczyk (4+) – Musimy jako redakcja pomyśleć nad zautomatyzowaniem opisów dla Kowalczyka, wyśrubowana liczba odbiorów i determinacja to już pewnik. Nieco słabiej prezentował się w tercji ofensywnej, ale i za bardzo nie miał z kim tych akcji konstruować.
Borja Galan (3) – W roli sumiennego wahadłowego znacznie lepiej sprawdza się Gruszkowski, od Galana oczekujemy… bycia Hiszpanem. Zupełnie go na boisku brakuje w tym sezonie, aż ciężko uwierzyć, że to ten sam zawodnik, dzięki któremu do naszych spotkań zasiadało się z radością. Oby to była tylko kwestia trudnego początku w terminarzu.
Bartosz Nowak (4+; MVP) – Czy on miał kryć zawodnika przy pierwszej bramce, czy był w roli desantowca – tego się zapewne nie dowiemy i ciężko to ocenić. Po jego strzale na portalu X aż zaroiło się od postów kibiców Rakowa, którzy nie dowierzali, iż taki piłkarz nie stanowi o sile ich środka pola. Jego stałe fragmenty bardzo rzadko dochodziły do celu, choć sprawiały wrażenie dobrze uderzanych. Jak dotąd jest naszym najlepszym i jedynym strzelcem w lidze.
Maciej Rosołek (1) – Miał dwa bardzo dobre zagrania na początku meczu, ale zużył na to całą manę. Jak zwykle pressował i biegał, ale wpływ na grę miał – w zasadzie to nie miał, zmarnował nasze zapowiadające się groźnie ataki. W dwójce można by to jeszcze tłumaczyć, ale jest naszą jedyną armatą, a armaty nie powinny być defensywne.
Adrian Błąd (3) – Występ przyzwoity, miał kilka ciekawych piłek i dobrze radził sobie w destrukcji. Jego popisowe przekopy wszerz boiska po wrzucie z autu są na pewno jednym z ciekawszych elementów naszych akcji.
Adam Zrelak (2+) – Najważniejsze jest to, że sprawiał wrażenie po prostu zdrowego zawodnika. Różnicy względem Rosołka nie zrobił i był mniej aktywny także w pressingu, ale swoim (w zasadzie jedynym w zespole) instynktem i ciągiem na bramkę wypracował miejsce Nowakowi na zdobycie gola. Na pewno potrzebuje jeszcze minut po kontuzjach, by wrócić do szczytowej formy.
Marcel Wędrychowski (bez oceny) – Szkoda, że nie dostał więcej czasu na pokazanie się, w końcówce cały zespół odmawiał gry w piłkę.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze