Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka
Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice mistrzem Polski!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki na dwie kolejki przed końcem rozgrywek Orlen Ekstraligi Kobiet zapewniły sobie tytuł Mistrzyń Polski. Nasza drużyna pokonała na Bukowej Pogoń Tczew 7:2 (6:1). W trakcie tego meczu kontuzji nabawiła się Gabriela Grzybowska. Następne spotkanie zespół rozegra 11 maja o 13:00 z Rekordem w Bielsku-Białej. Początek meczu o 13:00. Klub przedłużył umowę z Julią Langosz. Piłkarze przegrali z Koroną Kielce 1:2 (0:1). Prasówkę po tym meczu możecie przeczytać TUTAJ. Kolejne spotkanie drużyna rozegra 11 maja o 14:45 w Katowicach z Cracovią.
Hokeiści do wspólnych treningów wrócą w ostatnim tygodniu lipca. Johan Norberg opuścił GieKSę. W wieku 89 lat zmarł Sylwester Wilczek – legenda hokejowej GieKSy.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – GKS Katowice mistrzem Polski!
Katowiczanki z drugim mistrzostwem Polski w historii! Podopieczne Karoliny Koch nie pozostawiły nikomu złudzeń i na dwie kolejki przed zakończeniem rozgrywek ligowych w pięknym stylu zwyciężając 7:2 z drużyną Pogoni Dekpol Tczew zapewniły sobie mistrzostwo kraju.
Przed tygodniem Katowiczanki mogły zapewnić sobie mistrzostwo, ale uległy na wyjeździe drużynie Górnika Łęcznej. Tym razem mając dużo niżej notowanego rywala już w pierwszych minutach meczu rozstrzygnęły losy spotkania i w efekcie 1. miejsca w tabeli. Wynik otworzyła w 5′ Kinga Kozak, która została obsłużona długim podaniem wzdłuż linii końcowej przez Julię Włodarczyk. Zawodniczki Pogoni Dekpol Tczew jeszcze nie ochłonęły po szybkiej utracie bramki na początku spotkania, a gospodynie mogły już celebrować zdobycie drugiej bramki po precyzyjnym uderzeniu Aleksandry Nieciąg. Po kwadransie gry na tablicy wyników widniał wynik 3:0, kiedy to Weronika Kaczor kapitalnym dograniem dograła piłkę do wbiegającej w pole karne Aleksandry Nieciąg, która ubiegając interweniującą Beatę Rydlewską, trąciła futbolówkę umieszczając ją w bramce.
Zespół GKS Katowice mimo pewnego prowadzenia nie zwalniał tempa i pięć minut później po świetnym podaniu Marleny Hajduk, Kinga Kozak przelobowała bramkarkę gości i zdobyła swoje drugie trafienie w spotkaniu. Po chwili drużyna z Tczewa miała szansę na zdobycie bramki, kiedy Barbara Wierzbińska zagrała tuż przed bramkę do wbiegającej Aleksandry Witczak, ale zawodniczka gości nie sięgnęła piłki. W 34′ Kinga Kozak skompletowała hat-tricka, po tym jak Weronika Kaczor uruchomiła na prawym skrzydle Julię Włodarczyk, a ta dograła do nabiegającej napastniczki.
Pomocniczka GKSu Katowice pomogła skompletować hat-tricka również Aleksandrze Nieciąg, kiedy w 40′ po otrzymaniu podania na skrzydło poczekała na koleżanki z zespołu i dogrywając w odpowiednim momencie zdobyła kolejną asystę. W doliczonym czasie pierwszej połowy gospodynie były już myślami w szatni, co zdołały wykorzystać podopieczne Mateusza Sroki, zdobywając swoją pierwszą bramkę po strzale Niny Abe.
Po przerwie na boisku pojawiła się Karolina Bednarz, zastępując Kingę Kozak, i już w pierwszych minutach drugiej części spotkania miała szansę na wpisanie się na listę strzelczyń, ale zbyt późno oddała strzał, ułatwiając skuteczną interwencję Beacie Rydlewskiej. W 50′ zawodniczki z Trzewa po raz kolejny wykorzystały słabszy moment gry Katowiczanek w defensywie i dopisały kolejne trafienie po tym, jak Nina Abe przedarła się na lewym skrzydle przez obronę i dograła do Weroniki Andrzejewskiej, która umieściła piłkę w bramce.
W 73′ Nanoka Iriguchi długim przerzutem dostarczyła piłkę do Małgorzaty Kordy, stwarzając dobrą sytuację na kolejną bramkę, ale strzał zawodniczki Pogoni obroniła Kinga Seweryn. Na kolejną bramkę dla Katowic kibice musieli czekać do 80′, kiedy to Karolina Bednarz z lewego skrzydła dośrodkowała piłkę wprost do nabiegającej Kamili Tkaczyk. W samej końcówce spotkania Karolina Bednarz miała kolejną szansę na asystę, podając do wbiegającej Oliwii Grzegorczyk, ale w ostatniej chwili dobrą interwencją popisała się Weronika Andrzejewska, która wślizgiem wytrąciła piłkę.
Gabriela Grzybowska z powodu kontuzji nie zagra do końca sezonu
Gabriela Grzybowska podczas meczu z Pogonią Dekpol Tczew doznała złamania obojczyka. 22-letnia zawodniczka z powodu kontuzji nie zagra w barwach GKS-u Katowice do końca sezonu.
Grzybowska, która sobotnie spotkanie rozpoczęła w podstawowym składzie, boisko opuściła już w jedenastej minucie.
W trwającym sezonie pomocniczka wystąpiła w osiemnastu ligowych spotkaniach, w których zdobyła trzy gole. Rozegrała również jedno spotkanie w Orlen Pucharze Polski.
Grzybowska do zespołu mistrzyń Polski dołączyła w styczniu 2024 roku.
Julia Langosz przedłużyła kontrakt z GKS-em Katowice
Młodzieżowa reprezentantka Polski Julia Langosz podpisała trzyletnią umowę z GKS-em Katowice.
Julia Langosz, wychowanka Wielosekcyjnej Akademii „Młoda GieKSa”, dołączyła do seniorskiej drużyny GKS-u Katowice w lipcu 2023 roku, a w sezonie 2024/2025 doczekała się swoich pierwszych występów w rozgrywkach Orlen Ekstraligi kobiet. Langosz rozegrała w sezonie 2024/2025 11 ligowych meczów, a w domowym spotkaniu GieKSy z Rekordem Bielsko-Biała (6:0) doczekała się ona debiutanckiej bramki w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Ponadto Langosz ma na koncie także regularne powołania do reprezentacji Polski U-19 i pierwsze bramki zdobyte w biało-czerwonych barwach. Nasza napastniczka zanotowała dwa trafienia w meczu eliminacje ME U-19 Polska – Izrael, wygranym 6:0.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice mistrzem Polski! Dziewięć goli i złoto przypieczętowane przy Bukowej w meczu z Pogonią Tczew
W sobotę 3 maja 2025 roku w meczu 20. kolejki Orlen Ekstraligi piłkarek nożnych GKS Katowice wygrał z Pogonią Dekpol Tczew 7:2 (6:1). Ten wynik oznacza, że kobieca GieKSa drugi raz w historii klubu została mistrzem Polski.
Drużyna prowadzona Karolinę Koch mogła sobie zapewnił tytuł mistrzowski już na trzy kolejki przed końcem sezonu, ale przegrała w Łęcznej z Górnikiem 0:2. 3 maja przy Bukowej katowiczanki podejmowały trzecią od końca w ligowej tabeli Pogoń Tczew i była to idealna okazja, aby założyć mistrzowską koronę. Na mecz w sobotnie przedpołudnie kibice mieli darmowy wstęp, słoneczna pogoda dopisała, więc „grzechem” byłoby nie przypieczętować mistrzostwa.
GieKSa musiała sobie radzić bez pauzującej za kartki reprezentantki Polski Klaudii Słowińskiej oraz Klaudii Maciążki, Amelii Bińkowskiej i Nicoli Brzęczek (przechodzą rehabilitację). GKS przystępował do sobotniego meczu z 6 punktami dystansu nad wiceliderem – Czarnymi Sosnowiec.
Gospodynie po siedmiu minutach prowadziły już 2:0. Najpierw Kinga Kozak wpakowała z bliska piłkę pod poprzeczkę po podaniu Julii Włodarczyk wzdłuż bramki. Potem Aleksandra Nieciąg przymierzyła w dalszy róg z pola karnego – to prawie był nokaut!
Katowiczanki prowadziły, ale straciły przez uraz Gabrielę Grzybowską, którą w 12. minucie zmieniła Dominka Misztal.
„uKOCHane” jednak się nie zatrzymywały i po kwadransie było 3:0 – Nieciąg uprzedziła bramkarkę Pogoni Beatę Rydlewską i w powietrzu szpicem buta dzióbnęła piłkę do bramki. To nie był koniec, bo Kozak w sytuacji sam na sam przelobowała bramkarkę i mieliśmy już 4:0. Kozak po szybkiej kontrze i podaniu od Włodarczyk strzeliła na 5:0. Katowiczanki grały na luzie, z rozmachem i zdobyły szóstą bramkę. Włodarczyk spod końcowej linii podała do Nieciąg, która strzeliła bez przyjęcia z pola karnego, piłka „przelała” się po rękach Rydlewskiej i znalazła drogę do siatki. Pogoń odgryzła się w doliczonym czasie, gdy Nina Abe pokonała Kingę Seweryn strzałem pod poprzeczkę.
Wynik po 45 minutach był taki, że na drugą połowę już nie weszła Kinga Kozak. Zespół GKS-u był pewnie myślami przy świętowaniu mistrzostwa. Natomiast Pogoń w 51. minucie zdobyła drugiego gola – Nina Abe przedarła się lewą stroną i wyłożyła piłkę Weronice Andrzejewskiej, która strzeliła z pięciu metrów. Katowiczanki jednak kontrowały sytuację i w 80. minucie rezerwowa Kamila Tkaczyk głową podwyższyła na 7:2. Już wtedy kibice skandowali „Mistrz, mistrz, GKS!”, a po ostatnim gwizdku zaczęło się fetowanie mistrzostwa. Piłkarki GieKSy założyły okazjonalne koszulki i razem z kibicami cieszyły się z tego sukcesu.
– Zespół zaprezentował się znakomicie w tym sezonie. Po wygraniu 18 meczów z rzędu, zanotowałyśmy jedną wpadkę, ale dziś dziewczyny pokazały dominację i to, co naprawdę potrafią. Drużyna musi wiedzieć, dlaczego wygrywa i dlaczego przegrywa. Przeanalizowaliśmy ostatni mecz, wiemy, gdzie popełniliśmy błędy. Cieszy, że wyciągnęliśmy wnioski i przełożyliśmy to na boisko. Pokazałyśmy, że zasługujemy na mistrzostwo Polski – podkreślała trener Karolina Koch.
– Cieszy mnie, że zdobyłyśmy mistrzostwo dwie kolejki przed końcem sezonu. Jestem dumna z zespołu i sztabu. Wykonałyśmy kawał dobrej roboty w tym sezonie i wyciągnęłyśmy dobrą lekcję z poprzedniego sezonu – dodaje kapitan Anita Turkiewicz.
GKS Katowice drugi raz został mistrzem Polski w piłce nożnej kobiet. Wcześniej katowiczanki zdobyły złoto w 2023 roku. W poprzednim sezonie były wicemistrzyniami.
sport.tvp.pl – Piłkarki GKS-u Katowice mistrzyniami Polski! Wysokie zwycięstwo z Pogonią Tczew
Losy mistrzostwa Polski w Ekstralidze kobiet zostały rozstrzygnięte. Piłkarki GKS-u Katowice rozbiły Pogoń Tczew 7:2 i dzięki zwycięstwu są już pewne tytułu. Zawodniczki z Górnego Śląska potwierdziły dominację w sezonie, w którym na dwadzieścia spotkań zanotowały tylko jedną porażkę.
Katowiczanki wiedziały, że na dwie kolejki przed zakończeniem rozgrywek mogą przypieczętować zwycięstwo w lidze i wyglądały na niezwykle zmotywowane, by dokonać tego jak najszybciej. Po świetnej akcji zainicjowanej przez Gabrielę Grzybowską, już w 5. minucie piłkę w bramce drużyny gości umieściła Kinga Kozak. Po zaledwie dwóch minutach Grzybowska ponownie zanotowała celne podanie, które wykorzystała Aleksandra Nieciąg i GKS prowadził już 2:0.
Grzybowska musiała opuścić boisko już w 12. minucie, gdyż ucierpiała w starciu z rywalką, jednak to nie wpłynęło na postawę gospodyń. Przed upływem 30 minut spotkania zawodniczki GKS-u trafiły do bramki jeszcze dwukrotnie, a na listę strzelczyń wpisały się ponownie Nieciąg i Kozak.
GKS konstruował kolejne ataki z niezwykłą łatwością, a rywalki rzadko przedzierały się pod ich pole karne. Nieciąg i Kozak ostatecznie skończyły pierwszą połowę z hat-trickami. Piłkarki Pogoni zdołały w końcu wykorzystać chwilę nieuwagi obrony gospodyń i w doliczonym czasie pierwszej połowy bramkę zdobyła Nina Abe.
W drugiej części Pogoń grała lepiej, ale sprzyjało temu też zdecydowanie słabsze tempo spotkania niż w pierwszej połowie. Piłkarki gości w 51. minucie zdobyły bramkę, kiedy podanie Abe wykorzystała Weronika Andrzejewska, ale reszty strat nie udało się już odrobić. Zawodniczki GKS-u miały więcej trudności, by pokonać bramkarkę Pogoni, ale ostatecznie udało im się tego dokonać w 80. minucie. Karolina Bednarz precyzyjnie dośrodkowała w pole karne, gdzie niepilnowana była Kamila Tkaczyk, która wykończyła akcję strzałem głową.
GKS Katowice po wicemistrzostwie w poprzednim sezonie tym razem był zdecydowanie najlepszą drużyną rozgrywek. Nie wszystkie rozstrzygnięcia w Ekstralidze kobiet są jeszcze znane, ale najprawdopodobniej wicemistrzem zostaną Czarni Sosnowiec. Spadek czeka natomiast Resovię Rzeszów i Skrę Częstochowa.
HOKEJ
hokej.net – Szwed odchodzi z GieKSy! Szybko stał się ulubieńcem kibiców
Johan Norberg nie jest już zawodnikiem GKS-u Katowice. 22-letni defensor wrócił od ojczyzny i w przyszłym sezonie będzie występował w szwedzkiej HockeyEttan.
Dysponujący dobrymi warunkami fizycznymi Szwed (188 cm, 90 kg) dołączył do katowickiego przed Bożym Narodzeniem, mając wypełnić lukę po Arkadiuszu Kostku, którego powrót do gry mocno się wydłużył.
[…] 22-letni defensor z GKS-em Katowice sięgnął po wicemistrzostwo Polski. Rozegrał w sumie 29 ligowych meczów, w których zdobył jednego gola i zanotował 2 asysty. Na ławce kar spędził 32 minuty, a w klasyfikacji plus/minus wypadł na +11.
Swoimi emocjonalnymi zachowaniami szybko zaskarbił sobie sympatię kibiców GieKSy. Ale w zespole z alei Korfantego już nie zagra. Podpisał bowiem roczny kontrakt z Tranås AIF, który występuje na co dzień w HockeyEttan, czyli na trzecim szczeblu rozgrywkowym w Szwecji.
Nie żyje legenda GKS-u Katowice. Był świetnym zawodnikiem i olimpijczykiem
Smutne wieści napłynęły z Katowic. Nie żyje Sylwester Wilczek, legendarny zawodnik GKS-u Katowice, reprezentant Polski i trener. Miał 89 lat.
Sylwester Wilczek występował na pozycji środkowego. Był graczem dobrze wyszkolonym technicznie, potrafił konstruować akcje, a także zwieńczyć je precyzyjnym strzałem.
Najpierw występował w Gwardii Katowice (1951-56), a przez kolejnych czternaście lat był zawodnikiem Górnika Katowice i powołanego na jego kanwie GKS-u Katowice, w którym dorobił się statusu legendy. Sześciokrotnie został mistrzem Polski (1958, 60, 62, 65, 68, 70), a pięciokrotnie na jego szyi zawisł srebrny medal (1957, 59, 61, 67, 69).
Śp. Sylwester Wilczek rozegrał też 94 spotkania w reprezentacji Polski, zdobywając w nich 17 bramek. Był uczestnikiem Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Innsbrucku w 1964 oraz siedmiu turniejów mistrzostw świata. Po zakończeniu zawodniczej kariery był też trenerem.
Cześć jego pamięci!
Rodzinie i przyjaciołom zmarłego składamy najszczersze kondolencje.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Najnowsze komentarze