Dołącz do nas

Piłka nożna

Górak: Nie gniewaj się, że tu nie gramy…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po meczu GKS Katowice – Górnik Zabrze wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Jan Urban.

Jan Urban (trener Górnika Zabrze):
Wydaje mi się, że dobrze weszliśmy w mecz, pierwsze dwadzieścia minut był dość dobre. Potem było kilka niepotrzebnych strat, niecelnych podań i to spowodowało, że GKS się napędził i w drugiej części pierwszej połowy spotkanie się wyrównało. Bramka przypadkowa, bo strzelił Olkowski. W drugiej połowie podobnie jak na początku, weszliśmy grając piłką, grając na połowie przeciwnika, stwarzając sytuacje, strzelając bramkę. W ostatniej minucie tracimy bramkę. Poukładało się to super gospodarzom, bo za 2-3 lata nikt nie będzie pamiętał, jak kto grał, tylko że GKS wygrał na inaugurację. My byliśmy niezadowoleni z jednego punktu, a okazało się, że nie mamy nawet jednego. Czasem piłka taka jest, że nie mamy nawet jednego punktu, a niewykorzystane sytuacje się mszczą, bo gdybyśmy strzelili na 2:1, to mecz mógłby inaczej wyglądać. GKS musiałby się bardziej otworzyć i nam by było łatwiej. Gratuluję gospodarzom.

Nie zmieniamy zawodników, bo ktoś popełnił błąd. Wiedzieliśmy, że mamy Sowa i chcieliśmy go wykorzystać, bo ma drybling i szybkość. Wniósł dużo ożywienia po swojej stronie, miał swoją sytuację, którą powinien wykorzystać. Mamy zawodników równorzędnych, wiesz, że zmiennik tego pierwszego też będzie dobrze grał.

Nie było Ismaheela, dlatego to jest nieraz szczęście zawodników, którzy dzięki absencji innego mają szansę, żeby zagrać. Tak trafiło na Pawła, bo Ismaheel miał kartki. Paweł Olkowski dobrze się prezentował, ale też wiedzieliśmy, że gdy zagra słabiej, to możemy go zmienić.

Dominik grał cztery mecze w dziesięć dni. Sarapata jedzie natomiast sobie z kumplami pograć w Hiszpanii, kiedy gra w ekstraklasie ten młody chłopak. Trochę więcej bym chciał wyrozumiałości, bo gra u nas 90 minut, potem jedzie na turniej, też gra 90 minut, gdy wiadomo, że znów zagra w lidze. Można to rozwiązać lepiej, ale każdy pilnuje swojego interesu. Te straty też mogły wynikać z tego.

Zbyt łatwe byłoby zmienić tylko mentalność. Trzeba ją mieć, mental zwycięzcy, przeczytaliśmy dużo książek motywacyjnych. Mental wiąże się z charakterem, natomiast w tym meczu tego nie zabrakło. Zabrakło wykorzystania sytuacji, które mieliśmy. To są umiejętności, gdzie masz chłodną głowę i wiesz, że dobrze wykończysz sytuację.

Wiele rzeczy się na to składa, wiesz, że drużyna jest silna i mocna. Czy my jesteśmy dziś na tyle silni, żeby grać o najwyższe cele? Nie. I na to mam przykłady. W tamtym sezonie gramy o puchary, dostajemy pięć na Cracovii, remisujemy u siebie z Puszczą i Stalą. Dobrze gramy, ale zabrakło umiejętności i chłodnej głowy. W tym sezonie z Cracovią mogliśmy wskoczyć dużo wyżej – przegraliśmy. Dziś też taki mecz był i znów tego nie zrobiliśmy. Nie graliśmy źle, ale zabrakło nam w wielu momentach szczęścia i umiejętności, dlatego przegrywamy mecz, który powinniśmy wygrać. Taka jest piłka – na dłuższą metę każdy ma to, na co zasługuje.

Przed Legią nie trzeba przemawiać, Legia motywuje każdą drużynę. To jest rzecz oczywista. Ja wolę przegrywać tak jak dzisiaj, bo wiem, że jestem blisko wygranej. Mnie jako trenera martwi to, gdy grasz słabo, nie masz pół sytuacji – wiesz ile roboty przed tobą? I z drużyną, żeby najpierw zaczęła dobrze grać? My zagraliśmy słabą pierwszą i bardzo dobrą drugą połowę w Gdańsku. Z Motorem zagraliśmy bardzo dobrze. Dzisiaj też. Nie ma co motywować na Legię – dawno bilety wyprzedane i będzie uczta piłkarska. Wiadomo, jak się w Zabrzu gra, gdy jest komplet. Tak samo jak tutaj, atmosfera była znakomita i taka sama będzie w Zabrzu.

Nie było złości, był smutek, okej, w szatni było wkurzenie, wiesz, że dobrze grasz, zasłużyłeś na premię, a jej nie masz. Ważne, że zespół gra dobrze i powinno to napawać optymizmem na końcówkę sezonu. Takie mecze w każdej kolejce się zdarzają. Oczywiście, że boli przegrać w takich okolicznościach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Z racji tego, co ten mecz niósł – oprócz tego co standardowe, bo graliśmy o trzy punkty, co bardzo ważne – natomiast wszystkie te rzeczy, które wokół tego meczu były, czego państwo są świadkami, proszę mi wybaczyć, że nie będę się silił na jakieś podsumowanie taktyczne tego spotkania. Bo emocji jest dużo, czułem je w sobie i zespole. Choć z racji wieku staram się już być mniej emocjonalny niż kiedyś. Naprawdę trochę w tym brzuchu się wszystko wywracało do góry nogami, kiedy wychodziliśmy na rozgrzewkę, kiedy wychodziliśmy z tunelu na początek meczu, widzieliśmy pełny, piękny stadion w Katowicach. Dziś ten stadion nam pomógł. Dziękuję trenerowi Urbanowi za sportową rywalizację, w duchu fair play i darzę trenera ogromnym szacunkiem. Górnik jest bardzo dobry, momentami świetnie grał, ale łut szczęścia i umiejętności ogromne Filipa przyniosły nam bramkę na 2:1. Jestem bardzo szczęśliwy, że w dniu urodzin otrzymałem taki prezent od wszystkich. Nie jestem w stanie każdemu z osobna dziękować, ale tego wsparcia ostatnio otrzymaliśmy ogromną ilość.

To jest 26. kolejka, jeśli rozdrabniałbym wszystkie mecze, to wielokrotnie nie byłem zadowolony z remisu czy porażki, bo miałem niesmak, że powinniśmy zdobyć trzy punkty. Rozumiem trenera, natomiast dzisiaj wygrał zespół, który był skuteczniejszy. Górnik miał swoje sytuacje – świetnie bronił Kudła.

Niewątpliwie scenariusz na fajne zdarzenie filmowe był. Bardzo wspieram swoich zawodników, tych którzy siedzą na ławce czy na trybunach. Pojechałem rano zobaczyć ich na mecz rezerw, zobaczyć, czy będą mieli głowy smutne, wygrali 6:0 i każdy z nich się tam spisał doskonale. W tym jest też jakiś sens pracy, aby w tym projekcie być i mecze rozgrywać do ostatniej minuty. I choć czasem jest bardzo ciężko, to jest ekstraklasa i są to mecze o wielkiej randze jeśli chodzi o trudność – jeśli dzisiaj się tak wydarzyło, to co tu dużo powiedzieć, piękny moment. Zwycięstwo z Górnikiem na otwarcie nowego obiektu. Historia niezła.

My jesteśmy w tym sezonie i wy również, bo przecież jesteście z nami – wiecie jak jest, przez 19 lat nie byliśmy na poziomie ekstraklasy. Graliśmy ten pierwszy mecz z Radomiakiem, potem na Górniku przy komplecie, przyjechał Mistrz Polski do nas, mecz z pożegnaniem Jasia Furtoka, pożegnanie Bukowej. Dla drużyny, która po 19 latach weszła to ekstraklasy, to był mecze, które można było spartolić, bo można było ich nie unieść. A drużyna je lepiej lub gorzej, ale je unosiła. Natomiast takich emocji jak dzisiaj, jeszcze nie było – to był mecz o największym ciężarze gatunkowym i nawet ci, którzy mają trójkę z przodu – ta cisza przed meczem była wymowna – widziałem, że są bardzo mocno skoncentrowani.

Nie lubię elementu wyniosłości przed meczem, bo tu musimy wygrać, bo to, bo tamto. Mi zawsze chodzi o to, żeby metodycznie podchodzić. Drużyna ma wiedzieć, po co wychodzi na boisko i co ma zrobić, żeby wygrać. Jeśli tak jest, to jest dobrze. Ten mecz jest wyjątkowy i zostanie w naszych sercach do końca życia. Natomiast dobrze, że jest za nami, natomiast ja czekam już na kolejne mecze, bo będą do nas przyjeżdżać drużyny niebanalne.

Jesteśmy projektem, który ma się rozwijać i trwać. Jeśli ktoś by mnie zapytał, czy już myślimy nad nowym sezonem, to powiedziałbym „a wątpisz w to, że myślimy o nowym sezonie?”. Wyobrażamy sobie, co się będzie działo. Musimy bardzo poważnie podchodzić do tego, co tu się wydarzyło. Jest stadion wybudowany przez mieszkańców Katowic, bo przecież podatnicy go budowali przy wsparciu oczywiście Miasta, którzy tym zarządzali. Czujemy się odpowiedzialni za to, co się tutaj dzieje i chcemy się rozwijać. Myślimy o przyszłości, ale musimy twardo stąpać po ziemi i myśleć o tym, co dzisiaj, za tydzień będziemy przecież na kapitalnym meczu w Szczecinie.

Każdemu zawodnikowi z kadry życzę, by się rozwijał i jestem od tego, by im pomagać się rozwijać, czy to Szymczak, Bergier czy Zrelak. Filip to nasz młody, polski, świetny utalentowany napastnik, rywalizują z Sebastianem, obaj się dobrze spisują.

Filip do nas przyszedł trochę później, nie udało się wcześniej, choć bardzo chcieliśmy. Drużyna funkcjonowała i przyszedł tu i chce grać i się odbudować. Ma konkurenta w ataku. Jeśli Filip będzie cierpliwy i będzie miał głowę na karku, będziemy mieli z niego dużo pociechy. Natomiast taki moment, jaki ma teraz, musi szanować i rywalizować dalej.

Dyrektor Dubas jest dla mnie takim parasolem, który zajmuje się sprawami organizacyjnymi. Mówi „Filip u nas będzie, o resztę niech się trener nie martwi”. Na razie Filip strzelił w kadrze i dzisiaj. Nie próbuję sobie zaprzątać głowy, co dalej z Flipem i czy u nas zostanie.

Jestem fair w stosunku do starego stadionu. Z GKS pożegnaliśmy się ze starą Bukową godnie i na poziomie, pożegnaliśmy się ekstraklasą. Czuć będę sentyment, ale żeby się rozwijać musimy iść do innej rzeczywistości. Stara GieKSa, stara Bukowa i stary Blaszok na pewno to zrozumie. Są to trudne momenty, bo jak chodziłem o ósmej rano po Bukowej, to mówiłem „nie gniewaj się, że tutaj nie gramy, ale musimy iść w inne miejsce”. I mrugnęła do mnie i powiedziała, że rozumie.

Do zawodników już trochę dotarł ten nowy stadion. Dwa treningi dotychczas były. Będziemy się stopniowo przeprowadzać. Mam nadzieję, że wszystko będzie top. Chciałbym, żeby to się wydarzyło w nowym sezonie. Prace trwają pełną parą. Małymi krokami, ale do przodu.

Galan to nie jest zawodnik szkolony do tej pozycji, jest to pozycja zmieniona. Piłkarz ma potencjał i jest chłonny wiedzy. Ja wiem, że jest też w stanie zapanować nad swoim temperamentem i jeśli zagra słabiej, to potem potrafi kolejne 20 minut zagrać dużo lepiej. Wpływa na moich piłkarzy też swoimi umiejętnościami. Natomiast życzyłbym sobie, żeby Konrad Gruszkowski się rozwijał i żebyśmy mieli z niego pociechę. Liczę też na Grześka Rogalę, że będzie wracał. Końcówkę meczu na wahadła grał Mateusz Marzec, a przecież też Alan może grać na wahadle.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga