Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: GieKSa jeszcze nie spadła z ligi

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

W najbliższą sobotę o 10:30 wyjazdowym meczem z Grotem SMS-em Łódź piłkarki rozpoczną rundę rewanżową w Orlen Ekstralidze Kobiet. Trzy młodzieżowe zawodniczki GieKSy otrzymały powołanie do reprezentacji Polski U-17. Drużyna męska w kolejnym spotkaniu PKO BP Ekstraklasy przegrała na wyjeździe z Motorem Lublin 2:3. Prasówkę po tym spotkaniu możecie przeczytać TUTAJ. W najbliższą niedzielę 2 marca o 17:30 zespół zmierzy się na wyjeździe z Jagiellonią.

Siatkarze rozegrali w ubiegłym tygodniu jedno spotkanie – wygrane ze Stilonem Gorzów 3:2. Kolejny mecz zaplanowano na niedzielę 2 marca na 17:30 – przeciwnikiem będzie Trefl, a spotkanie zostane rozegrane w Gdańsku. Na cztery kolejki przed końcem rundy zasadniczej drużyna zajmuje przedostatnie miejsce, z czternastoma punktami. Zespół posiada jeszcze matematyczne szanse na utrzymanie w PlusLidze.

Hokeiści rozegrali w I rundzie play-off rozgrywek dwa pierwsze spotkania. Nasza drużyna wygrała z Zagłębiem 8:0 i 7:2. Kolejne mecze zostaną rozegrane dzisiaj i jutro (26 i 27 lutego w Sosnowcu) oraz ewentualnie w niedzielę (2 marca w Satelicie). Początek spotkań w Sosnowcu zaplanowano na godzinę 18:00.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Powołania na turniej kwalifikacyjny do mistrzostw Europy do lat 17

Selekcjonerka reprezentacji Polski do lat 17 kobiet Paulina Kawalec powołała zawodniczki na zgrupowanie i turniej kwalifikacyjny do mistrzostw Europy.

Biało-Czerwone, które w pierwszej fazie eliminacji w swojej grupie zajęły drugie miejsce za Szkocją, w turnieju kwalifikacyjnym zagrają z Turcją, Węgrami oraz Szwajcarią.

W pierwszym spotkaniu, które rozegrane zostanie 11 marca o godzinie 13:00 rywalkami naszej reprezentacji będą gospodynie turnieju – Turczynki. Trzy dni później Biało-Czerwone zagrają z Węgierkami (10:00), a na zakończenie turnieju zmierzą się ze Szwajcarią (17 marca, godzina 13:00).

Awans na mistrzostwa Europy uzyska najlepszy zespół turnieju.

Powołane zawodniczki:

Małgorzata Rogus (1KS Ślęza Wrocław), Wiktoria Zgrzeba (Akademia Małego Piłkarza Sępólno Krajeńskie), Kinga Klimczak (AP Orlen Gdańsk), Hanna Buchta, Julia Sikora, Natalia Skrok (BTS Rekord Bielsko-Biała), Patrycja Matuszczyk (FSA Kraków), Zuzanna Błaszczyk, Julia Szymczyk, Alicja Wojas (GKS GieKsa Katowice), Julia Ostrowska, Wiktoria Skrzypczak (GKS Górnik Łęczna), Natalie Bandura (Glasgow Rangers), Zofia Burzan (KKS Czarni Antrans Sosnowiec), Amelia Guzenda, Liwia Prochwicz (KKS Lech Poznań), Zofia Świtała (KKS Polonia Tychy), Lena Świrska (Pogoń Szczecin), Blanka Zając (TS Iskra Tarnów), Dominika Lemańczyk, Zuzanna Miązek (UKS SMS Łódź).

transfery.info – GKS Katowice przeprowadzi transfer za milion euro?! Gruby plan beniaminka

GKS Katowice w przypadku utrzymania w Ekstraklasie może przeprowadzić rekordową transakcję. Mowa o skorzystaniu z klauzuli wykupu, która zawarta jest w umowie wypożyczenia Mateusza Kowalczyka z Brøndby IF. Beniaminek musiałby wyłożyć milion euro i niewykluczone, że to zrobi – przekazał Tomasz Włodarczyk na kanale Meczyki.pl.

Mateusz Kowalczyk na zagraniczny transfer zapracował naprawdę szybko, bo już po 39 występach zanotowanych w koszulce ŁKS-u Łódź zgłosiło się po niego duńskie Brøndby IF.

Utalentowany środkowy pomocnik nie zwlekał z podjęciem decyzji i w połowie 2023 roku za kwotę w wysokości 1,2 miliona euro przeprowadził się do jedenastokrotnego mistrza kraju.

Był to dla Kowalczyka duży krok, a można nawet pokusić się o stwierdzenie, że aż za duży. W Danii od samego początku ciężko mu było zakotwiczyć w pierwszym zespole, dla którego zdołał rozegrać tylko trzy mecze. Minionego lata obie strony postanowiły rozwiązać sytuację, wysyłając Polaka na wypożyczenie.

Ten na wspomnianej zasadzie trafił do GKS-u Katowice. Beniaminek zagwarantował sobie posiadanie byłego gracza ŁKS-u do końca trwającego sezonu z możliwością późniejszego wykupu.

Dla 20-latka był to udany ruch. Teraz może regularnie występować i na ekstraklasowych boiskach wygląda naprawdę dobrze. Potwierdzają to choćby trzy gole oraz cztery ostatnie podania. GKS również sporo zyskał pod kątem sportowym i niewykluczone, że w przyszłości pojawi się również korzyść finansowa.

Z najnowszych informacji podanych przez Tomasza Włodarczyka z Meczyki.pl wynika, że działacze katowickiego zespołu rozważają wykup Kowalczyka. To wiązałoby się z wydatkiem w wysokości miliona euro. Dla beniaminka byłby to wielki zakup, największy w historii klubu, ale w krótkim odstępie czasu mógłby przynieść zysk ze sprzedaży. Warunkiem jest jednak utrzymanie w Ekstraklasie. Bez tego GKS o definitywnym transferze urodzonego w Warszawie gracza będzie mógł zapomnieć.

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS Katowice pokazał charakter i nadal jest w grze o utrzymanie!

PlusLiga nie zawodzi. W sobotę mogliśmy poznać drugiego spadkowicza. GKS Katowice pokazał jednak ogromne serce do walki. Był blisko porażki 1:3, która skazywałby zespół na spadek, ale doprowadził do tie-breaka. W nim okazał się minimalnie lepszy od Cuprum Stilon Gorzów.

Gorzowianie przywitali się z rywalem asem serwisowym i prowadzeniem 3:1. GKS szybko jednak doprowadził do wyrównania, a po punktowej zagrywce Alexandra Bergera miał dwa „oczka” zapasu. Set toczył się równym rytmem bez widowiskowych akcji. Później obie ekipy szukały ryzyka w polu zagrywki, co z reguły kończyło się błędami. Na półmetku przyjezdni mieli szansę na remis, ale w przeciwieństwie do rywali nie popisali się w ofensywie. Zrobiło się 17:14, co tylko napędziło podopiecznych Emila Siewiorka. Do końca seta wynik pozostał po stronie gospodarzy, a decydujący punkt wywalczył Aymen Bouguerra.

Miejscowi wciąż obnażali kłopoty w przyjęciu rywali, co jakiś czas posyłając mocne zagrywki. Vuk Todorović poratował trochę blokiem (3:3), ale zaraz znów odrobił to Berger na zagrywce – 7:4. Stilon tak naprawdę walczył sam ze sobą. Cały czas musiał gonić potencjalnych outsiderów, bo po skutecznym ataku Łukasza Usowicza było 15:10 dla GKS-u. Wtedy w polu serwisowym zjawił się Kamil Kwasowski. Kapitan ekipy z Gorzowa sprawił, że straty zmalały do jednego „oczka”. Znów jednak błędy własne nadszarpnęły szansę gości na wyrównaną końcówkę – 20:17. Na szczęście z odsieczą przyszedł wracający po kontuzji Robert Taht i wszystko rozstrzygało się na przewagi. Lepsi okazali się goście po nieczystym zagraniu Bouguerry.

Zupełnie inną atmosferę dało się wyczuć w szeregach Stilonu w kolejnej odsłonie. Błąd serwisowy Joshuy Tuanigi dał rywalom zapas 4:2. Gospodarze potrafili się podnieść i znów można było obserwować wyrównany fragment gry. Trochę poprawił swoją skuteczność Chizoba Neves Atu, a niepewnie grał Berger i znów na 16:14 odskoczyli gorzowianie. Większy luz w grze im się opłacił. Gdy asem popisał się Kwasowski, przewaga wzrosła do pięciu „oczek”. Choć cały czas starał się ratować sytuację Bartosz Gomułka, to ostatnia akcja nie poszła po jego myśli. Potrójny blok na młodym atakującym zaważył o całym secie.

Pracę na siatce Stilon przeniósł do kolejnej partii. W ataku nie mylił się Seweryn Lipiński, w swoim stylu grał też Taht. Do tego gorzowianie dołożyli trzy punktowe bloki z rzędu i różnica punktowa zrobiła się już poważna – 8:3. Pojedyncze dobre akcje pozwoliły gospodarzom na delikatne zniwelowanie strat. W połowie seta wszystko jeszcze było możliwe. Oba zespoły ryzykowały w polu serwisowym, choć nikt nie przekuł tego w punkty. Dopiero wszystko samodzielnie rozstrzygnął Gomułka – 23:20. Goście próbowali to jeszcze uratować, ale ostatecznie nie uchronili się przed tie-breakiem.

Na 2:0 gospodarzom pomógł wyjść Łukasz Usowicz. Potem cztery kolejne akcje wygrali gorzowianie, świetnie pracując blokiem. Rywalizacja wciąż miała wyrównany charakter. Po błędzie serwisowym Krzysztofa Gibka było po 7. Akcje nie porywały, a zwycięzcę wyłoniły niuanse. Mecz zakończył blok na Kwasowskim.

MVP: Bartosz Gomułka

GKS Katowice – Cuprum Stilon Gorzów 3:2 (25:21, 30:32, 18:25, 25:23, 16:14)

GieKSa jeszcze nie spadła z ligi i walczy do końca. – „Nie pozwolę zwiesić głów”

GKS Katowice po sobotniej wygranej nad Cuprum Stilonem Gorzów wciąż mają szansę na pozostanie w lidze. Zadanie łatwe nie będzie, ale jak podkreślił w rozmowie z klubowymi mediami trener Emil Siewiorek, nastawienie musi być tylko jedno – wiara.  Szkoleniowiec zapewnił, że jego zespół będzie walczył do samego końca.

Starcie z Cuprum Stilonem Gorzów było dla katowiczan bardzo istotne. Porażka przekreślała ich szanse na pozostanie w lidze. Po trudnym boju GKS jednak zanotował bezcenne zwycięstwo.  – Emocje na pewno były. To było spotkanie z gatunku tych o życie. Każda porażka skazywała nas na spadek do ligi niżej. Całe szczęście wygraliśmy, odwróciliśmy losy spotkania. Przez półtora seta to my kontrolowaliśmy spotkanie, potem nastąpił odwrót i to przeciwnik dominował, czuł się luźno, swobodnie do tego dołożył mocną zagrywkę. Pokazaliśmy jednak charakter i wróciliśmy do tego spotkania. Tie-break wiadomo to jest krótki set, kto popełni mniej błędów, zagra lepiej taktycznie, ten wygrywa – nie ukrywał po meczu trener Emil Siewiorek.

Zwycięstwo nad Cuprum Stilonem na pewno dodało katowiczanom skrzydeł.  Ich sytuacja, jeżeli chodzi o pozostanie w lidze jest jednak nadal bardzo trudna.  Przed nimi wyjazdy do Gdańska i Suwałk. GKS nie ma już praktycznie żadnego marginesu błędu.  – Ja nie pozwolę zwiesić głów, my cały czas mamy mieć głowy uniesione do góry, bo cały czas mamy szansę i z takim nastawieniem mamy wychodzić na każdy mecz, na każdy trening – zapewnił Emil Siewiorek, trener GKS.  Zespół jest świadomy swojej sytuacji i wie, jakie zadanie przed nim stoi, ale jak podkreślił szkoleniowiec, najważniejsze jest wierzyć w sukces  do samego końca. – Musimy wygrywać i to za trzy punkty i taki jest nasz cel. Nie mamy marginesu błędu. To trudne zadanie, ale nie niemożliwe. Jedziemy tym samym cyklem treningowym z wiarą w to, że się da wykonać ten plan. Ciężki, ale się da. Ja też w to wierzę i nie odpuścimy do samego końca – zapewnił Emil Siewiorek.

HOKEJ

hokej.net – Z kontry i w przewadze. Koncertowe otwarcie

GKS Katowice w meczu otwierającym ćwierćfinałowe zmagania rozbił 8:0 EC Będzin Zagłębie Sosnowiec. O losach spotkania w głównej mierze zadecydowały wydarzenia drugiej tercji, w której wicemistrzowie Polski aż pięciokrotnie pokonywali Patrika Spěšnego. Podopieczni Jacka Płachty imponowali świetną efektywnością podczas gier w przewagach oraz zimną krwią w wykończeniu kontrataków.

Cóż lepszego może spotkać kibiców hokeja niż weekend otwierający play-offową rywalizacje, okraszony pojedynkiem lokalnych rywali, w którym aż kipi od regionalnych animozji i wzajemnych uszczypliwości? Kolejny rok z rzędu rezultaty sezonu zasadniczego jednoznacznie dały do zrozumienia, że GieKSa posiada patent na Zagłębie. Jednak bogatsi o doświadczenia ubiegłorocznych play-offów powinniśmy pamiętać, że nie warto dzielić skóry na niedźwiedziu.

Kibice do samego końca wyczekiwali komunikatów dotyczących powrotu kontuzjowanych graczy. W Katowicach wszyscy zdążyli już oswoić się ze świadomością, że na tym etapie rozgrywek trener Płachta nie będzie mógł skorzystać z usług swojego najlepszego snajpera- Bartosza Fraszki. Sosnowieckich fanów najbardziej z pewnością ucieszyła wiadomość o powrocie do bramki Patrika Spěšnego, który niejednokrotnie udowadniał, że stać go aby w pojedynkę utrzymywać swój zespół w grze.

Presja play-offowej rywalizacji udzieliła się nie tylko kibicom, lecz również głównym aktorom dzisiejszego widowiska. Zawodnicy nie zamierzali w pierwszych minutach popełniać naiwnych błędów, po których rywal mógłby otworzyć wynik spotkania. Wydarzenia toczyły się zgodnie z przedmeczowymi przewidywaniami- nie brakowało twardej gry, na pograniczu wykluczeń i walki na bandach. Okazjami do otwarcia wyniku były okresy gier w przewagach, jednak żadnej ze stron nie udało się zamienić liczebnej przewagi na bramkę.

Wydarzenia drugiej tercji okazały się zgoła odmienną historią. Ledwie 26 sekund po wznowieniu gry do boksu kar został oddelegowany Matt Sozański. Gospodarze z każdym podaniem podkręcali tempo rozegrania akcji, aż w końcu krążek trafił na kij Albina Runessona, który soczystym strzałem pokonał Spěšnego. W momencie, gdy wydawało się, że to Zagłębie rozpocznie ataki w poszukiwaniu wyrównującej bramki, sprawy w swoje ręce wziął Patryk Wronka. „Wronczes”po przejęciu krążka na własnej połowie, zdobył tercję rywala i dokładnym uderzeniem podwyższył prowadzenie. W 31. minucie GieKSa kolejny raz zaimponowała grą w kontrataku. Atak rywala rozbił Albin Runesson, krążek trafił do Grzegorza Pasiuta, który znajdując się w sytuacji sam na samze Spěšnym, pewnym wykończeniem zdobył trzecią bramkę dla gospodarzy. Niespełna 90 sekund później wicemistrzowie Polski celebrowali bramkę autorstwa Travisa Vervedy, który zrobił użytek ze świetnego podania Mateusza Bepierszcza. W 37. minucie Jean Dupuy niczym Anatolij Kaszpirowski zahipnotyzował rywali, którzy pozwolili mu bez większego oporu pokonać z krążkiem całe lodowisko. Kanadyjczyk mając tak sporą swobodę był wręcz zobligowany aby umieścić krążek w bramce. Ta akcja okazała się ostatnim akcentem w bramce Zagłębia Patrika Spěšnego, którego decyzją trenera Lehtonena zastąpił Mikołaj Szczepkowski.

Hokeiści Zagłębia ewidentnie nie wyciągnęli wniosków z początku drugiej odsłony i również trzecią tercję rozpoczęli szybkim wykluczeniem- w 43. minucie w boksie kar zasiadł Jan Sołtys. Katowiczanie skrzętnie wykorzystali kolejny power play. Strzałem z prawego bulika po raz drugi na listę strzelców wpisał się Pasiut. Historia powtórzyła się również w 46. minucie. Z gry został wykluczony Roman Szturc, a koronkowe rozegranie krążka przyniosło następne trafienie gospodarzom. Santeri Koponen posłał uderzenie, które ostemplowało słupek bramki Szczepkowskiego. Odbity krążek trafił wprost na kij Brandona Magee, który zaadresował go do siatki. Ostatni bramkowy akcent nastąpił w 54. minucie. Wywalczony na bandzie krążek Bepierszcz podał do Stephena Andersona, który mocnym uderzeniem ustanowił wynik spotkania na 8:0.

Choć prali się jak Indianery, to GieKSa znów rozbiła Zagłębie

Nie zwalnia tempa GKS Katowice. Podopieczni Jacka Płachty w drugim ćwierćfinałowym pojedynku pokonali EC Będzin Zagłębie Sosnowiec 7:2. Spotkaniu towarzyszyło sporo emocji, które znalazły swoje ujście w trzeciej odsłonie spotkania. Bohaterem katowiczan został Mateusz Bepierszcz, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców.

O tym, że pojedyncze, chociażby najbardziej efektowne zwycięstwo nie przesądza o losach play-offowych batalii, kibiców hokeja z pewnością nie trzeba przekonywać. Drugi akt katowicko-sosnowieckiej rywalizacji miał nam zatem odpowiedzieć na pytanie, czy obie ekipy faktycznie dzieli tak spora różnica, na jaką wskazywałby wynik inauguracyjnego spotkania.

Jeżeli podopieczni trenera Lehtonena wyciągnęli wnioski po wczorajszej przegranej, to nie dali tego poznać po sobie w pierwszych sekundach. Karceni wczoraj kilkukrotnie podczas gry w osłabieniu goście już w 19. sekundzie za sprawą kary nałożonej na Sozańskiego zmuszeni byli zmierzyć się z liczebną przewagą GieKSy. Niewiele brakowało, aby Zagłębie za tą niesubordynację zapłaciło słoną cenę. Silny strzał Koponena ostemplował słupek- arbitrzy poddali tą sytuację nawet analizie wideo- jednak bez cienia wątpliwości- krążek nie przekroczył linii bramkowej. Wydarzenia 15. minuty dały nam jasno do zrozumienia, jaki przebieg będzie miał dzisiejszy mecz. Posypały się pierwsze indywidualne wykluczenia, w które dzisiejsze spotkanie zresztą obfitowało. W 16. minucie katowicka karuzela nabrała tempa. Po szybkim rozegraniu próbował interweniować Spěšný, lecz krążek ostatecznie przejął Anderson i bez większych problemów otworzył wynik spotkania. Ostatnie 30 sekund pierwszej tercji wstrząsnęło Satelitą. Najpierw, jak na króla strzelców przystało, krążek do siatki przekierował Patryk Krężołek. W momencie, gdy większość kibiców rozpamiętywała jeszcze stratę wyrównującej bramki, Zagłębie na prowadzenie wyprowadził Damian Tyczyński.

Wraz z początkiem drugiej tercji najwięcej pracy miały osoby odpowiedzialne za otwieranie drzwi boksu kar. W 21. minucie uwagi między sobą postanowili wymienić kapitanowie obu ekip, trzy minuty później drogą Pasiuta i Kotlorza kroczyli Norberg i Shin. W 26. minucie GieKSa znów stanęła przed sposobnością gry w przewadze, gdy goście popełnili błąd przy wymianie zawodników, dysponując do gry 6 zawodników. Choć z tej opresji sosnowiczanie wyszli obronną ręką, to chwilę po wyrównaniu formacji GKS zdołał wyrównać. Mateusz Michalski zerwał się prawym skrzydłem, zbity z jego kija krążek trafił do Jonasza Hofmana, który niewiele myśląc posłał strzał. Chwilę później żaden z defensorów Zagłębia nie przejął bezpańskiego krążka, co skrzętnie wykorzystał Bepierszcz, wyprowadzając ponownie GieKSe na prowadzenie. Zespół Jacka Płachty czując krew, napierał na rywali w dalszym ciągu. Spory głód strzelecki czuł Bepierszcz. W 33. minucie przytomnie podążał do końca za akcją swojego zespołu. Jego ruch przytomnie dostrzegł Kallionkieli obsługując go podaniem zza bramki, które „Bepi” zamienił na czwartą bramkę dla gospodarzy. Kolejne trzy minuty brutalnie obdarły z nadziei na korzystny rezultat drużynę Zagłębia. Piątą bramkę niemal z zerowego kąta przy krótkim słupku zdobył Pasiut, a po chwili Dante Salituro przy bramce na 6:2 skopiował wczorajszą akcję Patryka Wronki.

Gdy mogło się wydawać, że wszystko co najlepsze już za nami, nadeszła ostatnie 10. minut które przyniosło ogrom emocji. W 54. minucie Runesson i Sołtys postanowili za pomocą kilku mocniejszych wyjaśnić nieporozumienia. Chwilę później Christian Mroczkowski zdobył siódmą bramkę, wykorzystując fakt, że obrona gości kompletnie się pogubiła dając katowiczanom mnóstwo przestrzeni we własnej tercji. W 55. minucie spełniło się to, na co zapowiadało się od dłuższego czasu. Zawodnicy nie zamierzali dłużej stosować półśrodków i postanowili wszystkie animozje zakończyć w indywidualnych pojedynkach. Karami meczu za tą inicjatywę zostali wykluczeni z gry Anderson, Tyczyński oraz Sanghoon Shin. Choć gospodarze rozgrywali jeszcze 5. minutową przewagę, to nie zdołali już zmienić wyniku spotkania.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga