Dołącz do nas

Piłka nożna

Kto jutro powinien grać, a kto nie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Trener Kazimierz Moskal zapowiedział zmiany w wyjściowym składzie na mecz z Niecieczą. Tym razem nie będziemy bawić się w typowanie podstawowej jedenastki, bo może to wyglądać na istne wróżenie z fusów – nie wiadomo ilu szkoleniowiec zmieni, ilu zostawi, jakich zmian dokona i czy będzie konsekwentny.

Kibice i nasza redakcja mają jednak swoje pomysły, które być może gdzieś tam są w jakimś procencie zbieżne z planami trenera na jutrzejszy pojedynek.

Przede wszystkim do końca sezonu i jeszcze dłużej należy podziękować piłkarzom, na których – z racji doświadczenia i umiejętności – liczono najbardziej, a którzy sromotnie przegrali ekstraklasę i to najprawdopodobniej nie tylko w kwestiach czysto sportowych. Mowa o starszych zawodnikach, którzy powinni wieść prym, liderować, pozytywnie wpływać na młodych – czyli Przemysław Pitry, Grzegorz Fonfara czy Tomasz Wróbel. Cała trójka przeszła nie tylko obok kilku meczów, ale także obok całej rundy wiosennej. Niektórzy dokładają jeszcze do tego Janusza Gancarczyka, ale akurat ten zawodnik w niektórych meczach pokazywał, że chce walczyć i tę walkę było momentami widać.

Inni doświadczeni – mający długi staż w GKS również zawodzą. Mateusz Kamiński jest niepewny i źle się ustawia, Kamil Cholerzyński ze zdolnego juniora kiedyś, poprzez momentami kapitalną formę (np. za Adama Nawałki czy nawet w końcówce jesieni) stał się zawodnikiem o poziomie okręgówki. Grzegorz Goncerz rzucany jest z pozycji na pozycję – dodajmy, nie dostaje szansy na skrzydle pomocy.

Zawiedli też młodzi zawodnicy, fatalnie w tej rundzie spisywał się Krzysztof Wołkowicz, który zapomniał podstawowych elementów gry w piłkę i na boisku wygląda jakby był w mentalnej rozsypce. Alan Czerwiński mimo, że nie notuje jakichś tragicznych występów, co wcześniej mu się zdarzało, również nie gra tak, żebyśmy byli pełni zachwytu. Rafał Pietrzak lepsze mecze przeplata słabszymi – musi popracować nad powrotami i miejmy nadzieję, że będzie nad tym pracował – w końcu na pewno będzie w najbliższym czasie grał w GieKSie, bo podpisał kontrakt. Adrian Jurkowski czasem ma lepsze mecze, ale jak złapie nerwowość w danym spotkaniu, to serce podchodzi do gardła. Do tego zawodnika mamy jednak najmniejsze pretensje – ma jeszcze czas trochę się poduczyć. Sławomir Duda jest cieniem samego siebie z rundy wiosennej poprzedniego sezonu. Rafał Figiel chyba nieco został stłamszony długim pobytem w głębokiej rezerwie.

Nie mamy napastników. Szymon Skrzypczak czy Michał Zieliński – Zielu miał niezłą chwilę, ale ostatnio znów gra słabo – nie ma w ogóle wsparcia od kolegów, a jak strzela – to Panu Bogu w okno.

Tak naprawdę więc to na ławce rezerwowych i trybunach powinno się posadzić praktycznie całą jedenastkę, jednak jest to niemożliwe, bo na ten moment nie miałby kto sensowny wybiec na boisko.

Całą jedenastkę, razem z Łukaszem Budziłkiem. Bramkarz to jest bowiem bardzo dobry i nie można mieć do niego zastrzeżeń, ale jaki jest sens wystawiania golkipera, który zaraz opuści klub, w meczach o pietruszkę? Dlatego w bramce powinna nastąpić zmiana i zagrać powinien ktoś z dwójki Rafał Dobroliński – Maciej Wierzbicki.

Z tego całego marazmu jaki ostatnio jest w zespole, w składzie pozostawić możnaby było jeszcze Alana Czerwińskiego, choć równie dobrze może zagrać Dominik Sadzawicki. Rafał Pietrzak powinien grać.

Zmiennikiem dla stoperów na ten moment mógłby być Adrian Napierała i kto wie – może duet z Jurkowskim na to spotkanie to byłoby jakieś rozwiązanie? Innych opcji nie widać na horyzoncie.

W pomocy widzielibyśmy Elvista Ciku (dlaczego nie grał w Grudziądzu???), szansę powinni dostać też młodzi Aleksander Januszkiewicz i Kamil Bętkowski, skoro już są w szerokiej kadrze. Być może Grzegorz Goncerz na skrzydle. Być może Janusz Gancarczyk.

W ataku od pierwszej minuty Paweł Szołtys. Owszem, może grać w pomocy, ale warto byłoby go spróbować w pierwszej linii. A kto wie, może trener postawi na skutecznego w rezerwach Szymona Skrzypczaka? 😉

Pytanie, co z defensywnymi pomocnikami. Na tej pozycji na ten moment nie ma ani jednego klasowego zawodnika i trener Moskal dość desperacko próbuje tam zawodników stworzonych do ofensywy. Najbardziej nadawałby się chyba Radosław Sylwestrzak, jeśli byłby zdolny do gry. Nie skreślajmy też mimo wszystko Sławomira Dudy. Na bezrybiu i rak ryba.

Co postanowi trener Moskal, stanowi jedną wielką niewiadomą. Jedno jest pewne – kilku panom z pierwszego składu należy już podziękować za grę w GieKSie. Mieli swoją wielką szansę, aby zrobić w klubie z Bukowej coś wielkiego, ale nie za bardzo im się chciało, więc niech próbują sił w innych klubach, mogą nawet iść do ekstraklasy…

A na koniec napiszemy z całą pewnością, że gdyby trener Moskal wystawił cały skład z roczników 95, 96 czy 97 i to zestawienie przegrałoby 0:6, to nikt nie będzie miał ani do trenera ani do tych chłopaków pretensji. To nie wysoka porażka świadczy o kompromitacji, a postawa na boisku. Tak jak w Grudziądzu, gdzie nikła przegrana 0:1 nie zaciemniła kompromitującej postawy pierwszego zespołu.

6 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

6 komentarzy

  1. Avatar photo

    MAJCK

    20 maja 2014 at 21:57

    95 GKS Gieksa Katowice -TRENER MOSKAL NIECH ZABIERZE TYCH GRAJKÓW NA SZPIL TEJ DRUŻYNY,I NIECH ZOBACZĄ AMBICJĘ ,WALKĘ I ZGRANIE DRUŻYNY.. NASTĘPNY SZPIL U SIEBIE CAŁA ,,PIERWSZA ,, DRUŻYNA NA SZPILU 🙂

  2. Avatar photo

    marianoITALIANO

    20 maja 2014 at 22:32

    Czerwiński , Figiel , Wróbel , Goncerz , Wołkowicz ŁAWA

  3. Avatar photo

    johann

    20 maja 2014 at 23:02

    Super artykuł, pełen profesjonalizm: niech wszyscy siądą na ławce a na murawę wybiegnie Kazek w lakierkach i 200-kilogramowy prezes Cygan.
    Panowie, leluje potrafią grać i pokazali(ły) to na jesieni. A że teraz nie mają motywacji… moja wersja jest taka: leśne dziadki, emeryci i prominenci klubowi podzielili między siebie kasowy tort na 50-lecie a chłopcom z boiska dali polizać przez szybę. Wiadomo, że chodzi o kasę. Sami mówią, że nie wiedzą, dlaczego przegrywają. Więc proste jak drut: nie grają, bo im ci…ato płacą. A „filozofia” na szczytach władzy jest taka: dla prezesa taniej jest dać podwyżkę sobie i trenerowi niż 20 chłopa. Więc oni se tam tyrkają na biegu jałowym na trawce, Kamiński ładuje Budziłkowi, zaś prezesowi idą kolejne kilogramy w korpus a Kazek kupuje kolejne lakierki z cielęcej skóry. I tyle. A my patrzymy i zalewa nas jasna krew. Ale kogo to obchodzi…

  4. Avatar photo

    Gerard

    20 maja 2014 at 23:15

    @johann
    Niech najpierw zaczną grać a nie myślą o kasie bo jak narazie to 2zł bym im nie dał. Olimpijczycy przygotowyją się bez kasy i profesjonalnych sprzętów a zdobywają medale i nie robią siary nie tylko w kraju ale i zagranicą a te (tfu) piłkarzyny tylko pi… o tym kto ile i gdzie zarobił. DO ROBOTY LEBRY

  5. Avatar photo

    johann

    20 maja 2014 at 23:46

    Gerard, no jasne, ale oni przecież zaczęli na jesieni grać! I co? Czy tak jak teraz gra ktoś, komu dobrze płacą? Jak Ci szef w robocie powie, że możesz porobić trochę za friko, to będziesz łaził jak Pitry, Kamiński i inni. Biega tylko Elvis, bo on tę kasę z gieksy wymienia na albańską walutę i jest królem wioski.
    Więc rozwiązania są dwa: albo chopy dostaną dobrą kasę za dobrą grę albo Elvis przywiezie zardzewiałym busem 20 kolegów z Albanii.

  6. Avatar photo

    luk

    21 maja 2014 at 16:56

    Mysle ,ze w tej chwili jednak lepiej stawiać na Sadzawickiego niz na Czerwinskiego.
    Prezentuja podobny poziom,a to Sadzawicki bedzie jeszcze młodzieżowcem w przyszłym sezonie.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga