Piłka nożna Prasówka
Media o wczorajszym meczu: GKS Katowice zmorą faworytów?
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Pogoń Szczecin 3:1 (1:0).
gol24.pl – Pogoń Szczecin przegrała z beniaminkiem na start 10. kolejki PKO Ekstraklasy. GKS lepszy przy Bukowej
Pogoń Szczecin przegrała na start 10. kolejki PKO Ekstraklasy przy Bukowej z beniaminkiem. GKS Katowice kontrolował spotkanie. Strzelił w pierwszej połowie gola za sprawą Arkadiusza Jędrycha, a w drugiej połowie dorzucił dwa trafienia. Wpisali się na listę strzelców Sebastian Bergier oraz Mateusz Marzec. Dla Pogoni honorowo trafił Alexander Gorgon. Czy to już twierdza przy Bukowej?
Gospodarze pierwszego meczu 10. kolejki PKO Ekstraklasy, GKS Katowice znakomicie rozpoczęli spotkanie. Byli zdecydowanie pewniejsi od przyjezdnych ze Szczecina. Swoją doskonałą okazję miał Mateusz Kowalczyk. Młodzieżowiec w ekipie beniaminka zdecydował się na strzał z dystansu po odegraniu piętką napastnika Adama Zrelaka. Stojący w bramce Valentin Cojocaru poradził sobie z jego próbą, ale napór podopiecznych Rafała Góraka dalej był widoczny.
W jego wyniku gospodarze przy Bukowej stworzyli sobie jeszcze kilka dogodnych szans. Dobrą miał Bartosz Nowak, ale przesadził z siłą i uderzył nad bramką rumuńskiego bramkarza. Ostrzeżeń już jednak nie było! Arkadiusz Jędrych po dograniu z lewej strony uwolnił się spod krycia rywali i po precyzyjnym strzale mógł się cieszyć z 2. trafienia w sezonie.
W Pogoni najaktywniejsi byli kapitan Kamil Grosicki oraz Wahan Biczachczjan. Ormianin na dobrą sprawę miał kilka dogodnych okazji, raz uderzył zbyt lekko dla bramkarza Dawida Kudły, raz za mocno w trybuny, a raz został zablokowany przez stoperów GieKSy.
Na przerwę przyjezdni schodzili zatem z niekorzystnym wynikiem w województwie śląskim.
Druga połowa przebiegła pod dyktando piłkarzy Rafała Góraka. Beniaminek kontrolował spotkanie i nie pozwalał na zbyt wiele przyjezdnym ze Szczecina. Swoje okazje mieli choćby Oskar Repka, który uderzał w słupek oraz Adam Zrelak, który poszedł na dobitkę. Napastnik ucierpiał jednak po starciu z obrońcą klubu z zachodniopomorskiego.
Piłka do siatki na początku połowy wpadła raz. Dwójkowa akcja Zrelaka i Kowalczyka. Młodzieżowiec w drużynie beniaminka wykorzystał jego otwierające podanie na pustą bramkę. Słowak jednak znalazł się wcześniej na ofsajdzie i gola nie było. Swój udział w meczu 10. kolejki zakończył na 79. minucie. Wtedy też zszedł z boiska po sytuacji ze stoperem Portowców.
W samej końcówce padły dwa gole. Jeden dla GKS Katowice. Beniaminek wykorzystał błąd Jakuba Lisa. Wystawiono futbolówkę Sebastianowi Bergierowi i ten przytomnym, leciutkim strzałem pokonał Cojocaru. Mógł celebrować tym samym narodziny dziecka! Gratulujemy! Alexander Gorgon dał jeszcze w doliczonym czasie nadzieję wbijając piłkę do siatki beniaminka.
Przed końcowym gwizdkiem prowadzenie za to podwyższył Mateusz Marzec po dograniu Sebastiana Bergiera. GKS Katowice pokonał Pogoń Szczecin, która przed tygodniem wygrała z Legią Warszawa.
katowickisport.pl – GKS Katowice lepszy od Pogoni!
Piłkarze GKS-u Katowice zmierzyli się w 10. kolejce PKO Ekstraklasy z Pogonią Szczecin. Gracze prowadzeni przez Rafała Góraka zagrali świetne spotkanie i pokonali Portowców, wbijając im trzy bramki.
To było pierwsze ligowe starcie pomiędzy drużynami od 12 lat. Katowiczanie rozpoczęli od mocnego akcentu. Po składnej akcji Czerwińskiego, Zrel’áka i Mateusza Kowalczyka, Valentin Cojocaru pokazał próbkę swoich możliwości i zatrzymał ten strzał. Chwilę później Vahan Bichakhchyan wybijał piłkę z linii bramkowej. Kilka minut później GKS już prowadził 1:0. Märten Kuusk sprytnie podał na 11 metr, gdzie czekał Arkadiusz Jędrych, który uderzył obok słupka i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Do przerwy podopieczni Rafała Góraka prowadzili 1:0.
Po zamianie stron Pogoń przejęła inicjatywę dążąc do wyrównania. GKS czekał na swoją szansę z kontry. W 78. minucie bliski gola był Zrel’ák, który uderzał głową po podaniu Wasielewskiego, ale Cojocaru dobrze przesunął się w bramce blokując strzał. Do dobitki dopadł Oskar Repka, ale jego strzał zdołał zablokować obrońca. Katowiczanie podwyższyli prowadzenie w pierwszej minucie doliczonego czasu gry za sprawą Bergiera. Przed końcem Pogoni udało się jeszcze zmniejszyć stratę po trafieniu Alesandera Gorgona, ale ostatnie słowo należało dla GKS-u. Wynik meczu ustalił Mateusz Marzec i katowiczanie cieszyli się ostatecznie z dwubramkowego zwycięstwa.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice zgasił Pogoń Szczecin! Ta końcowka meczu przejdzie do historii „starej” Bukowej
Piłkarze GKS Katowice odnieśli drugie domowe zwycięstwo. Po pokonaniu Jagiellonii Białystok tym razem zespół Rafała Góraka odprawił Pogoń Szczecin, a końcówka meczu doprowadziła kibiców do wrzenia z emocji.
Pogoń do Katowic przyjechała z podwójnym apetytem: na pierwsze wyjazdowe zwycięstwo i awans na drugą pozycję w tabeli Ekstraklasy. Trener gospodarzy Rafał Górak podkreślał, że poprzeczka trudności dla jego zespołu pójdzie maksymalnie w górę, ale dodawał, że jeśli jego zespół będzie trzymał się planu i da radę go zrealizować wówczas nie powinno być źle.
I jego GieKSa rzeczywiście plan szybko wdrożyła w życie, przez pierwszy kwadrans nie dając Pogoni oddechu. W 7 minucie po akcji Alana Czerwińskiego i wracającego do składu Adama Zrelaka kapitalnym strzałem popisał się Mateusz Kowalczyk, ale Valentin Cojocaru zdołał podbić nad poprzeczkę. Padający deszcz z czasem nieco schłodził zapał katowiczan, co próbowali wykorzystać goście, gdy strzał sprzed pola karnego Vahana Biczakczjana podbił jeszcze głową Fredrik Ulvestad i Dawidowi Kudle pomogła poprzeczka. To jednak GKS był zdecydowanie lepszym zespołem i sprawiedliwości stało się zadość w 33 minucie. Wszystko zaczęło się od wrzutu z autu Kowalczyka (on sam się zgłosił do takich akcji, uznając, że rzuca piłką dalej niż inni – przyznał Rafał Górak), ale najważniejsze wydarzenia stały się udziałem trójki stoperów: dośrodkował Marten Kuusk, Lukas Klemenz ściągnął na siebie obrońcę, a kapitan Arkadiusz Jędrych płaskim strzałem przy słupku dał gospodarzom prowadzenie.
Po przerwie Pogoń, czego można było się spodziewać, podkręciła tempo. GKS tym razem musiał skoncentrować się na defensywie, chociaż szukał wciąż szans w kontrach. W 70 minucie trener Robert Kolendowicz zagrał va banque dokonując potrójnej zmiany, w tym Kamila Grosickiego.
Końcówka meczu zamieniła się wulkan emocji. Najpierw GKS podwyższył wynik po pięknej walce Bartosza Nowaka i trafieniu Sebastiana Bergiera. Po chwili Pogoń właściwie wepchnęła się z piłką do bramki gospodarzy i emocje zagęściły się do stanu krytycznego. Ostatnie słowo należało jednak znów do GieKSy! Mateusz Marzec wpadł w pole karne i zamknął mecz, wywołując gigantyczną euforię na trybunach.
Piłkarze GKS-u zafundowali więc kibicom kolejny znakomity spektakl, w dodatku zakończony zwycięstwem.
gs24.pl – W lidze nadal bez wyjazdowego zwycięstwa
GKS Katowice z Pogonią Szczecin zagrał najlepszy mecz w tym sezonie i w pełni zasłużenie pokonał Portowców. Z czterech bramek w spotkaniu trzy zdobyli zmiennicy. Po stronie gości – niezawodny Alexander Gorgon, ale to marne pocieszenie, bo postawa szczecinian mocno rozczarowała.
Remis i trzy porażki – taki był dorobek Portowców w ligowych meczach wyjazdowych przed wyjazdem na Śląsk. Nic więc dziwnego, że kibice i sami piłkarze kręcili nosem i wzajemnie się motywowali do maksymalnego zaangażowania.
[…] Katowiczanie latem tego roku wrócili po kilkunastoletniej przerwie do ekstraklasy. Póki co – jest na 11. miejscu i w tym sezonie raczej będzie się koncentrował na walce o utrzymanie. Pogoń ma inne ambicje – chce wykorzystywać kadrowy potencjał i z powodzeniem walczyć na dwóch frontach. Dodajmy, że właśnie w PP Pogoń grała z GKS sześć lat temu i niespodziewanie przegrała po rzutach karnych.
Trener Robert Kolendowicz na GKS wystawił ten sam skład, który rozpoczynał poprzedni mecz ligowy. Ofensywa Pogoni miała zapracować, by Dawid Kudła wyciągnął kilka razy piłkę z siatki. Bramkarz GKS to zresztą były zawodnik Pogoni. W Szczecinie pojawił się latem 2013 r., ale przez pierwsze sezony był „dwójką”. Jego sytuacja zmieniła się latem 2015 r., gdy Pogoń w dziwnych okolicznościach pożegnała Radosława Janukiewicza. Kudła wskoczył do składu, ale nie spisywał się na tyle dobrze, by na lata zostać „jedynką”. Odszedł w 2017. Reprezentował później Zagłębie Sosnowiec, Górnika Zabrze i od trzech lat GKS.
Gdy mecz się rozpoczął, to pierwszy sprawdzony został jednak Valentin Cojocaru. GKS wyszedł spod pressingu, przeprowadził ciekawą akcję i z dystansu strzelał Mateusz Kowalczyk. Bramkarz Pogoni z trudem wybronił. Po chwili kolejna próba gospodarzy i gdyby nie interwencja Leonardo Koutrisa – GKS objąłby prowadzenie.
Pierwszy celny strzał Pogoni był w 12. minucie. Uderzać mógł Fredrik Ulvestad, ale wyczekał, podał do Wahana Biczachczjana. Jego próba nie miała jednak mocy i precyzji – Kudła pewnie złapał.
Zapał gospodarzy Pogoń stłumiła po 20 minutach i kolejny fragment mniej interesujący, ale cały czas lepsze wrażenie sprawiał zespół GKS i to zostało nagrodzone. Akcja w stylu Pogoni – rozegranie do boku, piłka ze skrzydła trochę cofnięta i Arkadiusz Jędrych płaskim strzałem nie dał szans Cojocaru.
Pogoń trochę przyspieszyła swoje akcje, ale w I połowie to GKS miał dwie wrzutki na tzw. aferę i nie było daleko, by ktoś przeciął lot piłki i skierował ją do siatki.
W przerwie trener Pogoni musiał głęboko spojrzeć w oczy swoich zawodników, by ich odpowiednio ustawić na II połowę. Szkoleniowiec nie zdecydował się na szybkie zmiany w składzie, a w rezerwie miał m.in. Alexandra Gorgona – specjalistę od bramek z ławki.
Pogoń mocno zmieniła jednak swoją grę. Siadła na przeciwnikach i szybko przełożyło się to na sytuacje. Celnie główkował Borges, groźniej strzelał Koulouris, a były też dwa rzuty rożne. GKS kontrował, ale w swoich akcjach za dużo kalkulował i Pogoń te ataki powstrzymywała.
W 61. minucie GKS zdobył gola, ale sędziowie szybko dostrzegli spalonego i go nie uznali. Gdy jeszcze trwała analiza VAR na boisku pojawił się Gorgon, a zszedł Łukasiak.
W 67. minucie GKS znów zaatakował i tym razem Adam Zrelak miał dobrą okazję, ale źle się złożył i okazji nie wykorzystał. Po chwili Pogoń zmieniła trzech zawodników – m.in. Kamila Grosickiego. Automatycznie przemeblowana została obrona i środek pola, a po wejściu Patryka Paryzka to Portowcy przeszli na grę na dwóch napastników, mając po bokach dużo energii. Tyle, że optyczna przewaga w środku boiska nie przekładała się na sytuacje bramkowe. A czas uciekał.
Pogoń w 90. minucie miała róg. Wrzucał Olaf Korczakowski, a główkował Wojciech Lisowski. Celnie, ale w stojącego na linii Kudłę. W odpowiedzi GKS zaatakował. Pogoń nie potrafiła wybić piłkę, dała się ograć na boku, a następnie Sebastian Bergier przepchnął się i płaskim strzałem pokonał Cojocaru.
Sędzia doliczył 6 minut, a w trzeciej doliczonej – Alexander Gorgon zdobył gola po dużym zamieszaniu podbramkowym. Wcześniej próbował on i Koulouris, ale GKS cudem się ratował. Do trzeciej dobitki.
Pogoń cisnęła dalej, ale nadziała się na świetną kontrę. GKS zaatakował prawą stronę, a akcję strzałem pod nogami bramkarza sfinalizował Mateusz Marzec.
igol.pl – GKS Katowice zmorą faworytów? „W tej lidze są tylko na papierze”
Było zwycięstwo z mistrzem, jest zwycięstwo z finalistą Pucharu Polski. Podopieczni Rafała Góraka potrafią grać z najlepszymi.
Sromotna porażka w Śląskim Klasyku odeszła w niepamięć. W piątkowy wieczór GKS Katowice znowu pokazał, że potrafi grać z większymi od siebie. Wreszcie są też punkty, których w ostatnich tygodniach brakowało przy Bukowej. – W tej lidze faworyci są tylko na papierze. My chcemy dawać na boisku to, co mamy najlepsze – przekonywał nas po meczu kapitan „GieKSy”.
GKS Katowice po sensacyjnym zwycięstwie nad panującymi mistrzami Polski pod koniec sierpnia wyraźnie wyhamował, przynajmniej jeśli chodzi o wyniki (zaledwie punkt w trzech kolejnych spotkaniach ligowych). Pechowa porażka w Lubinie po bramce zmiennika, zwycięstwo wypuszczone z rąk w doliczonym czasie gry z Widzewem i zasłużona porażka z Górnikiem.
O ile w meczach z Zagłębiem i Widzewem na boisku nie wyglądało to źle, o tyle w Śląskim Klasyku już niestety tak. Wyróżnić za to spotkanie nie dało się nikogo. Dawid Kudła z blokiem defensywnym popełniali stare błędy, a zawodnicy ofensywni nie stwarzali żadnego zagrożenia (tylko pięć strzałów, dwa celne).
Podopieczni Rafała Góraka za wszelką cenę chcieli teraz udowodnić, że był to tylko wypadek przy pracy. Po części zrehabilitowali się już we wtorek, gdy wyeliminowali z Pucharu Polski niepokonaną dotychczas w lidze Termalikę. Nie była to jednak wygrana efektowna. Niemniej takie mecze też trzeba potrafić przechylać na swoją korzyść, a to w ostatnich latach nie było domeną GKS-u.
W piątek do Katowic przyjechała Pogoń Szczecin, niesiona zwycięstwem nad Legią. Ale po raz kolejny faworyt, a przynajmniej zespół wskazywany na papierze jako lepszy, połamał sobie zęby na meczu z beniaminkiem.
„Portowcy” podzielili los Jagiellonii Białystok (nawet wynik był taki sam) i śmiało w tym aspekcie mogą się z mistrzami porównywać.
GKS Katowice za to znowu pokazał, że potrafi grać z tymi teoretycznie większymi od siebie. Czy przy Bukowej mają patent na faworytów? – Nie rozgraniczałbym zespołów w ekstraklasie na większe i mniejsze. To jest elita, w tej lidze każdy zespół jest duży. Gdyby taki nie był, to w tej najwyższej klasie rozgrywkowej by zwyczajnie nie grał. Każdego rywala szanujemy tak samo – mówił nam po meczu Arkadiusz Jędrych.
– My przede wszystkim skupiamy się na sobie. W tej lidze faworyci są tylko na papierze. Nie chcemy się skupiać na tym, czy gramy z pierwszym, czy drugim zespołem w tabeli. Chcemy dawać na boisku to, co mamy najlepsze. To, nad czym pracujemy w tygodniu. Dziś było to bardzo widoczne – dodał doświadczony obrońca.
Na konferencji zapytaliśmy także trenera Góraka, jak to jest, że „GieKSa” dotychczas najlepsze mecze w ekstraklasie rozegrała przeciwko tym najlepszym (Rakowowi, Jagiellonii i Pogoni Szczecin). Odpowiedź nas jakoś bardzo nie zaskoczyła:
– Tydzień temu pokornie przyjąłem porażkę i wiedziałem, że w drugiej połowie byliśmy od przeciwnika dużo słabsi. Jeśli chodzi o pozostałe mecze, to byłbym z takimi wnioskami ostrożny. Chciałbym prowadzić do tego, żeby drużyna grała na własnych zasadach. Nie chodzi tutaj o dominację rywala.
Ja to widzę i to są rzeczy powtarzalne. Chodzi tutaj o cykliczną pracę. Każdy mecz rozgrywany jest w konkretny sposób, bo jesteśmy do niego dobrze przygotowani. Niekiedy jest to bardziej spektakularne dla oka, a niekiedy trzeba zwycięstwo bardziej wypracować, jak na przykład było to w Mielcu.
Defensywa beniaminka wyciągnęła wnioski po zeszłotygodniowym blamażu w Śląskim Klasyku. Choć przeciwko Pogoni nie udało się zagrać na zero z tyłu (gol stracony w końcówce), to przez większość meczu wyglądało to minimum poprawnie. Jędrych i Kuusk zagrali na swoim dobrym poziomie, a do składu w świetnym stylu wrócił Klemenz.
Grosicki i Koulouris nie mieli kompletnie nic do powiedzenia. Ten pierwszy został zneutralizowany przez Czerwińskiego i właśnie Kuuska. W pobliżu pola karnego co jakiś czas próbował czymś zaskoczyć Biczachczjan, ale nieskutecznie. Boczni obrońcy w ofensywie nie dawali kompletnie nic. Za to należy GKS docenić.
– Wynik jest okazały, ale nie da się ukryć, że ten stracony gol zawsze boli. Padł w końcówce, gdzie mieliśmy dwubramkowe prowadzenie, może pojawiło się troszkę takiego rozluźnienia. No nie jesteśmy idealni, musimy nad pewnymi aspektami pracować. Ale to dobrze, bo jesteśmy ambitnymi ludźmi, chcemy się rozwijać – zapewniał nas kapitan „GieKSy”.
Warto też dodać, że gdy w doliczonym czasie gry przez moment zrobiło się gorąco, katowiczanie zabili ten mecz… nareszcie. – Wracając do tych dwóch niższych poziomów rozgrywkowych, zawsze mieliśmy takie mecze, w których punkty uciekały nam w ostatnich minutach. Tak jakbyśmy musieli coś przeżyć, żeby być w tej lidze mocni i mogli teraz, albo odrobić mecz, albo go zamknąć – zauważył trener Górak. Choć z Widzewem komplet punktów też został wyrwany w końcówce.
GKS po kilku meczach bez zwycięstwa wrócił na odpowiednie tory. – Czy spadł mi kamień z serca po tym zwycięstwie? Myślę, że nie. Najważniejsza tabela będzie po 34. kolejce. To jest klucz. Chcąc nie chcąc, każdy z nas śledzi sytuację i wie, jaka jest wyrównana. Tutaj jeszcze raz mogę się odnieść do tego, że w tej lidze nie ma faworytów – powiedział Arkadiusz Jędrych.
pogonszczecin.pl – Bez punktów w Katowicach
Pogoń Szczecin poniosła porażkę 1:3 w wyjazdowym spotkaniu z GKS-em Katowice. Spotkanie miało emocjonujące zakończenie. Portowcy zdobyli kontaktowego gola w doliczonym czasie gry, ale gospodarze zdołali jeszcze podwyższyć wynik. Honorowe trafienie dla Pogoni zaliczył Alexander Gorgon.
Od początku meczu gospodarze starali się narzucić własny styl gry. Formę Valentina Cojocaru w 7. minucie sprawdził Mateusz Kowalczyk. Po szybkiej kontrze młodzieżowiec zdecydował się na strzał zza pola karnego. Bramkarz Pogoni popisał się świetną paradą i uchronił Pogoń przed stratą bramki. W 15. minucie. Bartosz Nowak lobem próbował zdobyć gola, ale był to strzał niecelny. W 26. minucie piłka trafiła w poprzeczkę bramki GKS-u Katowice. Vahan Bichakhchyan uderzył sprzed pola karnego i po rykoszecie próba okazała się chybiona, ale Dawid Kudła nie miałby nic do powiedzenia. Niestety, to gospodarze objęli prowadzenie w 33. minucie. Po płaskim zagraniu w pole karne z pierwszej piłki uderzył Arkadiusz Jędrych. Jeszcze przed przerwą GKS mógł podwyższyć prowadzenie. Ostatecznie Adrian Zrelak nie zdążył zamknąć akcji. Odpowiedź Pogoni to uderzenie z dystansu Bichakhchyan, jednak było ono chybione.
Zaraz po przerwie bliski dubletu był Jędrych. Stoper znów wcielił się w rolę snajpera i uderzył w kierunku długiego rogu bramki Cojocaru. Ta próba była niecelna. Pogoń oddała celny strzał po dośrodkowaniu z rzutu wolnego. Linus Wahlqvist uderzył jednak zbyt lekko, by zaskoczyć Kudłę. Efthymis Koulouris w krótkim odstępie czasu miał dwie okazję. Najpierw nie opanował piłki i stracił szansę na strzał. W kolejnej akcji otrzymał dalekie podanie od Leo Borgesa i pobiegł na przebój. Rajd zakończył strzałem. Piłka otarła się jeszcze o nogę obrońcy i przeleciała obok bramki. W 77. minucie Adrian Zrelak wyskoczył najwyżej w polu karnym i próbował zmieścić piłkę przy słupku. Cojocaru odbił piłkę. Kolejną próbę zaskoczenia Cojocaru podjął Mateusz Marzec. Piłkę po silnym strzale z około 30 metrów na raty złapał rumuński golkiper. W 90. minucie głową uderzał Wojciech Lisowski. Kudła obronił strzał. Niestety, chwilę później gospodarze podwyższyli wynik spotkania po trafieniu Sebastiana Bergiera. Gola kontaktowego zdobył Alexander Gorgon. Joker w talii trenera Roberta Kolendowicza zmieścił piłkę w siatce po zamieszaniu w polu karnym i po trzeciej dobitce strzału Patryka Paryzka. Pogoń zaatakowała, co wykorzystał GKS i po kontrze Mateusz Marzec ustalił wynik meczu na 3:1.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze