Piłka nożna Prasówka
8:0! Kosmiczny wynik w Fortuna I lidze – media po meczu ze Stalą Rzeszów
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Stal Rzeszów. GieKSa odniosła imponujące zwycięstwo 8:0 (5:0).
1liga.org – Sobota w F1L: pogrom GKS-u Katowice
Remis na start niedzielnych zmagań. Pewne zwycięstwo Lechii Gdańsk i wysoka wygrana GKS-u Katowice.
[…] GKS Katowice – Stal Rzeszów 8:0 (5:0)
Bramki: Antoni Kozubal 1′, Sebastian Begier 12′, Mateusz Mak 14′, Mateusz Mak 25′, Mateusz Mak 27′, Oskar Repka 63′, Mateusz Marzec 75′, Jakub Arak 87′
Szybkie otwarcie w wykonaniu GKS-u Katowice. Antoni Kozubal już w pierwszej minucie wpisał się na listę strzelców. Na dwa zero podwyższył Sebastain Bergier. Kilka minut później hat-trickiem popisał się Mateusz Mak. W drugiej połowie trafienia dorzucili Oska Repka, Mateusz Marzec i Jakub Arak. Wysokie zwycięstwo GKS-u Katowice.
podkarpacielive.pl – Szok! Wstydliwa klęska Stali Rzeszów
Piłkarze Stali Rzeszów jak najszybciej będą chcieli zapomnieć o wyjazdowym spotkaniu w Katowicach. Biało-niebiescy opuścili Śląsk z bagażem 8 straconych bramek.
Losy meczu rozstrzygnęły się w pierwszych 15 minutach. Już w 31. sekundzie na listę strzelców wpisał się Antoni Kozubal, który dopadł do bezpańskiej futbolówki przed polem karnym i umieścił ją tuż przy słupku. Sytuacja gości znacznie skomplikowała się 11 minut później. Piłkę we własnym polu karnym stracił Kacper Paśko, przejął ją Sebastian Bergier i zrobiło się 2-0. Koszmar Stali trwał dalej. Po wznowieniu gry, ponownie zaatakowali miejscowi. W „szesnastkę” gości wpadł Mateusz Mak i po jego precyzyjnym strzale Jakub Raciniewski skapitulował po raz trzeci.
Zawodnicy Marka Zuba pierwszy atak przeprowadzili w 18. minucie. Kilkanaście metrów z piłką przebiegł Patryk Warczak, jego próbę udaremnili obrońcy, zaś problemów ze złapaniem piłki nie miał Dawid Kudła. W 25. minucie „GieKSa” podwyższyła prowadzenie. Po rzucie rożnym na strzał z pierwszej piłki zdecydował się Mak i rzeszowski golkiper mógł ją tylko odprowadzić wzrokiem. Pomocnik z Katowic tak się rozochocił, że 120 sekund później skompletował klasycznego hat-tricka, co zajęło mu w sumie 13 minut.
Po pół godzinie rywalizacji Raciniewski mógł wyciągać piłkę z siatki po raz szósty, jednak Oskar Repka główkował nad poprzeczką. Następnie groźnie zrobiło się w polu karnym katowiczan, po podaniu Warczaka „swojaka” mógł strzelić Arkadiusz Jędrych, na szczęście dla swojego zespołu nieznacznie się pomylił.
„Biało-niebiescy” oddali pierwszy celny strzał w 39. minucie. Ładnie obroną rywali zakręcił Szymon Łyczko, który uderzył jednak wprost w ręce bramkarza. Tuż przed zmianą stron z boiska wyleciał Kamil Kościelny i jedynym pytaniem na drugą połowę były rozmiary zwycięstwa gospodarzy.
Po przerwie zaatakowali, grający w osłabieniu, goście. Ładnym strzałem zza linii pola karnego popisał się Adrian Bukowski i Kudła musiał mocno się wysilić, by sparować piłkę na rzut rożny. Próbował jeszcze Sebastien Thill, ale od tego momentu inicjatywę przejęli miejscowi.
Szóstą bramkę zdobyli za to przeciwnicy. Na strzał z dystansu zdecydował się Repka i futbolówka po rykoszecie wpadła do siatki tuż przy słupku. Bramkarz Stali obronił strzał Adriana Błąda na 20 minut przed końcem, lecz w 75. minucie bramkę „stadiony świata” zdobył Mateusz Marzec, który trafił w samo okienko.
W końcówce pokazał się Krystian Wachowiak, ale ostatnie słowo należało do katowiczan. W 87. minucie piłkę do pustej bramki wbił Jakub Arak. Nad rzeszowianami zlitował się Damian Kos, który zdecydował się nie przedłużać tej jednostronnej potyczki i w efekcie piłkarze Rafała Góraka skończyli ją z ośmioma trafieniami.
wkatowicach.eu – Grad bramek na Bukowej. GKS Katowice wygrywa ze Stalą Rzeszów 8:0 !!!
To był mecz do jednej bramki. GKS Katowice na stadionie przy ul. Bukowej rozgromił Stal Rzeszów aż 8:0. Na ten moment GieKSa zajmuje trzecie miejsce w tabeli 1. ligi i coraz to śmielszym krokiem zmierza do…Ekstraklasy. Ale, jak to mówią w branży, bez pompowania balonika!
Spotkanie rozpoczęło się fantastycznie. Już w 1. minucie mocny strzał sprzed pola karnego Antoniego Kozubala dał GieKSie prowadzenie. Po 15 minutach na tablicy wyników było już 3:0 po trafieniach Sebastiana Bergiera i Mateusza Maka, którzy ograli obrońców i strzelali w prawy róg bramki Stali.
Dla Maka to był początek fantastycznych 13 minut, w trakcie których doświadczony pomocnik strzelił klasycznego hat-tricka. W 44. minucie czerwoną kartkę za faul na Sebastianie Bergierze zobaczył Kamil Kościelny i w drugiej połowie goście z Rzeszowa musieli sobie radzić w dziesiątkę. GieKSa wracała do gry z pięciobramkowym prowadzeniem. Katowiczanie w drugiej części mieli wydarzenia na boisku pod kontrolą i rzadko dopuszczali Stal przed pole karne Dawida Kudły. W 63. minucie szóstą bramkę dla GKS-u strzelił Oskar Repka, po którego uderzeniu piłka odbiła się od obrońcy i całkowicie zmyliła Jakuba Raciniewskiego.
W 71. minucie fantastycznym strzałem popisał się Adrian Błąd, ale Raciniewski wybił na rzut rożny. W 75. minucie poprawił Mateusz Marzec, który idealnym strzałem umieścił piłkę w okienku bramki rzeszowian. Wynik w 87. minucie ustalił Jakub Arak, wykorzystując dobre wejście w pole karne Mateusza Marca. Tak wysokiego zwycięstwa kibice GKS-u nie oglądali przy Bukowej od wielu lat!
weszlo.com – GKS Katowice zdemolował Stal Rzeszów. Świętowanie awansu Lechii odłożone
Lechia Gdańsk jest malutki krok od awansu do Ekstraklasy, ale na świętowanie przyjdzie jeszcze czas. W niedzielę „biało-zieloni” wygrali pewnie 3:0 z GKS-em Tychy i żeby cieszyć się już z wywalczenia bezpośredniej promocji na najwyższym poziom rozgrywkowy, GKS Katowice nie mógł wygrać w tej kolejce ze Stalą Rzeszów. GieKSa nie tylko zwyciężyła, ale zdemolowała rywala aż 8:0!
Podopieczni Rafała Góraka na prowadzenie wyszli już… w 30. sekundzie meczu. Od razu pierwszą akcję precyzyjnym, sytuacyjnym strzałem zza szesnastki zakończył wypożyczony z Lecha Poznań, Antoni Kozubal. GieKSa świetnie weszła w ten mecz i szybko zdobywała kolejne bramki. Wystarczy tylko zaznaczyć, że już w 27. minucie tego spotkania na tablicy wyników widniał rezultat 5:0 dla gospodarzy!
Mateusz Mak ostatniego gola na pierwszoligowych boiskach zdobył 25 listopada w starciu z Wisłą Kraków. W niedzielny [sobotni-przyp. red.] wieczór napastnik się odblokował, a jak już zaczął strzelać to nałogowo i w bardzo dobrym tempie. Skompletował klasycznego hat-tricka w niespełna kwadrans.
Wcześniej na listę strzelców wpisał się również Sebastian Bergier, który pewnie wykończył akcję uderzeniem z okolic jedenastego metra. Były zawodnik Śląsk Wrocław ma już na swoim koncie 13 ligowych trafień i obecnie plasuje się na czwartej pozycji w klasyfikacji najlepszych strzelców ligi. Do lidera Angela Rodado traci trzy bramki.
Do przerwy GKS Katowice prowadziło 5:0, a żeby tego było mało to w końcówce pierwszej odsłony spotkania czerwoną kartkę zobaczył Kamil Kościelny. I Stal Rzeszów nie dość, że wysoko przegrywała, to jeszcze była zmuszona grać całą drugą połowę o jednego zawodnika mniej.
Po zmianie stron GieKSa już tak zaciekle nie dążyła do kolejnych trafień, ale te i tak się jeszcze pojawiły. I to nie byle jakiej urody, Jeszcze przy uderzeniu Repki po drodze był rykoszet, ale gol Mateusz Marca to prawdziwe cudeńko. Zdjął pajęczynę! Ostatnią bramkę w tym spotkaniu zdobył zmiennik Jakub Arak, który w 87. minucie z kilku metrów dobił strzał kolegi.
Czy to było najwyższe zwycięstwo GKS-u Katowice w historii? Nie, gdyż 7 czerwca 2006 roku katowiczanie wygrali 9:0 z Szombierkami Bytom w IV lidze.
[…] Lechia Gdańsk zajmuje pierwsze miejsce w I lidze i na trzy kolejki przed końcem sezonu ma dziewięć punktów przewagi nad trzecim GKS-em Katowice. „Biało-zieloni” mają lepszy bilans meczów bezpośrednich, więc dlaczego jeszcze nie są pewni awansu? Z uwagi na jeden wariant – gdy na koniec rozgrywek Lechia, Arka i GKS będą mieli na swoim koncie tyle samo punktów, to o pozycji w tabeli zadecyduje tzw. mała tabela, a w niej lepiej wypadają katowiczanie i Arkowcy. Z tym że ci drudzy muszą jeszcze pokonać rywala w derbach Trójmiasta, które odbędą się 19 maja w Gdańsku.
transfery.info – GKS Katowice się zabawił. 8:0 na zapleczu Ekstraklasy
Walczący o awans do Ekstraklasy GKS Katowice dał prawdziwy popis w starciu ze Stalą Rzeszów w ramach 31. kolejki I ligi. Podopieczni Rafała Góraka wygrali 8:0.
GKS Katowice nie złożył broni w walce o wicemistrzostwo pierwszej ligi. W starciu 31. kolejki ligowej dał prawdziwy pokaz swojej ofensywnej siły.
Gospodarze od pierwszego gwizdka rzucili się na rywala, notując w pierwszym kwadransie trzy trafienia – pierwsze już w 30. sekundzie. Do szatni schodzili z pięciobramkową przewagą. Popisał się szczególnie Mateusz Mak.
Doświadczony ofensywny zawodnik na gola w lidze czekał od sierpnia. W starciu z rzeszowską ekipą zanotował klasycznego hat-tricka.
Po zmianie stron gospodarze dołożyli jeszcze trzy gole. W całym meczu oddali tylko jedenaście celnych strzałów, co tylko potwierdza ich świetną skuteczność.
Zwycięstwo GKS-u oznacza, że świętowanie awansu Lechii Gdańsk trzeba odsunąć w czasie.
stalrzeszow.pl – Bolesna porażka z GKS-em Katowice
Stal Rzeszów przegrała z GKS-em Katowice 0-8 w meczu 31. kolejki Fortuna 1 Ligi.
msn.com – 8:0! Kosmiczny wynik w Fortuna I lidze
[…] Nawet jeżeli GKS Katowice był faworytem meczu ze Stalą Rzeszów, to zakończenie meczu wynikiem 8:0 był szokiem. Zespół z Podkarpacia prezentował się dobrze w ostatnich tygodniach, tymczasem przy Bukowej poniósł sromotną klęskę. Zanim minęła minuta spotkania, GKS był na prowadzeniu dzięki strzałowi Antoniego Kozubala, klasycznym hat-trickiem popisał się Mateusz Mak, a demolkę zakończył w 87. minucie Jakub Arak.
GKS Katowice nie wpuścił jeszcze w sobotę Lechii Gdańsk do PKO Ekstraklasy. Po drugie, został najbardziej bramkostrzelnym pierwszoligowcem sezonu, a po trzecie dał pokaz mocy przed barażami o awans. Stal przez połowę meczu grała w dziesięciu z powodu czerwonej kartki dla Kamila Kościelnego, ale paradoksalnie w osłabieniu straciła mniej goli – trzy niż w jedenastu – pięć.
dziennikzachodni.pl – Szaleństwo przy Bukowej po efektownej wygranej GieKSy
[…] Kibice GieKSy szaleli ze szczęścia, bo ich drużyna od początku dała koncert gry. Pierwsza bramka padła już w 31. sekundzie. Do przerwy było aż 5:0, a Mateusz Mak skompletował klasycznego hat-tricka!
W drugiej połowie fani skandowali „Jeszcze jeden, jeszcze jeden”, a piłkarze GKS-u dołożyli trzy bramki.
Wygrana GKS-u Katowice ze Stalą Rzeszów oznacza, że drużyna z Bukowej wyprzedziła GKS Tychy i wskoczyła na 3. miejsce w tabeli. Już w piątek odbędą się derby Śląska w Tychach z udziałem dwóch GKS-ów. Będzie się działo!
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze