Dołącz do nas

Kibice Klub Piłka nożna

GieKSa świętowała 50-lecie – relacja z gali [filmiki]

Avatar photo

Opublikowany

dnia

galalaWczoraj odbyła się gala GKS Katowice z okazji 50-lecia klubu. Impreza długo wyczekiwana, bo przecież półwiecze istnienia obchodzi się tylko raz…

Nie sposób wymienić ilu znamienitych gości pojawiło się na sali koncertowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Byli piłkarze, trenerzy oraz ludzie związani z klubem – bardzo wielu z nich swą obecnością zaszczyciło ten bardzo ważny moment w historii klubu. Nie zabrakło też oczywiście całej rzeszy kibiców.

Po występach orkiestry górniczej KWK Murcki-Staszic rozpoczęliśmy część oficjalną.

Po tradycyjnych przywitaniach ze strony osób prowadzących galę, kibice odśpiewali chóralne „GKS klubem mym”. Fakt, że najzagorzalsi sympatycy GieKSy byli rozstawieni na dwóch krańcach sali sprawiał, że piosenkę tę można było śpiewać na dwa głosy, co dało znakomity efekt.

Jako pierwsza wystąpiła wiceprezydent Katowic Krystyna Siejna, która została określona nawet mianem „najwierniejszego kibica”, toteż nie chcąc być uszczypliwym, przemilczymy to…

Pani wiceprezydent przeczytała list prezydenta Katowic Piotra Uszoka do prezesa Wojciecha Cygana – list z gratulacjami jubileuszu i życzeniami wszystkiego najlepszego. Potem sama złożyła gratulacje, co staje się już tradycją, gdyż wiceprezydent Siejna regularnie „otwiera” gale Złotych Buków, a teraz to samo miało miejsce w przypadku imprezy na 50-lecie.

Wkrótce swoje przemowy mieli także prezes Rady Nadzorczej Katowickiego Holdingu Węglowego – Jan Klimek oraz prezes spółki Fasing Zdzisław Bik, który pochwalił się m.in. dwoma występami w barwach Stali Mielec.

Podczas wypowiedzi jednego z nich na sali pojawił się były trener GKS, a obecnie selekcjoner reprezentacji Polski – Adam Nawałka.

Po tym na ekranie wyświetlono sentymentalny film z dawnymi i tymi mniej dawnymi fragmentami meczów GieKSy. Widzieliśmy m.in. fragmenty spotkań finałowych Pucharu Polski z Legią i Ruchem, boje europejskie z Benfiką, Arisem czy Bordeaux, a także superpuchar z Zagłębiem Lubin. Obejrzeliśmy też kilka bramek z ostatnich sezonów GKS.

Wkrótce przeszliśmy do tego, co interesowało nas najbardziej czyli wyboru jedenastki 50-lecia. Ogłaszanie wyników plebiscytu rozpoczęto jednak od wyboru trenera roku. Nominowane były takie osobistości jak Alojzy Łysko, Piotr Piekarczyk, Władysław Żmuda czy Adam Nawałka.

Wybór trenera 50-lecia ogłosił i nagrodę wręczył Bronisław Lisiecki, pierwszy prezes GKS Katowice. Honor ten spadł na Alojzego Łysko, szkoleniowca, który zdobył z GieKSą dwa Puchary Polski.

– Chciałbym podziękować za zaproszenie na jubileusz, bo byłem z tym klubem związany przez długie lata, a o sukcesach lepiej… pamiętają kibice – powiedział trener 50-lecia. Na pytanie prowadzącej o to, czy pan Alojzy czuje także, jakby to były jego urodziny odpowiedział z rozbrajającą szczerością:

– Moje 50. urodziny – to już dawno minęło.

Nagrodę dla najlepszego bramkarza wręczył prezes Śląskiego Związku Piłki Nożnej – Rudolf Bugdoł. Najlepszym golkiperem został Janusz Jojko, który zanim się wypowiedział, z zaciekawieniem oglądał swoje interwencje na telebimie, m.in. obronioną sytuację sam na sam z Zinedinem Zidane’m.

– Jestem mile zaskoczony tym wyborem, chciałbym podziękować wszystkim, którzy mnie wybrali, to zostanie w moim sercu i w moim życiu – powiedział obecny trener bramkarzy GKS.

Po krótkiej przerwie na przyśpiewki i piosenkę hip hop, przyszedł czas na obrońców. Nagrody dla trójki defensorów wręczył duet dziennikarzy – Robert Walczak (TVP) i Andrzej Grygierczyk (Sport). Trzeba przyznać, że poczucie humoru, którym wykazywali się przy tym rozbawiło publiczność.

Pierwszym nagrodzonym obrońcą był Roman Szewczyk, którego niestety zabrakło na gali. W zamian za to dwaj wspomniani redaktorzy odegrali scenkę, jak zachowałby się zawodnik słynący z atomowego uderzenia, ale też… małomówności. Jego wypowiedź ograniczyłaby się do „Dziękuję bardzo”, choć my jako redakcja Bukowej mieliśmy bardzo dobre wspomnienia, jeśli chodzi o wywiad z byłym piłkarzem.

Drugim zwycięskim obrońcą został Marek Świerczewski.

– Czuję się zaszczycony, chciałem podziękować wszystkim kolegom, głównie Markowi Biegunowi, Jerzemu Kapiasowi czy w późniejszym czasie Miro Sznaucnerowi, który… będzie brany pod uwagę przez Kazia Moskala. Dziękuję trenerom Żmudzie, Łysko, a skończywszy na trenerze Białku, działaczom, Marianowi Dziurowiczowi i kibicom, którzy są najwspanialsi w Polsce – powiedział popularny Generał, a ostatnie zdania wypowiadał z dużym wzruszeniem.

Trzecim obrońcą, który znalazł się w jedenastce 50-lecia okazał się Piotr Piekarczyk.

– Człowiek poczuł znowu adrenalinę, czy znajdzie się miejsce czy nie, ale kamień spadł z serca, załapałem się do jedenastki – powiedział żartem popularny Orzech. – Zawsze jak przychodził nowy trener nie wiadomo było, jakimi kryteriami będzie się kierował – czy wiekiem, czy woli starszych czy młodszych… ja jestem pomiędzy, czy może aparycją czy tym, że ktoś jest medialny…

Po chwili zwrócił się także do obecnego na sali Andrzeja Zydorowicza, byłego komentatora TVP:

– Panie Andrzeju czy pan pamięta? Po jakimś moim wślizgu, mówił pan,może nie jest to zawodnik efektowny, ale efektywny. Ta cecha była dominująca także w historii GKS i dzięki niej te sukcesy zostały osiągnięte. Chciałbym życzyć Kazkowi Moskalowi, aby tę efektywność podtrzymali jego zawodnicy.

Po krótkiej przerwie na m.in. przeboje zespołu ABBA w wykonaniu orkiestry oraz filmik o kibicach, przyszedł czas na pomocników.

Nagrody wręczał m.in. prezes KHW Roman Łój. Pierwszym zwycięzcą okazał się Piotr Świerczewski.

– Dzięki kolegom osiągnąłem dyspozycję sportową i osiągnąłem swój sukces. Chcę też powiedzieć, że Marian Dziurowicz był moim ojcem i wychowawcą, a dzięki drużynie mogę tutaj być dzisiaj, dziękuję również kibicom – powiedział popularny Świr.

Kolejnym pomocnikiem w jedenastce okazał się Adam Kucz, którego jednak na gali również zabrakło.

Obecny był natomiast następny triumfator – Mirosław Widuch.

– Dziękuję wszystkim, zwłaszcza kibicom, jest to dla mnie bardzo duże wyróżnienie, że mogłem się znaleźć wśród naprawdę znakomitych piłkarzy – powiedział stoper i pomocnik GKS.

Czwartym pomocnikiem i to tym, który dostał największe owację był Adam Ledwoń. Nagrodę w Jego imieniu odebrał Jego ojciec.

– Chciałbym serdecznie podziękować w imieniu śp. Adaśka – kibicom, działaczom, trenerom i dziennikarzom. Wszystkim, którzy się przyczynili do tego, że zdobył tę nagrodę.

Zwycięzców na pozycji napastników ogłosili Krystyna Siejna i Jerzy Forajter, przewodniczący Rady Miasta Katowice.

Pierwszym zawodnikiem pierwszej linii uhonorowanym został Gerard Rother.

– Chciałbym podziękować zawodnikom starszym – ja was dobrze pamiętam, mam nadzieję, że wy mnie też, a także kibicom, którzy nie znają mnie za dobrze, bo grałem przecież wcześniej. Chcę też podziękować ks. Zenonowi za piękną mszę w kościele św. Józefa na Wełnowcu dniu wczorajszym – powiedział najstarszy z triumfatorów.

Drugim napastnikiem w złotej jedenastce okazał się Marek Koniarek.

– Chciałem przeprosić kibiców, że jak przyjeżdżałem z Widzewem to zawsze tak sobie myślałem, żeby ta piłka mnie nie szukała, ale tak się zdarzyło, że co przyjechałem, to się odbijała i wpadała do bramki (śmiech). A dodam, że przez to, że przeszedłem do Widzewa, to w Widzewie uczyli się języka śląskiego. Chcę podziękować wszystkim, którzy głosowali, kibicom, dziennikarzom, trenerom, Alojzemu Łysce, Zdzisławowi Podedwornemu, Władysławowi Żmudzie. Chcę podziękować rodzicom, rodzinie, bo bez nich bym tu nie stał. Życzę GieKSie awansu do ekstraklasy, bo tam jest nasze miejsce – powiedział Koniar, a to ostatnie zdanie łamliwym ze wzruszenia głosem.

W końcu i swoje miejsce w jedenastce znalazła legendarna dziewiątka, czyli Jan Furtok.

– Dziękuje bardzo za oklaski, chciałbym podziękować takim ludziom jak moi trenerzy, choć nie wymienię wszystkich, to szczególnie Władysławowi Żmudzie, Alojzemu Łysko i Zdzisławowi Podedwornemu. Przede wszystkim kolegom z drużyny, bo to jest sport zespołowy, dziękuję wszystkim, co podawali mi te piłki, bo bez was nie dałbym rady. Kibicom, którzy zakładali ten klub od nowa – to był wysiłek dla nas wszystkich i tam gdzie jesteśmy, to dzięki wam – powiedział Jan Furtok.

Jedenastka 50-lecia GKS Katowice:
Jojko – Szewczyk, M.Świerczewski, Piekarczyk – P.Świerczewski, Kucz, Widuch, Ledwoń – Rother, Koniarek, Furtok. Trener: Alojzy Łysko.

Po wybraniu jedenastki głos zabrał prezes Śl.ZPN – Rudolf Bugdoł.

– Przypadł mi zaszczyt aby w imieniu PZPN i prezesa Bońka, a także Śl.ZPN i środowiska piłkarskiego złożyć wam gratulacje za świetnie wyniki w minionych 50 latach. Osiągnięcia sportowe GKS są zapisane złotymi zgłoskami w historii polskiej i śląskiej piłki nożnej. Życzymy wam, aby najbliższe lata nawiązały do świetności i powrotu do ekstraklasy.

Po czym wręczył okolicznościową paterę od PZPN i plakietkę od Śl.ZPN na ręce Wojciecha Cygana.

Wkrótce w ramach rozrywki odbył się quiz wiedzy o GieKSie pomiędzy czterema dwuosobowymi drużynami. W szranki stanęły m.in. pary Grzegorz Fonfara–Tomasz Wróbel i Jan Furtok-Marek Koniarek. Ostatecznie rywalizację wygrali obecni piłkarze GieKSy.

Na sam koniec odbyła się prezentacja nowej koszulki GKS Katowice na rundę wiosenną. W rolę modela wcielił się Kamil Cholerzyński i trzeba przyznać, że spisał się na tyle dobrze, że spokojnie może szukać fuchy na wybiegu i to nie tylko na tym boiskowym 🙂

Wkrótce na scenę zostali zaproszeni laureaci i nominowani, na scenę wjechał także tort urodzinowy, odśpiewano huczne „Sto lat!” i impreza się zakończyła.

Poniżej prezentujemy trzy krótkie filmiki z imprezy. Sto lat GieKSo!

5 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

5 komentarzy

  1. Avatar photo

    michal

    1 marca 2014 at 12:06

    To juz 50 lat giekaesie nasz!!!!aaaa aaaa!!!Ta historia twa, na slasku gieksa gra aaaa aaaa!!!!Naszą dumą jest Gks Nasz!!!!

  2. Avatar photo

    andreasw1959

    1 marca 2014 at 20:52

    A kaj jest miejsce do Kubisztala

  3. Avatar photo

    Karlik

    2 marca 2014 at 13:53

    Czy możemy się spodziewać szerszego zapisu wideo z uroczystej gali???

  4. Avatar photo

    Artur

    4 marca 2014 at 23:22

    Adam Kucz za co ? Kto z was pamięta Janusz Nawrocki najlepszy pomocnik Polski ten gośc to miał charakter

  5. Avatar photo

    Kamel

    5 marca 2014 at 12:59

    mody swierczewski raus,a mo byc STROJEK

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga