Dołącz do nas

Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów o GieKSie: W Nysie tie-break dla GKS-u

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują informacje dotyczące klubu oraz sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

W trakcie sesji Rady Miejskiej dyskutowano na tematy GieKSy. Wiceprezes GKS-u Łukasz Czopik został członkiem zarządu województwa śląskiego. Sekcje piłkarskie zakończyły rozgrywki, piłkarki przebywają na urlopach. Piłkarze rozpoczęli indywidualne treningi według rozpisek przygotowanych przez sztab szkoleniowy. W ubiegłym tygodniu siatkarze rozegrali jedno spotkanie w którym wygrali, na wyjeździe z PSG Stal Nysa 3:2.  Kolejne spotkanie drużyna rozegra w Gdańsku z Treflem, piątego grudnia. Hokeiści w ubiegłym tygodniu zmierzyli się z trzema przeciwnikami, w pierwszym spotkaniu przegrali na wyjeździe z Cracovią, 1:2. W kolejnych domowych meczach z KH Energą Toruń i STS-em Sanok zespół wygrał odpowiednio 8:4 oraz 3:1. W rozpoczętym tygodniu hokeiści rozegrają dwa domowe spotkania: dzisiaj z Zagłębiem i w najbliższy piątek z Podhalem.

 

KLUB

sportdziennik.com – O GieKSie na sesji

Radni i prezydent Marcin Krupa rozmawiali o GKS-ie Katowice i sporze włodarzy z kibicami.

Przed tygodniem na posiedzeniu Komisji Kultury, Promocji i Sportu katowiccy radni wysłuchali przedstawicieli kibiców GKS-u, którzy opowiadali o przyczynach trwającego bojkotu przeciwko prezesurze Marka Szczerbowskiego, a wczoraj temat GieKSy pojawił się na początku sesji rady miasta.

Prezydent Marcin Krupa podpisał symboliczną deklarację „Stop agresji w świecie sportu”, którą w listopadzie na konferencji prasowej zorganizowanej przez klub parafowali wcześniej przedstawiciele GieKSy, związków sportowych, policji i miasta, na czele z wiceprezydentami Waldemarem Bojarunem oraz Bogumiłem Sobulą. Nie uczynili wtedy tego przedstawiciele stowarzyszenia kibiców „SK1964”, zgłaszając zastrzeżenia do terminu i formy, w jakiej zostali zaproszeni na konferencję.
Przed radnymi wystąpił wczoraj prezes Szczerbowski, przypominając o wydarzeniach z kwietniowego meczu z Widzewem Łódź, podczas którego doszło do zadymy skutkującej zamknięciem stadionu przy Bukowej do końca poprzedniego sezonu.

– Staramy się monitorować i dokumentować wszelkie przejawy agresji. Mamy zarchiwizowany materiał liczony w tysiącach stron, który obecnie jest analizowany przez specjalistów z prawa cywilnego i karnego. Tam, gdzie sytuacja jest ewidentna, jesteśmy zmuszeni działać. Dlatego jako zarząd, dbając o poprawę bezpieczeństwa, jako zarząd wydaliśmy zakazy klubowe dla sprawców naruszenia porządku podczas meczu z Widzewem. Zakazy dotyczą 7 osób, jak również 2 osób wskazanych do darmowego wejścia na stadion przez przedstawiciela stowarzyszenia „SK1964” w celu przygotowania oprawy meczowej. Może to jest powodem, że dotychczas nie nastąpiło potępienie aktu agresji. Jestem gotowy do dialogu z każdym, zwłaszcza z tymi, którzy czują się reprezentantami określonej grupy. Jedynym warunkiem jest uprzednie potępienie aktów agresji i zobowiązanie się do ich potępiania w przyszłości, co w świecie zasad cywilizowanych powinno być oczywistością – podkreślał prezes GieKSy, której jesienne mecze przy Bukowej zwykle oglądało z trybun kilkaset osób.

Do podpisania symbolicznej deklaracji i potępienia agresji zostali zachęceni radni. Część z nich nie kryła zaskoczenia.

– Nie bardzo rozumiem, czemu ta deklaracja została wniesiona na poduszkach, w takiej formule, nieprzedyskutowana, za pięć dwunasta – mówił Bartosz Wydra.

– Nie wiem, czy byście się fajnie czuli, gdybym ja wprowadził tu deklarację „stop homofobii” i wymagał jej podpisania – dodawał Dawid Durał.

– Jedną z głównych zasad sportu jest zasada fair play. Takich deklaracji nie przedstawia się na 30 sekund przed podpisaniem, to zachowanie nie fair play – zaznaczał Dawid Kamiński.

Większość radych tę deklarację podpisało.

– Ten tekst niczego groźnego nie wnosi, a posuwa pewne rzeczy do przodu, by katowicki GKS był rzeczywiście klubem mieszkańców, a nie wąskiej grupy społecznej, która wokół tego podmiotu próbuje robić jakieś swoje interesy – podkreślał wiceprezydent Mariusz Skiba.

Prezydent Krupa:

– Spotkałem się z głosami, że deklaracja o nieagresji nie została podpisana przeze mnie, bo gdy była prezentowana, znajdowałem się akurat w delegacji. Ale popieram ją, dlatego podpisuję ją dziś. Nie było moją intencją zaskakiwanie kogokolwiek. Przewodniczący Biskupski zasugerował, że jeśli radni chcą, mogą też ją podpisać. Kto nie – ten nie musi. Kto chce chodzić na stadion, ten chodzi, kto nie – nie musi. Na tym polega demokracja. Próbujemy od wielu lat budować mocny klub sportowy. Bezwzględne jest bezpieczeństwo nie tylko zawodników, ale również widzów, osoby przychodzące z dziećmi na stadion. Chciałbym, choć wiem, że nie jest to do końca możliwe, by agresja, wulgaryzmy, zostały jednoznacznie zlikwidowane. Nie powinno się kibicować swojej ukochanej drużynie w atmosferze wzajemnej nienawiści. Buduje się nowy stadion. Zachęcamy mieszkańców, by uczestniczyli w imprezach sportowych, by odbywały się przy pełnych trybunach, ale muszą się czuć bezpieczni i to bezpieczeństwo chcemy zagwarantować.

Prezydent Krupa dodawał, że nie angażowałby radnych w tę sprawę między klubem a kibicami, gdyby nie ostatnie posiedzenie Komisji Kultury, Promocji i Sportu, na którym głos zabrali kibiców.

Radna Barbara Wnęk-Gabor przypominała, że kibice nie podpisali deklaracji na listopadowej konferencji, bo zostali na nią zaproszeni zbyt późno i zaapelowała o zgodę. – Jesteśmy jedynym klubem w Polsce, który ma taką sytuację. Dajemy na klub tyle pieniędzy, a mamy puste trybuny. Kibice to 12. zawodnik i wszyscy o tym wiemy. Bardzo proszę o zakończenie sporu i rozmowę – mówiła Wnęk-Gabor.

Prezydent Krupa podsumowywał:

– Środowisko kibiców, które usilnie zabiega, by spotkać się z zarządem, przedstawicielami miasta. Nic nie stoi na przeszkodzie, to tylko kwestia odcięcia się od sytuacji z meczu z Widzewem. Z każdym porozmawiam, pod warunkiem, że podpisze tę deklarację. Nic więcej nie potrzeba. A że kibice nie mogli uczestniczyć w konferencji? Z całej Polski zjechali przedstawiciele związków sportowych, a ludzie, którzy są na miejscu, nie mogli oddelegować jednego przedstawiciela do dyskusji dotyczącej bezpieczeństwa w sporcie? Proszę takich insynuacji nie robić. Kto chce, podpisze, kto nie chce, nie podpisze. Na tym polega demokracja.

 

Wicemarszałek z Bukowej

Łukasz Czopik został członkiem nowego zarządu województwa śląskiego. Wkrótce wiceprezes GieKSy pożegna się z klubem.

Poniedziałkowy przewrót i odsunięcie PiS od władzy w Urzędzie Marszałkowskim ma też piłkarskie zabarwienie. Łukasz Czopik, wiceprezes GKS-u Katowice, został członkiem nowego zarządu województwa śląskiego, powołanego przez nową koalicję Ruchu Samorządowego „Tak! Dla Polski!” oraz Platformy Obywatelskiej. Czopik objął funkcję wicemarszałka. Co oznacza to dla GieKSy?

Formalnie, Czopik mógłby łączyć obie te funkcje ale z nieoficjalnych informacji we wtorkowy ranek wynikało, że tak się nie stanie i z odpowiednim okresem wypowiedzenia rozstanie się z GKS-em. Na oficjalny komunikat trzeba było poczekać do popołudnia, co warunkowałam.in. obecność spółki na giełdzie NewConnect i to tam – a dopiero później w kanałach klubowych – GKS musi publikować tak kluczowe wieści. „W związku z decyzją Sejmiku, Łukasz Czopik na mocy porozumienia stron, zakończy współpracę z Klubem z końcem stycznia 2023 r.” – oświadczył klub z Bukowej. Bez odpowiedzi pozostaje póki co pytanie, czy zarząd GieKSy zostanie uzupełniony i nadal będzie dwuosobowy. W takiej formule egzystuje od stycznia br..

– Taka decyzja zapadła ze względu na ogrom obowiązków, jakie miał w tej chwili na głowie prezes Marek Szczerbowski. Jeśli zarząd jest 1-osobowy, to 1-osobowa jest też odpowiedzialność i w razie choroby, absencji prezesa, są problemy organizacyjne. Stąd też ruch z powołaniem nowego członka zarządu – tłumaczył na naszych łamach Sławomir Witek, naczelnik Wydziału Edukacji i Sportu Urzędu Miasta Katowice oraz członek rady nadzorczej GKS-u. Do formuły funkcjonowania w 2-osobowym zarządzie klub wrócił wtedy po ponad 4 latach.

Była to kwestia głównie nomenklatury, bo Czopik na Bukowej pojawił się już jesienią 2019 roku, czyli na początku kadencji prezesa Szczerbowskiego. Pełnił rolę dyrektora zarządzającego spółki, a przez rok był też prezesem fundacji „Sportowe Katowice” prowadzącej Akademię Młoda GieKSa (obecnie jej prezesem jest Kinga Pajerska-Krasnowska). Kibice, od lipca bojkotujący mecze w geście protestu przeciwko rządom Szczerbowskiego, w jednym z tekstów na swoim portalu gieksa.pl ironizowali: „My kojarzymy go jedynie z tego, że zorganizował juniorom w akademii pierwszą edycję Turnieju o Puchar Prezesa Łukasza Czopika. Trzeba mieć bardzo wysokie ego, żeby postawić się przed Furtokiem, Jojką, Piekarczykiem czy Górnikiem…”.

Nim trafił na Bukową, Łukasz Czopik był m.in. prezesem oraz dyrektorem generalnym Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów. Sprawował kierowniczą funkcję w Hucie Baildon, no i już wcześniej był związany z Urzędem Marszałkowskim jako sekretarz województwa. Teraz wraca tam w roli wicemarszałka z rekomendacji Koalicji Obywatelskiej.

Tak przedstawia go Urząd Marszałkowski w oficjalnym komunikacie: „Prawnik z praktyką samorządową i biznesową. Specjalista w zakresie prowadzenia procesów restrukturyzacyjnych i zarządzania złożonymi strukturami kapitałowymi. Certyfikowany audytor finansowy z wieloletnim doświadczeniem w sektorze prywatnym i publicznym”.

– To osoba związana ze sportem, zarządzał GKS-em Katowice, działał w prywatnym biznesie, był sekretarzem w Urzędzie Marszałkowskim i zna go jak mało kto. Do zarządu musieli wejść fachowcy, broń Boże ludzie z pierwszych szeregów politycznych, a osoby związane wcześniej z biznesem, samorządem, znające sejmik i mogące szybko zacząć tu współpracę – mówił wczoraj na antenie Radia Piekary Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca i jeden z liderów Ruchu Samorządowego „Tak! Dla Polski!”.

Czopik na jednej z gali „Złotych Buków” podsumowującej rok w wykonaniu wielosekcyjnej GieKSy stwierdził: „ Do niedawna miałem przekonanie, że najwięcej emocji w życiu dostarcza małżeństwo, ale miniony rok i wydarzenia z boisk, parkietów, lodowisk pokazał, że wcale tak nie musi być”. Teraz przy Bukowej muszą obrać za dobrą monetę, że we władzach województwa, od którego przecież zależny jest szereg spółek będących automatycznie kandydatami na sponsorów dla wielu podmiotów, będą mieli „swojego człowieka”.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – W Nysie tie-break dla GKS-u

Siatkarze GKS-u Katowice prowadzili w meczu ze Stalą Nysa już 2:0 po naprawdę dobrej grze. W dwóch kolejnych partiach pałeczkę przejęli jednak gracze PSG Stali Nysa i to oni dominowali na boisku. Doszło tym samym do tie-breaka, w którym lepsi byli podopieczni Grzegorza Słabego i to oni zainkasowali cenne dwa punkty. MVP meczu został Jakub Jarosz.

W mecz lepiej weszli siatkarze GKS-u za sprawą dobrej gry w ataku Jakuba Jarosza, Marcina Kanii i Tomasa Rousseaux (4:0). Serię przerwał dopiero Wassim Ben Tara. Katowiczanie byli jednak skuteczniejsi w ataku, punktowali też blokiem (9:3. Kiedy efektownym pojedynczym blokiem popisał się Jarosz, a następnie tym samym elementem zapunktował Jakub Szymański było już 12:4 dla GKS. Katowiczanie spokojnie kontrolowali boiskowe wydarzenia, Daniel Pliński na słabszą postawę swojej ekipy reagował zmianami, ale nic to nie dawało. Zagrywką popracował wprawdzie Patryk Szczurek (10:16), ale siła ofensywna rywali była zbyt duża. Skuteczny był m. in. Jakub Szymański (17:10). Gospodarze robili, co mogli aby odrobić straty, przy dobrej zagrywce Zhukouskiego zbliżyli się na 17:20, ale po chwili blok na Kwasowskim dał już wynik 22:17. Katowiczanie nie pozwolili już sobie wyrwać wygranej w tym secie, as serwisowy Jarosza dał im piłki setowe (24:19). Atakujący GKS zakończył zmagania w tej partii udanym atakiem.

W ustawieniu z Piotrem Hainem na zagrywce GKS prowadził w secie drugim już 6:1. W ekipie z Katowic nie zawodził Szymański, punktował każdym elementem (13:7, 14:8).   Swój zespół atakiem i zagrywką próbował poderwać Wassim Ben Tara (11:14).  Skuteczne ataki katowiczan oraz błędy Stali  w ofensywie spowodowały, że na tablicy zrobiło się 19:12. Podopieczni Daniela Plińskiego wygrali trzy kolejne akcje, blokiem zapunktował m. in. Abramowicz, a po bloku na Jaroszu  i autowym ataku Szymańskiego było już tylko 20:18 dla GKS.  Zagrywką  i atakiem popracował Wassim Ben Tara, swoje w ataku robił Rafał Buszek co pozwoliło doprowadzić do stanu 24:23 dla Stali Nysa. W grze na przewagi po atakach Jarosza i Kanii lepsi okazali się jednak katowiczanie.

Znakomite zagrywki Jakuba Abramowicza dały w trzecim secie wynik 3:1 dla Stali. Na 5:5 zagrywką wyrównał Marcin Kania. Wynik oscylował wokół remisu do momentu, gdy znów w polu zagrywki popisał się Abramowicz, a następnie działał blok (11:8). Punktował także i w ataku i w zagrywce Ben Tara (13:9). Stal przejęła kontrolę nad wydarzeniami, dobrze spisywał się Buszek, działał blok (17;12). Po stronie GKS-u mnożyły się błędy, a w szeregach rywali dobrze do gry wprowadził się Zouheir El Graoui (21:13). Ben Tara dał swojej ekipie piłki setowe (24:16). Zmagania w tej odsłonie zakończyła zepsuta zagrywka Tomasa Rousseaux.

Ataki Zouheir El Graoui, blok Ben Tary i as serwisowy Zhukouskiego dały wynik 4:0 dla Stali w secie czwartym. Atak Jankowskiego dał im już wynik 9:4. Stal utrzymywała kilkupunktowy dystans, a  w ustawieniu z Ben Tarą na zagrywce odskoczyła  już na 16:10. GKS wzmocnił serwis i zaczął odrabiać straty (16:19).  Po ataku Abramowicza było już 22:18 i wszystko zmierzało w kierunku tie-breaka.  Ostatecznie po błędzie serwisowym Jakuba Jarosza było 25:22 i w meczu 2:2.

Na początku tie-breaka wynik oscylował wokół remisu. Dopiero udany blok pozwolił katowiczanom odskoczyć na 7:5. Po ataku Seganowa na tablicy było 11:8 dla gości i to oni byli bliżej zwycięstwa. Stal nie rezygnowała i  po bloku Buszka zbliżyła się na 10:11, ale zraz potem popełniła własne błędy i różnica ponownie wynosiła trzy oczka (10:13). Piłki meczowe katowiczanom dał atak Rousseaux. Mecz zakończył błąd zagrywki.

MVP: Jakub Jarosz

PSG Stal Nysa – GKS Katowice 2:3 (21:25, 24:26, 25:17, 25:22, 12:15)

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Dogrywka rozstrzygnęła 

Drugi raz z rzędu hokeiści GKS-u rozegrali dobre spotkanie, ale zdobyli tylko punkt. Szczęście ich omija.

Obie drużyny stworzyły niezwykle ciekawe widowisko z wieloma sytuacjami bramkowymi. A wszystko skończyło się po jednym golu w regulaminowym czasie. Dogrywka przyniosła szybko rozstrzygnięcie, bo po 1:12 min Wojtech Polak zdobył zwycięskiego gola. Tak więc obrońcy tytułu mistrzowskiego z Katowic zaliczyli 4. porażkę z rzędu, choć wcale na nią nie zasłużyli.

Zespół GKS-u, choć pod Wawelem, pojawił się bez obrońcy Jakuba Waackiego oraz napastnika Matiasa Lehtonena to był mocno zdeterminowany. Od pierwszego gwizdka szukał swojej szansy, by w końcu przerwa kiepską serie porażek. Taki sam cel przyświecał gospodarzom, którzy nie zamierzali oddawać pola. Stąd też w 1. tercji wiele składnych akcji oraz soczystych strzałów. Bezbramkowy wynik to zasługa obu bramkarzy Roka Stojanoviciaoraz Johna Murraya. „Pasy” nie wykorzystały 2 razy liczebnej przewagi. Ba, druga z nich mogła się zakończyć stratą gola. W 9 min Bartosz Fraszko, najlepszy punktujący zawodnik GKS-u, otrzymał krążek z własnej strefy i samotnie popędził z nim na bramkę gospodarzy. Uderzył, ale Stojanović wyczuł intencje. W rewanżu Martin Kasperlik, najskuteczniejszy zawodnik gospodarzy, nie zdołał pokonać Murraya. Pod jedną i drugą bramką było gorąco. Shigeki Hitosato nie zdołał skierować krążka do pustej bramki, a w 18 min. Joona Monto trafił w poprzeczkę. Nieco wcześniej ani Radosław Sawicki ani też Roman Rac nie potrafili skierować krążka do siatki.

W 2. odsłonie może tempo akcji nieco spadło, ale to wcale nie oznacza, że nie brakowało okazji do zmiany rezultatu. Bardziej klarowne sytuacje mieli Patryk Wronka, Marek Raczuk oraz ponownie Kasperlik, ale krążek jak zaczarowany padł łupem Murray albo też dziwnym trafem mijał minimalnie bramkę. Goście wcale nie chcieli być dłużni i również groźnie atakowali. Mecz był prowadzony fair i tym razem obyło się bez żadnych wykluczeń. Pewnie między tercjami w obu w szatniach toczyły się ożywione rozmowy jaką akcją można zaskoczyć rywala.

I taka sytucja się pojawiła w 44 min Jirzi Gula podał, ale zmylił czujność rywali i w dogodnej sytuacji posłał krążek obok rozpaczliwie interweniującego Murraya do siatki. Stworzyła się arcyciekawa sytuacja, bo przecież goście chcieli za wszelką cenę zmienić niekorzystny wynik. Japończyk Hitosato po raz 2. w tym spotkaniu mógł wpisać do protokołu, ale znów posłał krążek obok słupka. Na 2:30 min trener Jacek Płachta wziął czas i manewr przyniósł efekt. Przez ponad minutę goście grali w tercji gospodarzy i w końcu Brandon Magee zdołał wepchnąć krążek do siatki. Do końca regulaminowego czasu wszelkie próby zmiany wyniku zakończyły się fiaskiem. A w dogrywce szczęście dopisało „Pasom” i one zapisały na swoim koncie zwycięstwo, ale tym razem za 2 pkt.

 

hokej.net – Koncertowa gra Pasiuta i Fraszki dała przełamanie GieKSie!

Mistrzowie Polski przełamali się po czterech porażkach z rzędu, wygrywając u siebie z KH Energą Toruń. Katowiczanie trzy razy pokonywali bramkarza gości w liczebnym osłabieniu, a Grzegorz Pasiut wraz z Bartoszem Fraszko zdobyli wspólnie cztery gole i zanotowali pięć asyst.

Szybko rozwiązał nam się worek z bramkami w Katowicach. Spotkanie znakomicie rozpoczęło się dla hokeistów KH Energii Toruń, którzy w 7. minucie wyszli na prowadzenie za sprawą braci Kalinowskich. Kamil zagrał do Michała, a ten sfinalizował akcję przyjezdnych w przewadze po wcześniejszej karze dla Teemu Pulkkinena. Na odpowiedź graczy GKS-u Katowice nie musieliśmy długo czekać i już w 8. minucie mieliśmy remis, do którego doprowadził Marcin Kolusz. Obrońca katowiczan zdecydował się wrzucić gumę z prawego bulika w kierunku bramki strzeżonej przez Mateusza Studzińskiego, a ta zatrzepotała w siatce obok bezradnego golkipera gości. W 14. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie. Hampus Olsson był naciskany przez rywali i gdy wydawało się, że gubi krążek zdołał oddać jeszcze sprytny strzał, który znalazł drogę do bramki.

Ponownie początek nie był najlepszy w wykonaniu mistrzów Polski, którzy popełniali proste błędy i to zemściło się w 23. minucie, kiedy to Niki Koskinen doprowadził do wyrównania. „Stalowe Pierniki” poszły za ciosem i w 28. minucie Michał Kalinowski zakończył kontrę, wyprowadzając swój zespół drugi raz w tym meczu na prowadzenie. Dla zawodnika gości było to również drugie trafienie w tym meczu. Chwilę później na ławce kar wylądował Mateusz Bepierszcz i gra przyjezdnych się posypała. W rolach głównych wystąpili Bartosz Fraszko oraz Grzegorz Pasiut. Najpierw Fraszko asystował przy golu w osłabieniu Pasiuta, a po kilku sekundach kapitan GieKSy odwdzięczył się notując asystę po bramce w osłabieniu Fraszki. W 33. minucie Pasiut dopadł do bezpańskiego krążka i ustrzelił dublet w tym starciu. W 37. minucie swoje drugie trafienie zaliczył również Fraszko, a trzecie gospodarzy w osłabieniu. Napastnik katowiczan wyjechał sam na sam ze Studzińskim i efektownym strzałem spomiędzy nóg pokonał golkipera przyjezdnych.

W trzeciej tercji długo czekaliśmy na kolejne trafienia. Dopiero w 57. minucie Teemu Pulkkinen po raz pierwszy zdobył gola w meczu, a siódmego dla katowiczan. Chwilę przed końcem spotkania Olsson dołączył do Pasiut i Fraszki, zdobywając drugie trafienie. Jednak ostatnie słowo należało do przyjezdnych Illi Korenczuka, który zakończył strzelanie w Katowicach.

 

Doświadczenie górą. GieKSa lepsza od STS-u

W 25. kolejce Polskiej Hokej Ligi hokeiści GKS Katowice pokonali Marmę Ciarko STS Sanok 3:1. Osłabieni kadrowo goście dopiero w trzeciej tercji stracili dwa gole, które zdecydowały o trzech punktach GieKSy.

Do meczu GieKSa przystąpiła w pełnym składzie, do gry wrócił Jakub Wanacki. Odmiennie przestawiała się sytuacja w składzie gości, gdzie skład przetrzepała choroba. Na antybiotyku i z wysoką gorączką zmagają się Juho Mäkelä, Niko Ahoniemi, Karol Biłas, Szymon Dobosz i Johan Lorraine a kontuzjowany jest Bogusław Rąpała oraz Bartosz Florczak.

Katowiczanie bardzo dobrze weszli w niedzielne spotkanie, bo od gola Joony Monto w drugiej minucie meczu. Fin sprytnie przekierował strzał Shigekiego Hitosato do bramki Salamy i potwierdził dominację gospodarzy w pierwszych minutach spotkania. Jednak potem GieKSiarze pozwolili gościom na rozkręcenie się po karach dla Igora Smala i Brandona Magee. Jednak defensywa na czele z Johnem Murray’em nie pozwalała sanoczanom na wiele, ale i tak gospodarze musieli mocno pilnować szyków obronnych po akcjach Eliota Lorraine’a i Samiego Tamminena. Strzał na prowadzenie 2:0 miał aktywny Bartosz Fraszko, ale tym razem gości uratowała interwencja bramkarza. W ostatniej minucie Jere Karlsson uderzył w poprzeczkę bramki Murraya.

Katowiczanie wyszli na początku drugiej odsłony z opresji gdyż na ławce kar siedział Grzegorz Pasiut. GieKSa przeszła do kontrofensywy, w której nieraz brakowało nieco szczęścia. Swoje sytuacje na drugą bramkę dla GieKSy mieli Lehtonen, Pasiut i Fraszko, ale nie udawało się podwyższyć wyniku mimo wyraźnej przewagi w strefie rywala. Sanoczanie wysłali kilka ostrzeżeń w postaci solowych akcji, aż w 31. minucie doprowadzili do remisu po kontrze 2 na 1 i bramce Gindy z podania Tamminena. To trafienie wystarczająco podrażniło mistrzów Polski, gdyż ci w ostatnich minutach tercji dosłownie zamknęli Marmę Ciarko STS w jej tercji i walczyli o odzyskanie prowadzenia, a blisko powodzeni byli Pulkkinen i Bepierszcz.

Cel GieKSy stał się faktem w 43. minucie, kiedy Christian Blomqvist pewnie wykończył kontrę po błyskawicznych podaniach Lehtonena i Pulkkinena. Goście odpowiadali akcjami Lorraine’a i Heikkenena, ale tym razem GKS wykazywał się dużo większą determinacją i agresją niż w drugiej tercji. Sporym zagrożeniem dla obrony przeciwników był strzelec bramki Blomqvist, inicjujący kolejne groźne akcje GieKSy. W 57. minucie sytuację na dobre uspokoił Bartosz Fraszko, który spokojnie huknął spomiędzy bulików i dał trzeciego gola w meczu dla GieKSy.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga