Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów o GieKSie: W Nysie tie-break dla GKS-u
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują informacje dotyczące klubu oraz sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
W trakcie sesji Rady Miejskiej dyskutowano na tematy GieKSy. Wiceprezes GKS-u Łukasz Czopik został członkiem zarządu województwa śląskiego. Sekcje piłkarskie zakończyły rozgrywki, piłkarki przebywają na urlopach. Piłkarze rozpoczęli indywidualne treningi według rozpisek przygotowanych przez sztab szkoleniowy. W ubiegłym tygodniu siatkarze rozegrali jedno spotkanie w którym wygrali, na wyjeździe z PSG Stal Nysa 3:2. Kolejne spotkanie drużyna rozegra w Gdańsku z Treflem, piątego grudnia. Hokeiści w ubiegłym tygodniu zmierzyli się z trzema przeciwnikami, w pierwszym spotkaniu przegrali na wyjeździe z Cracovią, 1:2. W kolejnych domowych meczach z KH Energą Toruń i STS-em Sanok zespół wygrał odpowiednio 8:4 oraz 3:1. W rozpoczętym tygodniu hokeiści rozegrają dwa domowe spotkania: dzisiaj z Zagłębiem i w najbliższy piątek z Podhalem.
KLUB
sportdziennik.com – O GieKSie na sesji
Radni i prezydent Marcin Krupa rozmawiali o GKS-ie Katowice i sporze włodarzy z kibicami.
Przed tygodniem na posiedzeniu Komisji Kultury, Promocji i Sportu katowiccy radni wysłuchali przedstawicieli kibiców GKS-u, którzy opowiadali o przyczynach trwającego bojkotu przeciwko prezesurze Marka Szczerbowskiego, a wczoraj temat GieKSy pojawił się na początku sesji rady miasta.
Prezydent Marcin Krupa podpisał symboliczną deklarację „Stop agresji w świecie sportu”, którą w listopadzie na konferencji prasowej zorganizowanej przez klub parafowali wcześniej przedstawiciele GieKSy, związków sportowych, policji i miasta, na czele z wiceprezydentami Waldemarem Bojarunem oraz Bogumiłem Sobulą. Nie uczynili wtedy tego przedstawiciele stowarzyszenia kibiców „SK1964”, zgłaszając zastrzeżenia do terminu i formy, w jakiej zostali zaproszeni na konferencję.
Przed radnymi wystąpił wczoraj prezes Szczerbowski, przypominając o wydarzeniach z kwietniowego meczu z Widzewem Łódź, podczas którego doszło do zadymy skutkującej zamknięciem stadionu przy Bukowej do końca poprzedniego sezonu.
– Staramy się monitorować i dokumentować wszelkie przejawy agresji. Mamy zarchiwizowany materiał liczony w tysiącach stron, który obecnie jest analizowany przez specjalistów z prawa cywilnego i karnego. Tam, gdzie sytuacja jest ewidentna, jesteśmy zmuszeni działać. Dlatego jako zarząd, dbając o poprawę bezpieczeństwa, jako zarząd wydaliśmy zakazy klubowe dla sprawców naruszenia porządku podczas meczu z Widzewem. Zakazy dotyczą 7 osób, jak również 2 osób wskazanych do darmowego wejścia na stadion przez przedstawiciela stowarzyszenia „SK1964” w celu przygotowania oprawy meczowej. Może to jest powodem, że dotychczas nie nastąpiło potępienie aktu agresji. Jestem gotowy do dialogu z każdym, zwłaszcza z tymi, którzy czują się reprezentantami określonej grupy. Jedynym warunkiem jest uprzednie potępienie aktów agresji i zobowiązanie się do ich potępiania w przyszłości, co w świecie zasad cywilizowanych powinno być oczywistością – podkreślał prezes GieKSy, której jesienne mecze przy Bukowej zwykle oglądało z trybun kilkaset osób.
Do podpisania symbolicznej deklaracji i potępienia agresji zostali zachęceni radni. Część z nich nie kryła zaskoczenia.
– Nie bardzo rozumiem, czemu ta deklaracja została wniesiona na poduszkach, w takiej formule, nieprzedyskutowana, za pięć dwunasta – mówił Bartosz Wydra.
– Nie wiem, czy byście się fajnie czuli, gdybym ja wprowadził tu deklarację „stop homofobii” i wymagał jej podpisania – dodawał Dawid Durał.
– Jedną z głównych zasad sportu jest zasada fair play. Takich deklaracji nie przedstawia się na 30 sekund przed podpisaniem, to zachowanie nie fair play – zaznaczał Dawid Kamiński.
Większość radych tę deklarację podpisało.
– Ten tekst niczego groźnego nie wnosi, a posuwa pewne rzeczy do przodu, by katowicki GKS był rzeczywiście klubem mieszkańców, a nie wąskiej grupy społecznej, która wokół tego podmiotu próbuje robić jakieś swoje interesy – podkreślał wiceprezydent Mariusz Skiba.
Prezydent Krupa:
– Spotkałem się z głosami, że deklaracja o nieagresji nie została podpisana przeze mnie, bo gdy była prezentowana, znajdowałem się akurat w delegacji. Ale popieram ją, dlatego podpisuję ją dziś. Nie było moją intencją zaskakiwanie kogokolwiek. Przewodniczący Biskupski zasugerował, że jeśli radni chcą, mogą też ją podpisać. Kto nie – ten nie musi. Kto chce chodzić na stadion, ten chodzi, kto nie – nie musi. Na tym polega demokracja. Próbujemy od wielu lat budować mocny klub sportowy. Bezwzględne jest bezpieczeństwo nie tylko zawodników, ale również widzów, osoby przychodzące z dziećmi na stadion. Chciałbym, choć wiem, że nie jest to do końca możliwe, by agresja, wulgaryzmy, zostały jednoznacznie zlikwidowane. Nie powinno się kibicować swojej ukochanej drużynie w atmosferze wzajemnej nienawiści. Buduje się nowy stadion. Zachęcamy mieszkańców, by uczestniczyli w imprezach sportowych, by odbywały się przy pełnych trybunach, ale muszą się czuć bezpieczni i to bezpieczeństwo chcemy zagwarantować.
Prezydent Krupa dodawał, że nie angażowałby radnych w tę sprawę między klubem a kibicami, gdyby nie ostatnie posiedzenie Komisji Kultury, Promocji i Sportu, na którym głos zabrali kibiców.
Radna Barbara Wnęk-Gabor przypominała, że kibice nie podpisali deklaracji na listopadowej konferencji, bo zostali na nią zaproszeni zbyt późno i zaapelowała o zgodę. – Jesteśmy jedynym klubem w Polsce, który ma taką sytuację. Dajemy na klub tyle pieniędzy, a mamy puste trybuny. Kibice to 12. zawodnik i wszyscy o tym wiemy. Bardzo proszę o zakończenie sporu i rozmowę – mówiła Wnęk-Gabor.
Prezydent Krupa podsumowywał:
– Środowisko kibiców, które usilnie zabiega, by spotkać się z zarządem, przedstawicielami miasta. Nic nie stoi na przeszkodzie, to tylko kwestia odcięcia się od sytuacji z meczu z Widzewem. Z każdym porozmawiam, pod warunkiem, że podpisze tę deklarację. Nic więcej nie potrzeba. A że kibice nie mogli uczestniczyć w konferencji? Z całej Polski zjechali przedstawiciele związków sportowych, a ludzie, którzy są na miejscu, nie mogli oddelegować jednego przedstawiciela do dyskusji dotyczącej bezpieczeństwa w sporcie? Proszę takich insynuacji nie robić. Kto chce, podpisze, kto nie chce, nie podpisze. Na tym polega demokracja.
Wicemarszałek z Bukowej
Łukasz Czopik został członkiem nowego zarządu województwa śląskiego. Wkrótce wiceprezes GieKSy pożegna się z klubem.
Poniedziałkowy przewrót i odsunięcie PiS od władzy w Urzędzie Marszałkowskim ma też piłkarskie zabarwienie. Łukasz Czopik, wiceprezes GKS-u Katowice, został członkiem nowego zarządu województwa śląskiego, powołanego przez nową koalicję Ruchu Samorządowego „Tak! Dla Polski!” oraz Platformy Obywatelskiej. Czopik objął funkcję wicemarszałka. Co oznacza to dla GieKSy?
Formalnie, Czopik mógłby łączyć obie te funkcje ale z nieoficjalnych informacji we wtorkowy ranek wynikało, że tak się nie stanie i z odpowiednim okresem wypowiedzenia rozstanie się z GKS-em. Na oficjalny komunikat trzeba było poczekać do popołudnia, co warunkowałam.in. obecność spółki na giełdzie NewConnect i to tam – a dopiero później w kanałach klubowych – GKS musi publikować tak kluczowe wieści. „W związku z decyzją Sejmiku, Łukasz Czopik na mocy porozumienia stron, zakończy współpracę z Klubem z końcem stycznia 2023 r.” – oświadczył klub z Bukowej. Bez odpowiedzi pozostaje póki co pytanie, czy zarząd GieKSy zostanie uzupełniony i nadal będzie dwuosobowy. W takiej formule egzystuje od stycznia br..
– Taka decyzja zapadła ze względu na ogrom obowiązków, jakie miał w tej chwili na głowie prezes Marek Szczerbowski. Jeśli zarząd jest 1-osobowy, to 1-osobowa jest też odpowiedzialność i w razie choroby, absencji prezesa, są problemy organizacyjne. Stąd też ruch z powołaniem nowego członka zarządu – tłumaczył na naszych łamach Sławomir Witek, naczelnik Wydziału Edukacji i Sportu Urzędu Miasta Katowice oraz członek rady nadzorczej GKS-u. Do formuły funkcjonowania w 2-osobowym zarządzie klub wrócił wtedy po ponad 4 latach.
Była to kwestia głównie nomenklatury, bo Czopik na Bukowej pojawił się już jesienią 2019 roku, czyli na początku kadencji prezesa Szczerbowskiego. Pełnił rolę dyrektora zarządzającego spółki, a przez rok był też prezesem fundacji „Sportowe Katowice” prowadzącej Akademię Młoda GieKSa (obecnie jej prezesem jest Kinga Pajerska-Krasnowska). Kibice, od lipca bojkotujący mecze w geście protestu przeciwko rządom Szczerbowskiego, w jednym z tekstów na swoim portalu gieksa.pl ironizowali: „My kojarzymy go jedynie z tego, że zorganizował juniorom w akademii pierwszą edycję Turnieju o Puchar Prezesa Łukasza Czopika. Trzeba mieć bardzo wysokie ego, żeby postawić się przed Furtokiem, Jojką, Piekarczykiem czy Górnikiem…”.
Nim trafił na Bukową, Łukasz Czopik był m.in. prezesem oraz dyrektorem generalnym Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów. Sprawował kierowniczą funkcję w Hucie Baildon, no i już wcześniej był związany z Urzędem Marszałkowskim jako sekretarz województwa. Teraz wraca tam w roli wicemarszałka z rekomendacji Koalicji Obywatelskiej.
Tak przedstawia go Urząd Marszałkowski w oficjalnym komunikacie: „Prawnik z praktyką samorządową i biznesową. Specjalista w zakresie prowadzenia procesów restrukturyzacyjnych i zarządzania złożonymi strukturami kapitałowymi. Certyfikowany audytor finansowy z wieloletnim doświadczeniem w sektorze prywatnym i publicznym”.
– To osoba związana ze sportem, zarządzał GKS-em Katowice, działał w prywatnym biznesie, był sekretarzem w Urzędzie Marszałkowskim i zna go jak mało kto. Do zarządu musieli wejść fachowcy, broń Boże ludzie z pierwszych szeregów politycznych, a osoby związane wcześniej z biznesem, samorządem, znające sejmik i mogące szybko zacząć tu współpracę – mówił wczoraj na antenie Radia Piekary Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca i jeden z liderów Ruchu Samorządowego „Tak! Dla Polski!”.
Czopik na jednej z gali „Złotych Buków” podsumowującej rok w wykonaniu wielosekcyjnej GieKSy stwierdził: „ Do niedawna miałem przekonanie, że najwięcej emocji w życiu dostarcza małżeństwo, ale miniony rok i wydarzenia z boisk, parkietów, lodowisk pokazał, że wcale tak nie musi być”. Teraz przy Bukowej muszą obrać za dobrą monetę, że we władzach województwa, od którego przecież zależny jest szereg spółek będących automatycznie kandydatami na sponsorów dla wielu podmiotów, będą mieli „swojego człowieka”.
SIATKÓWKA
siatka.org – W Nysie tie-break dla GKS-u
Siatkarze GKS-u Katowice prowadzili w meczu ze Stalą Nysa już 2:0 po naprawdę dobrej grze. W dwóch kolejnych partiach pałeczkę przejęli jednak gracze PSG Stali Nysa i to oni dominowali na boisku. Doszło tym samym do tie-breaka, w którym lepsi byli podopieczni Grzegorza Słabego i to oni zainkasowali cenne dwa punkty. MVP meczu został Jakub Jarosz.
W mecz lepiej weszli siatkarze GKS-u za sprawą dobrej gry w ataku Jakuba Jarosza, Marcina Kanii i Tomasa Rousseaux (4:0). Serię przerwał dopiero Wassim Ben Tara. Katowiczanie byli jednak skuteczniejsi w ataku, punktowali też blokiem (9:3. Kiedy efektownym pojedynczym blokiem popisał się Jarosz, a następnie tym samym elementem zapunktował Jakub Szymański było już 12:4 dla GKS. Katowiczanie spokojnie kontrolowali boiskowe wydarzenia, Daniel Pliński na słabszą postawę swojej ekipy reagował zmianami, ale nic to nie dawało. Zagrywką popracował wprawdzie Patryk Szczurek (10:16), ale siła ofensywna rywali była zbyt duża. Skuteczny był m. in. Jakub Szymański (17:10). Gospodarze robili, co mogli aby odrobić straty, przy dobrej zagrywce Zhukouskiego zbliżyli się na 17:20, ale po chwili blok na Kwasowskim dał już wynik 22:17. Katowiczanie nie pozwolili już sobie wyrwać wygranej w tym secie, as serwisowy Jarosza dał im piłki setowe (24:19). Atakujący GKS zakończył zmagania w tej partii udanym atakiem.
W ustawieniu z Piotrem Hainem na zagrywce GKS prowadził w secie drugim już 6:1. W ekipie z Katowic nie zawodził Szymański, punktował każdym elementem (13:7, 14:8). Swój zespół atakiem i zagrywką próbował poderwać Wassim Ben Tara (11:14). Skuteczne ataki katowiczan oraz błędy Stali w ofensywie spowodowały, że na tablicy zrobiło się 19:12. Podopieczni Daniela Plińskiego wygrali trzy kolejne akcje, blokiem zapunktował m. in. Abramowicz, a po bloku na Jaroszu i autowym ataku Szymańskiego było już tylko 20:18 dla GKS. Zagrywką i atakiem popracował Wassim Ben Tara, swoje w ataku robił Rafał Buszek co pozwoliło doprowadzić do stanu 24:23 dla Stali Nysa. W grze na przewagi po atakach Jarosza i Kanii lepsi okazali się jednak katowiczanie.
Znakomite zagrywki Jakuba Abramowicza dały w trzecim secie wynik 3:1 dla Stali. Na 5:5 zagrywką wyrównał Marcin Kania. Wynik oscylował wokół remisu do momentu, gdy znów w polu zagrywki popisał się Abramowicz, a następnie działał blok (11:8). Punktował także i w ataku i w zagrywce Ben Tara (13:9). Stal przejęła kontrolę nad wydarzeniami, dobrze spisywał się Buszek, działał blok (17;12). Po stronie GKS-u mnożyły się błędy, a w szeregach rywali dobrze do gry wprowadził się Zouheir El Graoui (21:13). Ben Tara dał swojej ekipie piłki setowe (24:16). Zmagania w tej odsłonie zakończyła zepsuta zagrywka Tomasa Rousseaux.
Ataki Zouheir El Graoui, blok Ben Tary i as serwisowy Zhukouskiego dały wynik 4:0 dla Stali w secie czwartym. Atak Jankowskiego dał im już wynik 9:4. Stal utrzymywała kilkupunktowy dystans, a w ustawieniu z Ben Tarą na zagrywce odskoczyła już na 16:10. GKS wzmocnił serwis i zaczął odrabiać straty (16:19). Po ataku Abramowicza było już 22:18 i wszystko zmierzało w kierunku tie-breaka. Ostatecznie po błędzie serwisowym Jakuba Jarosza było 25:22 i w meczu 2:2.
Na początku tie-breaka wynik oscylował wokół remisu. Dopiero udany blok pozwolił katowiczanom odskoczyć na 7:5. Po ataku Seganowa na tablicy było 11:8 dla gości i to oni byli bliżej zwycięstwa. Stal nie rezygnowała i po bloku Buszka zbliżyła się na 10:11, ale zraz potem popełniła własne błędy i różnica ponownie wynosiła trzy oczka (10:13). Piłki meczowe katowiczanom dał atak Rousseaux. Mecz zakończył błąd zagrywki.
MVP: Jakub Jarosz
PSG Stal Nysa – GKS Katowice 2:3 (21:25, 24:26, 25:17, 25:22, 12:15)
HOKEJ
sportdziennik.com – Dogrywka rozstrzygnęła
Drugi raz z rzędu hokeiści GKS-u rozegrali dobre spotkanie, ale zdobyli tylko punkt. Szczęście ich omija.
Obie drużyny stworzyły niezwykle ciekawe widowisko z wieloma sytuacjami bramkowymi. A wszystko skończyło się po jednym golu w regulaminowym czasie. Dogrywka przyniosła szybko rozstrzygnięcie, bo po 1:12 min Wojtech Polak zdobył zwycięskiego gola. Tak więc obrońcy tytułu mistrzowskiego z Katowic zaliczyli 4. porażkę z rzędu, choć wcale na nią nie zasłużyli.
Zespół GKS-u, choć pod Wawelem, pojawił się bez obrońcy Jakuba Waackiego oraz napastnika Matiasa Lehtonena to był mocno zdeterminowany. Od pierwszego gwizdka szukał swojej szansy, by w końcu przerwa kiepską serie porażek. Taki sam cel przyświecał gospodarzom, którzy nie zamierzali oddawać pola. Stąd też w 1. tercji wiele składnych akcji oraz soczystych strzałów. Bezbramkowy wynik to zasługa obu bramkarzy Roka Stojanoviciaoraz Johna Murraya. „Pasy” nie wykorzystały 2 razy liczebnej przewagi. Ba, druga z nich mogła się zakończyć stratą gola. W 9 min Bartosz Fraszko, najlepszy punktujący zawodnik GKS-u, otrzymał krążek z własnej strefy i samotnie popędził z nim na bramkę gospodarzy. Uderzył, ale Stojanović wyczuł intencje. W rewanżu Martin Kasperlik, najskuteczniejszy zawodnik gospodarzy, nie zdołał pokonać Murraya. Pod jedną i drugą bramką było gorąco. Shigeki Hitosato nie zdołał skierować krążka do pustej bramki, a w 18 min. Joona Monto trafił w poprzeczkę. Nieco wcześniej ani Radosław Sawicki ani też Roman Rac nie potrafili skierować krążka do siatki.
W 2. odsłonie może tempo akcji nieco spadło, ale to wcale nie oznacza, że nie brakowało okazji do zmiany rezultatu. Bardziej klarowne sytuacje mieli Patryk Wronka, Marek Raczuk oraz ponownie Kasperlik, ale krążek jak zaczarowany padł łupem Murray albo też dziwnym trafem mijał minimalnie bramkę. Goście wcale nie chcieli być dłużni i również groźnie atakowali. Mecz był prowadzony fair i tym razem obyło się bez żadnych wykluczeń. Pewnie między tercjami w obu w szatniach toczyły się ożywione rozmowy jaką akcją można zaskoczyć rywala.
I taka sytucja się pojawiła w 44 min Jirzi Gula podał, ale zmylił czujność rywali i w dogodnej sytuacji posłał krążek obok rozpaczliwie interweniującego Murraya do siatki. Stworzyła się arcyciekawa sytuacja, bo przecież goście chcieli za wszelką cenę zmienić niekorzystny wynik. Japończyk Hitosato po raz 2. w tym spotkaniu mógł wpisać do protokołu, ale znów posłał krążek obok słupka. Na 2:30 min trener Jacek Płachta wziął czas i manewr przyniósł efekt. Przez ponad minutę goście grali w tercji gospodarzy i w końcu Brandon Magee zdołał wepchnąć krążek do siatki. Do końca regulaminowego czasu wszelkie próby zmiany wyniku zakończyły się fiaskiem. A w dogrywce szczęście dopisało „Pasom” i one zapisały na swoim koncie zwycięstwo, ale tym razem za 2 pkt.
hokej.net – Koncertowa gra Pasiuta i Fraszki dała przełamanie GieKSie!
Mistrzowie Polski przełamali się po czterech porażkach z rzędu, wygrywając u siebie z KH Energą Toruń. Katowiczanie trzy razy pokonywali bramkarza gości w liczebnym osłabieniu, a Grzegorz Pasiut wraz z Bartoszem Fraszko zdobyli wspólnie cztery gole i zanotowali pięć asyst.
Szybko rozwiązał nam się worek z bramkami w Katowicach. Spotkanie znakomicie rozpoczęło się dla hokeistów KH Energii Toruń, którzy w 7. minucie wyszli na prowadzenie za sprawą braci Kalinowskich. Kamil zagrał do Michała, a ten sfinalizował akcję przyjezdnych w przewadze po wcześniejszej karze dla Teemu Pulkkinena. Na odpowiedź graczy GKS-u Katowice nie musieliśmy długo czekać i już w 8. minucie mieliśmy remis, do którego doprowadził Marcin Kolusz. Obrońca katowiczan zdecydował się wrzucić gumę z prawego bulika w kierunku bramki strzeżonej przez Mateusza Studzińskiego, a ta zatrzepotała w siatce obok bezradnego golkipera gości. W 14. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie. Hampus Olsson był naciskany przez rywali i gdy wydawało się, że gubi krążek zdołał oddać jeszcze sprytny strzał, który znalazł drogę do bramki.
Ponownie początek nie był najlepszy w wykonaniu mistrzów Polski, którzy popełniali proste błędy i to zemściło się w 23. minucie, kiedy to Niki Koskinen doprowadził do wyrównania. „Stalowe Pierniki” poszły za ciosem i w 28. minucie Michał Kalinowski zakończył kontrę, wyprowadzając swój zespół drugi raz w tym meczu na prowadzenie. Dla zawodnika gości było to również drugie trafienie w tym meczu. Chwilę później na ławce kar wylądował Mateusz Bepierszcz i gra przyjezdnych się posypała. W rolach głównych wystąpili Bartosz Fraszko oraz Grzegorz Pasiut. Najpierw Fraszko asystował przy golu w osłabieniu Pasiuta, a po kilku sekundach kapitan GieKSy odwdzięczył się notując asystę po bramce w osłabieniu Fraszki. W 33. minucie Pasiut dopadł do bezpańskiego krążka i ustrzelił dublet w tym starciu. W 37. minucie swoje drugie trafienie zaliczył również Fraszko, a trzecie gospodarzy w osłabieniu. Napastnik katowiczan wyjechał sam na sam ze Studzińskim i efektownym strzałem spomiędzy nóg pokonał golkipera przyjezdnych.
W trzeciej tercji długo czekaliśmy na kolejne trafienia. Dopiero w 57. minucie Teemu Pulkkinen po raz pierwszy zdobył gola w meczu, a siódmego dla katowiczan. Chwilę przed końcem spotkania Olsson dołączył do Pasiut i Fraszki, zdobywając drugie trafienie. Jednak ostatnie słowo należało do przyjezdnych Illi Korenczuka, który zakończył strzelanie w Katowicach.
Doświadczenie górą. GieKSa lepsza od STS-u
W 25. kolejce Polskiej Hokej Ligi hokeiści GKS Katowice pokonali Marmę Ciarko STS Sanok 3:1. Osłabieni kadrowo goście dopiero w trzeciej tercji stracili dwa gole, które zdecydowały o trzech punktach GieKSy.
Do meczu GieKSa przystąpiła w pełnym składzie, do gry wrócił Jakub Wanacki. Odmiennie przestawiała się sytuacja w składzie gości, gdzie skład przetrzepała choroba. Na antybiotyku i z wysoką gorączką zmagają się Juho Mäkelä, Niko Ahoniemi, Karol Biłas, Szymon Dobosz i Johan Lorraine a kontuzjowany jest Bogusław Rąpała oraz Bartosz Florczak.
Katowiczanie bardzo dobrze weszli w niedzielne spotkanie, bo od gola Joony Monto w drugiej minucie meczu. Fin sprytnie przekierował strzał Shigekiego Hitosato do bramki Salamy i potwierdził dominację gospodarzy w pierwszych minutach spotkania. Jednak potem GieKSiarze pozwolili gościom na rozkręcenie się po karach dla Igora Smala i Brandona Magee. Jednak defensywa na czele z Johnem Murray’em nie pozwalała sanoczanom na wiele, ale i tak gospodarze musieli mocno pilnować szyków obronnych po akcjach Eliota Lorraine’a i Samiego Tamminena. Strzał na prowadzenie 2:0 miał aktywny Bartosz Fraszko, ale tym razem gości uratowała interwencja bramkarza. W ostatniej minucie Jere Karlsson uderzył w poprzeczkę bramki Murraya.
Katowiczanie wyszli na początku drugiej odsłony z opresji gdyż na ławce kar siedział Grzegorz Pasiut. GieKSa przeszła do kontrofensywy, w której nieraz brakowało nieco szczęścia. Swoje sytuacje na drugą bramkę dla GieKSy mieli Lehtonen, Pasiut i Fraszko, ale nie udawało się podwyższyć wyniku mimo wyraźnej przewagi w strefie rywala. Sanoczanie wysłali kilka ostrzeżeń w postaci solowych akcji, aż w 31. minucie doprowadzili do remisu po kontrze 2 na 1 i bramce Gindy z podania Tamminena. To trafienie wystarczająco podrażniło mistrzów Polski, gdyż ci w ostatnich minutach tercji dosłownie zamknęli Marmę Ciarko STS w jej tercji i walczyli o odzyskanie prowadzenia, a blisko powodzeni byli Pulkkinen i Bepierszcz.
Cel GieKSy stał się faktem w 43. minucie, kiedy Christian Blomqvist pewnie wykończył kontrę po błyskawicznych podaniach Lehtonena i Pulkkinena. Goście odpowiadali akcjami Lorraine’a i Heikkenena, ale tym razem GKS wykazywał się dużo większą determinacją i agresją niż w drugiej tercji. Sporym zagrożeniem dla obrony przeciwników był strzelec bramki Blomqvist, inicjujący kolejne groźne akcje GieKSy. W 57. minucie sytuację na dobre uspokoił Bartosz Fraszko, który spokojnie huknął spomiędzy bulików i dał trzeciego gola w meczu dla GieKSy.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze