Dołącz do nas

Piłka nożna

Analiza formacji cz. 3 – pomocnicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Jeśli chodzi o pomocników w rundzie jesiennej, to trzeba by podzielić ten opis na dwa zupełnie odrębne elementy. Pomocników środkowych i skrajnych, gdyż ci pierwsi byli w praktyce non stop w stałym składzie, z pojedynczymi zmianami, drudzy natomiast byli rotowani przez cały czas i nikt nie potrafił wywalczyć sobie żelaznego miejsca na dłużej. Trener wystawiał i na prawej i na lewej stronie wymiennie kilku zawodników, ale żaden z nich nie spisywał się na tyle dobrze, aby kilka meczów z rzędu pograć w wyjściowym składzie. Oto jak wyglądały zestawienia linii pomocy w poszczególnych meczach – po kolei: prawy pomocnik, dwójka defensywnych, ofensywny, lewy pomocnik. W nawiasach piłkarze, którzy w trakcie meczu wchodzili na daną pozycję, choć w niektórych przypadkach ta pozycja może być orientacyjna, bo już w trakcie pobytu na boisku mogli ją zmieniać. Uściślijmy też, że piłkarz, który jest w nawiasie niekoniecznie zmienił tego zawodnika, który jest przed nawiasem – tutaj nie odnotowujemy zmian przeprowadzonych przez sędziego w trakcie meczu, a jedynie rotację na poszczególnych pozycjach, a często bywało tak, że ktoś z ataku przeszedł do pomocy, zmiany następowały też na linii obrona – pomoc.

ŁKS: A.Kowalczyk (Farkas), Duda, Fonfara, Pitry, Wołkowicz
Warta: Chwalibogowski (Farkas), Duda, Fonfara, Pitry, Wołkowicz (A.Kowalczyk)
Cracovia: Czerwiński (Gancarczyk), Duda, Fonfara, Pitry, Wołkowicz
Łęczna: Czerwiński (Gancarczyk), Duda (Cholerzyński), Fonfara, Pitry, Wołkowicz
Zawisza: A.Kowalczyk (Gancarczyk), Duda, Fonfara, Radionow (Cholerzyński), Wołkowicz
Nieciecza: A.Kowalczyk, Duda, Fonfara (Radionow), Pitry, Wołkowicz (Gancarczyk)
Flota: A.Kowalczyk (Czerwiński), Duda, Cholerzyński, Pitry, Gancarczyk (Wołkowicz)
Polonia: Czerwiński (Goncerz), Duda, Fonfara, Pitry, Wołkowicz (Gancarczyk)
Kolejarz: Goncerz (Gancarczyk), Duda, Fonfara (Radionow), Pitry, Wołkowicz
Sandecja: Wołkowicz (A.Kowalczyk), Duda, Fonfara (Goncerz), Pitry, Rakels (Gancarczyk)
Tychy: A.Kowalczyk, Duda, Fonfara, Pitry, Gancarczyk (Goncerz)
Miedź: Gancarczyk (Czerwiński), Duda (Cholerzyński), Fonfara, Pitry, Wołkowicz
Okocimski: Gancarczyk (Radionow), Cholerzyński, Fonfara, Pitry, Wołkowicz (Sobotka)
Arka: Gancarczyk (A.Kowalczyk), Duda (Cholerzyński), Fonfara, Pitry, Wołkowicz
Olimpia: Czerwiński (Goncerz), Cholerzyński, Duda, Fonfara, Gancarczyk (Chwalibogowski)
Stomil: Goncerz (Gancarczyk), Duda, Fonfara, Pitry, Chwalibogowski (Goncerz)
Dolcan: Gancarczyk, Cholerzyński, Fonfara, Pitry, Wołkowicz (Duda)

Środkowi pomocnicy
Tutaj w praktyce ograniczyliśmy się do kwartetu Grzegorz Fonfara, Sławomir Duda, Przemysław Pitry i Kamil Cholerzyński, z czego pierwsza trójka to była absolutnie podstawowe zestawienie. Dość powiedzieć, że w aż 12 z 17 meczów właśnie ci zawodnicy wybiegali razem w pierwszej jedenastce. Duda i Fonfara mieli w tym zestawieniu zadania defensywne, jako defensywni pomocnicy, Pitry natomiast ustawiony był za napastnikiem. Zwróciła uwagę bardzo dobra dyspozycja od początku rundy Dudy, który po kilku latach na poziomie trzeciej ligi trafił w końcu na zaplecze ekstraklasy i nie było bardzo widać braku doświadczenia. Zawodnik strzelił dwie bramki (w tym w debiucie), ale trzeba przyznać, że bardziej skupiał się na zadaniach defensywnych, w przeciwieństwie do Fonfary, który oprócz destrukcji próbował często rozgrywać piłkę. Duda dobrze radził sobie z atakami przeciwników, częstokroć je przerywając w zarodku, wykazywał się twardą grą i czasem zapoczątkowywał po odbiorze akcje GKS. Choćby w meczu z Olimpią Grudziądz pokazał też, że potrafi huknąć z dystansu, niestety wówczas piłka zatrzymała się na poprzeczce. W końcówce rundy zawodnik chyba nieco opadł z sił, ale trzymał przyzwoity poziom. Kilka razy jednak trener sadzał go na ławce lub zdejmował z boiska, wówczas jego miejsce zajmował Cholerzyński.

Właśnie Kufel jest traktowany przez trenera bardziej jako pomocnik niż obrońca. Przez długi okres praktycznie w ogóle nie grał w tej rundzie, ale wyszedł w wyjściowym składzie w meczu z Flotą i spisał się bardzo dobrze. Jeszcze lepiej było w spotkaniu w Legnicy, kiedy w drugiej połowie z obrony przeszedł do pomocy i grał pierwsze skrzypce. W nagrodę od początku meczu w pomocy dostał szansę z Okocimskim, ale tu już – mimo asysty – wypadł nieco bladziej. Ogólnie Kamil pokazał swój potencjał jako pomocnik, ale… który to już raz? Problemem ciągle pozostaje ustabilizowanie formy, widać, że są możliwości i chcielibyśmy aby piłkarz błyszczał choćby tak jak w meczu z Miedzią.

Drugim podstawowym defensywnym pomocnikiem był Grzegorz Fonfara. Bardzo dobry początek rundy, ale potem było gorzej. Zawodnik w każdym meczu popisuje się 2-3 znakomitymi zagraniami, ale jak na swoje umiejętności notował zdecydowanie za dużo strat. Chimeryczność w obrębie jednego meczu bywała irytująca. Zawodnik miał dać ekstraklasową jakość naszej drugiej linii, ale wychodziło mu to tylko czasami. Oczywiście swoje gole strzelił, jak choćby w Poznaniu czy Legnicy.

Dużym zawodem w tej rundzie okazał się Pitry. Spodziewaliśmy się, że po udanej jesieni, w której wiązał pierwszoligowe krawaty, będziemy widzieli zawodnika dalej prezentującego wysoką formę. Niestety w wielu meczach piłkarz był jakby nieobecny, mimo że często przy piłce, nie było tego błysku, otwierających podań, strzałów. On też notował sporo strat w środku boiska. I o ile w rundzie jesiennej zastąpić Pitrego było nierealne (porażka z Okocimskim), o tyle na wiosnę, gdy nagle wypadł ze składu na mecz z Zawiszą, jego absencja nie wpłynęła źle na zespół, bo ten wygrał z obecnym już beniaminkiem ekstraklasy 1:0. Pitry swoje bramki jednak strzelił, a ta w Stróżach dała naszemu zespołowi remis, gole z Łęczną i Dolcanem – zwycięstwa. Niestety w Bytomiu nie wykorzystał rzutu karnego, który mógł przypieczętować wygraną GKS. Z Zawiszą zastąpił Pitrego Radionow, który wtedy jako pomocnik, ale wymieniający się nieco z Rakelsem, spisał się bardzo dobrze. Niestety to był jeden mecz, a cała runda w jego wykonaniu była nieudana, ale zajmiemy się nim w artykule traktującym o napastnikach.

Ogólnie środkowa linia ustabilizowała się, ale w obliczu potencjalnego odejścia Fonfary będzie trzeba ją uzupełnić – prawdopodobnie Kamilem Cholerzyńskim. Wspomnijmy jeszcze o dość dziwnym wariancie, który mieliśmy okazję zaobserwować w Grudziądzu. Wówczas trener przesunął Pitrego do ataku, a w środku pomocy mieliśmy… trzech defensywnych pomocników, z którego rola ofensywnego przypadła Fonfarze. Trzeba przyznać, że to specyficzne ustawienie nie wyróżniło się ani in plus, ani in minus.

Skrajni pomocnicy
Prawa i lewa pomoc to były dwie najbardziej niestabilne pozycje z całej wyjściowej jedenastki. Po rundzie jesiennej i sparingach wydawało się, że Arkadiusz Kowalczyk na stałe wywalczy miejsce po prawej stronie. Okazało się jednak, że już po pierwszym słabym meczu z ŁKS powędrował na ławkę rezerwowych. W Poznaniu zastąpił go Bartłomiej Chwalibogowski, co było bardzo dziwnym pomysłem trenera, ale tak naprawdę tylko na jedną połowę. Potem na tej pozycji grali jeszcze Alan Czerwiński, Grzegorz Goncerz i Janusz Gancarczyk, ale żaden z nich nie potrafił wywalczyć miejsca w pierwszej jedenastce na dłużej niż kilka meczów. Najczęściej bywało tak, że zawodnik rozegrał 1, 2 lub 3 mecze, potem siadał na ławce, zastępował go ktoś inny i ewentualnie wchodził z ławki próbując pokazać swoją przydatność. Można powiedzieć, że żaden z zawodników nie wywalczył sobie miejsca, ale żaden też nie został definitywnie odsunięty i po czasie znów dostawał swoją szansę. Jedynym, który długo na tę szansę musiał czekać był Grzegorz Goncerz. Zawodnik ten od środkowej części rundy zaczął się co jakiś czas pojawiać w zespole i już w Bytomiu od razu wywalczył rzut karny. Potem jednak w meczu w Stróżach grał przeciętnie. Za to końcówka rundy należała do niego – był bardzo aktywny, konstruował groźne akcje i często strzelał. Zdobył bramkę w Grudziądzu, ale zarówno tam, jak i w Olsztynie miał kilka znakomitych sytuacji, w których zaszwankowała skuteczność. Dodajmy też, że Grzegorz kilka razy wystąpił na lewej stronie, co oceniamy jako nietrafiony pomysł – to wybitnie piłkarz prawonożny i grając na lewej flance musi… zmieniać nogę, co znacząco spowalnia akcje, jak chociażby w meczu z Tychami.

Co do wspominanego wcześniej Arkadiusza Kowalczyka, to aż dziwne jest, że piłkarz, który tak dobrze prezentował się zimą, na wiosnę nie potrafił odnaleźć formy. Był murowanym kandydatem na piłkarza pierwszej jedenastki, ale gdzieś od pierwszego meczu coś nie poszło tak jak trzeba. Potem starał się, gdy wchodził w kolejnych meczach na boisko, ale nie potrafił przekonać trenera do siebie. Szkoda, bo z taką walecznością w pierwszej lidze można wiele osiągnąć. Miejmy nadzieję, że w nowym sezonie będzie lepiej. W końcówce Arek zagrał kilka razy w ataku, ale również blado to wypadło.

Alan Czerwiński to zawodnik zdecydowanie mający inklinacje ofensywne i jest pożytecznym zawodnikiem w pomocy. Pokazał to choćby w meczu w Legnicy, kiedy to po jego podaniu (lub presji na rywalu) Deniss Rakels strzelił pierwszego gola. Alanowi brakuje co prawda trochę skuteczności pod bramką rywala, ale na pewno ma potencjał ofensywny.

W końcu piłkarz, którego śmiało możemy nazwać wzmocnieniem. Janusz Gancarczyk co prawda jeszcze nie pokazał bardzo na co go stać, ale momentami jak przyspieszył na skrzydle, było widać w tym sporą jakość. Mocne dośrodkowania były jednak nieprecyzyjne, a i koledzy nie najlepiej się ustawiali na wstrzelone piłki (zwłaszcza w końcówce rundy), natomiast te akcje pokazywały, że może być dobrze. Piłkarz podpisał nowy kontrakt z GKS, przepracuje okres przygotowawczy (co prawda nie ten ważniejszy – zimowy), ale można spodziewać się z jego gry więcej. Potrafił strzelić gola Okocimskiemu czy zaliczyć asystę z Dolcanem. Może być dobrze na jesień, jeśli piłkarz ustabilizuje formę, bo kilka słabszych meczów również się zdarzyło.

Dodajmy jeszcze proforma, że w dwóch pierwszych meczach na zmiany wchodził do pomocy Michal Farkas. To były niezłe zmiany Słowaka i jak mówił trener – szykowany był od pierwszej minuty na mecz z Cracovią. Niestety uraz uniemożliwił mu występ, potem okazji już nie miał i GKS rozstał się z nim. Jak go krytykowaliśmy już nieraz, tak końcówka rundy jesiennej i te dwie zmiany były na plus. Szkoda zawodnika.

Na lewej stronie aż takiej rotacji nie było, ale jednak też miała ona miejsce. Najczęściej oglądaliśmy Krzysztofa Wołkowicza, który już przyzwyczaił nas, że potrafi rozgrywać mecze naprawdę niezłe, jak i… fatalne. Brak stabilizacji formy to na dzień dzisiejszy największy problem zawodnika. Widać też, że im dalej w rundę, tym gorzej. Pomocnik ma spory kredyt zaufania u trenera Góraka, więc ma jeszcze czas, żeby powalczyć o pierwszy skład na stałe, tym bardziej, że szkoleniowiec zapewnia, że właśnie chce, aby tak się stało.

Na lewej stronie pogrywał też Janusz Gancarczyk, a także incydentalnie Grzegorz Goncerz (o czym pisaliśmy), Bartłomiej Chwalibogowski, Bartosz Sobotka czy nawet Deniss Rakels. Chwalibogowski zagrał na tej pozycji w meczu z Olimpią Grudziądz od 67. minuty i wniósł naprawdę dużo w tamtym meczu. Manewr został powtórzony od początku meczu w Olsztynie, ale tam już nie było tak dobrze. Na pewno to chwilowa roszada, bo Bartłomiej, który również podpisał nową umowę, jest w tej chwili ewidentnie lewym obrońcą. Bartosz Sobotka zaliczył epizod w meczu z Okocimskim, ciekawa natomiast była obecność na lewej pomocy Denissa Rakelsa w meczu z Sandecją. Łotysz mówił po meczu, że nie czuje się najlepiej na tej pozycji i woli grać w ataku, ale to spotkanie w jego wykonaniu (grał tam przez pierwszą połowę), było całkiem niezłe.

Podsumowanie
O ile środek pomocy był bardzo stały i tutaj trener nie musiał za bardzo kombinować, o tyle skrzydła rotowały się cały czas. Na dzień dzisiejszy wydaje się, że największe szanse na grę w nowym sezonie na prawej i lewej pomocy mają odpowiednio: Janusz Gancarczyk i Krzysztof Wołkowicz. Na lewej stronie powoli zaczyna nie być alternatywy dla Wołka, natomiast Gancarczyk pokazał, że tkwi w nim duży potencjał i miał udaną końcówkę rundy. Jeśli chodzi o środek pomocy, to w przypadku odejścia Fonfary prawdopodobnie na stałe do składu wskoczy Kamil Cholerzyński. Ogólnie była to niezła runda w wykonaniu środkowej linii, ale bez błysku. Natomiast dała nam nadzieję, podobnie jak pozostałe formacje (obrona i bramkarz) na dobrą przyszłość…

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga