Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd doniesień mediów: Skrzydłowy wypadł na długo

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

W czwartej kolejce Ekstraligi Kobiet piłkarki GKS-u wygrały na wyjeździe z AZS UJ Kraków 2:1 (1:0) i zajmują piątą lokatę w tabeli. Piłkarze, korzystając z przerwy reprezentacyjnej rozegrali spotkanie towarzyskie z Banikiem Ostrava. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ.

Siatkarze w ramach przygotowań do startu PlusLigi rozegrali sparing ze Stalą Nysa w którym wygrali 4:0. W najbliższy piątek i sobotę rozegrane zostaną spotkania towarzyskie z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Do składu drużyny dołączył ostatni zawodnik: Gonzalo Quiroga.

W ubiegłym tygodniu hokeiści rozegrali test mecz z drużyną GKS-u Tychy, w którym wygrali 3:2. Do kadry zespołu dołączył obrońca Aleksandr Jakimienko.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – Skrzydłowy wypadł na długo

Zerwanie więzadła krzyżowego przedniego oraz uszkodzenie łąkotki bocznej. Taką diagnozę usłyszał Dominik Kościelniak.

Boczny pomocnik GieKSy doznał urazu w końcówce pierwszej połowy felernego niedzielnego spotkania z Chrobrym Głogów (0:4). Obserwatorzy przyznawali, że trzask na pustym stadionie w Polkowicach był wyraźnie słyszalny i zwiastował najgorsze. Potwierdził to rezonans. Mecz z Chrobrym, w którego barwach Kościelniak przed laty wchodził do seniorskiej piłki, był jego ostatnim na wiele miesięcy. To, że wróci do optymalnej dyspozycji przed zakończeniem tego sezonu, jest dziś scenariuszem bardzo optymistycznym.

Dla GKS-u to oczywiście fatalna wiadomość. Choć 26-latek nie strzelił w tym sezonie gola i nie zaliczył asysty, to był w zespole czołowym skrzydłowym. Trener Rafał Górak traktował go jako pierwszy wybór na tej pozycji. Jeśli tylko był zdrowy – wybiegał w podstawowym składzie. 2-krotnie tworzył boki pomocy z Krystianem Sanockim, 2-krotnie – z Danianem Pawłasem, raz z Arkadiuszem Woźniakiem.

Gdy w spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec nie zagrał z powodu urazu, na skrzydłach biegali Pawłas i Szymon Kiebzak, który dopiero wraca do optymalnej dyspozycji po wielotygodniowej absencji. Uraz dokuczał też młodzieżowcowi Patrykowi Szwedzikowi, posiadającemu niewielkie doświadczenie. Pawłas i Woźniak z kolei są też brani pod uwagę do gry na bokach obrony i tam ostatnio występowali. Szkoleniowcowi GieKSy brak Kościelniaka ograniczy zatem pole manewru, a na razie licznik 26-latka zatrzyma się w Katowicach na 34 meczach i 4 zdobytych bramkach.

Losy poprzednich zawodników, którym w Katowicach przytrafiło się zerwanie więzadeł, nie toczyły się dla nich przy Bukowej korzystnie. Dominik Bronisławski w GieKSie już nie zagrał, po wyleczeniu się pół roku był bez klubu, odbudował się w III-ligowej Stali Brzeg i dziś jest rezerwowym w Skrze Częstochowa.

Mateusz Broda z kolei po zakończeniu rehabilitacji zdołał wystąpić tylko w spotkaniu z Sokołem Ostróda, gdy drużyna była już pewna awansu. Latem stoper trafił na wypożyczenie do Podhala Nowy Targ, ale furory póki co w III lidze nie robi. Zaliczył tylko 45 minut w przegranym spotkaniu ze Stalą Stalowa Wola.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Gonzalo Quiroga wraca do GKS-u Katowice

Skład siatkarskiego GKS-u Katowice na sezon 2021/2022 PlusLigi zamyka argentyński przyjmujący Gonzalo Quiroga, który występował w barwach tego klubu w latach 2017-2019.

28-letni argentyński przyjmujący pochodzący z San Juan to postać doskonale znana kibicom GKS-u Katowice. Quiroga, wychowanek Obras Sanitarias, dołączył po raz pierwszy do składu katowickiej drużyny w 2017 roku, natomiast wcześniej występował we włoskim Tonazzo Padwa (2014-16), a także w Stanach Zjednoczonych, gdzie grał i uczył się na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles (macierzystej uczelni naszego rozgrywającego Micaha Ma’a).

Argentyńczyk rozegrał dla GKS-u 47 spotkań w PlusLidze, w których łącznie zdobył 386 punktów, z tego 39 zagrywką i 22 blokiem. Pod koniec sezonu 2017/2018 Gonzalo Quiroga doznał urazu barku, który wymagał długiej rehabilitacji i wyraźnie zahamował siatkarską karierę zawodnika. Po opuszczeniu szeregów GieKSy zagraniczny przyjmujący występował w BKS-ie Visła Bydgoszcz, a ostatni sezon spędził we francuskim zespole Cambrai VB, który na koniec ostatniej edycji rozgrywek Ligue A zajął miejsce w najlepsze czwórce rozgrywek. W 29 spotkaniach sezonu Quiroga punktował 339 razy (26 asów serwisowych, 22 punktowe bloki) i zanotował 42,57 proc. przyjęcia perfekcyjnego.

– Poszukiwania ostatniego zawodnika trwały bardzo długo, bo chcieliśmy znaleźć osobę, która będzie spełniała nasze zapotrzebowanie, zwłaszcza w elemencie przyjęcia. Wówczas pojawiła się opcja zatrudnienia Gonzalo. Znamy go doskonale, zobaczyliśmy wiele jego meczów w lidze francuskiej i widzieliśmy, że spełnia nasze wymagania w tym zakresie. Poza tym zawsze był dobrym duchem zespołu i mam nadzieję, że tak będzie nadal – powiedział dyrektor siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice Jakub Bochenek.

 

GKS w sparingu lepszy od Stali Nysa

GKS Katowice w swoim pierwszym wyjazdowym sparingu przed startem sezonu mierzył się ze Stalą Nysa, z którą wcześniej mierzył się w ramach cyklu PreZero Grand Prix. W składzie rywali znajdowały się doskonale znane kibicom GieKSy, rozgrywający Marcin Komenda i przyjmujący Kamil Kwasowski. W pierwszej szóstce katowickiej ekipy zadebiutował rozgrywający Micah Ma’a, który miał za sobą kilka dni treningów z drużyną.

GKS pewnie wygrał każdego z czterech rozegranych setów, a najlepiej punktującym graczem naszej ekipy był Jakub Szymański, który w czterech rozegranych setach zdobył 17 punktów, w tym aż 5 blokiem i 2 zagrywką. Katowiczanie przeważali nad nysanami w każdym elemencie gry i popełniali mniej błędów skutkujących utratą punktu. Szczególnie wyraźna różnica między obiema ekipami była w punktowym bloku (13:7) i w skuteczności w kontrataku.

– Za nami kolejne granie w szóstkach, miłym akcentem była z pewnością publiczność na trybunach. Cieszymy się ze zwycięstwa i naszej postawy, bo za nami jest pierwszy tydzień przygotowań, w którym mogliśmy faktycznie trenować sześciu na sześciu. Po zawodnikach widać było duży głód gry; rozgrywający Micah Ma’a, który dołączył niedawno do nas, wykonał dziś bardzo dobrą pracę tak jak reszta drużyny. Największy problem tego spotkania jest taki, że nie przyznaje się za nie żadnych punktów. Wygrana cieszy, ale najważniejsze będą wygrane i punkty w lidze, a takie mecze jak ten pomagają w budowaniu dobrej atmosfery w grupie i przekonania się, że wykonujemy dobrą pracę – mówił po spotkaniu trener Grzegorz Słaby.

Kolejne sparingowe sprawdziany siatkarskiej GieKSy będą miały miejsce w dniach 10 i 11 września. Najpierw zagra w hali OS Szopienice z Grupa Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, a dzień później nastąpi rewanż w Głogówku.

Stal Nysa – GKS Katowice 0:4 (23:25, 21:25, 19:25, 21:25)

[…] GKS Katowice: Ma’a, Jarosz, Hain, Kania, Kogut, Szymański, Mariański (libero) oraz Drzazga, Lewandowski, Nowosielski, Domagała, Ogórek (libero)

 

HOKEJ

hokej.net – Udane testy. Jakimienko podpisał kontrakt

Aleksandr Jakimienko został nowym zawodnikiem GKS-u Katowice. Rosyjski defensor złożył podpis pod rocznym kontraktem.

Jakimienko (180 cm, 92 kg) urodził w estońskim Tallinie. Swoją poważną przygodę z hokejem zaczynał od występów w młodzieżowej drużynie łotewskiego klubu Valmiera, a następnie grał w hokejowej akademii austriackiego Red Bull Salzburg.

24-letni defensor ma w swoim dorobku blisko 150 meczów na zapleczu KHL, ale w poprzednim sezonie nie grał. Tak przynajmniej donoszą portale statystyczne.

Aleksandr Jakimienko wystąpił we wszystkich dotychczasowych sparingach GKS-u przed startem sezonu 2021/22. Strzelił on bramkę w wyjazdowym meczu towarzyskim z nowotarskim Podhalem (3:4).

– Aleksandr został zaproszony na testy i pokazał się z dobrej strony w sparingach z topowymi zespołami naszej ligi. Tym samym swoją postawą zapracował na kontrakt z naszym klubem – powiedział dyrektor sekcji hokeja na lodzie Roch Bogłowski.

– Czuję się w w Katowicach naprawdę bardzo dobrze. Ostatnie tygodnie treningów były naprawdę wymagające, zwłaszcza wtedy, gdy część chłopaków wyjechała na kwalifikacje olimpijskie i musieliśmy grać bez nich sparingi. Cieszę się, że moja postawa została doceniona przez sztab trenerski – dodał Aleksandr Jakimienko.

 

GieKSa lepsza od tyszan

Hokeiści GKS Katowice w piątkowy wieczór pokonali GKS Tychy 3:2. Gola na wagę zwycięstwa zdobył dwie minuty przed końcem spotkania Patryk Wronka.

Po pierwszej odsłonie więcej powodów do zadowolenia mieli tyszanie, bo to oni prowadzili 1:0. Macieja Miarkę w 15. minucie pokonał Dienis Sierguszkin.

GieKSa lepiej zaprezentowała się w drugiej odsłonie, a efektem tego były dwa gole. Chwilę po wznowieniu gry wyrównał Carl Hudson, wykorzystując dobre dogranie Matiasa Lehtonena. Prowadzenie podopiecznym Jacka Płachty dał Patryk Wajda, który minął jednego z tyskich obrońców i zaskoczył Ondřeja Raszkę uderzeniem pod poprzeczkę.

W barwach GKS-u Tychy wystąpił testowany Renārs Kārkls. 22-letni Łotysz w 45. minucie doprowadził do wyrównania, zaskakując Macieja Miarkę uderzeniem spod linii niebieskiej.

Ostatnie słowo w tym spotkaniu należało do katowiczan, a konkretnie do Patryka Wronki. 26-letni skrzydłowy uderzył „z kolana” i zapewnił zwycięstwo swojemu zespołowi.

– To był dość intensywny mecz, jak na sparing. Myślę, że nasza gra jest coraz lepsza i cieszy wygrana. To na pewno w szatni wprowadzi większą pewność siebie – wyjaśnił „Wronczi”.

– Dzisiaj dobrze graliśmy pressingiem i z tego aspektu na pewno możemy być zadowoleni. Jutro kolejny rywal i musimy jeszcze lepiej przede wszystkim zagrać taktycznie – dodał.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga