Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd mediów: Powrót do tradycji? GKS Katowice wygrał po tie-breaku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy. W „prasówce” znajdziecie również fragmenty materiałów dotyczących pracy z młodzieżą w Akademii Młoda GieKSa. 

W minionym tygodniu piłkarze pokonali w niedzielę drużynę Motoru Lublin 2:1 (0:0) umacniając się na pozycji wicelidera. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Piłkarki zakończyły rundę jesienną na szóstym miejscu w tabeli z szesnastoma punktami.

Siatkarze rozegrali jedno spotkanie w którym wygrali w Nysie ze Stalą 3:2. Obecnie siatkarze, po dziesięciu rozegranych meczach zajmują szóste miejsce w tabeli z osiemnastoma punktami. Drużyna najbliższy mecz zagra na wyjeździe z Asseco Resovią Rzeszów w piątek. Hokeiści rozegrali trzy spotkania: w piątek z Zagłębiem w Sosnowcu, w którym wygrali 7:2. W niedzielę i poniedziałek drużyna rywalizowała ze Stoczniowcem Gdańsk. W obu spotkania wygrała GieKSa: 2:1 oraz 6:0.

 

PIŁKA NOŻNA

tylkokobiecyfutbol.pl – Ekstraliga od marca do maja. Znamy ramowy kalendarz rozgrywek rundy wiosennej

Według ramowego kalendarza start rundy wiosennej zaplanowano na weekend 6/7 marca 2021. Jedenaście serii spotkań ma zostać rozegrane przez trzy miesiące i tak ostatnia kolejka sezonu ma zostać rozegrana w ostatni weekend maja 2021.

12. kolejka – 6/7 marca 2021 r.

13. kolejka – 13/14 marca 2021 r

14. kolejka – 27/28 marca 2021 r.

15. kolejka – 1 kwietnia 2021 r.

16. kolejka – 17/18 kwietnia 2021 r.

17. kolejka – 24/25 kwietnia 2021 r

18. kolejka – 1/2 maja 2021 r.

19. kolejka – 8/9 maja 2021 r.

20. kolejka – 15/16 maja 2021 r.

21. kolejka – 22 maja 2021 r

22. kolejka – 29 maja 2021 r

 

mloda-gieksa.pl – Utalentowane zawodniczki UKKS Katowice rozpoczną treningi w ”Młodej GieKSie”

Utalentowane zawodniczki UKKS Katowice z roczników 2007, 2008 i 2009 rozpoczną treningi w Młodej GieKSie.

Bardzo się cieszymy, że zawodniczki, które swoją piłkarską przygodę zaczynały w UKKS Katowice, trafią na treningi do naszej Akademii, a w przyszłości będą reprezentowały barwy katowickiej GieKSy w rozgrywkach ligowych.

[…] Na zajęcia Młodej GieKSy trafi grupa utalentowanych młodych zawodniczek UKKS Katowice z rocznika 2007, które będą rywalizowały o miejsce w drużynie U15 grającej na wiosnę w rozgrywkach Centralnej Ligi Juniorek oraz zawodniczek z roczników 2008 i 2009, które będą rywalizowały o miejsce w drużynie U13 grającej w turniejach eliminacjach Mistrzostw Polski.

 

Wywiad z Mariuszem Kiecą – koordynatorem sekcji hokeja

Zapraszamy na wywiad z Mariuszem Kiecą – koordynatorem sekcji hokeja, który nową funkcję pełni w naszej akademii od października.

[…] – Drużyny akademii występują w rozgrywkach ligowych w trzech kategoriach wiekowych. Jakie cele stawia Pan przed tymi drużynami?

MK: Uważam, że dużym sukcesem jest budowanie czegoś od początku i w 3,5 roku od powstania, doprowadzenie do obecnego poziomu. Tak krótki okres funkcjonowania akademii i 3 drużyny grające w lidze to naprawdę duży sukces. Do tego należy dodać 2 grupy minihokeja, które nie uczestniczą jeszcze w rozgrywkach ligowych oraz grupy naborowe, w których uczestniczy łącznie ponad 50 dzieci i liczba ta stale rośnie. Oczywiście optymalnym jest, aby każda drużyna była dwurocznikowa i w każdym roczniku było co najmniej 12-14 zawodników, w tym 1 bramkarz do czego dążymy. Tak zbudowane drużyny pozwalają na optymalną pracę, wprowadzają element rywalizacji w drużynie, a co za tym idzie podniesienie poziomu sportowego zawodników. Rozgrywki ligowe traktujemy jako sprawdzian tych elementów, nad którymi pracujemy na treningach. Chcemy w każdym meczu osiągać jak najlepsze wyniki, na miarę naszych możliwości sportowych. Chcemy jako trenerzy, aby zawodnicy w każdym meczu grali na 100 procent swoich możliwości.

– Trwają aktualnie nabory. W jaki sposób one się odbywają oraz czy jest duże zainteresowanie hokejem wśród dzieci?

MK: Obecnie nabory odbywają się 2 razy w tygodniu, przeważnie w środy i soboty. Zajęcia naborowe odbywają się w dwóch grupach, którym poświęcamy dużo uwagi. Pierwsza grupa trenuje  w sprzęcie bez kijów stawiając pierwsze kroki na lodzie. Następnie przechodzi kurs, który składa się z  12 zajęć w oparciu o nasz program, a po tych zajęciach zdaje egzamin. Egzamin pozwala przejść na wyższy poziom treningu z kijem i krążkiem. Druga grupa to strefa, gdzie dzieci pod okiem trenerów uczą się podstaw jazdy na łyżwach i utrzymania równowagi. Obecna sytuacja nieco wstrzymała nasze niektóre aktywności naborowe, które w dużej mierze  związane są z bliską współpracą z katowickimi przedszkolami na czele z przedszkolem w Murckach i z projektem ,,Lodowe Przedszkole”. Natomiast zainteresowanie nie słabnie i staramy się to w pełni wykorzystać.

– Co należy zrobić, aby rozpocząć treningi hokejowe?

MK: Najważniejsze, to przyjście na zajęcia naborowe, gdzie dzieci dostają na trening łyżwy i kask. Rodzic nie musi się niczym przejmować. Najlepszym wiekiem, aby rozpocząć przygodę z hokejem jest wiek przedszkolny. Obecnie dzieci rozpoczynają naukę jazdy na łyżwach w wieku 4-6 lat.

– Pandemia koronawirusa wstrzymała projekt realizowany w Akademii pod nazwą „Lodowe Przedszkole”. Czy jest planowane wznowienie projektu, gdy sytuacja w Polsce ulegnie poprawie?

MK: Oczywiście, kiedy będzie tylko możliwość planujemy wznowić projekt ,, Lodowe Przedszkole”. Jest to nasz flagowy projekt i bardzo liczyliśmy w tym sezonie na kontynuację tych działań ze względu na duże zainteresowanie dzieci i przedszkoli, z którymi współpracujemy. Obecnie pozostaje nam skupienie się na działaniach komunikacyjnych, aby informacje o naszych zajęciach trafiały do przedszkoli, które z nami współpracowały lub będą współpracować w przyszłości, gdyż to jest nasza grupa docelowa.

 

sportdziennik.com – To mogło być wielkie święto

Rozmowa z Kamilem Cholerzyńskim, wychowankiem GieKSy i byłym zawodnikiem Motoru Lublin.

Jest pan wychowankiem GieKSy, a 2017 rok spędził pan w Lublinie. Z jakimi emocjami wypatruje pan niedzielnego (12.45) spotkania z Motorem przy Bukowej?

Kamil CHOLERZYŃSKI: – Oczekiwanie byłoby zupełnie inne, gdyby mecze odbywały się przy pełnych trybunach. Ze znajomych, z którymi grałem w Motorze, został tam tylko Marcin Michota. Nie ukrywam za to, że pozostaję w kontakcie z kibicami Motoru, mamy dobre relacje, od czasu do czasu wymienimy wiadomości, pytają, co u mnie…

Gdy tylko okazało się, że będziemy w jednej lidze, bardzo nastawiali się na wyjazd na GieKSę. Szkoda zatem, że ten mecz odbędzie się w takich okolicznościach, bez publiczności. Z kibicami byłoby to duże święto, od ostatniego spotkania GKS-u z Motorem minęło 10 lat, a to szmat czasu.

[…] A co słychać dziś u Kamila Cholerzyńskiego?

Kamil CHOLERZYŃSKI: – Pracuję z rocznikiem 2007 w Akademii Młoda GieKSa. To jeden z naszych roczników flagowych i prowadzenie go jest dla mnie zaszczytem. Rozwijają się nie tylko zawodnicy, ale także ja dzięki nim. Jestem też koordynatorem 11-osobowej piłki w Akademii, obserwuję rozwój naszych zawodników, czuwam wspólnie z innymi trenerami nad trzymaniem się naszego modelu pracy, udoskonalaniem go.

Do tego pełnię funkcję asystenta trenera Michała Chmielowskiego w drużynie rezerw. Jeśli jest potrzeba, wybiegam na boisko i występuję w klasie okręgowej, ale gdy pojawia się możliwość, ustępuję miejsca młodszym. Ja już moje piłkarskie marzenie spełniłem, bo chciałem wystąpić w pierwszej drużynie GieKSy i przez lata trochę tych spotkań „nastukałem”, a teraz nie chcę stać na drodze marzeń innych.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Pięciosetowy bój w Nysie, dwa punkty dla GKS-u

Niezwykle zacięty pojedynek stoczyli ze sobą w niedzielny wieczór siatkarze Stali Nysa i GKS-u Katowice. Spotkanie 15. kolejki rozstrzygnęło się dopiero po walce w tie-breaku.

[…] Lepiej mecz w Nysie otworzyli gospodarze, którzy po ataku Moustaphy M’Baye prowadzili 7:4. Katowiczanie nie pomagali sobie popełniając błędy. Siatkarze z Nysy byli bardziej konsekwentnie, kończyli kolejne kontrataki (12:8). Gdy w aut piłkę posłał Kamil Kwasowski pierwszy czas wykorzystał trener Słaby (14:9). Szkoleniowiec GKS-u sięgnął po podwójną zmianę. Skuteczne ataki Wiktora Musiała i dobra gra blokiem Miłosza Zniszczoła pozwoliła gościom odrobić część strat.

[…] Po asie Bartłomieja Lemańskiego drugą przerwę wykorzystał jeszcze szkoleniowiec GKS-u (23:16). Po czasie środkowy dołożył jeszcze jednego asa. Atak Jakuba Jarosza i potrójny blok katowiczan pozwoliły GKS-owi obronić dwie piłki setowe. Trener Stelmach zdecydował się interweniować, a po przerwie blok skutecznie obił Łukasz Łapszyński, kończąc seta.

Z nową energią w drugiego seta weszli katowiczanie. Pewne ataki Jakuba Szymańskiego wyprowadziły GKS na prowadzenie 7:4. W kolejnych akcjach nie brakowało ciekawych wymian, jednak skuteczniej na siatce prezentowali się goście. Przy stanie 11:6 dla GKS-u w Stali nastąpiła podwójna zmiana, na boisko weszli Filip i Szczurek. Skuteczne ataki Bartosza Bućko i błędy rywali pozwoliły gospodarzom zmniejszyć straty (9:12). W kolejnych akcjach trwała zacięta, choć niepozbawiona pomyłek gra.

[…] Kolejne akcje to zacięta walka (21:22). Dopiero atak Kwasowskiego i blok na Ben Tarze dały piłki setowe przyjezdnym (21:24). Po czasie dla trenera Stelmacha seta zakończył atakiem Jarosz.

Od początku trzeciej partii żaden z zespołów nie był w stanie wyjść na wyraźne prowadzenie (9:9). Dobre wejście zaliczył Kamil Długosz (13:13). W dalszej fazie seta sytuacja na boisku nie ulegała zmianie, ręki nie wstrzymywali skrzydłowi obu zespołów (15:15). Dopiero końcowej fazie seta goście zaczęli się mylić i gdy Stal wyszła na prowadzenie 18:16, o czas poprosił trener Słaby. Po tej interwencji GKS szybko odrobił straty i po efektownym zagraniu z szóstej strefy Szymańskiego przerwę wykorzystał szkoleniowiec gospodarzy (18:18).

[…] Efektowny atak Ben Tary dał serię piłek setowych siatkarzom z Nysy (24:20). Już pierwszą z nich wykorzystał M’Baye.

Po asie Marcina Komendy było już 3:0 dla Stali. Katowiczanie nie mieli zamiaru odpuszczać i dzięki kontratakowi Kohuta zmniejszyli straty (8:7). Za sprawą skutecznych ataków Ben Tary Stal ponownie odskoczyła na dwa punkty (11:9), ale szybko straciła przewagę (11:11). W kolejnych akcjach trwała zacięta walka, coraz pewniej punktował Sławomir Stolc (14:15).

[…] Siatkarze obu drużyn walczyli o każdą piłkę, jednak na nieznacznym prowadzeniu pozostawali goście.

[…] Po ataku Jarosza przerwę wykorzystał trener Stelmach. Następnie gospodarzom został odgwizdany błąd ustawienia (21:23). Zwycięstwo GKS-u w tym secie przypieczętował atakiem przez środek Kohut.

Od pierwszych akcji tie-breaka nie brakowało zdecydowanych zagrań (4:4). Gdy z zagrywką Jakuba Jarosza nie poradził sobie Bućko, GKS zbudował dwupunktową przewagę, a o czas poprosił trener Stelmach (5:7). Sygnał do zmiany stron dał celnym atakiem Jarosz (6:8). W dalszej fazie seta nie do zatrzymania był Szymański (8:11). Końcówka to głównie błędy obu zespołów (9:14). Chociaż po bloku na Jaroszu i kontrataku Ben Tary Stal obroniła dwie piłki meczowe, po czasie dla trenera Słabego kropkę nad i postawił Stolc.

MVP: Jakub Jarosz

Stal Nysa – GKS Katowice 2:3 (25:18, 21:25, 25:20, 23:25, 11:15)

 

polsatsport.pl – Powrót do tradycji? GKS Katowice wygrał po tie-breaku

Siatkarze GKS Katowice wygrali na wyjeździe ze Stalą Nysa 3:2 (18:25, 25:21, 20:25, 25:23, 15:11) w meczu 15. kolejki PlusLigi. Było to szóste zwycięstwo podopiecznych trenera Grzegorza Słabego w tym sezonie, a drugie po tie-breaku właśnie z ekipą beniaminka.

Zdecydowanymi faworytami tego spotkania byli katowiczanie. Początek spotkania jednak wcale tego nie pokazał.

[…] Porażka w premierowej odsłonie wyraźnie nie spodobała się katowiczanom. Po zmianie stron zaczęli grać zdecydowanie lepiej i tym razem to oni kontrolowali przebieg seta. Co prawda w końcówce siatkarze Stali złapali kontakt punktowy (21:22), ale ostatecznie z wyrównania mogli cieszyć się podopieczni trenera Grzegorza Słabego, którzy wygrali 25:21.

Trzecia partia była najbardziej wyrównana. Od początku walka toczyła się punkt za punkt, lecz na finiszu wyższy bieg wrzucili gospodarze, a szczególnie Wassim Ben Tara, który był nie do zatrzymania na siatce. Stal zwyciężyła 25:20 i ponownie wyszła na prowadzenie w całym spotkaniu.

Podopieczni trenera Stelmacha znakomicie otworzyli też czwartą partię. Już na starcie prowadzili 4:1, ale sytuacja ta nie potrwała długo, bo po chwili na tablicy wyników pojawił się remis 11:11. W końcówce gospodarze popełnili absurdalny błąd ustawienia, co w efekcie kosztowało ich później porażkę w czwartej odsłonie 23:25. O losach spotkania musiał więc zadecydować tie-break.

Piąte partie to specjalność siatkarzy z Katowic. Udowodnili to także w Nysie. Po fragmencie zaciętej rywalizacji na zagrywce pojawił się Jakub Jarosz i dał swojemu zespołowi odetchnąć wyprowadzając go na dwupunktowe prowadzenie (7:5). Katowiczanie nie oddali go do samego końca i wygrali całe spotkanie 3:2.

 

HOKEJ

hokej.net – Męczarnie za trzy punkty

Hokeiści GKSu Katowice w niedzielny wieczór pokonali GKH Stoczniowiec Gdańsk 2:1. Nie było to łatwe spotkanie dla gospodarzy gdyż długo bili głową w mur, a zwycięską bramkę zdobyli dopiero w 48. minucie za sprawą Patryka Krężołka.

Gospodarze na mecz przeciwko Stoczniowcowi wyszli podbudowani wysokim zwycięstwem nad zamykającym tabelę Zagłębiem Sosnowiec. Chociaż w szeregach „GieKSy” nie wystąpił już strzelec ostatniej bramki w piątkowym meczu, Filip Stoklasa, to na papierze katowiczanie mieli więcej argumentów, aby zdecydowanie wygrać to spotkanie. Jednak wszystko zweryfikował jak zwykle lód. A na nim doświadczeniu i umiejętnościom gospodarzy gdańska młodzież przeciwstawiła ambicję i wolę walki. Na efekty świetnej postawy gości nie trzeba było długo czekać. W 8. minucie Michał Rybak dopadł do krążka odbitego po strzale jego brata Macieja i posłał gumę do siatki obok interweniującego Macieja Miarki. Goście nie spoczęli na laurach i po chwili Michał Rybak ponownie stanął oko w oko z golkiperem gospodarzy. Tym razem zastępujący Juraja Šimbocha Maciej Miarka nie pozwolił się pokonać. Bracia Rybakowie byli zdecydowanie najbardziej aktywni na tafli nie tylko w aspekcie sportowym – często dochodziło do spięć między nimi a obrońcami „GieKSy”, a młodzieńcy wcale nie pozwalali sobie dmuchać w kaszę. Pierwsza odsłona w wykonaniu gospodarzy do złudzenia przypominała piątkowe starcie z Zagłębiem. Katowiczanie atakowali, ale nie mogli znaleźć sposobu na doskonale dysponowanego Michała Kielera. Nie potrafili pokonać golkipera gości nawet grając w podwójnej przewadze. Na przerwę goście zjeżdżali z jednobramkowym prowadzeniem.

Szukając analogii do piątkowego meczu druga tercja powinna obfitować w gole strzelane przez hokeistów „GieKSy”. I rzeczywiście początek był obiecujący, ponieważ już w 23. minucie Patryk Krężołek przejął krążek odbity przez Michałą Kielera i technicznym uderzeniem ponad łapaczką pokonał bramkarza gości. Jak się jednak okazało był to „łabędzi śpiew”, jeśli chodzi o bramki w tej odsłonie. Obydwa zespoły grały chaotycznie, brakowało klarownych sytuacji strzeleckich, a jeśli już dochodziło do zagrożenia pod którąkolwiek z bramek, na posterunku byli bramkarze. Zamiast w gole druga tercja obfitowała w wykluczenia. O wiele więcej łapali ich hokeiści gości, co z pewnością było spowodowane brakiem doświadczenia, młodzieńczą porywczością lub zwyczajnie ubytkiem sił. Mimo częstej gry w osłabieniu hokeiści „Stoczni” nie pozwolili sobie wbić kolejnych goli i po dwóch tercjach na świetlnej tablicy widniał remis 1:1.

Na ostatnią część obydwa zespoły wyszły z wolą rozstrzygnięcia pojedynku w regulaminowym czasie gry. Pierwsi atak przypuścili gdańszczanie, jednak Maciej Miarka po raz kolejny udowodnił, że świetnie zna swój fach, broniąc między innymi uderzenia Krystiana Mocarskiego i Dzmitryja Bandarenki. A że niewykorzystane okazje się mszczą, udowodnił gościom Patryk Krężołek, który zmieścił gumę między parkanami Michała Kielera i wyprowadził katowiczan na prowadzenie. W tym momencie z  hokeistów Stoczniowca „zeszło powietrze” i gospodarze powoli zaczęli dominować w tej odsłonie. Doskonałą okazję na podwyższenie rezultatu miał w 51. minucie Maciej Kruczek, jednak krążek zatrzymał się na słupku bramki gości. Swoje szanse mieli także Dariusz Wanat i Mateusz Michalski, jednak Michał Kieler wyszedł z tych pojedynków obronną ręką. Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie. W Katowicach młodość musiała uznać wyższość rutyny.

[…] GKS Katowice – GKH Stoczniowiec Gdańsk 2:1 (0:1, 1:0, 1:1)

 

sportdziennik.com – Tym razem dominacja

Spotkanie miało zdecydowanie inny przebieg od tego, które oba zespoły rozegrały dzień wcześniej.

Tym razem katowiczanie od pierwszych minut zdominowali przeciwnika i potrzebowali zaledwie 63 sekundy, aby objąć prowadzenie. Spod niebieskiej na bramkę uderzył Franssila, a krążek umiejętnie strącił Adamus. W pierwszej tercji GieKSa trafiła jeszcze dwukrotnie. Najpierw Paszek objechał bramkę Stoczniowca i sprytnym strzałem podwyższył na 2:0, a następnie Soliński nawet nie mrugnął, kiedy potężnym uderzeniem popisał się Rohtla. Fiński napastnik punktował aż miło, bo przy dwóch kolejnych golach zaliczył asysty. Jego rodak, wspomniany Franssila, uczestniczył też przy trzech trafieniach. Na początku trzeciej odsłony Kruczek nie miał większych problemów z pokonaniem Kielera, który już po pierwszej tercji zastąpił między słupkami Solińskiego. Przewaga gospodarzy objawiła się w statystyce strzałów. Gospodarze oddali aż 46 uderzeń, podczas gdy zespół z Gdańska próbował zaledwie 13 razy.

GKS Katowice – Stoczniowiec Gdańsk 6:0 (3:0, 2:0, 1:0)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga