Piłka nożna Prasówka
Świetna seria trwa – media o meczu Śląsk II Wrocław-GKS Katowice
Zapraszamy do przeczytania fragmentów opinii mass mediów na temat wczorajszego meczu Śląsk II Wrocław – GKS Katowice. GieKSa wygrała czwarty kolejny mecz, tym razem 3:0 (1:0).
gazetawroclawska.pl – Porażka rezerw Śląska Wrocław przy Oporowskiej. GKS Katowice o klasę lepszy
Śląsk II Wrocław przegrał z GKS-em Katowice 0:3 w zaległym meczu 12. kolejki II ligi. Wrocławianie od 53 min grali w dziesiątkę, po tym jak czerwoną kartkę zobaczył kapitan drużyny Konrad Poprawa. Gole dla GKS-u strzelali Arkadiusz Woźniak oraz Marcin Urynowicz (dwie).
[…] Mimo przerwy na reprezentacje trener pierwszej drużyny Śląska Wrocław Vítězslav Lavička nie zesłał zbyt wielu zawodników. Z piłkarzy którzy na przestrzeni ostatnich miesięcy pojawiali się w ekstraklasowym zespole byli to tylko Marcin Szpakowski i Sebastian Bergier. Na siłę można pod to grono podciągnąć także Adriana Łyszczarza, ale w ostatnim czasie cała ta trójka grała głównie w II lidze.
GKS był stroną przeważającą przez praktycznie całe spotkanie. Niebo bardziej wyrównana była pierwsza połowa, ale i tak zakończyła się prowadzeniem gości 1:0. W 23 min na listę strzelców wpisał się dobrze znany na Dolnym Śląsku wychowanek KGHM Zagłębia Lubin Arkadiusz Woźniak, który strzałem głową pokonał Dariusza Szczerbala.
Druga połowa zaczęła się dla piłkarzy Śląska najgorzej jak mogła. W 53 min Konrad Poprawa sfaulował mającego przed sobą pustą bramkę rywala, za co zobaczył czerwoną kartkę, a goście z Katowic dostali karnego. Pewnym egzekutorem okazał się Marcin Urynowicz, który w 61 min po składnej akcji GKS-u ustalił wynik na 3:0.
slasknet.com – Rezerwy: Bolesna lekcja futbolu
W samo południe, na stadionie przy ulicy Oporowskiej, Śląsk II Wrocław gościł trzeci w ligowej tabeli GKS Katowice. Dla zespołu przyjezdnego było to ważne spotkanie, bowiem w przypadku porażki marzenia o awansie mogły znacznie się oddalić. Mając na uwadze dotychczasowe boje Śląska z tymi teoretycznie silniejszymi rywalami, mogliśmy mieć nadzieję na dobre widowisko.
[…] Na mecz z GKS-em skład był znacznie mniej eksperymentalny. W końcu mogliśmy oglądać dwóch nominalnych środkowych obrońców. Względem poprzednich kolejek zabrakło jednak dwóch ważnych ogniw wrocławskiej ofensywy. Poza kadrą znalazł się Piotr Samiec-Talar, który był ostatnio w świetnej dyspozycji. Znaczącym brakiem była również absencja Rafała Makowskiego. Z drugiej strony cieszyć może powracający powoli do składu Adrian Łyszczarz, który rozpoczął to spotkanie na ławce rezerwowych.
To, że goście przyjechali do Wrocławia po 3 punkty, mogliśmy obserwować już od pierwszych minut. Zawodnicy z Katowic wyszli wysokim bardzo wysokim i agresywnym pressingiem. Próbowali narzucić swoje warunki, co zresztą dobrze im wychodziło.
[…] Wraz z upływającymi minutami to Śląsk zaczął przejmować inicjatywę. Pressing katowiczan choć agresywny i wysoki, był jednak nieskuteczny. Zawodnicy Śląska raz za razem spod niego wychodzili i spokojnie konstruowali ataki pozycyjne. W 18 minucie do dobrej sytuacji doszedł Sebastian Bergier. Młody napastnik uderzał lewą nogą z okolic 13 metra, lecz strzał okazał się zdecydowanie zbyt słaby i nieprecyzyjny. Szkoda, bo powinno być to 1:0 dla Śląska.
GKS Katowice wyraźnie obudził się po tej sytuacji, bo w przeciągu 5 minut dwa razy stworzył niemałe zagrożenie pod polem karnym gospodarzy. O ile pierwsza z nich została zepsuta przez gości, tak druga niestety zakończyła się już golem. Dobre dośrodkowanie z prawego skrzydła wykorzystał Arkadiusz Woźniak, który z najbliższej odległości precyzyjnie uderzył głową w dolny róg bramki Dariusza Szczerbala.
Goście próbowali pójść za ciosem. W 30 minucie do bardzo dobrej sytuacji znowu doszedł Woźniak, lecz na szczęście jego strzał lewą nogą z okolic 11 metra nie był wystarczająco mocny i tym razem Szczerbal bez problemu sobie z nim poradził. Katowiczanom trzeba jednak oddać, że przez pierwsze pół godziny meczu wyglądali naprawdę bardzo dobrze.
[…] Grającym w dziesiątkę wrocławianom, znacznie gorzej wychodziło wyjście spod pressingu. Próba gry po ziemi kończyła się stratami i groźnymi okazjami na zdobycie gola, a posyłanie długich podań również nie przynosiło pożądanych efektów przez dobrze dysponowanych defensorów z Katowic.
Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie, za to w ostatecznym rozrachunku uległy rezerwy Śląska. GKS Katowice dał solidną lekcję piłki nożnej wrocławianom i trzeba przyznać, że w pełni zasłużył na 3 punkty. Bez wątpienia ważnym momentem była czerwona kartka dla Poprawy, bo Śląsk wszedł w drugą połowę całkiem dobrze, a strata zawodnika oraz rzut karny dla gości niejako zabił to spotkanie.
dziennikzachodni.pl – Śląsk II Wrocław – GKS Katowice 0:3. Świetna seria trwa
Piłkarze GKS Katowice wygrali czwarty mecz z rzędu i dzięki temu zameldowali się tuż za miejscami premiowanymi awansem. W zaległym środowym spotkaniu uporali się we Wrocławiu z rezerwami Śląska.
[…] Wrocławianie podjęli twardą walkę i już na początku spotkania mieli duże pretensje do arbitra za niepodyktowanie rzutu karnego za odbicie piłki ręką przez Michała Kołodziejskiego. Zespół GKS stopniowo jednak nabierał rytmu, a liderem ofensywy był Arkadiusz Woźniak. Jego trzecia próba – uderzenie głową po dośrodkowaniu Krystiana Sanockiego – okazała się skuteczna.
W drugiej połowie szybko nastąpiło zdarzenie, które miało decydujący wpływ na końcowe rozstrzygnięcie. W 54 minucie Konrad Poprawa sfaulował w polu karnym Piotra Kurbiela, zobaczył czerwoną kartkę, a Marcin Urynowicz wykorzystał rzut karny. Ten sam zawodnik siedem minut później podwyższył wynik, odbierając wrocławianom resztkę nadziei.
Dzięki dwóm golom Marcin Urynowicz dołączył z dziewięcioma trafieniami do prowadzących w klasyfikacji strzelców Eryka Sobkowa (Górnik Polkowice) i Kamila Wojtyry (Skra Częstochowa).
sportdziennik.com – Śląsk II Wrocław – GKS Katowice. Niewiele brakło do rekordu
Czwarta z rzędu wygrana GieKSy, która umocniła się na podium tabeli. Drużyna Rafała Góraka przy Oporowskiej z pewnością nie „wypruła się” przed niedzielnym hitem w Suwałkach.
GieKSa odniosła drugą najwyższą wyjazdową wygraną pod wodzą Rafała Góraka, za którego kadencji rozegrała dotąd w roli gościa 65 meczów ligowych lub pucharowych. Do rekordu brakło niewiele, bo pozostaje nim 4:1 w Brzesku (gole Grzegorza Fonfary, Janusza Gancarczyka, Krzysztofa Wołkowicza i Adriana Napierały) z 18 maja 2013 roku.
[…] Dopóki wynik był na styku, niespecjalnie wzmocnieni zawodnikami z ekstraklasowej kadry wrocławianie jeszcze starali się odgryzać, kilkukrotnie dość poważnie zagrażając nawet bramce Bartosza Mrozka, ale będąc na bakier ze skutecznością. Całkowicie pękli w 53 minucie, gdy ich kapitan Konrad Poprawa ujrzał czerwoną kartkę za faul w polu karnym na Piotrze Kurbielu, a po chwili „jedenastkę” na drugiego gola zamienił Marcin Urynowicz. Było po wszystkim. Kibice GieKSy cmokali z zadowolenia patrząc też na akcję, która poprzedziła bramkę nr 3. Przez 20 sekund katowiczanie wymieniali podania, piłka krążyła od Kołodziejskiego, przez Michała Gałeckiego, Arkadiusza Jędrycha, Zbigniewa Wojciechowskiego, Szymona Kiebzaka i Arkadiusza Woźniaka aż do Grzegorza Rogali, który z lewej strony pola karnego wyłożył ją Urynowiczowi, a ten przymierzył z pierwszej piłki pod poprzeczkę. „Uryn” zdobył bramki nr 8 i 9 w sezonie, podszedł też do karnego, choć przed trzema tygodniami w meczu z Błękitnymi go zmarnował. Gdyby zaś w końcówce miał nieco lepiej nastawiony celownik, wyjazdowy rekord „Górakowej GieKSy” z pewnością by przy Oporowskiej padł, ale przy stanie 0:3 zmarnował dwie świetne okazje.
Na listę strzelców nie wpisał się też Kurbiel, który zagrał od początku na „szpicy” w miejsce Filipa Kozłowskiego, poszkodowanego w poprzednim spotkaniu z Kaliszem. Kurbiel zastąpił wtedy Kozłowskiego już w 7 minucie, czyniąc to bardzo godnie. Miał 2 asysty, dlatego zapracował na miejsce w „11”. Choć to nie ta klasa, co Kozłowski, a bramki nie potrafi zdobyć od czerwca, to we Wrocławiu też pomógł drużynie, bo to na nim była przecież czerwona kartka – a gdyby nie został sfaulowany, pewnie trafiłby do siatki, bo biegł, by dobić z bliska strzał Krystiana Sanockiego. Skrzydłowemu na początku II połowy mocno oberwało się werbalnie z ławki, gdy się „zakiwał” i stracił piłkę. Czasem tych dryblingów jest w jego wykonaniu zbyt wiele, ale – z drugiej strony – takich zawodników, chętnych do gry 1 na 1, ostatnimi czasy GieKSie jakby brakowało. No i Sanocki obronił się efektami. O jego zasługach przed bramką na 0:2 już było; w I połowie zaś to jego dośrodkowanie precyzyjną „główką” Woźniak zamienił na gola otwierającego wynik. Katowiczanie umacniając się na podium potwierdzili dobrą dyspozycję, zaś a rezerwy Śląska to, że przy Oporowskiej zdobywają niewiele punktów i bramek.
sportslaski.pl – GieKSa jeszcze trzecia, Urynowicz już liderem
5:0, 2:1, 4:1 i 3:0 – piłkarze GKS-u Katowice zaczęli się rozpędzać w końcówce października i… nie zamierzają hamować. Podopieczni trenera Rafała Góraka dzięki wyjazdowej wygranej z rezerwami Śląska Wrocław umocnili się na podium II-ligowej tabeli. Jeśli w niedzielę kontynuują swoją serię, zameldują się na pozycji gwarantującej bezpośredni awans na zaplecze Ekstraklasy.
[…] Goście wcale nie zdominowali rywala w pierwszych fragmentach starcia, ale byli wystarczająco skuteczni, by pierwszą klarowną okazję przekuć na objęcie prowadzenia. W 23. minucie Arkadiuszowi Woźniakowi w dobrej sytuacji na drodze stanął jeszcze… Piotr Kurbiel, ale minutę później 30-latek celną główką skutecznie wykończył znakomite dośrodkowanie Krystiana Sanockiego.
Po przerwie okazję na wyrównanie z podania Przemysława Bargiela miał Sebastian Bergier, ale na wysokości zadania stanął w tej sytuacji Bartosz Mrozek. To, co kluczowe dla całego widowiska wydarzyło się kilka minut później. Po akcji Grzegorza Rogali zza pola karnego przymierzył Woźniak. Dariusz Szczerbal odbił piłkę przed siebie, a pędzącego z dobitką Kurbiela sfaulował Konrad Poprawa. 22-letni defensor został wykluczony z gry przez sędziego Sebastiana Tarnowskiego, który podyktował „jedenastkę” zamienioną na gola przez Marcina Urynowicza. Wychowanek Gwarka Zabrze ostatnią taką próbę – z Błękitnymi Stargard – zmarnował, tym razem okazał się jednak bardzo pewnym egzekutorem.
[…] Od tego momentu katowiczanie wygraną mieli już praktycznie w kieszeni. Osłabiony rywal nie był w stanie powalczyć o odrobienie dwubramkowej straty, a w 61. minucie Urynowicz po koronkowej akcji i asyście Rogali dorzucił swoje drugie trafienie, tym samym – powiększając swój dorobek do 9 trafień w sezonie – wspiął się na szczyt klasyfikacji strzelców całej ligi.
– Byłem tam, gdzie być miałem. Dostałem fajne podanie, a miałem jeszcze dwie okazje, w których brakło niewiele – opowiadał po końcowym gwizdku.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Najnowsze komentarze