Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mass mediów: Podsumowanie PlusLigi: królowie tie-breaków i rewelacja sezonu – GKS Katowice
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
W dalszym ciągu ze względu na zagrożenie epidemiczne rozgrywki ligowe naszych drużyn piłkarskich są zawieszone.
Siatkarze wraz z hokeistami przedwcześnie, ze względu na pandemię koronawirusa, zakończyli sezon 2019/2020.
PIŁKA NOŻNA
gol24.pl – Wojciech Zając, prezes Apklan Resovii i wiceprezes stowarzyszenia 2 ligi: Również apelujemy o obniżkę wynagrodzeń
– Po epidemii wszystko pójdzie w dół i być może na pierwszą ligę wystarczy taki sam budżet jak obecnie, a może ciut wiekszy – mówi Wojciech Zając, prezes sekcji piłkarskiej Apklan Resovii i wiceprzewodniczący stowarzyszenia 2 liga piłkarska. Rozmawiamy z nim także m.in. o licencji Resovii na 1 ligę.
Głośno było przez weekend o obniżkach uposażeń piłkarzy ekstraklasy i 1 ligi. A jak będzie w 2 lidze?
Dziś właśnie został wystosowany apel, skierowany do piłkarzy i trenerów o zrozumienie trudnej bieżącej sytuacji. Zamieściliśmy go między innymi na Facebooku stowarzyszenia. Borykamy się z podobnymi problemami, jak extraklasa i 1 liga, może w nieco mniejszym stopniu, ale ten problem też nas dotyczy. Dlatego tylko wspólnymi siłami możemy przez to przejść.
W ekstraklasie minimalne zarobki piłkarzy określono na 10 tys. zł brutto, w 1 lidze – na 4. To ile będzie w 2?
My sugerowaliśmy 50-procentową obniżkę pensji, z minimalną kwotą 3500 brutto.
Nie tylko moim zdaniem tego sezonu nie uda się już dokończyć. Jakie 2 liga forsuje scenariusze na nowy sezon?
Na dziś każdy spekuluje, są różne pomysły. Na dziś obowiązuje uchwała zarządu PZPN z marca i to ona jest wiążąca. Jak jednak ostatecznie związek podejdzie do tego, to nie wiadomo. Na razie każdy dba o swój własny interes, bo w sumie to dziwne, żeby było inaczej. Prawda jest jednak taka, że na tej przerwie i gospodarczej recesji stracą wszyscy.
List prezesa Bońka. Tak ma wyglądać nazewnictwo lig w Polsce. Ekstraklasa znów będzie 1. ligą
O tym mówiło się od paru dni, a teraz znajduje to potwierdzenie w piśmie prezesa PZPN Zbigniewa Bońka przesłanym do prezesów okręgów. Od sezonu 2020/21 ma nastąpić przełom w sprawie nazewnictwa poszczególnych poziomów rozgrywkowych. Po wielu latach ekstraklasa wróci do poprzedniej nazwy: 1. liga. Zmianie ulegną też nazwy kilku pozostałych szczebli.
Boniek wysłał list 2 kwietnia. O przekazanie opinii w sprawie poprosił prezesów okręgów do 8 kwietnia. – Od kilkunastu lat używamy nazewnictwa lig seniorskich, które jest mylące, gdyż nie odzwierciedla rzeczywistego szczebla danych rozgrywek – tłumaczy sternik PZPN.
– Aktualny, zaczerpnięty z wzorów angielskich, obowiązujący od lat podział na Ekstraklasę, 1. ligę, 2. ligę i pozostałe klasy został moim zdaniem wprowadzony, aby sztucznie zawyżyć prestiż rozgrywek i poziom sportowy uczestniczących w nich klubów – dodaje Boniek.
[…] Struktura rozgrywek według propozycji Zbigniewa Bońka:
Ekstraklasa lub Ekstraklasa 1. Liga – w zależności od organu prowadzącego rozgrywki
2. Liga (obecna 1. liga).
3. Liga (obecna 2. liga)
Liga Międzywojewódzka (obecna 3. liga)
Liga Wojewódzka (obecna 4. liga)
Liga Okręgowa (bez zmian)
A Klasa
B Klasa
C Klasa
dziennikzachodni.pl – Społecznicy z Katowic chcą obniżenia pensji piłkarzy GKS. Mamy komentarz klubu
Katowickie Stowarzyszenie Aktywności Obywatelskiej Bona Fides złożyło wniosek o obniżenie wynagrodzeń zawodników GKS Katowice w okresie obowiązywania stanu pandemii. Mamy jego treść.
Mieszkańcy Katowic zrzeszeni w Stowarzyszeniu Aktywności Obywatelskiej Bona Fides wystosowali do GKS-u Katowice wniosek o obniżenie wynagrodzeń zawodników tego klubu.
Treść wniosku Bona Fides do GKS-u Katowice:
Szanowni Państwo,
Stowarzyszenie Aktywności Obywatelskiej BONA FIDES w Katowicach niniejszym wnosi o częściowe obniżenie wynagrodzeń zawodników drużyn zawodowych klubu GKS Katowice (piłkarskich, siatkarskich i hokejowych) w okresie obowiązywania stanu epidemii w Polsce.
[…] W tych szczególnych okolicznościach Stowarzyszenie występuję z niniejszą propozycją, aby śladem innych europejskich klubów piłkarskich (m.in. FC Barcelona), jak również polskiej Ekstraklasy S.A., (której Rada Nadzorcza podjęła w dn. 27 marca 2020 r. uchwałę o zasadach ograniczania wynagrodzenia zawodników) tymczasowo obniżyć wynagrodzenia zawodników klubu GKS Katowice. Podyktowane jest to z jednej strony dobrem Klubu, który wobec ograniczenia możliwości osiągania przychodów zmuszony jest zredukować również swoje koszty. Z drugiej zaś strony nie pozostaje bez znaczenie okoliczność, iż GKS GIEKSA KATOWICE S.A. jest spółką miejską oraz fakt szerokiego inwestowania w Klub publicznych środków przez miasto Katowice, których wydatkowanie w dzisiejszych czasach winno być dokonywane ze szczególną uważnością i podlegać nadzwyczajnej kontroli.
W tym stanie rzecz Stowarzyszenie liczy na przychylne rozpatrzenie niniejszego wniosku i wnosi jak we wstępie.
Wniosek podpisali prezes Grzegorz Wójkowski i członek zarządu Żaneta Zimon.
Jak pismo skomentowano w klubie z Bukowej?
– Wszystkich nas czekają bardzo trudne decyzje, świat sportu także, i bardzo ważna przy ich podejmowaniu będą wrażliwość i solidarność społeczna – stwierdził prezes Marek Szczerbowski. – Dla wszystkich priorytetem powinno być zdrowie i życie innych ludzi, temu trzeba podporządkować podejmowane działania. Także te ekonomiczne, które pozwolą na przetrwanie obecnej pandemii.
SIATKÓWKA
siatka.org – Sporo dzieje się w siatkarskim GKS-ie Katowice
Nastał gorący czas dla klubów siatkarskich. Działacze przystąpili do renegocjacji kontraktów, które miały obowiązywać do końca maja. Rozmowy z naturalnych względów nie należą do łatwych. Siatkarscy włodarze uważają, że – z reguły – 20 procent z kontraktu zawodnika powinno pozostać w klubowej kasie.
Tyle że kontrakt kontraktowi nie jest równy, a w każdym zespole PlusLigi są spore rozpiętości w zarobkach. Inaczej – co oczywiste – prezentuje się umowa siatkarza o statusie gwiazdy niż dobrze zapowiadającego się młokosa. Podobnie jest w GKS-ie Katowice, w którym rozmowy rozpoczęły się zgoła sensacyjnie – pod koniec minionego tygodnia Dariusz Łyczko, dyrektor sekcji siatkówki, uważany za jednego z głównych animatorów wskrzeszenia zespołu, odszedł ze stanowiska.
Takiego obrotu sprawy należało się jednak spodziewać, bowiem między prezesem klubu, Markiem Szczerbowskim, i byłym już dyrektorem niemal od pierwszych chwil iskrzyło. Dlaczego? Siatkówka to nie jest ulubiona dyscyplina sportu prezesa – to po pierwsze. A po drugie – drużynę, która ostatecznie zajęła 6. lokatę w lidze, tworzył były już dyrektor Łyczko. On też był głównym orędownikiem wyprowadzenia siatkówki poza struktury kluby i – jak jeszcze niedawno twierdził – była to jedyna szansa, by pozostała ona w mieście.
Mówiło się także o rozstaniu ze słowackim środkowym, Emanuelem Kohutem, który miał być zwolniony w miniony piątek, podobno ze skutkiem natychmiastowym. Nie przystał on bowiem na przedstawiony mu program oszczędnościowy i jakoby upomniał się o premię za 6. miejsce, jaka była zapisana w kontrakcie. Ale w tym tygodniu podjęto z nim rozmowy. Podobnie jak m.in. z Jakubem Jaroszem.
Również trenerowi Dariuszowi Daszkiewiczowi – wedle niepotwierdzonych informacji – zaproponowano obniżenie kontraktu, konkretnie o 20 procent. Jednocześnie nie zaproponowano mu przedłużenia umowy na przyszły sezon. Ten fakt musi budzić zdziwienie, bo przecież Daszkiewicz wraz ze swoimi współpracownikami oraz zawodnikami wykonali solidną, choć nie z ich winy niedokończoną robotę. Tak czy owak, w klubie jest gorąco. Stawiane są wręcz pytania o przyszłość siatkarskiej sekcji…
Podsumowanie PlusLigi: królowie tie-breaków i rewelacja sezonu – GKS Katowice
To drużyna przez wielu określana jako największe pozytywne zaskoczenie zakończonych przedwcześnie rozgrywek. Tegoroczni królowie tie-breaków nie przeszli jednak sezonu bez żadnych problemów, lecz zdołali je przezwyciężyć. Urywali punkty, a nawet byli w stanie pokonać drużyny z wielkiej czwórki. To pozwoliło im uzbierać 35 ,,oczek” w 24 meczach. Ostatecznie podopieczni Dariusza Daszkiewicza zajęli szóste miejsce w lidze, co jest ich najlepszym wynikiem od czasu powrotu do PlusLigi.
[…] Wynik katowiczan należy rozpatrywać pod kątem dość niespodziewanego sukcesu, zwłaszcza że była to drużyna zbudowana niemal całkowicie na nowo. Po dość udanym sezonie 2018/2019 w zespole pozostało tylko dwóch zawodników. GKS poradził sobie jednak z tą sytuacją. Największymi gwiazdami ekipy był wspomniany już wcześniej duet: przyjmujący Rafał Szymura i atakujący Jakub Jarosz. Na uwagę zasługuje jednak również rozgrywający Jan Firlej. Ten młody i utalentowany siatkarz powrócił do PlusLigi po roku spędzonym w lidze belgijskiej i gdybyśmy mieli przed sobą normalny sezon reprezentacyjny, to prawdopodobnie otrzymałby szansę występu w narodowych barwach. Od połowy sezony świetnie działał także duet libero, Dustin Watten odpowiadał za przyjęcie, a Szymon Gregorowicz za obronę. Ciężko także nie pochwalić pary podstawowych środkowych: Miłosza Zniszczoła i Jana Nowakowskiego.
[…] W rozmowie ze Strefą Siatkówki przeprowadzoną w trakcie zawieszenia rozgrywek także sam autor sukcesu, tegoroczny trener katowiczan przyznał, że nie może być pewien pozostania w zespole.
– Na dzień dzisiejszy nie dostałem propozycji przedłużenia kontraktu. Kontrakt kończy mi się 31 maja 2020 roku. Natomiast większość zawodników ma kontrakty dwuletnie, tylko czterem zawodnikom kontrakty kończą się po upływie tego sezonu – zakończył Dariusz Daszkiewicz.
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – Zawadzka: Pracujemy razem z klubami nad wspólnym stanowiskiem
– Przygotowujemy pismo do Ministerstwa Sportu, w którym zawarta będzie bieżąca sytuacja PHL oraz klubów, biorąc pod uwagę zagrożenia dotyczące nadchodzącego sezonu, jak i realiów po rozgrywkach, które są już za nami – mówi Marta Zawadzka, komisarz Polskiej Hokej Ligi.
Dzisiaj władze PHL, czyli prezes Mirosław Minkina i Marta Zawadzka, komisarz rozgrywek, wzięły udział w wideokonferencji z przedstawicielami klubów, występujących w rozgrywkach ligowych. Tematem była analiza sytuacji, jaka panuje obecnie w klubach ze względu na epidemię koronawirusa oraz prognoz dotyczących przyszłości.
Władze PHL chcą razem z klubami wypracować wspólne stanowisko, które zostanie przedstawione Ministerstwu Sportu.
Wideokonferencje będą cykliczne, następna jest planowana za około dwa tygodnie. Jeśli jednak obostrzenia dotyczące zgromadzeń zostaną zniesione, wtedy władze hokejowe spotkają się z prezesami klubów bezpośrednio.
– Rozmawialiśmy również na temat procesu licencyjnego, bo wiadomo, że sytuacja się zmienia. Trzeba dostosować się do realiów, tak aby sezon ruszył z jak największą ilością drużyn, a nie w okrojonym składzie. Dyskutujemy i jesteśmy otwarci na to, aby wspólnie wypracować wariant oszczędnościowy. Szczegółowe plany zostaną sprecyzowane podczas kolejnych rozmów – przyznaje Marta Zawadzka.
Wybierzcie MVP sezonu 2019/2020. Trwa głosowanie
Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że brakuje Wam ligowego hokeja. W tym trudnym czasie proponujemy prosty plebiscyt. Wybierzcie najbardziej wartościowego zawodnika (MVP) Polskiej Hokej Ligi.
O to miano walczy pięciu zawodników: Christian Mroczkowski, Clarke Saunders, Robin Rahm, Martin Kasperlík i Krystian Dziubiński.
Tytuł MVP według kibiców przypadnie zawodnikowi, pod którego zdjęciem znajdzie się najwięcej lajków. Głosujcie, udostępniajcie i komentujcie. Liczymy na Was do 15 kwietnia.
Zwycięzca otrzyma pamiątkową statuetkę, którą wręczymy na jednym z pierwszych meczów nowego sezonu.
[…] 3) Robin Rahm (GKS Katowice)
– Zespoły Polskiej Hokej Ligi miały w tym sezonie naprawdę dobrych bramkarzy. O ile Clarke Saunders okazał się najlepszy w aspekcie skuteczności interwencji, to Rahm triumfował w kategorii średniej wpuszczonych bramek – 1,87. Szwed okazał się lepszym transferem niż Kevin Lindskoug. Spokój, dobry refleks i technika poruszania się w polu bramkowym – to jego największe atuty.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Najnowsze komentarze