Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd mediów: Szósty tie-break! Siatkarze GKS Katowice wygrali w Bydgoszczy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Rozgrywki rundy „jesiennej” II ligi piłkarskiej zbliżają się ku końcowi, w przedostatniej kolejce GieKSa pokonała drużynę Gryfa Wejherowo 4:0 (2:0). Prasówkę o tym meczu znajdziecie tutaj.

W ekstraliga kobiet zakończyła rundę jesienną. Rozgrywane są mecze Pucharu Polski: w IV rundzie (czyli 1/16 finału) drużyna GKS-u wygrała z Pogonią Zduńska Wola 9:0 (5:0). W najbliższy weekend zostaną rozegrane mecze 1/8 finału.

Siatkarze rozegrali w minionym tygodniu dwa spotkania w ramach rozgrywek PlusLigi. Pierwszy z nich siatkarze przegrali z Cerrad Enea Czarnymi Radom 1:3 (22:25, 23:25, 25:22, 18:25), w drugim GieKSa wygrała po tie-breaku 3:2 z BKS-em Visłą Bydgoszcz (22:25, 18:25, 25:22, 25:18, 15:12). Oba spotkania zostały rozegrane na wyjeździe. W tym tygodniu siatkarze zagrają jeszcze z MKS-em Będzin i ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle (odpowiednio w środę i piątek).

Hokeiści z kolei dwa mecze w satelicie wygrali, najpierw we wtorek z Zagłębiem 5:3, następnie w piątek z RE-Plast Unią Oświęcim 2:1. Wczoraj ulegli w Sosnowcu z Zagłębiem 2:3 . W tym tygodniu drużyna rozegra trzy spotkania: we wtorek z GKS-em Tychy, w piątek z Comarch Cracovią, a w niedzielę z Naprzodem Janów.

 

PIŁKA NOŻNA

nasze.fm – Zderzenie dwóch piłkarskich światów

To był mecz do jednej bramki. Piłkarki Pogoni Zduńska Wola przegrały z GKS-em Katowice 0:9 w 1/16 Pucharu Polski. Było to ostatnie spotkanie zduńskowolanek w tym roku.

Wynik spotkanie nie może dziwić. GKS to ekipa, która gra w Ekstralidze i ma realne szansę, by zakończyć sezon z medalem mistrzostw Polski. Pogoń natomiast ma za sobą słabą pierwszą część sezonu i w II lidze nie była w stanie wygrać choćby jednego meczu. Po pierwszej połowie przyjezdne prowadziły 5:0, a klasycznego hattricka skompletowała Agata Sobkowicz. Kolejne bramki padły w 48, 54, 57 i 90 minucie.

 

sportdziennik.com – Niełatwo polubić tę ligę…

Sobotnim meczem z Gryfem Wejherowo GKS Katowice zakończy rok przy Bukowej, na której tak pusto, jak w ostatnich miesiącach, nie było od dawien dawna.

[…] Ostatni domowy mecz w tym roku rozegra z przedostatnim w tabeli Gryfem Wejherowo. W roku trudnym, naznaczonym pierwszym w historii spadkiem na trzeci poziom rozgrywkowy i śrubowaną miesiącami serią bez domowej wygranej.

Te wszystkie smutne fakty spowodowały pęknięcia, których skutki bardzo odbijają się na frekwencji przy Bukowej. W tym sezonie tylko na trzech spotkaniach – a było ich 10 – odnotowano liczbę widzów większą niż 2000. Jak na klub nr 1 z tak wielkiego miasta, głównego ośrodka wielkiej aglomeracji, jest to liczba pozostawiająca bardzo wiele do życzenia.

Nie sposób być oczywiście odpornym na tyleż dyżurne, co całkowicie słuszne argumenty tłumaczące taką frekwencję. Kilkunastoletni I-ligowy marazm i niespełnione marzenia (cele!) związane z walką o upragniony powrót do ekstraklasy, seryjne niepowodzenia w prestiżowych dla kibiców meczach derbowych, przestarzała infrastruktura, a to wszystko przypieczętowane jeszcze historyczną degradacją po golu bramkarza w doliczonym czasie gry.

To już frazes, że GKS dorobił się całego pokolenia kibiców, które nie pamiętają czegoś znacznie różniącego się od zaciętych bojów z Chrobrym Głogów, Chojniczanką, Bytovią czy Łęczną. Jeśli jednak spadek miał być pod pewnymi względami zbawienny – bo i takich teorii nie brakowało – przyczyniający się do rozstania z zajmującymi kluczowe stanowiska osobami, kojarzonymi głównie ze sportowymi niepowodzeniami, to frekwencji na pewno nie zbawił.

[…] Klubowe działy promocji, komunikacji, marketingu, umęczone też z pewnością poprzednimi latami naznaczonymi niepowodzeniami, może nie są już w stanie działać z takim rozmachem, jak swego czasu w I lidze, kręcąc wymyślne klipy, jak choćby ten z maskotką „GieKSikiem” wyrzucającym przez okno telewizor, ale wystarczy im tylko kropla paliwa, by stworzyć coś pozytywnego. Były filmiki z Rafałem Górakiem prezentującym trybunom „gest Kloppa”, był fragment konferencji prasowej, na której szkoleniowiec prosił rzecznika Maurycego Sklorza, by pokazał, co skrywa na tapecie w telefonie, były też pomysły na akcje z biletami – jak „poznański dwupak”, obejmujący w promocyjnej cenie bilety na mecze z Wartą czy rezerwami Lecha. Albo jak voucher na dowolny mecz innej sekcji GieKSy dodawany gratisowo do wejściówki na konfrontację z Elaną Toruń. To wszystko, nawet w połączeniu z dobrymi wynikami, zdało się na niewiele.

[…] Skoro było o ekskluzywności i było o fanatykach – to podkreślmy, że klimat wielkiego klubu na pewno można odczuć na wyjazdach GieKSy. Tej jesieni na razie zaliczyła ich pięć i wszędzie – w Krakowie, Polkowicach, Pruszkowie, dwukrotnie w Rzeszowie – meldowała się w nadkompletach, wykupując ostatecznie więcej biletów niż pierwotnie przewidywali dla niej gospodarze. W tej materii katowiczanie to wciąż krajowa czołówka. Sami jesteśmy ciekawi, czy (a jeśli tak, to kiedy) ten domowy marazm może przełożyć się na spadek jakości prezencji fanów GieKSy poza Katowicami. Może nigdy – właśnie dlatego, że dziś to jeden z ostatnich bastionów prawdziwej wielkości tego klubu.

[…] Bez wypełnionej klatki, bez reszty ciekawskich, bez autokarów z Ostrawy, bez aut z Rybnika czy Zabrza – jak było w kontekście przyjazdu Elany – tej jesieni zazwyczaj GieKSy nie ogląda nawet 2000 osób. W 300-tysięcznych Katowicach nie uzbiera się 2000 osób, które co dwa tygodnie pójdą obejrzeć w akcji drużynę nr 1 ze swojego miasta! Zastanawiające to, przykre i – mimo wszystko – dziwne.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – W zaciętym meczu Czarni pokonali GKS

Awansem rozegrano również mecz 12. kolejki pomiędzy Cerrad Eneą Czarnymi Radom a GKS Katowice. Kibice w Radomiu mogli oglądać niezwykle zacięte spotkanie, w każdym z setów walka trwała do samego końca. Wojskowi prowadzili już 2:0, jednak katowiczanie zdołali przedłużyć losy rywalizacji. W czwartej, i jak się okazało, decydującej partii, ponownie więcej zimnej krwi zachowali podopieczni Roberta Prygla.

Mecz świetnie zaczął się dla radomian, którzy po asie serwisowym Karola Butryna oraz kiwce Dejana Vincicia szybko odskoczyli na trzy oczka od rywali. Punktową zagrywkę dołożył też Wojciech Włodarczyk, a zbicia w ataku Rafała Szymury nie były w stanie poderwać do walki GKS-u. Gospodarze kontrolowali boiskowe wydarzenia, a po bloku na Jakubie Jaroszu mieli już pięć oczek przewagi (16:11). Podopieczni Dariusza Daszkiewicza nie zamierzali się poddawać, a między innymi as Szymury pozwolił im zbliżyć się do rywali na dwa punkty, ale to Enea Czarni weszli w decydującą fazę premierowej odsłony w lepszej sytuacji. W końcówce niekorzystny wynik po stronie gości próbował jeszcze odwrócić Miłosz Zniszczoł, ale dwa zbicia Michała Filipa przypieczętowały zwycięstwo ekipy z Mazowsza w tej części spotkania (25:22).

W pierwszej fazie drugiej odsłony walka toczyła się cios za cios. W szeregach radomian wyróżniał się Butryn, a po drugiej stronie siatki – Kamil Kwasowski. Prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie, ale żadna z drużyn nie potrafiła wypracować sobie większej przewagi.

[…] W końcówce wygrywali jeszcze 23:22, ale ich błędy w połączeniu z asem serwisowym Protopsaltisa przechyliły szalę zwycięstwa na stronę podopiecznych Roberta Prygla (25:23).

Na początku trzeciego seta obie drużyny szły łeb w łeb, ale po udanej kontrze Wiktora Musiała to goście przystąpili do ataku. W kolejnych minutach na siatce skuteczny był Kwasowski, dzięki czemu przewaga katowiczan szybko urosła do pięciu oczek. Zaczęli oni jednak popełniać błędy w polu serwisowym, a po ataku Filipa ich przewaga znacząco zmalała (13:11). Jednak Szymura na spółkę z Kohutem ponownie dali im złapać oddech. Wprawdzie dwie udane akcje Filipa spowodowały, że radomianie zbliżyli się jeszcze na 20:21, lecz ich błędy przybliżały GKS do przedłużenia meczu. Ostatecznie po zbiciu Kwasowskiego ta część pojedynku padła jego łupem (25:22).

W czwartej partii przyjezdni próbowali pójść za ciosem, ale ta sztuka im się nie udała. Od pierwszych chwil wynik oscylował wokół remisu, a żadna z ekip nie potrafiła zbudować sobie przewagi. Jako pierwsi pękli katowiczanie, a radomianie po zbiciach Butryna zaczęli przejmować inicjatywę na boisku.

[…] W końcówce przypomniał o sobie Filip, a zbicie ze środka Bartłomieja Grzechnika przypieczętowało wygraną gospodarzy (25:18).

 

polsatsport.pl – Szósty tie-break! Siatkarze GKS Katowice wygrali w Bydgoszczy

Siatkarze BKS Visła Bydgoszcz przegrali z GKS Katowice 2:3 w spotkaniu 6. kolejki PlusLigi. Podopieczni trenera Dariusza Daszkiewicza rozegrali w swym siódmym meczu w tym sezonie już szósty tie-break. W Hali Łuczniczka przegrywali już 0:2, ale zdołali odwrócić losy tej rywalizacji.

Premierowa partia toczyła się przy przewadze gospodarzy (8:5, 13:10), ale siatkarze z Katowic zdołali odrobić straty (17:17). Kluczowe dla losów seta okazały się trzy akcje wygrane przez podopiecznych trenera Przemysława Michalczyka od stanu 21:21.

[…] W drugim secie jedynie na początku oglądaliśmy wyrównaną walkę (9:9), później ton wydarzeniom na boisku zaczęli nadawać siatkarze BKS Visła. W środkowej części zbudowali wyraźną przewagę (16:12), a w końcówce kontrolowali sytuację. Skończyli seta punktowym blokiem (25:18), dominując nad rywalami w tym elemencie.

Trzecia odsłona to wyrównana walka obu ekip i – podobnie jak w pierwszej partii – wszystko rozstrzygnęło się w końcówce. Gospodarze prowadzili 21:20, ale trzy kolejne punkty zapisali na swym koncie katowiczanie. Skutecznie zaatakował Jakub Jarosz, który po chwili popisał się asem serwisowym, a po autowym ataku Sterna było 21:23. Dwa ostatnie punkty dla GKS również przyniosły błędy rywali – Peszko przestrzelił zagrywkę, a Paweł Gryc zaatakował w aut (22:25).

Na początku czwartej partii oglądaliśmy punktową serię GKS, przy dobrych zagrywkach Zniszczoła (4:10). To właściwie ustawiło seta.

[…] Piłkę setową wywalczył Rafał Szymura, a błąd rozegrania po stronie gospodarzy zakończył seta (18:25).

Zwycięzcę miał więc wyłonić tie-break, już szósty dla siatkarzy GKS w obecnym sezonie. W nim obie ekipy toczyły wyrównaną grę, a przy zmianie stron minimalną zaliczkę mieli gospodarze (8:7), ale katowiczanie zdołali odwrócić wynik. Kluczowe okazały się trzy akcje od stanu 12:12. Najpierw Jarosz wcisnął piłkę mimo bloku rywali, a w kolejnych sytuacjach Gryc najpierw pomylił się w ataku, a po chwili został zablokowany (12:15).

 

HOKEJ NA LODZIE

hokej.net – Przewagi przypieczętowały zwycięstwo katowiczan

GKS Katowice wygrał z Zagłębiem Sosnowiec 5:3 w meczu 22. kolejki Polskiej Hokej Ligi. Katowiczanie w końcu wyzbyli się niemocy strzeleckiej. Z pięciu bramek dwie padły w przewadze. Katowiczanie do meczu przystąpili bez Dušana Devečki, Grzegorza Pasiuta oraz Tuukki Rajamäki.  W boksie gospodarzy zabrakło też trenera Risto Dufvy, który jest chory, a jego obowiązki przejął Piotr Sarnik.

Pierwsze minuty były dość wyrównane. Gra toczyła się głównie w strefie neutralnej. Obraz gry zmienił się dopiero od 8. minuty. Wtedy właśnie Szymon Mularczyk wykorzystał dobre podanie Ouli Uskiego i skierował krążek do bramki. Dwie minuty później Filip Starzyński oddał strzał zza bramki. Krążek odbił się od bramkarza i trafił do Patryka Krężołka, który trafił do pustej już bramki.

Goście nie poddawali się. Próbowali zaatakować i ich starania zostały wynagrodzone. W 13. minucie gry Daniił Oriechin wykorzystał gapiostwo rywali i posłał krążek w krótki róg bramki.

[…] Ataki gospodarzy były coraz groźniejsze i podopieczni Marcina Kozłowskiego nie przetrzymali tego naporu W 28. minucie gry Miika Franssila wjechał pod bramkę i oddał strzał prosto w okienko, a dwie minuty później Teddy Da Costa popisał się świetnym uderzeniem z nadgarstka. Pod koniec drugiej odsłony strzałem bez przyjęcia Mateusz Michalski zdobył piątą bramkę. Warto dodać, iż dwa ostatnie gole zostały zdobyte w przewadze.

Katowiczanie zaczęli kontrolować przebieg spotkania. Można nawet powiedzieć, że zaczęli grać tak, jakby chcieli już zakończyć to spotkanie. Takie podejście zemściło się na gospodarzach. Dlatego do głosu zaczęli dochodzić goście. W 48. minucie gry Marek Kaluža oddał mocny strzał z niebieskiej i pokonał Robina Rahma. Sosnowiczanie mogli jeszcze zdobyć kolejne bramki, ale ta sztuka udała im się dopiero pod koniec. W 59. minucie Filip Stoklasa objechał całą tercję rywala i zdobył gola strzałem w krótki róg.

GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 5:3 (2:1, 3:0, 0:2)

 

Risto Dufva opuścił GieKSę

Fiński szkoleniowiec Risto Dufva, którego nie było na ławce trenerskiej w dwóch ostatnich meczach, opuścił we wtorek GKS Katowice. Powód? Oficjalnie – choroba, ale nieoficjalnie mówi się, że po wczorajszych rozmowach w klubie wyleciał na stałe do Finlandii.

[…] Risto Dufva, który jest także asystentem Tomka Valtonenta w reprezentacji Polski prowadzi zespół z Katowic od 17 maja. W tym czasie w 20 meczach ligowych zespół zgromadził 39 punktów i prawdopodobnie nie zakwalifikuje się do turnieju finałowego Pucharu Polski.

 

sportdziennik.pl – Uroki naszej ligi

Zapominamy o Risto Dufvie – takie hasło obowiązuje w katowickiej ekipie.

W GKS-ie Katowice nikt nie chce wracać do rejterady fińskiego trenera, bo przecież w trzech ostatnich spotkaniach hokeiści zdobyli komplet punktów. Gospodarze nie tylko bez trenera Dufvy, który sposobi się do pracy w ojczyźnie, i nadal bez kontuzjowanych Grzegorza Pasiuta i Duszana Deveczki, ale też bez Marcina Kolusza, narzekającego na ból w plecach, którego miejsce zajął Szymon Mularczyk, mieli przewagę i kilka niezłych sytuacji strzeleckich, ale – zgodnie z tradycją – nie potrafili ich wykorzystać. Goście ograniczali się do kilku kontr. Jedna z nich przyniosła im gola. W 19 min Gregor Koblar otrzymał podanie przed pole bramkowe, a takich sytuacji nie marnuje.

Katowiczanie z mocnym postanowieniem odrobienia strat przystąpili do II tercji. Początek należał do gości, ale w miarę upływu czasu sytuację na tafli opanowali gospodarze. Mieli trzy okazje do zmiany rezultatu, ale Teddy Da Costa (26), Patryk Wajda (28) oraz Kamil Paszek (33) znów trafili na dobrze usposobionego Clarke’a Saundersa. Gdy z klarownych sytuacji nie zdobywa się bramek, wkrada się nerwowość. Gospodarzom brakowało zawodnika, który wprowadziłby ład i porządek.

Brawurowa szarża na początku III tercji wreszcie przyniosła wyrównanie i krążek do siatki skierował Oula Uski. Napór gospodarzy nie osłabł i w końcu Teddy Da Costa z bliskiej odległości skierował krążek do siatki. Goście reklamowali zagranie ręką, ale po wideoweryfikacji sędziowie uznali gola. A potem akcje zmieniały się jak w kalejdoskopie. Trwała zażarta walka o każdy centymetr lodu. Jednak katowiczanie wytrzymali do końca, choć goście wycofali bramkarza i wściekle atakowali.

[…] Strzałów obronił Robin Rahm, zaś jego vis-a-vis popisał się 28 skutecznymi interwencjami.

GKS Katowice – RE-Plast Unia Oświęcim 2:1 (0:1, 0:0, 2:0)

 

hokej.net – Zagłębie wygrywa z „GieKSą”

Po niezwykle wyrównanym spotkaniu hokeiści Zagłębia Sosnowiec pokonali GKS Katowice 3:2. Zwycięskiego gola w 53 minucie zdobył Nikita Bucenko, z dobrej strony pokazał się Rafał Radziszewski zatrzymując 40 strzałów.

[…] Sosnowiczanie zagrali dzisiaj zdecydowanie lepiej, gdyż zagrali równo przez całe sześćdziesiąt minut. Mimo ambitnej gry gospodarzy, to przyjezdni jako pierwsi skierowali krążek do bramki. Wynik w 16 minucie otworzył Patryk Krężołek, który na wysokości lewego bulika przejął krążek i wystrzelił go w okienko bramki strzeżonej przez Rafała Radziszewskiego. Zagłębie odpowiedziało bardzo szybko, gdyż dwie minuty później podanie tyłem Siemiona Garszyna na bramkę zamienił Filip Stoklasa. Trafienie zostało uznane po analizie wideo.

W 28 minucie Zagłębie po raz pierwszy w dzisiejszym meczu wyszło na prowadzenie. W sytuacji sam na sam znalazł się Michał Bernacki, który przed Robimem Rahmem przełożył sobie krążek i skierował go do bramki. Minutę później bliski doprowadzenia do remisu był Teddy Da Costa, lecz jego strzał nad parkanem zdołał wybronić bramkarz Zagłębia. W 32 minucie na tablicy wyników pojawił się remis, gdyż niepilnowany przez nikogo Oskar Krawczyk wrzucił krążek do bramki.

Na początku trzeciej tercji sosnowiczanie mogli wyjść na prowadzenie, jednak strzał z bliska Garszyna i dobitkę Błażeja Salamona zdołał wybronić bramkarz gości. Decydująca o losach meczu okazała się sytuacja z 53 minuty, gdy Nikita Bucenko wstrzelił się z ostrego kąta w minimalną lukę pozostawioną przez Rahma. Na dwie minuty przed końcem meczu bramkarz katowiczan zjechał z lodu, lecz żadna z akcji gości nie przyniosła zmiany rezultatu. Duża w tym zasługa Radziszewskiego, który wybronił w sumie dzisiaj 40 strzałów rywala.

Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 3:2 (1:1, 1:1, 1:0)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga