Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Przegląd mass mediów po meczu GKS Katowice-Stal Stalowa Wola 2:1: GieKSa z rekordem i na czele tabeli!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Stal Stalowa Wola, wygranego przez GieKSe 2:1 (0:0).

 

infokatowice.pl – GieKSa wygrywa ze Stalą i zasiada na fotelu lidera

GieKSa zrewanżowała się Stali Stalowa Wola za porażkę sprzed kilku dni w Pucharze Polski i wygrała na własnym stadionie 2:1. Dzięki temu zwycięstwu katowiczanie, w oczekiwaniu na jutrzejsze spotkanie Widzewa z Resovią, awansowali na pozycję lidera II ligi.

Od początku spotkania GieKSa atakowała i stwarzała groźne sytuacje pod bramką gości. W 15. min. piłkę w siatce umieścił Błąd, ale sędzie odgwizdał spalonego. Dobre sytuacje w tej części gry miał także Dejmek, ale jego strzał głową był minimalnie niecelny, a także Kiebzak, którego mocny strzał w 35. min. sparował golkiper Stali. Przyjezdni w pierwszej części gry także próbowali atakować, ale ich akcje najczęściej kończyły się w okolicy pola karnego gospodarzy.

Początek drugiej odsłony zaczął się idealnie dla GieKSy, bo już w 48 min. po podaniu Rogali Rogalskiemu nie pozostało nic innego, jak umieścić futbolówkę w siatce. W kolejnych minutach katowiczanie nadal atakowali i mogli podwyższyć prowadzenie.

[…] W końcówce coraz większe niebezpieczeństwo pod bramką Mrozka zaczęli stwarzać goście. Na szczęście na początku doliczonego czasu gry po szybkiej kontrze Michalski podwyższył prowadzenie, chwilę później bowiem Stal zdołała pokonać Mrozka. Na doprowadzenie do wyrównania nie było już jednak czasu i GieKSa w pełni zasłużenie po raz kolejny wygrała na własnym stadionie i zajmuje obecnie pozycję lidera II ligi.

 

sportowefakty.wp.pl – II liga: GKS Katowice buduje twierdzę. Pogrom w Polkowicach

[…] GKS Katowice wygrał już siedem meczów z rzędu na własnym stadionie. Tym razem zmierzył się ze Stala Stalowa Wola, z którą w środku tygodnia przegrał w Totolotek Pucharze Polski. Konfrontacja została rozstrzygnięta przez zespół z Podkarpacia w konkursie rzutów karnych. Wnioski w Katowicach zostały wyciągnięte, błędy naprawione i GKS wygrał tym razem 2:1. Drużyna z Bukowej spędza noc z soboty na niedzielę na pierwszym miejscu w tabeli.

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Stal Stalowa Wola 2:1. GieKSa z rekordem i na czele tabeli!

Piłkarze GKS Katowice pobili klubowy rekord meczów bez porażki. Sobotnie zwycięstwo nad Stalą Stalowa Wola było dziesiątym takim występem z rzędu i pozwoliło drużynie Rafała Góraka awansować na pozycję liderów tabeli.

[…] Katowiczanie mogą być pewni, że do końca tej kolejki obsuną się co najwyżej o jedną pozycję. Rafał Górak jako szkoleniowiec Katowic ustanowił w ten sposób nowy rekord klubu poprawiając wyniki Jerzego Brzęczka i Kazimierza Moskala, którzy nie przegrali dziewięciu meczów z rzędu.

Stal, która wyeliminowała katowiczan z Pucharu Polski, próbowała wywalczyć na Bukowej punkty, a trener Szymon Szydełko już po godzinie gry wykorzystał trzy zmiany.

Gospodarze kontrolowali jednak przebieg wydarzeń i jedyny moment dekoncentracji przydarzył im się dopiero w doliczonym czasie gry, tuż po tym, jak wynik podwyższył Kacper Michalski. Rywale potrafili tę szansę wykorzystać i w ostatnich sekundach było jeszcze nerwowo, ale ostatecznie zwycięstwo całkowicie zasłużenie padło łupem GKS-u.

 

sportdziennik.com – Rewanż za puchar, „Stalówka” pokonana. GieKSa liderem drugiej ligi!

Gole Dawida Rogalskiego i Kacpra Michalskiego zapewniły katowiczanom wygraną ze Stalą Stalowa Wola, dzięki której przynajmniej do jutra plasować się będą na samym szczycie tabeli drugiej ligi.

[…] Trener Rafał Górak wystawił na murawę optymalny skład. Doszło w nim do sześciu zmian w porównaniu z jedenastką, która w środę zremisowała ze Stalą w Boguchwale, a wskutek przegranej serii karnych odpadła z Pucharu Polski. Rewanż na ligowym gruncie nastąpił już dziś. Stal, plasująca się niemalże na drugim biegunie tabeli, miała o tyle utrudnione zadanie, że na rozgrzewce urazu doznał młodzieżowiec Łukasz Zjawiński, przez co trener Szymon Szydełko musiał dokonać aż dwóch zmian. Do wyjściowej jedenastki w miejsce Zjawińskiego wskoczył Michał Fidziukiewicz, a limit młodzieżowców wypełnił Szymon Jopek, luzując Przemysława Stelmacha.

GKS w pierwszej połowie był groźniejszy, ale bardzo brakowało mu lepszej postawy w finalnych fazach akcji. Tych było całkiem sporo, ale już strzałów – jak na lekarstwo.

[…] To, że katowiczanie w tym sezonie zdecydowanie więcej goli strzelają w drugich połowach, jest już faktem powszechnie znanym. Zaistniał również tej soboty. Podopieczni Rafała Góraka wyszli na prowadzenie po niespełna trzech minutach drugiej połowy. Grzegorz Rogala dograł płasko z lewej flanki w pole karne, a tam piłka de facto odbiła się od Dawida Rogalskiego i wpadła do siatki. Dla napastnika poprzednio broniącego barw GKS-u Tychy była to bramka nr 6 w tym sezonie. W wewnątrz klubowej klasyfikacji ratuje tym samym honor ofensywnych zawodników, skoro 5 trafień ma na koncie… stoper Arkadiusz Jędrych.

Apetyt na fotel lidera najwyraźniej był, bo GKS przejął zdecydowaną kontrolę nad meczem. W 61. minucie Rogala do asysty powinien dorzucić gola. Po małej przebitce w środku pola znalazł się przed Kalinowskim, ale przegrał ten pojedynek.

[…] Duże emocje były w doliczonym czasie gry. Najpierw, po kontrze wyprowadzonej przez zmienników, Łukasza Wrońskiego i Marcina Urynowicza, prowadzenie GKS-u podwyższył jeszcze Kacper Michalski. Goście odpowiedzieli natychmiast za sprawą pięknej próby Roberta Dadoka, ale na więcej nie było już czasu. Była to szósta z rzędu ligowa wygrana GieKSy przy Bukowej. Na przestrzeni ostatnich 10 kolejek zgarnęła aż 26 punktów. Tak gra lider! Bez względu na wynik jutrzejszej konfrontacji Widzewa z Resovią, team Rafała Góraka najbliższy tydzień spędzi na miejscu bezpośrednio premiowanym awansem. A potem – wyjazdowy mecz na szczycie z Resovią.

 

echodnia.eu – 2. liga. Porażka Stali Stalowa Wola z GKS-em Katowice. Gospodarzom udał się rewanż za środę

[…] O ile w środowym starciu rozgrywanym w Boguchwale Stal w pierwszej połowie była zespołem o wiele lepszym od GKS-u, tak w sobotę pierwsze trzy kwadranse spotkania niewątpliwie należały do drużyny z Katowic.

[…] GKS przeważał. Dłużej utrzymywał się przy piłce i sprawniej potrafił nią operować na połowie rywali. Próbował dogrywać piłki w pole karne gości, strzały oddawali Michalski i Adrian Błąd, ale obaj byli blokowani. W piętnastej minucie gry ten drugi wpakował nawet w końcu piłkę do bramki, ale arbiter dopatrzył się pozycji spalonej we wcześniejszej fazie akcji. Parę minut później dogodną sytuację miał Dawid Rogalski, ale i on dał się złapać w pułapkę ofsajdową.

Do końca pierwszej połowy zespół z Katowic sprawiał wrażenie lepszego i takiego, który jest już o krok od objęcia prowadzenia, jednak do przerwy nie zdołał tego zrobić. Blisko po strzale z dystansu w 35. minucie pojedynku był Szymon Kiebzak, jednak wówczas Kalinowski popisał się bardzo dobrą interwencją i zapobiegł utracie gola przez Stal.

Druga część tego pojedynku zaczęła się już dla gospodarzy rewelacyjnie. Trzy minuty po wznowieniu gry wyszli oni bowiem naprowadzenie.

[…] Stal nie potrafiła odpowiedzieć swojemu rywalowi. Brakowało jej tego, co tak dobrze funkcjonowało w meczu pucharowym, czyli solidnej gry w defensywie i płynnego przechodzenia z obrony do ataku.

Tymczasem GKS atakował szukając kolejnej bramki. W 61. minucie meczu sam na sam z bramkarzem wyszedł Rogala, ale Krystian Kalinowski znów był górą w takim pojedynku.

Dwie minuty później wreszcie zrobiło się nieco goręcej pod bramką gospodarzy, ale obrońcy ostatecznie zdołali wybić piłkę. Podopieczni trenera Szydełki próbowali przejąć inicjatywę nad wydarzeniami boiskowymi i stwarzać sobie sytuacje do strzelenia gola.

[…] Stal starała się atakować, ale… na 2:0 podwyższyli gospodarze. Kacper Michalski w sytuacji sam na sam nie dał szans Kalinowskiemu, który i tak zrobił w tej sytuacji co mógł. W piątej minucie doliczonego czasu gry do drugiej połowy pięknego gola z 20 metrów od bramki zdobył jeszcze Robert Dadok, ale na niewiele się to zdało.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga