Dołącz do nas

Siatkówka

Zwycięstwo GieKSy po kolejnym horrorze!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W porównaniu do ostatniego meczu, Czarni przystąpili do gry bez zmian w wyjściowej szóstce, natomiast Piotr Gruszka zgodnie z naszymi przypuszczeniami dał szansę na pokazanie się dwóm siatkarzom, którzy nie dostawali okazji do gry w większym wymiarze czasowym. Na rozegraniu Marco Falaschiego zastąpił Maciej Fijałek, natomiast na środku siatki w miejsce Tomasza Kalembki, mógł się wykazać Paweł Pietraszko.

 

Pierwszy punkt w meczu zdobył po kontrze Żaliński, a wyrównanie dał Kędzierski posyłając zagrywkę w siatkę. Kolejne akcje pokazały jak źle weszli w to spotkanie nasi siatkarze. Ziobrowski mocnym atakiem po skosie zdobył drugie oczko dla Czarnych, potem był show Żalińskiego na zagrywce posyłającego dwa asy, wpierw nie obronił piłki Stańczak, a potem przyjmujący gospodarzy trafił w sam róg boiska (4:1). Pierwszy punkt po własnej akcji dla GKS-u zdobył Butryn atakiem po rękach w aut, potem był dobry atak Ziobrowskiego ze skrzydła, a następnie Butryn posłał piłkę w aut (6:2), reklamujemy tę akcję challengem, ale bez zmian i trener naszego zespołu już musiał reagować wzięciem czasu. Po przerwie Ziobrowski skończył kolejną kontrę Czarnych uderzając po bloku w aut, a dodatkowo sędziowie odgwizdali dotknięcie siatki któremuś z naszych zawodników. Pietraszko zaatakował w aut, a chwilę potem Kędzierski zablokował atak Sobańskiego (10:3) i nasza gra wyglądała bardzo źle. Sygnał do odrabiania strat dał Krulicki, który zatrzymał na siatce atak Fornala, potem asa posłał Pietraszko, a Kędzierski przebił piłkę nad siatką w aut, po czym Pietraszko zaserwował w aut (11:7). Wynik wyglądał już troszkę lepiej, ale wciąż mieliśmy problem ze skończeniem pierwszej akcji. Po udanym ataku Sobańskiego (12:8), mieliśmy niesamowitą serię czterech bloków punktowych z rzędu! Zaczął Krulicki blokując akcję Ziobrowskiego, potem Fijałek zatrzymał Żalińskiego, następnie Kapelus dwa razy zablokował ataki Ziobrowskiego i szybko doprowadziliśmy do remisu po 13! Szkoda, że potem Sobański przekroczył linię dziewiątego metra przy serwisie, a wyrównał wynik atak Butryna po rękach Żalińsakiego (14:14). Dłuższy fragment seta to była gra punkt za punkt aż do stanu po 19. Wtedy to po błędzie na zagrywce Sobańskiego, w kolejnej akcji Rafał nie broni serwisu Kędzierskiego (21:19) i Piotr Gruszka prosi o time out. Po przerwie Kapelus posłał piłkę pod końcową linię boiska, następnie Żaliński zaatakował po prostej (22:20). Tym samy atakiem, tylko że z drugiej linii popisał się Butryn, a Ziobrowski obił nasz blok i piłka wylądowała na aucie (23:21). Smith zaserwował w aut, po czym wchodzi na parkiet Kalembka, oczywiście na zagrywkę i posłał piłkę na tyle mocno, że Pietraszko nie miał problemów ze skończeniem przechodzącej piłki i był remis po 23! Niestety kolejną zagrywkę Tomasz posłał w siatkę i gospodarze mieli pierwszą piłkę setową, którą wybronił nam… Ziobrowski również serwując w aut (24:24). W następnej akcji Krulicki zablokował Ziobrowskiego i wyszliśmy na pierwsze prowadzenie w meczu, ale za to w najważniejszym momencie (24:25). Pierwszą piłkę setową dla GieKSy mógł skończyć Kapelus na kontrze, na całe szczęście piłkę podbitą przez gospodarzy, Ziobrowski posłał atakiem po skosie daleko w aut (24:26) i troszkę szczęśliwie wygraliśmy pierwszego seta!

 

Drugą partię zaczął udanym atakiem ze środka Smith, a wyrównał Butryn atakując po skosie, po czym Karol nie skończył piłki na kontrze (2:1). Następnie Kapelus uderzył po bloku w aut, a zagrywkę posłał również w aut (3:2). Potem był bardzo dobry okres gry naszego zespołu. Wpierw Pietraszko ze środka trafił w środek boiska, potem Bołądź wyrzucony poza słupek nie zdołał przebić piłki na drugą stronę siatki, Serwuje Pietraszko i Krulicki kończy z przechodzącej piłki, a kontrę GKS-u wykorzystał Kapelus (challenge nie zmienił decyzji sędziów), po czym był autowy atak Fornala na kontrze (3:7) i czas dla Roberta Prygla. Po przerwie Pietraszko serwuje w aut, następnie Krulicki z krótkiej zaatakował idealnie w środek parkietu gospodarzy, a Fijałek zablokował atak Fornala (4:9) i nasza przewaga stawał się coraz wyraźniejsza. Niemoc Czarnych przełamał w końcu Kohut atakiem ze środka (5:9), ale po bloku Kapelusa na Smith’cie, ataku Pietraszki ze środka, następnie Sobański skończył kontrę pipem (7:14) i przewaga GieKSy rosła bardzo szybko. Po time oucie Smith trafił atakiem na środku siatki, a gra GKS-u była coraz skuteczniejsza, Kapelus zaatakował efektownie z drugiej linii, a Krulicki popisał się kolejnym blokiem zatrzymując atak Bołądzia (9:17). Następny atak skuteczny Sobańskiego po prostej i Kapelus mocnym zbiciem posłał piłkę po bloku w aut, po czym świetny serwis Sobańskiego i Krulicki skończył z przechodzącej piłki (11:21), nasza przewaga stała się już bardzo wyraźna i niezagrożona. Jeszcze Czarni próbują „wrócić” do meczu, Bołądź mocno uderzył po skosie, Butryn odpowiedział atakiem ze skrzydła w środek boiska, następnie był błąd dotknięcia siatki przez Smitha (12:23). Jeszcze Żaliński uderzył po bloku w aut, a Gonciarz posłał asa serwisowego (14:23) i raczej profilaktycznie Piotr Gruszka wziął czas. Po przerwie Pietraszko skutecznie zaatakował ze środka, a pierwszą piłkę setową wykorzystał Fijałek serwując asa (14:25). W tym secie kibice w hali oglądali koncert gry w wykonaniu naszych siatkarzy!

Po dziesięciominutowej przerwie GKS wciąż utrzymywał dobrą grę, szkoda tylko, że tak krótko. Zaczął Butryn atakiem po prostej na kontrze, kolejną bardzo długą wymianę skończył też Karol, w końcu dla gospodarzy Bołądź zdobył pierwsze oczko atakiem ze skrzydła (1:2). Potem Żaliński zaserwował w aut (challenge bez zmian), a następną długą akcję zakończył atakiem Urbanowicz (2:3). Kolejny atak Butryna po prostej i blok Karola na Urbanowiczu (2:5) dały już lekką przewagę. Festiwal bloków dopiero się zaczynał w tym spotkaniu. Wpierw blok Urbanowicza i Sobański nie zdołał podbić piłki, która spadła tuż przy siatce, potem były dwie zepsute zagrywki, najpierw Bołądź serwuje w aut, a potem Pietraszko trafił piłką po taśmie również w aut (4:6). Kędzierski zablokował atak Sobańskiego, następnie Żaliński zatrzymał Butryna po złym dograniu Rafała, potem Kohut blokuje atak Kapelusa z drugiej linii i jeszcze Żaliński powstrzymał na siatce akcję Butryna (8:6). Tak szybko straciliśmy tę przewagę punktową i nasza gra zaczęła wyglądać coraz gorzej. Znów problem ze skończeniem własnych akcji i po błędzie Kapelusa w ataku przegrywamy już 10:7. Blok Krulickiego oraz skuteczny atak Butryna wstrzymują na chwilę ten trend i nawet po asie serwisowym Kapelusa (13:12) niwelujemy straty. Butryn przerzucił piłkę przez siatkę w aut, następną bardzo długą akcję kończy atakiem z drugiej linii Żaliński, a Kohut dokłada dobry atak ze środka na kontrze (16:12) i zdenerwowany Piotr Gruszka musiał wziąć czas. Dwie skuteczne akcje Sobańskiego, wpierw po bloku w aut, a potem na kontrze atak po skosie (16:14) dawały jeszcze nadzieję na równą walkę w tej partii. Niestety obraz gry znów przybrał niewłaściwy obrót. Urbanowicz po ręce Butryna, Sobański trafił w antenkę, Żaliński blokuje Rafała, Butryn atakuje daleko w aut, a Stelmach nie przyjął serwisu Urbanowicza (21:14) i w ten sposób Czarni wracają do meczu. W końcu Urbanowicz zagrywkę posłał w aut, potem Kohut trafił ze środka (22:15). Małą nadzieję dały skuteczne akcje, Krulickiego z krótkiej, Kapelusa na kontrze po skosie oraz as serwisowy Stelmacha (22:18). Po time oucie dla Czarnych, mocny atak Bołądzia, blok Ostrowskiego na Butrynie i pomyłka Karola w ataku po skosie w aut (25:18) dały wygraną gospodarzom.

 

Czwarty set dobrze zaczął Kapelus przebijając piłkę lekkim plasem na stronę gospodarzy, potem Krulicki zaserwował w siatkę, po czym znów Ukrainiec kiwnął w środek boiska. Ostrowski wyrównał atakiem ze środka, a Pietraszko z krótkiej przesuniętej dal prowadzenie GKS-owi 2:3. Następnie Bołądź zaatakował mocno po prostej, Kohut skończył z przechodzącej piłki, Butryn po taśmie w aut oraz błąd podwójnego odbicia Kapelusa (6:3) i Czarni osiągają przewagę. Po przerwie na żądanie, Pietraszko skutecznie na środku z krótkiej, a  Butryn zablokował atak Urbanowicza (6:5). Następnie Bołądź przedarł się przez potrójny blok GieKSy i Sobański uderzył w aut (challenge bez zmian), potem znów Butryn wydawało się, że zaatakował w aut, na nasze szczęście kolejny challenge pokazał, że piłka przeszła po rękach siatkarzy Czarnych i było tylko 8:6. Krótki fragment gry punkt za punkt, z następnym blokiem GKS-u, tym razem w wykonaniu Butryna (11:10). Potem mieliśmy blok Ostrowskiego na Kapelusie, bardzo dobry atak Butryna po bloku w aut i as serwisowy Ukraińca (13:12). Bołądź zablokował Butryna, ale Karol atakował z bardzo trudnej piłki, po czym Sobański mocno po rękach siatkarzy z Radomia (14:13). Po asie Urbanowicza, Piotr Gruszka zarządził podwójną zmianę w GKS-ie, po czym przyjmujący Czarnych zagrywkę posyła w aut (17:15). Przy asie serwisowym Krulickiego na 18:17, pogubili się sędziowie, którzy po wziętym challengu dla gospodarzy, stwierdzili, że nie da się ocenić tej sytuacji na wideoweryfikacji i potem nie wiedzieć czemu arbiter główny zmienił swoją wcześniejszą decyzję i przyznał punkt Czarnym. Po ostrych protestach całej drużyny GKS-u wraz ze sztabem szkoleniowym, sędziowie po kolejnej naradzie podtrzymali (zgodnie z regulaminem o systemie challenge) wcześniejszą decyzję o przyznaniu punktu dla naszej drużyny. Dłuższa przerwa w grze niekorzystnie wpłynęła na radomian i w następnej bardzo długiej akcji Van Walle skutecznie zakończył kontrę (18:18), a zdenerwowany trener gospodarzy wziął przerwę na żądanie. Po niej Bołądź zaatakował mocno po rękach naszych siatkarzy, a Pietraszko atakiem ze środka trafił piłką w aut (20:18). Następnie Kędzierski zaserwował w aut, Sobański wykorzystał kontrę atakiem z drugiej linii i Bołądź zaatakował daleko w aut (20:21), wreszcie wychodzimy na prowadzenie stając przed szansą na zgarnięcie trzech punktów. Żaliński mocno po skosie wyrównał rezultat, by chwilę potem zaserwować w aut (21:22). Bołądź skutecznie za skrzydła, następnie Kapelus wydawało się, że zaatakował z drugiej linii po bloku w aut, niestety challenge dla Czarnych pokazał, że bloku nie było (23:22), choć Piotr Gruszka nie mógł pogodzić się z tą decyzją arbitrów i zażądał nie wiedzieć czemu jeszcze raz ten challenge, który przecież nie mógł pokazać niczego innego niż chwilkę wcześniej. Potem był atak Bołądzia po bloku i pierwszą piłkę setową dla Czarnych, którą wybronił Kapelus atakiem po bloku, ale znów potrzebny był challenge aby potwierdzić tę akcję (24:23). Niestety Pietraszko zaserwował w siatkę i tym sposobem musieliśmy grać już piąty tie-break z rzędu!

 

Mało kto mógł przypuszczać, że piąty set potrwa jak… „normalny” set w meczu. Już pierwsza bardzo długa wymiana zakończyła się mocnym atakiem Żalińskiego, po którym Kapelus obił sufit hali, wyrównał Butryn po bloku w aut. Żaliński przebił się przez blok Sobańskiego, potem Rafał przedarł się przez potrójny blok gospodarzy (2:2). Kolejna długa wymiana zakończyła się dobrym atakiem Urbanowicza, potem Sobański posłał piłkę po skosie w aut, Kohut wykorzystał kontrę na środku (5:2) i zrobiło się już źle z wynikiem na samym początku tie-breaka. Ostrowski zaserwował w aut, po czym znów Kohut skuteczny na środku (6:3). W następnej akcji wydawało się, że Kapelus zaatakował w aut, ale na szczęście challenge pokazał atak po bloku i arbiter musiał zmienić swą wcześniejszą decyzję o przyznaniu punktu Czarnym (6:4). Kalembka posłał asa serwisowego, a Kapelus wykorzystał kontrę mocnym atakiem po bloku (6:6). Następnie Tomasz zaserwował w siatkę i to samo zrobił Urbanowicz (7:7). Kohut skutecznie na środku i zmiana stron boiska (8:7). Kapelus zablokował Żalińskiego, potem Urbanowicz skuteczny z drugiej linii i Bołądź zablokował atak Sobańskiego (10:8), więc Piotr Gruszka musiał już zareagować czasem. Po przerwie Butryn po bloku w aut i as Pietraszki (10:10), tym razem przerwa na żądanie dla Czarnych. Żaliński przedarł się przez blok Kalembki, po czym zaserwował w siatkę (11:11). Znów punkt dla Żalińskiego w skutecznej akcji po dłuższej wymianie, a wyrównał Kapelus atakiem z pipe’a (12:12). Przypomniał się Kohut atakiem ze środka, po czym Butryn przedarł się przez potrójny blok radomian (13:13), następnie obie drużyny dokonały zmian w składach i jeszcze na koniec przerwa na żądanie dla Czarnych. Stelmach zablokował atak Kohuta i to GKS miał pierwszą piłkę meczową w tym spotkaniu (13:14). Urbanowicz zaatakował w aut, ale sędziowie odgwizdują dotknięcie siatki po naszej stronie, szkoda… Potem przyjmujący Czarnych zaserwował w siatkę (14:15) i mieliśmy drugą piłkę meczową. Kapelus miał piłkę w górze na zamknięcie tego meczu, ale gospodarze cudem się wybronili i akcję skończył atak Żalińskiego po naszym bloku, następnie Kohut zaserwował w siatkę (15:16) i była już trzecia piłka meczowa dla GieKSy. Wybronił ją skuteczny atak po bloku Żalińskiego, po czym Butryn zablokował atak przyjmującego radomian (16:17). Czwartą piłkę meczową psujemy sami, bo Pietraszko serwis posłał w aut, a co gorsza Bołądź zablokował atak Kapelusa z drugiej linii (wzięty challenge nic nie dał) i niespodziewanie gospodarze wychodzą na prowadzenie 18:17. Na szczęście Żaliński zaserwował daleko w aut, po czym Butryn kopiuje wyczyn rywala (19:18). Drugą piłkę meczową dla Czarnych wybronił mocnym atakiem po skosie Butryn, ale za to Sobański zepsuł zagrywkę posyłając piłkę w aut (20:19). Trzecią piłkę meczową dla gospodarzy wybronił Kapelus mocnym atakiem ze skrzydła, a potem Butryn wykorzystał kontrę mocnym atakiem po skosie, a dodatkowo sędziowie wskazali na dotknięcie siatki przez siatkarza Czarnych (20:21). Piątą piłkę meczową dla GKS-u obronił Bołądź atakiem po skosie, a potem Kapelus zaatakował po palcach Kohuta w aut (21:22). Szóstą piłkę meczową wybronił Kohut atakiem ze środka, po czym Pietraszko zrobił to samo (22:23). Wreszcie siódmą piłkę meczową wykorzystał Butryn na kontrze, trafiając piłką w sam narożnik boiska! Uff… 22:24, co za emocje, to był już jedenasty tie-break w sezonie i szósty wygrany, jesteśmy rekordzistami PlusLigi pod tym względem!

 

Cerrad Czarni Radom – GKS Katowice  2:3 (24:26, 14:25, 25:18, 25:23, 22:24)

Czarni: Kędzierski (3), Ziobrowski (5), Kohut (15), Smith (2), Żaliński (19), Fornal, Watten (libero) oraz Gonciarz (1), Bołądź (17), Ostrowski (5), Urbanowicz (11), Filipowicz (libero). Trener: Robert Prygiel.
GKS: Fijałek (3), Butryn (24), Krulicki (12), Pietraszko (9), Kapelus (20), Sobański (9), Stańczak (libero) oraz Falaschi, Van Walle (1), Kalembka (1), Stelmach (2), Mariański (libero). Trener: Piotr Gruszka.   MVP: Serhij Kapelus.

 

Przebieg meczu:
I:  5:2, 10:3, 15:14, 20:19, 24:26.
II:  3:5, 5:10, 8:15, 11:20, 14:25.
III:  2:5, 10:7, 15:12, 20:14, 25:18.
IV:  5:3, 10:7, 15:13, 20:18, 25:23)
V:  3:2, 6:3, 9:8, 12:11, 14:15, 18:17, 20:21, 22:24.

 

Czarni-GKS 2

 

Czarni-GKS 3

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga