Hokej Wywiady
Wywiad z Rochem Bogłowskim
Dwa miesiące po zakończeniu sezonu Polskiej Hokej Ligi 17/18, w którym TAURON KH GKS Katowice zdobył srebrny medal, porozmawialiśmy z dyrektorem sportowym sekcji hokeja Rochem Bogłowskim. Zapraszamy na wywiad.
Jak z perspektywy czasu oceniasz poprzedni sezon?
Patrząc na miniony sezon, już na chłodno myślę, że nie można go inaczej ocenić niż przez pryzmat sukcesu. Wicemistrzostwo Polski przed sezonem każdy brałby w ciemno. Początek był trudny, do końca walczyliśmy o udział w Pucharze Polski, praktycznie przez cały sezon uzupełnialiśmy skład, dążąc do optymalnego ustawienia. Podbudowywaliśmy się kolejnymi zwycięstwami i po nieudanym dla nas udziale w Pucharze wszystko ruszyło we właściwym kierunku. Atmosfera w drużynie była bardzo dobra, wszyscy trzymali się razem, włączając w to obcokrajowców, z czym różnie bywa w szatniach. Tutaj należą się także słowa uznania dla sztabu szkoleniowego; myślę, że między innymi tym „team buildingiem” doszliśmy tak daleko.
Jak wygląda podział ról w TAURON KH GKS Katowice, co należy do twoich zadań?
Podział ról w klubie jest dość jasny, jest nas niewielu więc i tak większość decyzji konsultujemy we własnym gronie. Pod moją jurysdykcją jest cały pion sportowy, zaczynając od sztabu szkoleniowego po zawodników, kierowników na lekarzu kończąc. Zajmuję się transferami, wypożyczeniami, układaniem planu sparingowego czy też organizacją klubu od strony sportowej. Oczywiście wszystko konsultowane jest ze sztabem szkoleniowym i zarządem, więc nie jestem pozostawiony samemu sobie ze wszystkimi tematami.
Objąłeś stanowisko dyrektora sportowego na przełomie lipca i sierpnia, gdy zakontraktowana była już większość kadry. Jakie cele miałeś wtedy wyznaczone i w jakim stanie drużynę pozostawił ci Karol Pawlik?
Wszystko wydarzyło się bardzo szybko, właściwie z dnia na dzień, więc nie miałem zbyt dużo czasu na przygotowanie się do nowej roli. Trzeba było dopiąć sprawy wypożyczeń czy też transferów poszczególnych zawodników. Na początku sierpnia nie mieliśmy jeszcze praktycznie żadnego obcokrajowca w składzie, a sparingi i sezon zbliżały się dużymi krokami, więc trzeba było działać szybko. Moim celem było przede wszystkim uzupełnienie składu tak, byśmy mogli na spokojnie rozpocząć rozgrywki. Jak się później okazało, udało się ściągnąć wartościowych zawodników zza granicy, którzy walnie przyczynili się do zdobycia srebrnego medalu.
Jedną z twoich pierwszych decyzji było zakontraktowanie Łukasza Rutkowskiego i Adriana Kowalówki, z którymi pożegnano się jednak po niecałym miesiącu. Do drużyny nie dołączyli również zakontraktowani przez Karola Pawlika Matt Stanisz i Steven Tarasuk. Nietypowa sytuacja miała także miejsce z Patrykiem Krężołkiem, z którym rozstano się w trakcie sezonu, a po kilku dniach ponownie występował w GieKSie.
Zaczynając od początku, jeśli chodzi o Rutkowskiego i Kowalówkę, to faktycznie było sporo zamieszania. Na pewno zbiegło się wtedy kilka czynników: raz, że ja byłem bardzo krótko na stanowisku mając sporo nowych obowiązków; dwa, że trener bardzo szybko chciał uzupełnić skład, nie do końca jeszcze orientując się w polskich realiach. Naciskałem, żeby najpierw zobaczyć wspomnianą dwójkę w sparingach, jednak sztab podjął decyzję o jak najszybszym zakontraktowaniu tych zawodników. Z perspektywy czasu widzę, że to był błąd i mogłem postawić na swoim, jednak natłok zdarzeń, jak i ogrom tematów do ogarnięcia, sprawiły, że trochę zbyt wcześnie sfinalizowaliśmy umowy. Oczywiście to żadne wytłumaczenie, na szczęście już więcej do takich sytuacji nie doszło, a współpraca ze sztabem z każdym tygodniem wyglądała lepiej. Jeśli chodzi o Stanisza i Tarasuka, to ich zakontraktowanie wiązałoby się z praktycznie zerowym polem manewru jeśli chodzi o pozostałych obcokrajowców, mam tutaj na myśli sferę ekonomiczną, dlatego też postanowiliśmy zrezygnować z ich usług i w to miejsce zakontraktować kilku zawodników, z nie gorszymi, w mojej opinii, umiejętnościami. Patryk Krężołek dostał wolną rękę w poszukiwaniu klubu, gdzie mógłby po poważnej kontuzji dostać więcej możliwości grania. Przepisy uniemożliwiły mu jednak przenosiny do innej drużyny, co okazało się dobre także dla nas, gdyż Patryk dostał swoją szansę i myślę, że dobrze ją wykorzystał. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Gdy trenerem hokejowej GieKSy został ogłoszony Tom Coolen kibice spodziewali się zaciągu obcokrajowców z USA i Kanady. Postawiłeś jednak głównie na doświadczonych zawodników zza naszej południowej granicy. Skąd taka decyzja?
Taka strategia została obrana z kilku powodów, przede wszystkim było mało czasu na zbudowanie drużyny, a co za tym idzie na załatwienie wszystkich formalności związanych z zatrudnieniem zawodnika zza Oceanu, opłaceniem przelotu, czy też na odpowiednią weryfikację kandydata do zespołu. Na szczęście udało się znaleźć odpowiednich zawodników tuż za granicą czy też w Finlandii, gdzie rynek jest naprawdę szeroki. Dopiero poszukując bramkarza, mieliśmy trochę więcej czasu i tym sposobem udało się sprowadzić Shane’a Owena. Podsumowując, uważam, że w Europie jest sporo wartościowych zawodników, którzy w naszej lidze mogą być czołowymi postaciami, a ich zatrudnienie bądź też wymiana, gdyż nie każdy transfer jest trafiony, jest dużo prostsze i tańsze dla klubu.
Przejdźmy do tego, co przed nami. Jak wygląda sytuacja z obsadą stanowiska trenera GieKSy na przyszły sezon?
Na obecną chwilę mamy podpisany kontrakt przedwstępny z trenerem Coolenem i już w czerwcu, podobnie jak z zawodnikami, będziemy podpisywali docelowe umowy. Z moich informacji wynika, że zawirowania w sztabie szkoleniowym reprezentacji Polski nie wpłyną na decyzję Toma Coolena o pozostaniu w GieKSie.
Ilu zawodników docelowo ma liczyć kadra TAURON KH GKS-u Katowice na przyszły sezon?
Przystępując do sezonu planujemy mieć w kadrze 25 zawodników, w tym 3 bramkarzy. Na ewentualne roszady lub też wzmocnienia, jeżeli będzie taka możliwość i potrzeba, mamy czas do końca stycznia.
Czy można już powiedzieć, którzy zawodnicy z sezonu 17/18 nie będą reprezentować barw GieKSy w kolejnych rozgrywkach?
Obecnie mogę powiedzieć, że nie będziemy mieli w składzie Bogusia Rąpały, który prawdopodobnie wróci w rodzinne strony i z tego miejsca chciałbym gorąco podziękować Bogusiowi za wspólne dwa sezony, gdyż był bardzo ważną postacią w klubie zarówno na lodzie, jak i poza nim. Nie pozostanie z nami Martin Vozdecky, który zakończył karierę, Jakub Grof przenosi się do Jastrzębia, natomiast kontrakt Denisa Dalidovicha nie został przedłużony. Z pozostałymi zawodnikami nadal jesteśmy w kontakcie i wszystko zależy od tego, jak ułożą się poszczególne sprawy.
Wzmocniliśmy już obronę i atak, niewiele natomiast wiadomo o obsadzie bramki. Co możesz nam powiedzieć na ten temat?
Plany co do obsady bramki pokrzyżowały nam poniekąd przepisy, gdyż bramkarz zza granicy będzie zajmować dwa miejsca dla obcokrajowca. W tej sytuacji wątpliwy jest powrót Owena, który poza tym ma propozycje z silniejszych lig i pewnie tam będzie chciał spróbować swoich sił. Staramy się znaleźć bramkarza z polskim paszportem i pewien pomysł już jest. Dodam tylko, że zawodnik ten nigdy jeszcze nie grał w Polsce. Jeżeli wszystko się dobrze poukłada, do końca czerwca powinniśmy już oficjalnie ogłosić, kto wzmocni drużynę na tej pozycji. Chciałbym mieć rywalizację na tej pozycji, także niedługo powinniśmy ogłosić nazwisko Polaka, który powalczy o miejsce między słupkami.
Aktualnie w składzie naszej drużyny próżno szukać wychowanków. Czy jest szansa na zmianę tego stanu rzeczy w niedalekiej przyszłości?
Faktycznie, jeśli chodzi o wychowanków GieKSy, to pole manewru jest mocno ograniczone, ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, jeden z nich powinien się znaleźć w szerokim składzie i powalczyć o miejsce w drużynie.
Jakich jeszcze ruchów transferowych możemy spodziewać się w najbliższym czasie?
Jesteśmy bardzo blisko porozumienia z czołowym polskim zawodnikiem, reprezentantem kraju i mam nadzieję, że na dniach uda się nam sfinalizować rozmowy. Do składu planujemy dodać jeszcze dwóch obcokrajowców – jednego do obrony i jednego do ataku – oraz dwóch młodych zawodników. Oczywiście w planach jest pozyskanie dwóch bramkarzy, o czym już wspominałem.
Jak będzie wyglądać okres przygotowawczy do kolejnego sezonu?
Przygotowania rozpoczęliśmy wszyscy 4 czerwca, jedynie Radek Sawicki dołączy trochę później z racji przebytego zabiegu. Podobnie jak przed rokiem będziemy trenowali według schematu, ustalonego przez naszego trenera przygotowania motorycznego – Dawida Lorenca, który wraz z Piotrkiem Sarnikiem będzie prowadził treningi. Obecnie zawodnicy we własnym zakresie robią przygotowanie tlenowe, gdyż na to nie będzie już później czasu. Po siedmiu tygodniach udamy się na tygodniowe urlopy i zameldujemy się 30 lipca z powrotem w klubie, gdzie parę dni przeznaczymy na profilaktykę przeciwurazową oraz power skating jako przygotowanie do treningów na lodzie. Zajęcia z trenerem Coolenem zaczniemy 6 sierpnia.
Co sądzisz o nowych przepisach PHL dotyczących obcokrajowców – zagraniczny bramkarz liczony jako 2?
Dyskutowaliśmy na spotkaniach klubów dużo na ten temat i od początku większość opowiadała się za zwiększeniem limitu obcokrajowców oraz zniesieniem zasady 50/50, jeśli chodzi o bramkarza. Władze ligi postanowiły pozostawić jednak poprzednie zasady z wyjątkiem bramkarza zza granicy, który może bronić cały sezon, ale zajmuje dwa miejsca dla obcokrajowców. Nie do końca rozumiem, kogo taki przepis ma chronić, nie mamy obecnie w Polsce aż tylu klasowych polskich bramkarzy, aby obsadzić wszystkie kluby. Nie mając wpływu na takie decyzje, pozostaje jedynie spróbować się przystosować do zaistniałej sytuacji.
Jak sam oceniłbyś swoją pracę przez ten niecały rok? Czego się nauczyłeś, może jest jakaś decyzja, której teraz żałujesz?
Ciężko jest oceniać swoją pracę, ponieważ to należy do moich zwierzchników i myślę, że tam należałoby szukać odpowiedzi. Na pewno był to pełen wrażeń, wyzwań, dobrych i lepszych momentów sezon uwieńczony medalem oraz możliwością pokazania się hokejowej GieKSy w rozgrywkach Europejskich. Zawsze pozostaje refleksja, że coś można było zrobić lepiej, pewne decyzje inaczej podjąć, jednak nie zamierzam już tego roztrząsać. Skupiam się na zbliżającym sezonie, gdyż pracy jest sporo, a poprzedni pozostawiam jako bardzo pozytywne doświadczenie i motywacje do dalszego działania.
Mówiło się, że naszym celem na sezon 17/18 jest pierwsza czwórka PHL, a zostaliśmy wicemistrzem. Teraz celem jest mistrzostwo czy najpierw ustabilizowanie naszej pozycji w polskim hokeju?
Apetyt rośnie w miarę jedzenia i myślę, że to uczucie udzieliło się wszystkim związanym z hokejową GieKSą. Chciałbym jednak zaznaczyć, że wchodzimy dopiero w trzeci sezon po reaktywacji sekcji i na pewno najważniejsze to właśnie ustabilizowanie naszej pozycji na rynku hokejowym. Środowisko związane z tą dyscypliną sportu jest bardzo małe i hermetyczne, a co za tym idzie każda dobra i przede wszystkim zła wiadomość rozchodzi się bardzo szybko. Nie możemy pozwolić sobie na błąd organizacyjny, gdyż później ciężko będzie sprowadzić do Katowic dobrych zawodników. Taka strategia nie przeszkadza jednak w osiąganiu sukcesów, dlatego życzyłbym sobie oraz wszystkim sympatykom KH GKS-u Katowice ponownego udziału w finale Mistrzostw Polski.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

zbyh ks adama
6 czerwca 2018 at 01:21
No nie wierze! Rochu dyrektorem hokeja ale news wow wielkie gratulacje i pozdrowienia. Zycze samych sukcesow!