Klub Piłka nożna
[WYWIAD] Rafał Kędzior o marketingu w klubie
Wiele było różnych opinii na temat działalności marketingu w ostatnim czasie, więc przedstawiamy wam rozmowę z szefem działu Rafałem Kędziorem. Zapraszamy do lektury, która na pewno wyjaśni wam wiele spraw.
GieKSa.pl: Pół roku pracy już za tobą, jak się czujesz w klubie?
Rafał Kędzior: Czuję się jak w domu. Najpierw przychodziłem tutaj, jako kibic na Blaszok, później byłem na trybunie głównej a po studiach zaliczyłem pierwszy okres pracy w klubie. Wtedy o marketingu w takim wymiarze jak dziś nie było mowy, ale dla mnie było to ciekawe doświadczenie. Zmieniła się na plus organizacja w klubie i czuje się w 100% zadomowiony.
Wyjaśnijmy może na początku sytuację z Twoim przyjściem. Nie było jasnego komunikatu, co z Olgą Bieganowską, która zarządzała marketingiem i w opinii wielu robiła to dobrze.
Teraz wygląda to tak, że to ja jestem odpowiedzialny za dział marketingu a Olga jest moim zastępcą. Współpracujemy razem w wielu sprawach i się uzupełniamy, bo każdy z nas ma nieco inne predyspozycje, w innych sprawach czuje się mocniejszy. Mogę z pełną świadomością powiedzieć, że nasza współpraca układa się bardzo dobrze, uzupełniamy się w wielu tematach. Moje doświadczenie z innej branży, które mogę przelać na marketing plus doświadczenie Olgi z ostatnich lat pracy w klubie – można powiedzieć, że coś zostało dodane a niezabrane czy też zamienione. Olga cały czas aktywnie pracuje i jej aktywność jest bardzo ważna. Zachowując wszelkie proporcje naszą sytuację można obrazowo porównać do Prezesów Cygana i Janickiego. Oni również w wielu kwestiach się uzupełniają i współpracują.
Jak wygląda reszta działu?
Mamy Martynę Szewczyk odpowiedzialną za ticketing i całą organizację związaną ze sprzedażą i dystrybucją biletów, Klaudia Połap zajmuje się akcjami społecznymi. Dorota Morawska odpowiada w większej mierze za siatkówkę. Dziewczyny wykonują naprawdę świetną robotę! Do tego do pomocy mamy studio graficzne. Chciałbym jednak podkreślić, że wszyscy współpracujemy, nie jest tak, że ktoś się zamyka i odpowiada tylko za swoje tematy. Każdy dokłada swoją cząstkę do finalnego efektu, który widzą kibice. Dodatkowo nasz dział jest w jednej gałęzi z pozostałymi, które spina klamrą Marcin Janicki, czyli dodatkowo osiągający świetne wyniki pod okiem Marcina Ćwikły dział sprzedaży, dział komunikacji z Maćkiem Blautem i rzecznikiem Maurycym Sklorzem na czele. Nie można, więc powiedzieć, że sukces jakiejś akcji jest sukcesem tylko jednego działu. Wszyscy musimy pracować na ten sukces i w wielu sprawach się uzupełniać.
Wspomniałeś o swojej przeszłości zawodowej, co zatem już przeniosłeś do działalności klubu albo, co chciałbyś przenieść?
Czasem są to takie niezauważalne sprawy i o tym się nie mówi, ale z czasów Orange sport jeździłem regularnie do klubów w całej Polsce, poznałem wielu ludzi związanych z piłką, marketingiem, mediami. Teraz to „czasem nieoficjalnie” bardzo pomaga, bo mogę przez to dużo rzeczy załatwić szybciej czy też w większym stopniu pomóc klubowi. Raz w tygodni jestem w Warszawie, w PZPNie, gdzie także „lobbuję” na rzecz GieKSy, ponadto zostałem zaproszony do pracy w komisji medialnej i komisji marketingu Śląskiego Związku Piłki Nożnej, co też pozwala dbać o interesy klubu. Prawie 10 lat pracowałem w telewizji, więc służę radą działowi komunikacji, który wykonuje swoją robotę znakomicie, ale mogę doradzić w kwestiach „filmowych”. Ostatnim przykładem był film z kampanii „Czas GieKSy” gdzie pomogłem w jego realizacji. Wkrótce mam nadzieję wspólnie z kibicami zrealizujemy film „Dekada” o złotym okresie w historii GieKSy.
Przychodziłeś do klubu w momencie gdzie na dobre rozpoczęła się obsługa klubu pod kątem wielosekcyjności. Nie masz teraz wrażenia, że klub się rozrósł a brakuje ludzi by to wszystko ogarnąć?
Każda para rąk jest potrzebna do pracy tym bardziej, że de facto mamy 3 sekcje do obsługi. Wiadomo, że są wspólne rzeczy, które łączą, ale jednak dużo więcej jest różnic. Przykładowo jakikolwiek event w Spodku to jest organizacja na bardzo wielką skalę. Mamy 3 tysiące ludzi, dla których trzeba wszystko opakować, zgrać. Pracy mamy mnóstwo przy tego typu spotkaniach. A często tuż po meczu musimy opuścić arenę i wyczyścić ją ze wszystkich naszych urządzeń, banerów itp. Nasza rzeczywistość klubowa wygląda tak, że wszelkie rozmowy rozpoczynamy od ustalenia, o jakiej sekcji rozmawiamy czy o piłce, siatce czy hokeju? Do tego zdarzają się sytuację gdzie tak jak teraz rozpoczynamy kampanię piłkarską, w środku sezonu są siatkarze z meczami przeciwko atrakcyjnym rywalom a do tego kończą się rozgrywki hokeja. Zdaję sobie sprawę i rozumiem kibiców piłki, że być może tych akcji marketingowych dla kibiców stricte piłkarskich było nieco mniej. Chciałbym jednak by kibice zrozumieli, że my, jako dział marketingu, – jako klub promujemy markę GKS-u Katowice. Wiem, że ludzie mają swoje ulubione sekcje i chodzą tylko, np. na piłkę czy siatkę. My pokazując się na imprezach, organizując spotkania podświadomie zapraszamy kibiców na wszystkie sekcje i wszystkie spotkania. Trzeba sobie jasno podkreślić to, jakie było zainteresowanie mediów, kibiców spotkaniami siatkówki w Spodku, jakie było zainteresowanie kibiców marką klubu to ma bezpośrednie przełożenie na inne sekcje. O GKS-ie było głośno a to zawsze będzie się kojarzyć z piłką nożną. Mam nadzieję, że te efekty zobaczymy już na meczu ze Stomilem, na których wszystkich kibiców serdecznie zapraszam.
Na ile możesz powiedzieć, że ta organizacja takich spotkań i wydarzeń was już nie zaskakuje a na ile są to jeszcze nowe rzeczy, których się uczycie?
Uczyliśmy się siatkówki i organizacji spotkań. To nie jest tak, że nagle zbierze się kilka osób mających pojęcie o marketingu i będzie wszystko perfekcyjnie organizować w nowej dyscyplinie. Musieliśmy poznać specyfikę tej dyscypliny i jej wymagania. Trudne było też to, że inna jest specyfika organizacji meczu w Spodku a inna w Szopienicach, gdzie mimo wszystko przy tych ograniczeniach, jakie ma ta hala można stworzyć ciekawe widowisko dla kibiców. Myślę, że dla marketingu siatkówki ten sezon jest taki przejściowy, w którym wiele rzeczy sprawdzamy, testujemy czy to chcemy zrobić uda się w rzeczywistości. Przykładem jest interaktywny wybór Aasa meczu organizowany z naszym sponsorem firmą Aasa Polska – takiej zabawy z wykorzystaniem komórek i telebimu nie ma w żadnej siatkarskiej arenie w Polsce!. Polsat coraz częściej pokazuje mecze GieKSy a to dla nas ważne w kontekście medialności i reklam. Wiadomo, że póki, co jeszcze nie jesteśmy Resovią, Skrą, ale jesteśmy chętnie pokazywani, bo przekaz i obraz jest mocno pozytywny. Mecze w Spodku dużo nam dały pod tym kątem. Dla nas wszystkich pomysł Prezydenta Marcina Krupy stworzenia wielosekcyjnej GieKSy, to strzał w dziesiątkę, każdy mecz pokazuje nam jak szerokie spectrum kibiców interesuje się GKS-em. Jeśli chodzi o piłkę to mam tu porównanie z Górnikiem Zabrze i mogę z całą pewnością powiedzieć, że jeśli chodzi o organizację, strukturę klubu czy też poszczególnych działów to GKS bije czternastokrotnego mistrza polski na głowę. I mówię to z pełną świadomością tych słów. W GieKSie prezesi wprowadzili nowoczesny system zarządzania, jest odpowiedzialność i świadomość pracy, jaką się wykonuje. Nie jest to typowy styl korporacyjny, ale określiłbym to, jako wzorowo zarządzaną firmę sportową.
Na ile Twoimi obowiązkami są sprawy związane typowo z marketingiem a na ile jest to również pomoc innym działom czy też prezesowi Janickiemu.
Zacznijmy od tego, że różne są postrzegania marketingu. Dla jednych będzie to tylko sprzedaż reklam i poszukiwanie sponsorów, dla innych promocja meczu i wizerunek klubu a dla kolejnych osób organizowanie akcji społecznych. Na wszystkich tych polach współpracujemy. Dobrym przykładem tego jak wygląda nasza praca jest pozyskanie i obsługa naszego głównego sponsora firmy Aasa Polska. Dla klubu był to moim zdaniem „kamień milowy” w rozwoju. Przede wszystkim nie jest to spółka skarbu państwa, którą ktoś polecił poprzez znajomości polityczne, nie jest to również firma, którą prowadzi np. nasz kibic i wspiera klub niejako z sentymentu. Firma Aasa Polska została pozyskana poprzez bardzo dobrze dobraną ofertę marketingową zarówno, jeśli chodzi o współpracę z klubem jak i przede wszystkim pod kątem tego, co może firma osiągnąć przez współpracę z naszym klubem. Współpraca ze sponsorem jest układem czysto biznesowym i pracujemy nad nim bardzo ciężko, a tego nie widzą kibice. Przynajmniej raz w miesiącu spotykamy się w Warszawie w siedzibie firmy gdzie planujemy działania na kolejny miesiąc, przekazujemy informację o tym, co zostało zrobione i jak to wpłynęło na wizerunek firmy, jakie korzyści ona otrzymała. My naszymi narzędziami pokazujemy jak wiele zyskuje Aasa Polska na współpracy z klubem. Tak jak wspomniałem – tej pracy, której nie widać jest bardzo dużo. Tutaj w tą pracę zaangażowane są wszystkie podmioty znajdujące się w klubie, nad którymi czuwa Marcin Janicki.
Jak taki sponsor wpłynął na działalność marketingu klubu Twoim zdaniem? Pojawiły się nowe możliwości? Nowe projekty? Macie może większy budżet?
Zaangażowanie firmy daje nam nowe możliwości – dobrze to widać np. w gazetce Czas GieKSy gdzie Aasa Polska jest bardzo widoczna. Jeśli ktoś chce zrobić jakiś projekt to dwóm podmiotom jest zawsze łatwiej aniżeli jednemu. Współpraca z innymi podmiotami ( sponsorami) również otwiera nam nowe możliwości na promocje meczów, rundy czy też karnetów. Nie ukrywamy, że sporo możliwości daje nam też wzorowa współpraca z Miastem Katowice.
Co powiesz kibicom w opinii, których dział marketingu czy też klub ”przespał” mecz z Górnikiem, który można było niejako użyć do wsparcia frekwencji na ostatnie mecze w rundzie?
Wydaje mi się, że opakowanie meczu z Górnikiem było na bardzo wysokim poziomie. Pojawiło się sporo atrakcji dla kibiców, dla najmłodszych, była oprawa kibiców, był również, co ważne poziom sportowy. Być może się mylę, ale to, jakie było widowisko na Górniku samo to opakowanie – powinno zachęcić ich do przyjścia na stadion w kolejnym meczu. Rozumiem kibiców, którzy oczekiwali więcej, bo my sami oczekiwaliśmy większej frekwencji na kolejnych meczach po tym spotkaniu. Wiem, że to nas nie tłumaczy, ale w całym kraju kluby mające większe budżety mają problemy z frekwencją. Wiemy, że kibice są już troszkę znudzeni pierwszą ligą, jestem jednak przekonany, że na wiosnę u nas będzie z tym dużo lepiej, wierzę, że kibice zrozumieją, że to jest właśnie Czas GieKSy.
Inna sprawa, na którą kibice zwracali uwagę to kalendarz „Dżentelmeni” pokazany na Złotych Bukach a który do sprzedaży wyszedł nieco późno. Czy nie masz wrażenia, że pomysł był super, ale jednak cała akcja nieco się rozmyła?
Tutaj wyszły kwestie techniczne i z tego rzeczywiście musimy wyciągnąć wnioski na przyszłość. Wiele czynników miało na to wpływ. Nie zgodzę się jednak ze stwierdzeniem, że potencjał tej akcji nie został wykorzystany. Wiele pracy trzeba było włożyć w ten kalendarz i sprzedał się on bardzo dobrze nie tylko, jako produkt, ale także, jako pomysł. Mamy jednak świadomość, że pewne działania można było podjąć wcześniej.
Opowiedz coś o planach marketingowych oraz o kampanii Czas GieKSy. Mamy wrażenie, że to jest zupełnie inna kampania – taka, którą będzie trwać dłuższy czas a nie jest robiona pod konkretne wydarzenie?
Dużo rozmawiam z osobami pracującymi w klubie i wszyscy mówią, że takiej kampanii na taką skalę jeszcze w GieKSie nie było. Oczywiście były pojedyncze kampanie meczowe jak np. Zatopić Arkę, która odbiła się szerokim echem w Polsce. Nawet ja pracując jeszcze jako reporter w Orange Sport robiłem z tego duży materiał. To były rzeczy chwytliwe, ale myślę, że wtedy był też inny czas. W I lidze GieKSa się wyróżniała pod tym kątem, była to również innowacja. Teraz jest trochę trudniej – kluby mają nowe narzędzia, są aktywne na profilach społecznościowych i widać, że niektóre fajne akcje w różnych klubach nie przebiły się już tak mocno. Po prostu wyrównał się poziom i trudniej stworzyć coś unikatowego. Zastanawialiśmy się jak „ugryźć” taką kampanię by była ona zapamiętana i przyniosła nam korzyści. Czas GieKSy rozpoczął się od urodzin klubu i mamy nadzieję, że pierwsza faza zakończy się sukcesem w czerwcu a potem będzie można modyfikować całą akcję. Dla nas była to świadoma nazwa tej kampanii. Jest ona również uniwersalna i może się odnoście również do siatkarzy, którzy wchodzą w decydującą fazę sezonu czy też hokeistów, którzy grali Play-offy. Co do samej kampanii to jej skala jest rzeczywiście duża – mamy reklamę na autobusach PKM, są billboardy, mobilne informacje na mieście, jest przede wszystkim gazetka, która wyszła w nakładzie 50 tysięcy i jest rozdawana w Katowicach, ale również w miastach, w których są kibice GieKSy – Mysłowice, Imielin, Zabrze, Żory, Jaworzno, Lędziny. Dodatkowo sam spot z promujący całą akcję zarówno w wersji polskiej, jak i angielskiej został bardzo fajnie przyjęty przez wszystkich dziennikarzy zajmujących się sportem.
Myślę, że jeśli jesteśmy przy tych wszystkich akcjach i sprawach związanych ze sponsorami to warto pochwalić się również tym, że GieKSa została nominowana do nagrody Forum Biznesu Sportowego, jako organizacja sportowa. Ta nominacja również świadczy o tym, że nasze działania marketingowe zostały dostrzeżone. W innej kategorii nominację dostała również Aasa Polska, jako sponsor sportu.
Chciałbym zapewnić, że na laurach nie osiadamy. Mamy wiele pomysłów i jedyny problem to taki by wybrać odpowiednie narzędzia do ich wdrążenia tak by przyniosło nam to korzyści w postaci większej frekwencji na stadionie i w hali siatkarskiej.
Jakie są plany na tą kampanię w dalszym okresie czasu? Wiadomo, że wiele jest uzależnione od wyników.
Oczywiście wyniki sportowe to kluczowa sprawa dla tej kampanii. Mamy różne warianty przygotowane, ale póki, co nie mogę tego zdradzić. Pomysły mamy i kibice na pewno jeszcze o GieKSie mówiąc dosłownie „usłyszą”.
Jakie są plany na przyszłość? Czy masz może jakieś konkretne cele postawione przez prezesów?
Myślimy i planujemy już co będzie za pół roku. Nie możemy być zaskoczeni 3-4 czerwca niezależnie od tego, w której lidze zagramy w nowym sezonie. Przygotowujemy coś bardzo ciekawego na ostatni mecz sezonu, coś co znają kibice z lig zachodnich. Nie zdradzę do końca co to jest, ale projekt jest duży. Nie myślimy tylko o następnym meczu a patrzymy szerzej. Pracujemy nad frekwencją, bo GieKSa ma wielu kibiców – faktem jest, że po ostatnich latach w I lidze mniej licznie przychodzą oni na stadion. Jedną sprawą jest jednak dotarcie do kibiców GieKSy, którzy chodzili, ale z różnych względów przestali a drugą sprawą jest dotarcie do osób, które nie były na stadionie czy też sport – piłka nożna ich nie interesowała. Tacy kibice muszą mieć przede wszystkim dobry produkt, czyli ekstraklasę oraz bardziej komfortowe warunki do jego oglądania. Póki co staramy się skupiać w większym stopniu na tej pierwszej grupie. Mamy atrakcyjne ceny biletów i karnetów jak na moment sezonu, w którym jesteśmy i przy pozycji jaką zajmujemy. Tutaj narzekań nie powinno być. Dla mnie osobiście największą radością byłoby gdybyśmy mieli pełny stadion – Blaszok i główną. Oczywiście możemy być widoczni na mieście i wyróżniać się pod kątem marketingu, ale co z tego, jeśli potem ludzie nie przyjdą na stadion.
Planujemy również unikatową akcję jeśli chodzi o media społecznościowe. Póki co żaden klub w Polsce nie korzystał z tego narzędzie, więc zobaczymy jak to wyjdzie.
Jak bardzo ograniczona Twoim zdaniem jest pierwsza liga w stosunku do ekstraklasy pod kątem marketingu?
Pracując jeszcze w Ekstraklasowym Górniku, a teraz w GieKSie rzeczywiście mam porównanie. Najważniejszą sprawą jest fakt, że spółka Ekstraklasa SA. bardzo dużą rolę przywiązuje do kwestii marketingowych. W I lidze to się dopiero tworzy m.in. dzięki prezesowi Cyganowi, który jest teraz wiceprezesem PLP. Pierwsza liga łapie oddech i goni ekstraklasę, właśnie pojawił się sponsor tytularny i nie wchodząc w szczegóły mogę powiedzieć, że spory udział mieli w tym ludzie GieKSy. W Ekstraklasie marketing tej spółki bardzo prężnie działa, kluby dostają wytyczne jak mają działać, jak mogą wykorzystać swój wizerunek. Jest dużo szkoleń, z których można wiele wynieść. Widać, że takie coś przynosi korzyści, bo kluby ekstraklasowe pod tym kątem są bardzo dobrze rozwinięte. I liga to bardziej liga skrajności, bo są kluby, które mają to zaplecze i działają bardzo dobrze na tym polu a są kluby, które muszą się skupić na innych kwestiach skoro w klubie pracują np. 3 osoby. Wiele takich akcji jak np. mikołaje jako sędziowie techniczni, turniej w Fifę dla zawodników, dzień kobiet na stadionie czy inny tematyczny dzień to pomysły tej spółki i to kluby muszą je realizować. Takie akcje mocno wpływają na to jak takie kluby są postrzegane. Kolejna sprawa to np. fragmenty meczów piłkarski o które dba Live Park W krótkim czasie po spotkaniu kibice dostają pełny skrót ze spotkania, bramki. Kluby mają większą możliwość sięgnięcia do materiałów archiwalnych. Na pewno w Ekstraklasie byłoby nam łatwiej pod tym względem, choć Polsat poczynił w tych kwestiach w ostatnim czasie spory krok do przodu.
Prezes Janicki przyznawał kiedyś, że z czasem odchodziliście od kampanii angażującej piłkarzy na rzecz uniwersalnych przekazów. Jak to wygląda teraz? Czy wobec walki o ekstraklasę i skupieniu się na lidze piłkarze będą się mniej angażować w takie akcje?
Najważniejsza rzecz dla piłkarzy to fakt, by dobrze prezentowali się na boisku. To jest najważniejsze, ale oczywiście nie jedyna rzecz. Wszyscy mają wpisane w kontrakty klauzule dotyczące marketingu, wizerunku itd. My jednak zawsze będziemy podkreślać, że najważniejsze są wyniki sportowe. W ostatnim czasie nieco bardziej zwróciliśmy się w stronę kibiców. Przykładem była tutaj zapowiedź meczu z Górnikiem i klasyczna wersja znanej z Blaszoka przyśpiewki kibiców. Myślę, że w ostatnim czasie piłkarze byli jednak widoczni w akcji – wykorzystano tutaj w fajny sposób sytuację z Alanem Czerwińskim, który zdecydował się zostać w GieKSie tutaj byliśmy chwaleni za szybką reakcję, czyli tzw. real time marketing. Byli w spocie bracia Abramowiczowie przed Chrobrym, zawodnicy brali udział w kalendarzu GieKSy. Nie chcemy sytuacji, że będziemy ich angażować w każdą akcję, bo w pewnym momencie mogłoby być już tego za dużo. Musimy do tego podejść z rozsądkiem. Dużo podpowiada nam również trener Brzęczek oraz Dariusz Motała, którzy angażują się w naszą pracę i podpowiadają nam swoim doświadczeniem.
Czy coś się dzieje w temacie autobusu z GieKSy? Wiele klubów na swoje autobusy i trzeba przyznać, że wygląda to bardzo ładnie.
My nie jesteśmy ślepi i głusi na to co się dzieje w innych klubach. Wiemy jakie autokary mają inne kluby, wiemy też o oczekiwaniach kibiców i ich zapytaniach. My też chcemy takiego autobusu i temat przewija się w naszych rozmowach bardzo często. Chcemy taki autokar – rozmawiamy o nim i przygotowujemy projekt. Musimy jednak pamiętać, że ma to być nasz autokar, który będzie do dyspozycji sportowców związanych z klubem a tutaj problemem póki co może być budżet marketingowy czy też klubowy. Musimy na spokojnie określić co jest dla nas priorytetem i co przyniesie nam więcej korzyści. Jasne autokar fajnie wygląda na filmach czy też w kulisach meczowych, – ale musimy pamiętać o tych właśnie priorytetach. My nie chcielibyśmy wydawać w tej chwili wszystkich pieniędzy na autokar po to tylko by go mieć. Kibice często krytykują piłkarzy, że za pierwsze zarobione pieniądze kupują drogi samochód, a nie myślą o zabezpieczeniu się na przyszłość. My, jako klub chcielibyśmy postępować rozsądnie, a nie pod wpływem impulsu „inni mają, to my też natychmiast musimy”. Mamy w tej chwili inne priorytety, bo celem jest awans i jeśli mamy np. zakontraktować za te pieniądze jakiegoś zawodnika, który nam w tym pomoże to wolimy wydać to na zawodnika niż na autokar. Myślę, że jeśli to zrealizujemy to w nowy sezon wjedziemy już z nowym autokarem. Docelowo ma być to nasz klubowy autokar, ale nie jest to łatwe. Inna sprawa, że ten autokar, którym teraz jeździ GieKSa to autokar topowej klasy, nawet porównując go do najlepszych klubów w Polsce.
Co dalej z projektami społecznymi?
Rzeczywiście mamy tych akcji dużo. Dziewczyny z marketingu świetnie to czują. Teraz mamy akcję Zagraj w Spodku, jak przyjdzie wiosna to ruszamy z nową edycją Zagraj na Bukowej. Nie zawsze nasze działania w kwestiach społecznych wychodzą na światło dzienne, bo media rzadko o tym piszą. Nie wszystkim też się chwalimy, pomagamy dużo, ale nie chcemy się tym chwalić za wszelką cenę, bo nie oto tutaj chodzi. W tej działce myślę, że jesteśmy w górnej połówce ekstraklasy.
Jak się zapatrujesz na E-Sport?
Klub o tym myśli, bo takie są trendy. Nie ukrywam, ze mamy za sobą kilka spotkań w tym temacie. GKS Tychy zebrał od kibiców sporą krytykę za wejście w e –sport. Uważam, że w naszym aspekcie e-sport ma sens wyłącznie w sytuacji, kiedy GieKSą będzie można zagrać w nowej edycji gry FIFA, aby tak się stało potrzeba….wszyscy wiemy czego. Rynek na pewno się rozwija, bo zgłaszali się do nas managerowie graczy Fify, którzy chcieliby , aby ich zawodnicy reprezentowali nasz klub.
Od dawna interesujesz się piłka. Co takiego byś chciał przenieść do GieKSy z tego, co widziałeś na świecie od strony marketingowej?
Jestem estetą i zawsze zwracam uwagę, na to jak obrandowane są stadiony pod kątem sponsorów, czy przekazu klubowego sloganu itp. Wzorem dla mnie są np. mecze reprezentacji Polski. To jak wygląda stadion wtedy, jak jest „obrendowany” jak to wszystko jest widoczne to dla mnie duży wzór. PZPN potrafi opakować ten produkt meczowy, zaprosić kibiców, jest dodatkowo ekipa kanału Łączy nas piłka. Myślę właśnie, że to jest fajne, gdy na długo przed mecze ten stadion już żyje tym wydarzeniem, gdy jest przygotowany dla kibiców, gdzie te loga sponsorów są widoczne dla wszystkich, ale nie są nachalne, tylko umiejętnie wkomponowane w koncepcje przystrojenie całego obiektu. Mogę zdradzić „zza kulis” programu Łączy Nas Piłka, że niektóre osoby, które go tworzą to są kibice GieKSy – np. operator stojący za kamerą Kuba Rejmoniak. Dodatkowo w siedzibie PZPN w biurze Łączy nas Piłka jest obecna GieKSa w postaci plakatów Koniarka i Furtoka, więc nasz klub jest obecny. Wszyscy nam życzą tego awansu, bo to dla nich też to będzie możliwość do zrobienia fajnych materiałów.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Brigade Germany
8 marca 2017 at 17:11
Super artykul BrAWO !!!
Pozdro Rafal , ta whisky za pewno transmisja
na OS dalij aktualno.
FC BG
Marta
8 marca 2017 at 17:17
Niby fajny, niby długi, ale brak konkretów. Nic ciekawego się nie dowiedziałam.
przystojny kibol
9 marca 2017 at 07:44
Marta, będziesz w piątek na Stomilu?
Olo
9 marca 2017 at 08:52
dlaczego gazetki nie rozdają w Olkuszu Hołdynowie bądź w Wolbromiu ? tam też są nasi kibice choć coraz więcej kibiców wisły się robi tam jest potrzeban akcja marketingowa GieKSy ! pojedcie tam do szkół z jakąś dziewczyną od marketingu i porozdawajcie upominki tak jak to robicie w Katowicach
Iwan
9 marca 2017 at 09:04
Dokładnie ! jak czegoś nie zrobimy to stracimy tych kibiców z małopolski na zawsze! panie z marketingu zapraszamy do małopolski gidzie też są kibice GieKsy ! (jeszcze) nie zmarnujcie tego !!!