Dołącz do nas

Klub Piłka nożna

[WYWIAD] Rafał Kędzior o marketingu w klubie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wiele było różnych opinii na temat działalności marketingu w ostatnim czasie, więc przedstawiamy wam rozmowę z szefem działu Rafałem Kędziorem. Zapraszamy do lektury, która na pewno wyjaśni wam wiele spraw.

GieKSa.pl: Pół roku pracy już za tobą, jak się czujesz w klubie?

Rafał Kędzior: Czuję się jak w domu. Najpierw przychodziłem tutaj, jako kibic na Blaszok, później byłem na trybunie głównej a po studiach zaliczyłem pierwszy okres pracy w klubie. Wtedy o marketingu w takim wymiarze jak dziś nie było mowy, ale dla mnie było to ciekawe doświadczenie. Zmieniła się na plus organizacja w klubie i czuje się w 100% zadomowiony.

Wyjaśnijmy może na początku sytuację z Twoim przyjściem. Nie było jasnego komunikatu, co z Olgą Bieganowską, która zarządzała marketingiem i w opinii wielu robiła to dobrze.

Teraz wygląda to tak, że to ja jestem odpowiedzialny za dział marketingu a Olga jest moim zastępcą. Współpracujemy razem w wielu sprawach i się uzupełniamy, bo każdy z nas ma nieco inne predyspozycje, w innych sprawach czuje się mocniejszy. Mogę z pełną świadomością powiedzieć, że nasza współpraca układa się bardzo dobrze, uzupełniamy się w wielu tematach. Moje doświadczenie z innej branży, które mogę przelać na marketing plus doświadczenie Olgi z ostatnich lat pracy w klubie – można powiedzieć, że coś zostało dodane a niezabrane czy też zamienione. Olga cały czas aktywnie pracuje i jej aktywność jest bardzo ważna. Zachowując wszelkie proporcje naszą sytuację można obrazowo porównać do Prezesów Cygana i Janickiego. Oni również w wielu kwestiach się uzupełniają i współpracują.

Jak wygląda reszta działu?

Mamy Martynę Szewczyk odpowiedzialną za ticketing i całą organizację związaną ze sprzedażą i dystrybucją biletów, Klaudia Połap zajmuje się akcjami społecznymi. Dorota Morawska odpowiada w większej mierze za siatkówkę. Dziewczyny wykonują naprawdę świetną robotę! Do tego do pomocy mamy studio graficzne. Chciałbym jednak podkreślić, że wszyscy współpracujemy, nie jest tak, że ktoś się zamyka i odpowiada tylko za swoje tematy. Każdy dokłada swoją cząstkę do finalnego efektu, który widzą kibice. Dodatkowo nasz dział jest w jednej gałęzi z pozostałymi, które spina klamrą Marcin Janicki, czyli dodatkowo osiągający świetne wyniki pod okiem Marcina Ćwikły dział sprzedaży, dział komunikacji z Maćkiem Blautem i rzecznikiem Maurycym Sklorzem na czele. Nie można, więc powiedzieć, że sukces jakiejś akcji jest sukcesem tylko jednego działu. Wszyscy musimy pracować na ten sukces i w wielu sprawach się uzupełniać.

Wspomniałeś o swojej przeszłości zawodowej, co zatem już przeniosłeś do działalności klubu albo, co chciałbyś przenieść?

Czasem są to takie niezauważalne sprawy i o tym się nie mówi, ale z czasów Orange sport jeździłem regularnie do klubów w całej Polsce, poznałem wielu ludzi związanych z piłką, marketingiem, mediami. Teraz to „czasem nieoficjalnie” bardzo pomaga, bo mogę przez to dużo rzeczy załatwić szybciej czy też w większym stopniu pomóc klubowi. Raz w tygodni jestem w Warszawie, w PZPNie, gdzie także „lobbuję” na rzecz GieKSy, ponadto zostałem zaproszony do pracy w komisji medialnej i komisji marketingu Śląskiego Związku Piłki Nożnej, co też pozwala dbać o interesy klubu. Prawie 10 lat pracowałem w telewizji, więc służę radą działowi komunikacji, który wykonuje swoją robotę znakomicie, ale mogę doradzić w kwestiach „filmowych”. Ostatnim przykładem był film z kampanii „Czas GieKSy” gdzie pomogłem w jego realizacji. Wkrótce mam nadzieję wspólnie z kibicami zrealizujemy film „Dekada” o złotym okresie w historii GieKSy.

Przychodziłeś do klubu w momencie gdzie na dobre rozpoczęła się obsługa klubu pod kątem wielosekcyjności. Nie masz teraz wrażenia, że klub się rozrósł a brakuje ludzi by to wszystko ogarnąć?

Każda para rąk jest potrzebna do pracy tym bardziej, że de facto mamy 3 sekcje do obsługi. Wiadomo, że są wspólne rzeczy, które łączą, ale jednak dużo więcej jest różnic. Przykładowo jakikolwiek event w Spodku to jest organizacja na bardzo wielką skalę. Mamy 3 tysiące ludzi, dla których trzeba wszystko opakować, zgrać. Pracy mamy mnóstwo przy tego typu spotkaniach. A często tuż po meczu musimy opuścić arenę i wyczyścić ją ze wszystkich naszych urządzeń, banerów itp. Nasza rzeczywistość klubowa wygląda tak, że wszelkie rozmowy rozpoczynamy od ustalenia, o jakiej sekcji rozmawiamy czy o piłce, siatce czy hokeju? Do tego zdarzają się sytuację gdzie tak jak teraz rozpoczynamy kampanię piłkarską, w środku sezonu są siatkarze z meczami przeciwko atrakcyjnym rywalom a do tego kończą się rozgrywki hokeja. Zdaję sobie sprawę i rozumiem kibiców piłki, że być może tych akcji marketingowych dla kibiców stricte piłkarskich było nieco mniej. Chciałbym jednak by kibice zrozumieli, że my, jako dział marketingu, – jako klub promujemy markę GKS-u Katowice. Wiem, że ludzie mają swoje ulubione sekcje i chodzą tylko, np. na piłkę czy siatkę. My pokazując się na imprezach, organizując spotkania podświadomie zapraszamy kibiców na wszystkie sekcje i wszystkie spotkania. Trzeba sobie jasno podkreślić to, jakie było zainteresowanie mediów, kibiców spotkaniami siatkówki w Spodku, jakie było zainteresowanie kibiców marką klubu to ma bezpośrednie przełożenie na inne sekcje. O GKS-ie było głośno a to zawsze będzie się kojarzyć z piłką nożną. Mam nadzieję, że te efekty zobaczymy już na meczu ze Stomilem, na których wszystkich kibiców serdecznie zapraszam.

Na ile możesz powiedzieć, że ta organizacja takich spotkań i wydarzeń was już nie zaskakuje a na ile są to jeszcze nowe rzeczy, których się uczycie?

Uczyliśmy się siatkówki i organizacji spotkań. To nie jest tak, że nagle zbierze się kilka osób mających pojęcie o marketingu i będzie wszystko perfekcyjnie organizować w nowej dyscyplinie. Musieliśmy poznać specyfikę tej dyscypliny i jej wymagania. Trudne było też to, że inna jest specyfika organizacji meczu w Spodku a inna w Szopienicach, gdzie mimo wszystko przy tych ograniczeniach, jakie ma ta hala można stworzyć ciekawe widowisko dla kibiców. Myślę, że dla marketingu siatkówki ten sezon jest taki przejściowy, w którym wiele rzeczy sprawdzamy, testujemy czy to chcemy zrobić uda się w rzeczywistości. Przykładem jest interaktywny wybór Aasa meczu organizowany z naszym sponsorem firmą Aasa Polska – takiej zabawy z wykorzystaniem komórek i telebimu nie ma w żadnej siatkarskiej arenie w Polsce!. Polsat coraz częściej pokazuje mecze GieKSy a to dla nas ważne w kontekście medialności i reklam. Wiadomo, że póki, co jeszcze nie jesteśmy Resovią, Skrą, ale jesteśmy chętnie pokazywani, bo przekaz i obraz jest mocno pozytywny. Mecze w Spodku dużo nam dały pod tym kątem. Dla nas wszystkich pomysł Prezydenta Marcina Krupy stworzenia wielosekcyjnej GieKSy, to strzał w dziesiątkę, każdy mecz pokazuje nam jak szerokie spectrum kibiców interesuje się GKS-em. Jeśli chodzi o piłkę to mam tu porównanie z Górnikiem Zabrze i mogę z całą pewnością powiedzieć, że jeśli chodzi o organizację, strukturę klubu czy też poszczególnych działów to GKS bije czternastokrotnego mistrza polski na głowę. I mówię to z pełną świadomością tych słów. W GieKSie prezesi wprowadzili nowoczesny system zarządzania, jest odpowiedzialność i świadomość pracy, jaką się wykonuje. Nie jest to typowy styl korporacyjny, ale określiłbym to, jako wzorowo zarządzaną firmę sportową.

Na ile Twoimi obowiązkami są sprawy związane typowo z marketingiem a na ile jest to również pomoc innym działom czy też prezesowi Janickiemu.

Zacznijmy od tego, że różne są postrzegania marketingu. Dla jednych będzie to tylko sprzedaż reklam i poszukiwanie sponsorów, dla innych promocja meczu i wizerunek klubu a dla kolejnych osób organizowanie akcji społecznych. Na wszystkich tych polach współpracujemy. Dobrym przykładem tego jak wygląda nasza praca jest pozyskanie i obsługa naszego głównego sponsora firmy Aasa Polska. Dla klubu był to moim zdaniem „kamień milowy” w rozwoju. Przede wszystkim nie jest to spółka skarbu państwa, którą ktoś polecił poprzez znajomości polityczne, nie jest to również firma, którą prowadzi np. nasz kibic i wspiera klub niejako z sentymentu. Firma Aasa Polska została pozyskana poprzez bardzo dobrze dobraną ofertę marketingową zarówno, jeśli chodzi o współpracę z klubem jak i przede wszystkim pod kątem tego, co może firma osiągnąć przez współpracę z naszym klubem. Współpraca ze sponsorem jest układem czysto biznesowym i pracujemy nad nim bardzo ciężko, a tego nie widzą kibice. Przynajmniej raz w miesiącu spotykamy się w Warszawie w siedzibie firmy gdzie planujemy działania na kolejny miesiąc, przekazujemy informację o tym, co zostało zrobione i jak to wpłynęło na wizerunek firmy, jakie korzyści ona otrzymała.  My naszymi narzędziami pokazujemy jak wiele zyskuje Aasa Polska na współpracy z klubem. Tak jak wspomniałem – tej pracy, której nie widać jest bardzo dużo. Tutaj w tą pracę zaangażowane są wszystkie podmioty znajdujące się w klubie, nad którymi czuwa Marcin Janicki.

Jak taki sponsor wpłynął na działalność marketingu klubu Twoim zdaniem? Pojawiły się nowe możliwości? Nowe projekty? Macie może większy budżet?

Zaangażowanie firmy daje nam nowe możliwości – dobrze to widać np. w gazetce Czas GieKSy gdzie Aasa Polska jest bardzo widoczna. Jeśli ktoś chce zrobić jakiś projekt to dwóm podmiotom jest zawsze łatwiej aniżeli jednemu. Współpraca z innymi podmiotami ( sponsorami) również otwiera nam nowe możliwości na promocje meczów, rundy czy też karnetów. Nie ukrywamy, że sporo możliwości daje nam też wzorowa współpraca z Miastem Katowice.

Co powiesz kibicom w opinii, których dział marketingu czy też klub ”przespał” mecz z Górnikiem, który można było niejako użyć do wsparcia frekwencji na ostatnie mecze w rundzie?

Wydaje mi się, że opakowanie meczu z Górnikiem było na bardzo wysokim poziomie. Pojawiło się sporo atrakcji dla kibiców, dla najmłodszych, była oprawa kibiców, był również, co ważne poziom sportowy.  Być może się mylę, ale to, jakie było widowisko na Górniku samo to opakowanie – powinno zachęcić ich do przyjścia na stadion w kolejnym meczu. Rozumiem kibiców, którzy oczekiwali więcej, bo my sami oczekiwaliśmy większej frekwencji na kolejnych meczach po tym spotkaniu. Wiem, że to nas nie tłumaczy, ale w całym kraju kluby mające większe budżety mają problemy z frekwencją.  Wiemy, że kibice są już troszkę znudzeni pierwszą ligą, jestem jednak przekonany, że na wiosnę u nas będzie z tym dużo lepiej, wierzę, że kibice zrozumieją, że to jest właśnie Czas GieKSy.

Inna sprawa, na którą kibice zwracali uwagę to kalendarz „Dżentelmeni” pokazany na Złotych Bukach a który do sprzedaży wyszedł nieco późno. Czy nie masz wrażenia, że pomysł był super, ale jednak cała akcja nieco się rozmyła?

Tutaj wyszły kwestie techniczne i z tego rzeczywiście musimy wyciągnąć wnioski na przyszłość. Wiele czynników miało na to wpływ. Nie zgodzę się jednak ze stwierdzeniem, że potencjał tej akcji nie został wykorzystany. Wiele pracy trzeba było włożyć w ten kalendarz i sprzedał się on bardzo dobrze nie tylko, jako produkt, ale także, jako pomysł.  Mamy jednak świadomość, że pewne działania można było podjąć wcześniej.

Opowiedz coś o planach marketingowych oraz o kampanii Czas GieKSy. Mamy wrażenie, że to jest zupełnie inna kampania – taka, którą będzie trwać dłuższy czas a nie jest robiona pod konkretne wydarzenie?

Dużo rozmawiam z osobami pracującymi w klubie i wszyscy mówią, że takiej kampanii na taką skalę jeszcze w GieKSie nie było. Oczywiście były pojedyncze kampanie meczowe jak np. Zatopić Arkę, która odbiła się szerokim echem w Polsce. Nawet ja pracując jeszcze jako reporter w Orange Sport robiłem z tego duży materiał. To były rzeczy chwytliwe, ale myślę, że wtedy był też inny czas. W I lidze GieKSa się wyróżniała pod tym kątem, była to również innowacja. Teraz jest trochę trudniej – kluby mają nowe narzędzia, są aktywne na profilach społecznościowych i widać, że niektóre fajne akcje w różnych klubach nie przebiły się już tak mocno. Po prostu wyrównał się poziom i trudniej stworzyć coś unikatowego. Zastanawialiśmy się jak „ugryźć” taką kampanię by była ona zapamiętana i przyniosła nam korzyści. Czas GieKSy rozpoczął się od urodzin klubu i mamy nadzieję, że pierwsza faza zakończy się sukcesem w czerwcu a potem będzie można modyfikować całą akcję. Dla nas była to świadoma nazwa tej kampanii. Jest ona również uniwersalna i może się odnoście również do siatkarzy, którzy wchodzą w decydującą fazę sezonu czy też hokeistów, którzy grali Play-offy. Co do samej kampanii to jej skala jest rzeczywiście duża – mamy reklamę na autobusach PKM, są billboardy, mobilne informacje na mieście, jest przede wszystkim gazetka, która wyszła w nakładzie 50 tysięcy i jest rozdawana w Katowicach, ale również w miastach, w których są kibice GieKSy – Mysłowice, Imielin, Zabrze, Żory, Jaworzno, Lędziny. Dodatkowo sam spot z promujący całą akcję zarówno w wersji polskiej, jak i angielskiej został bardzo fajnie przyjęty przez wszystkich dziennikarzy zajmujących się sportem.

Myślę, że jeśli jesteśmy przy tych wszystkich akcjach i sprawach związanych ze sponsorami to warto pochwalić się również tym, że GieKSa została nominowana do nagrody Forum Biznesu Sportowego, jako organizacja sportowa. Ta nominacja również świadczy o tym, że nasze działania marketingowe zostały dostrzeżone. W innej kategorii nominację dostała również Aasa Polska, jako sponsor sportu.

Chciałbym zapewnić, że na laurach nie osiadamy. Mamy wiele pomysłów i jedyny problem to taki by wybrać odpowiednie narzędzia do ich wdrążenia tak by przyniosło nam to korzyści w postaci większej frekwencji na stadionie i w hali siatkarskiej.

Jakie są plany na tą kampanię w dalszym okresie czasu? Wiadomo, że wiele jest uzależnione od wyników.

Oczywiście wyniki sportowe to kluczowa sprawa dla tej kampanii. Mamy różne warianty przygotowane, ale póki, co nie mogę tego zdradzić. Pomysły mamy i kibice na pewno jeszcze o GieKSie mówiąc dosłownie „usłyszą”.

Jakie są plany na przyszłość? Czy masz może jakieś konkretne cele postawione przez prezesów?

Myślimy i planujemy już co będzie za pół roku. Nie możemy być zaskoczeni 3-4 czerwca niezależnie od tego, w której lidze zagramy w nowym sezonie. Przygotowujemy coś bardzo ciekawego na ostatni mecz sezonu, coś co znają kibice z lig zachodnich. Nie zdradzę do końca co to jest, ale projekt jest duży. Nie myślimy tylko o następnym meczu a patrzymy szerzej. Pracujemy nad frekwencją, bo GieKSa ma wielu kibiców – faktem jest, że po ostatnich latach w I lidze mniej licznie przychodzą oni na stadion. Jedną sprawą jest jednak dotarcie do kibiców GieKSy, którzy chodzili, ale z różnych względów przestali a drugą sprawą jest dotarcie do osób, które nie były na stadionie czy też sport – piłka nożna ich nie interesowała. Tacy kibice muszą mieć przede wszystkim dobry produkt, czyli ekstraklasę oraz bardziej komfortowe warunki do jego oglądania. Póki co staramy się skupiać w większym stopniu na tej pierwszej grupie. Mamy atrakcyjne ceny biletów i karnetów jak na moment sezonu, w którym jesteśmy i przy pozycji jaką zajmujemy. Tutaj narzekań nie powinno być. Dla mnie osobiście największą radością byłoby gdybyśmy mieli pełny stadion – Blaszok i główną. Oczywiście możemy być widoczni na mieście i wyróżniać się pod kątem marketingu, ale co z tego, jeśli potem ludzie nie przyjdą na stadion.

Planujemy również unikatową akcję jeśli chodzi o media społecznościowe. Póki co żaden klub w Polsce nie korzystał z tego narzędzie, więc zobaczymy jak to wyjdzie.

Jak bardzo ograniczona Twoim zdaniem jest pierwsza liga w stosunku do ekstraklasy pod kątem marketingu?

Pracując jeszcze w Ekstraklasowym Górniku, a teraz w GieKSie rzeczywiście mam porównanie. Najważniejszą sprawą jest fakt, że spółka Ekstraklasa SA. bardzo dużą rolę przywiązuje do kwestii marketingowych. W I lidze to się dopiero tworzy m.in. dzięki prezesowi Cyganowi, który jest teraz wiceprezesem PLP. Pierwsza liga łapie oddech i goni ekstraklasę, właśnie pojawił się sponsor tytularny i nie wchodząc w szczegóły mogę powiedzieć, że spory udział mieli w tym ludzie GieKSy.      W Ekstraklasie marketing tej spółki bardzo prężnie działa, kluby dostają wytyczne jak mają działać, jak mogą wykorzystać swój wizerunek. Jest dużo szkoleń, z których można wiele wynieść. Widać, że takie coś przynosi korzyści, bo kluby ekstraklasowe pod tym kątem są bardzo dobrze rozwinięte. I liga to bardziej liga skrajności, bo są kluby, które mają to zaplecze i działają bardzo dobrze na tym polu a są kluby, które muszą się skupić na innych kwestiach skoro w klubie pracują np. 3 osoby. Wiele takich akcji jak np. mikołaje jako sędziowie techniczni, turniej w Fifę dla zawodników, dzień kobiet na stadionie czy inny tematyczny dzień to pomysły tej spółki i to kluby muszą je realizować. Takie akcje mocno wpływają na to jak takie kluby są postrzegane. Kolejna sprawa to np. fragmenty meczów piłkarski o które dba Live Park W krótkim czasie po spotkaniu kibice dostają pełny skrót ze spotkania, bramki. Kluby mają większą możliwość sięgnięcia do materiałów archiwalnych. Na pewno w Ekstraklasie byłoby nam łatwiej pod tym względem, choć Polsat poczynił w tych kwestiach w ostatnim czasie spory krok do przodu.

Prezes Janicki przyznawał kiedyś, że z czasem odchodziliście od kampanii angażującej piłkarzy na rzecz uniwersalnych przekazów. Jak to wygląda teraz? Czy wobec walki o ekstraklasę i skupieniu się na lidze piłkarze będą się mniej angażować w takie akcje?

Najważniejsza rzecz dla piłkarzy to fakt, by dobrze prezentowali się na boisku. To jest najważniejsze, ale oczywiście nie jedyna rzecz. Wszyscy mają wpisane w kontrakty klauzule dotyczące marketingu, wizerunku itd. My jednak zawsze będziemy podkreślać, że najważniejsze są wyniki sportowe. W ostatnim czasie nieco bardziej zwróciliśmy się w stronę kibiców. Przykładem była tutaj zapowiedź meczu z Górnikiem i klasyczna wersja znanej z Blaszoka przyśpiewki kibiców. Myślę, że w ostatnim czasie piłkarze byli jednak widoczni w akcji – wykorzystano tutaj w fajny sposób sytuację z Alanem Czerwińskim, który zdecydował się zostać w GieKSie tutaj byliśmy chwaleni za szybką reakcję, czyli tzw. real time marketing. Byli w spocie bracia Abramowiczowie przed Chrobrym, zawodnicy brali udział w kalendarzu GieKSy. Nie chcemy sytuacji, że będziemy ich angażować w każdą akcję, bo w pewnym momencie mogłoby być już tego za dużo. Musimy do tego podejść z rozsądkiem. Dużo podpowiada nam również trener Brzęczek oraz Dariusz Motała, którzy angażują się w naszą pracę i podpowiadają nam swoim doświadczeniem.

Czy coś się dzieje w temacie autobusu z GieKSy? Wiele klubów na swoje autobusy i trzeba przyznać, że wygląda to bardzo ładnie.

My nie jesteśmy ślepi i głusi na to co się dzieje w innych klubach. Wiemy jakie autokary mają inne kluby, wiemy też o oczekiwaniach kibiców i ich zapytaniach. My też chcemy takiego autobusu i temat przewija się w naszych rozmowach bardzo często. Chcemy taki autokar – rozmawiamy o nim i przygotowujemy projekt. Musimy jednak pamiętać, że ma to być nasz autokar, który będzie do dyspozycji sportowców związanych z klubem a tutaj problemem póki co może być budżet marketingowy czy też klubowy. Musimy na spokojnie określić co jest dla nas priorytetem i co przyniesie nam więcej korzyści. Jasne autokar fajnie wygląda na filmach czy też w kulisach meczowych, – ale musimy pamiętać o tych właśnie priorytetach. My nie chcielibyśmy wydawać w tej chwili wszystkich pieniędzy na autokar po to tylko by go mieć. Kibice często krytykują piłkarzy, że za pierwsze zarobione pieniądze kupują drogi samochód, a nie myślą o zabezpieczeniu się na przyszłość. My, jako klub chcielibyśmy postępować rozsądnie, a nie pod wpływem impulsu „inni mają, to my też natychmiast musimy”. Mamy w tej chwili inne priorytety, bo celem jest awans i jeśli mamy np. zakontraktować za te pieniądze jakiegoś zawodnika, który nam w tym pomoże to wolimy wydać to na zawodnika niż na autokar. Myślę, że jeśli to zrealizujemy to w nowy sezon wjedziemy już z nowym autokarem. Docelowo ma być to nasz klubowy autokar, ale nie jest to łatwe. Inna sprawa, że ten autokar, którym teraz jeździ GieKSa to autokar topowej klasy, nawet porównując go do najlepszych klubów w Polsce.

Co dalej z projektami społecznymi?

Rzeczywiście mamy tych akcji dużo. Dziewczyny z marketingu świetnie to czują. Teraz mamy akcję Zagraj w Spodku, jak przyjdzie wiosna to ruszamy z nową edycją Zagraj na Bukowej. Nie zawsze nasze działania w kwestiach społecznych wychodzą na światło dzienne, bo media rzadko o tym piszą. Nie wszystkim też się chwalimy, pomagamy dużo, ale nie chcemy się tym chwalić za wszelką cenę, bo nie oto tutaj chodzi. W tej działce myślę, że jesteśmy w górnej połówce ekstraklasy.

Jak się zapatrujesz na E-Sport?

Klub o tym myśli, bo takie są trendy. Nie ukrywam, ze mamy za sobą kilka spotkań w tym temacie. GKS Tychy zebrał od kibiców sporą krytykę za wejście w e –sport. Uważam, że w naszym aspekcie e-sport ma sens wyłącznie w sytuacji, kiedy GieKSą będzie można zagrać w nowej edycji gry FIFA, aby tak się stało potrzeba….wszyscy wiemy czego. Rynek na pewno się rozwija, bo zgłaszali się do nas managerowie graczy Fify, którzy chcieliby , aby ich zawodnicy reprezentowali nasz klub.

Od dawna interesujesz się piłka. Co takiego byś chciał przenieść do GieKSy z tego, co widziałeś na świecie od strony marketingowej?

Jestem estetą i zawsze zwracam uwagę, na to jak obrandowane są stadiony pod kątem sponsorów, czy przekazu klubowego sloganu itp. Wzorem dla mnie są np. mecze reprezentacji Polski. To jak wygląda stadion wtedy, jak jest „obrendowany” jak to wszystko jest widoczne to dla mnie duży wzór. PZPN potrafi opakować ten produkt meczowy, zaprosić kibiców, jest dodatkowo ekipa kanału Łączy nas piłka. Myślę właśnie, że to jest fajne, gdy na długo przed mecze ten stadion już żyje tym wydarzeniem, gdy jest przygotowany dla kibiców, gdzie te loga sponsorów są widoczne dla wszystkich, ale nie są nachalne, tylko umiejętnie wkomponowane w koncepcje przystrojenie całego obiektu. Mogę zdradzić „zza kulis” programu Łączy Nas Piłka, że niektóre osoby, które go tworzą to są kibice GieKSy – np. operator stojący za kamerą Kuba Rejmoniak. Dodatkowo w siedzibie PZPN w biurze Łączy nas Piłka jest obecna GieKSa w postaci plakatów Koniarka i Furtoka, więc nasz klub jest obecny. Wszyscy nam życzą tego awansu, bo to dla nich też to będzie możliwość do zrobienia fajnych materiałów.

 

5 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

5 komentarzy

  1. Avatar photo

    Brigade Germany

    8 marca 2017 at 17:11

    Super artykul BrAWO !!!
    Pozdro Rafal , ta whisky za pewno transmisja
    na OS dalij aktualno.
    FC BG

  2. Avatar photo

    Marta

    8 marca 2017 at 17:17

    Niby fajny, niby długi, ale brak konkretów. Nic ciekawego się nie dowiedziałam.

  3. Avatar photo

    przystojny kibol

    9 marca 2017 at 07:44

    Marta, będziesz w piątek na Stomilu?

  4. Avatar photo

    Olo

    9 marca 2017 at 08:52

    dlaczego gazetki nie rozdają w Olkuszu Hołdynowie bądź w Wolbromiu ? tam też są nasi kibice choć coraz więcej kibiców wisły się robi tam jest potrzeban akcja marketingowa GieKSy ! pojedcie tam do szkół z jakąś dziewczyną od marketingu i porozdawajcie upominki tak jak to robicie w Katowicach

  5. Avatar photo

    Iwan

    9 marca 2017 at 09:04

    Dokładnie ! jak czegoś nie zrobimy to stracimy tych kibiców z małopolski na zawsze! panie z marketingu zapraszamy do małopolski gidzie też są kibice GieKsy ! (jeszcze) nie zmarnujcie tego !!!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hokej Podcasty

Wywiad z Bartoszem Fraszko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Hokeiści GieKSy już za kilkanaście dni powrócą na lód, by rozpocząć przygotowania do sezonu 2026/27. Korzystając z przerwy – Wierzba spotkał się z Bartoszem Fraszko na godzinną rozmowę.

Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!

Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):

Konto:
Santander
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Bukowa 1a, 40-108 Katowice
Tytułem: Podcast hokej

PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast hokej

Posłuchaj archiwalne podcasty:

Z klepy

Jesteśmy dostępni także na Spotify:.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Dokąd zmierzacie Szoszoni?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 23 latach GKS Katowice wraca do Europy. Niezwykłym faktem jest to, że trafiając na tak bliskiego geograficznie rywala jak MŠK Žilina, GieKSa zagra w pucharach z przeciwnikiem oddalonym zaledwie jedną czwartą odległości od miejsca, w którym te puchary drużyna sobie w lidze zapewniła. Jeśli Baltika Kaliningrad nie wywalczyła kiedyś pucharów w ostatniej serii gier z Łucz Energią Władywostok, to zapewne próżno szukać takiej sytuacji w annałach europejskiej piłki.

W lidze wyjazd 150 kilometrów kwalifikujemy jako nie najbliższy, ale bliski. Przecież to mniej niż choćby do Wrocławia, a przecież tam to jest szast prast i jest się na miejscu. Tak więc logistycznie wypadło dla GKS idealnie – brak konieczności lotu, a i dla kibica jest to wycieczka bardzo łatwa. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie przekraczać granice w Zwardoniu, to odcinek autostrady D3 (Skalite – Svrčinovec) jest zamknięty i trzeba jechać wioseczkami i miasteczkami m.in. przez Oszczadnicę. Wiadomo – jeśli chodzi o przygodę dla kibiców, to lepszy byłby Hajduk, ale przygody zostawmy sobie po prostu na następne rundy.

MŠK Žilina to drugi po Slovanie Bratysława najbardziej utytułowany klub Słowacji. Został założony w 1908 roku pod węgierską – w wyniku madziaryzacji – nazwą Zsolnai Testgyakorlók Köre (Klub Gimnastyczny w Żilinie). Później nazwa zmieniana była kilkukrotnie, choć w latach 1919-1948 była bliska obecnej – ŠK Žilina. Zresztą tak samo nazywał się w latach 1990-1995 i właśnie wtedy dodana została literka „M”, czyli „Miejski”. Pierwsze sukcesy klub odniósł w latach 1928 i 1929 w nieoficjalnych rozgrywkach zdobywając Mistrzostwo Słowacji. To był czas, kiedy istniała Czechosłowacja i był okres, w którym najlepsze drużyny słowackie grały w fazie play-off o mistrzostwo łączonego kraju. W omawianych latach nie miało to jednak miejsca.

W lidze czechosłowackiej zespół grał przez 30 sezonów, a najwyższym miejscem z tamtego czasu było czwarte w sezonie 1946/47. Wielkimi zgłoskami zapisał się początek lat 60. W pierwszej w historii edycji Pucharu Czechosłowacji ówczesne Dynamo Żilina dotarło aż do finału, gdzie w Ołomuńcu uległo praskiej Dukli 0:3. Jako, że Dukla zdobyła mistrzostwo, Słowacy dostali przepustkę do Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam to zrobili niemałą furorę, dochodząc aż do ćwierćfinału, choć były to czasy, że aby dotrzeć na ten szczebel wystarczyło przejść… jedną rundę.

W dwumeczu Żilina trafiła na grecki Olympiakos. W pierwszym meczu w Pireusie goście mimo dwukrotnego tracenia prowadzenia, w 87. minucie jednak dopięli swego, gdy Julius David po raz trzeci trafił do siatki. W rewanżu Słowacy wygrali 1:0 po golu Vladimira Pisarika.

Prawdziwa bomba miała miejsce w ćwierćfinale. Dynamo trafiło na broniącą pucharu Fiorentinę i w pierwszym meczu to właśnie klub z Żiliny sensacyjnie wygrał to spotkanie 3:2, wprawiając w osłupienie byłego wicemistrza świata, węgierskiego trenera Nandora Hidegkutiego, mającego swego czasu swój epizod na ławce w… Stali Rzeszów. W rewanżu jednak faworyt odrobił straty i wygrał 2:0.

Ciekawostka! Bramkarzem Żiliny w tych spotkaniach był zawodnik nazywający się… František Plach. Tak, to nie przypadek – był to dziadek obecnego golkipera Piasta Gliwice, mającego to samo imię, co świadczy, że była to persona poważana i szanowana w rodzinie. Kontuzjowanemu od marca wnukowi słynnego dziadka życzmy dobrej rekonwalescencji i dalszego dochodzenia do siebie po marcowym urazie kolana.

W nowożytnej historii, czyli grze już w stricte w lidze słowackiej – po rozpadzie Czechosłowacji – MŠK Žilina odniosła sporo sukcesów. Siedmiokrotnie zdobyli mistrzostwo, choć pięć z tych tytułów przypadło na pierwszą dekadę XXI wieku. Dodatkowo dwukrotnie zdobyli Puchar Słowacji i cztery razy byli finalistą. To właśnie zdobycie pucharu w tym roku dało piłkarzom Pavola Staňo przepustkę do kwalifikacji Ligi Europy.

Pavol Staňo to postać w polskiej piłce aż nadto znana. Jako piłkarz rozegrał aż 243 mecze w ekstraklasie i zdobył 23 bramki. Występował w Polonii Bytom, Jagiellonii, Koronie, Podbeskidziu i Termalice.

W XXI wieku Słowacy zagrali niezliczoną ilość spotkań w europejskich pucharach. Raz nawet awansowali do Ligi Mistrzów, gdy w decydujących bojach dwukrotnie wygrali ze Spartą Praga, ale w grupie już poszło im fatalnie – przegrali wszystkie sześć meczów, a z Marsylią polegli u siebie aż 0:7. Jeśli chodzi o pojedynczy mecz to na pewno słowaccy kibice wspominają triumf na Villa Park w 2008 roku, kiedy to niedoceniany przybysz z Europy środkowej wygrał z Aston Villa 2:1, co oklaskiwał z ławki trenerskiej dobrze znany w Polsce Dusan Radolsky. Co ciekawe Żilina, która teraz przecież przegrała dwumecz z Hajdukiem, wyeliminowała Chorwatów w 2009 roku w eliminacjach do Ligi Europy. Z ciekawszych wyników na uwagę zasługuje zwycięstwo z luksemburskim Dudelange… 5:4 oraz niesamowita końcówka dwumeczu z Worskłą Połtawa z 2015 roku. Żilina w pierwszym spotkaniu wygrała 2:0, taki sam wynik, tyle że na korzyść Ukraińców był po 90 minutach rewanżu. W dogrywce Worskła strzeliła na 3:0, ale w doliczonym czasie goście ze Słowacji zdołali strzelić gola dającego awans – wtedy jeszcze bramki na wyjeździe były premiowane. Potem Żilina nawet wygrała pierwszy mecz z Athletikiem Bilbao 3:2 (przegrywając 0:2 do przerwy!), ale w rewanżu Baskowie ugrali 1:0.

W poprzednim sezonie doszło w końcu do starcia MŠK Žilina z polskim klubem, mianowicie Rakowem Częstochowa. Medaliki nie zostawiły złudzeń Słowakom wygrywając 3:0 u siebie i 3:1 na wyjeździe. W dwumeczu tym debiutował w europejskich pucharach Oskar Repka, dla którego pierwsze starcie było dopiero drugim meczem w ogóle w barwach Rakowa, po inauguracji przeciw GKS Katowice. Choć proforma dodajmy, że w 1997 roku Żilina zmierzyła się w Pucharze Intertoto z Odrą Wodzisław, a było to o tyle ciekawe, że teoretycznie niemająca szans na Puchar UEFA Odra została właśnie zgłoszona do rozgrywek „Pucharu Lata”. Intertoto odbywało się wówczas jeszcze w trakcie trwania poprzedzającego sezonu i na finiszu ligi wodzisławianie jednak do Pucharu UEFA się dostali – kosztem GieKSy. Odra zremisowała z Żiliną 0:0, a trenerem gości było – co za zaskoczenie – Dusan Radolsky.

1 maja 2026 MŠK Žilina zdobyła swój trzeci Puchar Słowacji. W rozegranym u siebie, czyli na Stadioniem pod Dubnom, drużyna wygrała z FC Košice 3:1. Bramki zdobyli Michal Fasko, Filip Kasa i Marko Roginić. Tym samym trofeum wróciło do Żiliny po 14 latach. Co ciekawe z rywalem z Koszyc zespół zmierzy się w pierwszej kolejce nowego sezonu i pojedynek ten odbędzie się pomiędzy dwoma meczami z GKS Katowice.

Przez lata przewinęło się przez ten klub wielu nie tylko znanych zawodników, ale przede wszystkim znanych nam – polskim kibicom. Z racji bliskości do polskiej granicy, wielu słowackich zawodników czy trenerów mieliśmy okazję gościć na terytorium naszego kraju, ale przecież też Polacy zaznaczyli swój ślad w klubie spod Małej Fatry.

Obecnie barw słowackiego klubu broni Fabian Bzdyl, młodzian z Cracovii, który jednak nie miał okazji zagrać na Nowej Bukowej w przegranym przez Pasy 1:2 meczu. W przeszłości w Żilinie grał jeszcze Dawid Kurminowski i robił tam niemałą furorę – strzelając w 52 meczach aż 27 bramek i mając na koncie tytuł króla strzelców w sezonie 2020/21 z 19 trafieniami na koncie. No i największa obecnie gwiazda Jakub Kiwior, który z Železiarne Podbrezová trafił właśnie do Żiliny i rozegrał tam 50 meczów. Dobre występy zaowocowały transferem do Spezii, a potem piłkarz zdobył kontrakt życia w Arsenalu. Obecnie broni barw FC Porto.

A piłkarze, którzy grali w Żilinie oraz w polskich rozgrywkach: Aleš Besta strzelił nam kiedyś bramkę w meczu Górnika z GieKSą, gdy rozpoczynała się i umacniała ówczesna zgoda, a na Roosevelta, na starym jeszcze stadionie, przy 20 tysiącach kibiców mieliśmy piłkarskie święto. W Polsce grali lub grają przecież Wahan Biczachczjan, Roman Gergel, Ľubomír Guldan, Róbert Jež, Dušan Kuciak, Samuel i Patrik Mrázowie, Ján Mucha, Róbert Pich, František Plach, Ivan Trabalik czy Kristian Vallo.

Zdecydowanie największą karierę w światowej piłce zrobił Milan Škrinjar, reprezentant Słowacji, wychowanek tego klubu, który rozegrał niemal dwieście meczów w Interze Mediolan, a grał też w PSG. Zawodnik obecnie gra w Fenerbahçe i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Polscy kibice mogą pamiętać Stanislava Sestaka, który niegdyś w Bratysławie w dwie minuty strzelił dwie bramki reprezentacji Polski w eliminacjach do Mundialu 2010 odwracają losy spotkania. No i oczywiście Martin Dúbravka, wieloletni bramkarz Newcastle United. Ostatnio grał w Burnley, a pod koniec czerwca został ogłoszony zawodnikiem Tottenhamu.

MŠK Žilina ma też powiązania z GieKSą. Jedno przeszłe, jedno obecne. Oliver Praznovsky grał w GKS przez dwa sezony. Miał lepsze i gorsze momenty, ale w formie był zawodnikiem bardzo solidnym. Katowicki Senderos strzelił cztery bramki dla naszego zespołu. Potem m.in. przez cztery lata grał w Chrobrym Głogów. No i obecny zawodnik – Marko Roginić. Chorwat w GieKSie był przez półtora sezonu i rozegrał 43 mecze zdobywając zawrotne 3 bramki – przeciw ŁKS, Łęcznej i Tychom – co ciekawe wszystkie na wyjeździe. Potem właśnie trafił do zespołu z Lubelszczyzny.

Nazwa stadionu MŠK Žilina wprost nawiązuje do wzgórza Dubeň znajdującego się nieopodal – po drugiej stronie rzeki Wag, a widocznego z samego obiektu. Analogicznie więc z wieży widokowej na górze tejże, widać stadion, jak i całą piękną panoramę miasta. Na tym jednak widoki się nie kończą, gdyż Żilina znajduje się nieopodal Małej Fatry ze swoimi wysokimi szczytami i bardzo wymagającymi podejściami na Wielki Krywań, Stoh czy Wielki Rozsutec, szpizczastą górę widoczną świetnie choćby z naszej Magurki Radziechowskiej w Beskidzie Żywieckim. Swoją drogą obiekt ten tak do złudzenia przypomina stadion Górnika Łęczna, że wspomniany Roginić, gdy zmieniał barwy klubowe musiał mieć w głowie niezłe zamieszanie i zastanowienie, czy aby na pewno transfer doszedł do skutku i nadal nie dźwięczyły mu w głowie tony głosu Krzysztofa Cugowskiego.

Drużyna i trenerzy Żiliny mieli duże aspiracje przed meczami z Hajdukiem. Pavol Staňo zapowiadał, że zespół chce grać swoją i odważną piłkę. Czy jednak te słowa mogły się ziścić? Piłkarze ze Słowacji w Splicie nie zaprezentowali się najlepiej, choć mimo to mieli swoje stuprocentowe okazje, których nie wykorzystali Hranica i Roginić, a jeden z obrońców Hajduka nieomal zaliczył „estońską sztuczkę”, bo bramkarz znajdował się za światłem bramki, ale po przeciwległej stronie i podanie do pustaka… minimalnie minęło lewy słupek. Tak, chorwacki obrońca zrobił to co należy, czyli nie zagrał w światło bramki, ale serce kibicom Torcidy podeszło do gardła, a nasi południowi sąsiedzi mieli nadzieję. Märtenowi Kuuskowi życzymy wszystkiego dobrego w barwach Dumy Stolicy!

Fani z Żiliny nie byli pocieszeni. W sieci pojawiło się utyskiwanie na postawę zespołu w tym meczu, ale też kibice zwracali uwagę na szerszy kontekst, czyli zarówno brak wzmocnień, jak i kontynuację słabej gry z końcówki poprzedniego sezonu.

„Kpiną jest to, że na Europę nie zostało wystawione ani jedno wzmocnienie, ale to nie jest niespodzianka w ostatnich latach”

„Wynik z przebiegu meczu powinien brzmieć 6:1. Zero obrony”

„Możemy się cieszyć, że z tak nędzną grą, mamy taki wynik. Z drużyny, która miała tytuł w garści, zajęliśmy czwarte miejsce na wiosnę, a puchar był cudem”

„Strasznie słaby występ wczoraj. Atak to katastrofa, Roginič i Faško wypadli z formy, czuję się jakbyśmy ich tam nie mieli”

„Žilina = obolałe oczy, nieszczęście”.

Trudno się dziwić frustracji kibiców, bo rzeczywiście – mimo, że drużyna awansowała do pucharów, to wiosna do dobrych nie należała. Sezon zasadniczy (22 kolejki) Żilina zakończyła na 3. miejscu z sześciopunktową stratą do lidera. Bilans 11-7-4 nie wyglądał najgorzej. Grupa mistrzowska to jednak były cztery zwycięstwa i sześć porażek. W ostatnich pięciu kolejkach sezonu drużyna przegrała czterokrotnie. To skutkowało wypadnięciem poza podium i strefę pucharów, dlatego tak ważne było zdobycie Pucharu Słowacji.

Patrząc na składy z meczu z Rakowem sprzed roku, widać, że w zespole doszło do kilku przetasowań. W pierwszym meczu grało czterech, a w drugim pięciu zawodników, których już w klubie nie ma. Przede wszystkim odszedł młody, zdolny Ghańczyk Samuel Gidi, który trafi do Cincinati i w Major Leauge Soccer rozegrał już (na raty – 2 pobyty) 23 mecze, grając m.in. przeciw takim gwiazdom jak Leo Messi. To była ważna postać, bo w Żilinie zawodnik rozegrał ponad sto meczów. No ale odeszli też tacy piłkarze jak Ľubomír Belko (Viking), Samuel Kopásek (Pardubice, a dosłownie wczoraj wypożyczony do Lechii Gdańsk), Adrián Kaprálik (Holstein Kiel) czy Dávid Ďuriš (Rosenborg).

Popularni Szoszoni kilka lat temu nie mogli być jednak pewni, że ich klub nadal będzie znajdował się na piłkarskiej mapie Słowacji. Krótko bowiem po ogłoszeniu w Europie pandemii, trzy tygodnie po przerwaniu rozgrywek – MŠK Žilina ogłosiła komunikat z enigmatycznym określeniem „postawienia klubu w stan likwidacji”. Powodem była fatalna sytuacja finansowa. Klub w związku z nią chciał obciąć siedemnastu najlepiej zarabiającym piłkarzom aż 80 procent pensji, na co zawodnicy nie chcieli przystać, choć byli gotowi na zrzeczenie się pewnej części wynagrodzenia. W związku z odmową piłkarze dostawali wypowiedzenia. Problem polegał na tym, że klub nie ogłaszał bankructwa, chciał po prostu ogarnąć finanse – sportowo w przypadku powrotu do rozgrywek, drużyna miałaby do nich przystąpić, tylko grając juniorami, ewentualnie tymi, którzy zgodziliby się na drastyczną obniżkę apanaży i zostali w klubie. Nasi Kurminowski i Kiwior byli wówczas młodymi zawodnikami, więc ich tak drastyczna obniżka pensji nie dotyczyła i w klubie zostali. Jednym z tych, który odszedł był obecny bramkarz Piasta Gliwice, który trafił do klubu w obliczu kontuzji Placha – Dominik Holec, który sam głośno wyrażał swoje niezadowolenie z tej 80-procentowej obniżki. Natomiast, że stara miłość nie rdzewieje pokazali inni zawodnicy, którzy wówczas rzeczywiście z klubu odeszli, ale dziś po kilku latach znów bronią barw MŠK Žilina – jak choćby Filip Kasa czy kapitan Miroslav Kacer.

A dlaczego w ogóle MŠK Žilina to Szoszoni? Przydomek i maskotka nawiązują do grupy plemion indiańskich. Plemiona te zamieszkujące m.in. tereny dzisiejszych stanów Wyoming i Idaho, zajmowały się głównie łowiectwem i zbieractwem. Ich głównym pożywieniem były orzeszki piniowe, ale ci, którzy mieli zdolność polowania, próbowali zdobyć zające wielkouche, ale także sarny, bizony czy antylopy. Była to grupa uboga, wedle relacji amerykańskich i brytyjskich traperów nie stanowili mocnej siły w tym regionie. Dodatkowo dochodziło do starć i nieporozumień ze względu na wybijanie przez traperów populacji bobra, która to była dla Szoszonów m.in. źródłem odzieży. Rząd USA próbował ogarnąć sytuację, stworzyć rezerwaty i dostarczać im środki na przetrwanie, ale wyglądało to różnie, a na pewno dość szorstko i dochodziło na tym tle do wielu nieporozumień.

Co ciekawe nie tylko amerykańskie, ale i afrykańskie wątki dotyczą naszego najbliższego rywala. W 2018 roku założono bowiem w Ghanie filię MŠK Žilina, mianowicie MŠK Žilina Africa FC. Klub zlokalizowany jest w Labadi na przedmieściach Akry i występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym. W zakończonym sezonie zespół w czterozespołowej grupie play-off o awans zajął trzecie miejsce, w niefortunnym układzie punktów 6-6-6-0 (Czesław Michniewicz na Euro U-21 nie lubi tego). Drużyna wygrała dwa mecze i jeden przegrała, ale bilans bramkowy 2:2 nie pozwolił wywalczyć awansu na zaplecze. Między klubem-matką, a ghańską filią rzadko dochodziło do wymian piłkarzy, ale wspomniany wcześniej Samuel Gidi był właśnie tą perełką wyłowioną z afrykańskiego kraju. Zawodnik przyjął słowackie obywatelstwo i zagrał sześć meczów w młodzieżówce.

Swoją drogą nazwy trzecioligowych ghańskich drużyn są… specyficzne. True Life, Prestige, Immigration, Ghana Army, Third World, Still Believe, John Paintsil czy Mobile Phone People raczej przywołują skojarzenia z rozgrywek Red Boxa lub innych lig szóstek. Dla młodszych i niewtajemniczonych kibiców przypomnę, że np. John Painstil to po prostu były reprezentant Ghany w piłce nożnej, uczestnik Mundialu w 2006. Natomiast jeśli chodzi o filię lub (?) fancluby (?) to można tam znaleźć także choćby… Schalke 04 czy Besiktas Berlin.

Wróćmy do dwumeczu z Hajdukiem. W rewanżu Żilina zaczęła grać, ale… zbyt późno. Kiedy Van Hoorenbeeck strzelał dla gości bramkę do szatni, wydawało się, że wszystko jest pozamiatane. Pogoń Żiliny zakończyła się strzeleniem dwóch bramek, z czego tej drugiej w doliczonym czasie gry. Na więcej nie starczyło czasu. Pierwszą bramkę dla gospodarzy zdobył Roginić, natomiast dwukrotnie zawodnik ten tak szpetnie zmarnował stuprocentowe sytuacje, że naprawdę trudno się dziwić komentarzowi jednego z fanów zespołu: „Ale ten chłopak to drewno!”.

Kibice zwracali uwagę na dobrą postawę w drugiej połowie.

„Gdyby grali tak, jak przez ostatnie 30 minut to skończyłoby się 4:1”

„Dlaczego od początku nie grał Bzdyl?”.

Prawda. Fabian zastąpił kapitana Miroslav Káčera i wniósł mnóstwo ożywienia dla gry zespołu. Wypracował drugiego gola.

Kapitan zespołu Miroslav Káčer powiedział, że ma nadzieję, że w kolejne rundzie z tych sytuacji, które sobie wykreują, bramki będą już strzelać. Obrona GKS musi się więc mieć na baczności.

Bardzo ciekawy komentarz zawarł jeden z kibiców, który patrzy na szerszy kontekst:

„Po zwycięstwie w Pucharze Słowacji pan Antošík zapowiadał: „Tym razem chcemy odnieść sukces w Europie. Sprowadzimy dwóch nowych zawodników!”. Tymczasem znów zamieniliście to w przedsięwzięcie czysto biznesowe. Wystawialiście do gry piłkarzy, których chcieliście sprzedać. Z Polakami też odpadniecie, a potem nastąpi kolejna wyprzedaż – dokładnie tak jak ostatnim razem. Czy dziwi was, że cała Żylina i okolice kompletnie nie interesują się waszą drużyną piłkarską?”.

To daje obraz, że kibice są niezadowoleni nie tylko z braku wzmocnień, ale z permanentnych osłabień, ba – niektórzy przewidują odejścia zawodników jeszcze przed dwumeczem z GieKSą. Ktoś inny napisał:

„Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz Polacy wygnają nas z europejskich pucharów”

Całość pokazuje, że mimo triumfu w krajowym pucharze, nastroje kibiców w kontekście kilku ostatnich lat najlepsze nie są. Systematyczne porażki w pierwszych rundach europejskich pucharów są dla żilinian frustrujące. Mają oni nadzieję na przejście GKS, jednak zdania są podzielone – jedni uważają rewanżowy mecz z Hajdukiem za dobry prognostyk, inni mają dość sporo defetyzmu i przewidują porażkę.

Czy Adam Zreľák zagra przeciw swoim rodakom to zawsze jest niewiadoma, ale w przeszłości miał już tę okazję. W barwach Rużomberoka strzelił przeciwko Żilinie gola i zaliczył asystę.

Dla GKS Katowice europejskie puchary to wielka niewiadoma. Dodatkowo Katowiczanie nie trafiają na amatorów z San Marino czy Andory, jak to kiedyś bywało w przypadku polskich drużyn we wczesnych fazach. Trafiamy na drużynę z regionu, niesłabą i też nieprzesadnie mocną. Wydaje się, że liga słowacka jest nieco słabsza od polskiej, co by dawało pewną przewagę naszej drużynie. Z drugiej strony rywale są na europejskiej arenie dość ograni. Nie ma więc chyba co dywagować, kto jest faworytem tej potyczki. Na pewno rywal jest w zasięgu, a dwumecz Rakowa z poprzedniego roku wyraźnie to pokazał.

Źródła:
Wikipedia PL
Wikipedia EN
https://igol.pl/msk-zilina-likwidacja-co-oznacza/
Transfermarkt
https://sciezkimojegoswiata.pl/2020/09/26/vyhliadkova-veza-duben-czyli-wieza-widokowa-w-zylinie/
90minut.pl
https://www.mskzilina.sk/
Facebook – MŠK Žilina
Foto: https://img.uefa.com/imgml/stadium/uw/65053.jpg

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Bliżej Żiliny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Hajduk Split wygrał w pierwszym meczu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z MSK Żilina 2:0. Przegrany tego dwumeczu będzie rywalem GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji.

Pierwszą bramkę zdobył w 22. minucie Roko Brajković, pięknym technicznym strzałem z kilkunastu metrów pokonując Jakuba Badzgona. Drugie trafienie zaliczył Dalisson, który przeprowadził indywidualną akcję i płaskim strzałem zza pola karnego podwyższył prowadzenie swojego zespołu.

Hajduk był zespołem dominującym i stworzył sobie jeszcze kilka sytuacji, jednak Żilina również miała swoje okazje – m.in. znakomitych sytuacji sam na sam nie wykorzystali Timotij Hranica i Marko Roginić.

Rewanż odbędzie się w czwartek 16 lipca o 20:30 w Żilinie.

Pierwszy mecz drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji GKS Katowice rozegra na wyjeździe 23 lipca.

Hajduk Split – MSK Żilina 2:0
Bramki: Brajković (22), Dalisson (49).
Hajduk: Silić – Acapandie, Maresić, Van Horenbeeck, Hrgović, Brajković (79. Hodak), Pajaziti, Pukstas, Dalisson (79. Del Moral), Melnjak (73. Huram), Sego (86. Livaja).
Żilina: Badzgon – Paliscak, Kasa (63. Minarik), Narimanidze, Hranica (82. Datko), Kaceer (71. Adang), Bzdyl, Kasko (63. Ilko), Kosa (63. Florea), Bari, Roginić.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga