Dołącz do nas

Piłka nożna

[WYWIAD] Prezydent Marcin Krupa o stadionie, klubie, sekcjach i przyszłości sportu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W ostatnim czasie prezentowaliśmy wam obszerne wywiady z Wojciechem Cyganem i Marcinem Janickim, w których pytaliśmy naszych rozmówców o wszystkie sprawy związane z klubem, które szczególnie interesowały kibiców.

Dziś przed wami kolejny wywiad – jeden z najważniejszych jaki do tej pory przeprowadziliśmy. Nasze zaproszenie do rozmowy o klubie przyjął Prezydent Miasta Katowice Marcin Krupa. Panu Prezydentowi dziękujemy za poświęcony czas, a Was zapraszamy do obszernej lektury.

Skąd wzięła się zmiana podejścia miasta do GKS-u Katowice, niektórzy są ciągle „nieufni” wobec tego projektu, zamiarów miasta. Co by Pan powiedział takim ludziom?

Przede wszystkim jest to kwestia potrzeby budowy silnego klubu sportowego w mieście – a wiemy na podstawie badania, rozmowy, że najbardziej rozpoznawalny klub to GKS Katowice. Społeczeństwo jasno określiło, że jest to marka, na którą należy postawić. Patrząc jednak tylko przez pryzmat piłki nożnej, to dla mnie było to za mało, chcieliśmy więcej dyscyplin, które mogłyby się uzupełniać wzajemnie w ramach jednego podmiotu. Wiemy, że sport ma swoje trendy – raz się wygrywa, a raz przegrywa. Chcielibyśmy, by sukcesy jednej sekcji były głośniejsze od ewentualnych porażek innej sekcji. Biorąc pod uwagę te wszystkie aspekty powstała koncepcja budowy jednego silnego klubu pod marką GKS-u. Filarami, które tutaj wybraliśmy były piłka nożna, siatkówka i powracający hokej. Pamiętajmy również, że przez długie lata GKS był klubem wielosekcyjnym, który łączył w sobie wiele dyscyplin również ze sportów zimowych. Barcelona pokazuje, że taki model się sprawdza więc dlaczego nie mamy próbować w Katowicach i realizować czegoś, co będzie wyjątkowe w skali naszego kraju.

Pierwszy krok został zrobiony -piłkarsko GieKSa się odradza, siatkarsko klub całkiem nieźle radzi sobie Plus Lidze, podobnie hokeiści. Pytanie jednak jakie są dalsze plany miasta na rozwój klubu pod względem tych dyscyplin?

Nad tym pomysłem musi pracować zarząd klubu. Trzeba zobaczyć, gdzie są jeszcze możliwości do rozwoju przy jednoczesnym funkcjonowaniu tego, co już zostało zbudowane. Ważnym aspektem są tutaj wyniki sportowe, organizacja takiej sekcji i przede wszystkim finansów, bo to najważniejsza rzecz. Jako miasto jesteśmy otwarci na propozycję nowych sekcji, jednak musi to być poparte chłodną analizą tak, by nie „przegrzać” danego tematu, bo tutaj trochę jak w biznesie – jak się „przegrzeje” pewne sprawy to więcej szkód można narobić. Nie chcielibyśmy cofać się w stosunku do tego, co zostało zrobione za kadencji mojego poprzednika oraz tego, co mamy obecnie.

Nie będzie wielkiego klubu bez zaplecza – docelowo stadionu. Kibice pytają, dlaczego to wszystko tak długo trwa. Na tle innych miast Katowice wypadają bardzo słabo, bo od wielu lat jesteśmy jedynie na etapie planowania.

Rozumiem takie pytania kibiców. Jest w tym sporo racji, jednak my musimy patrzeć na to wszystko z wielu stron. Trzeba pamiętać, że jeżeli nie będzie wspólnej polityki ogółu społeczeństwa, co do kwestii budowy stadionu to nigdy nie będziemy mieli wystarczającej grupy zwolenników takiej realizacji. Trzeba mieć świadomość, że jest to wydatek dla miasta w kwocie ponad stu milionów złotych. Musimy naprawdę tworzyć pozytywną otoczkę wokół tego pomysłu i realizacji. Nie ma więc miejsca dla negatywnych zachowań kibiców, gdyż takie działania nie popychają sprawy do przodu. Uważam, że musimy stopniowo do tego podchodzić, nie znaczy to, że miasto celowo opóźnia budowę czy też nie realizuje jej w szybkim czasie. Nowy stadion jest potrzebny nie klubowi, ale miastu, które chce mieć klub. Dlatego tutaj mówimy o budowie miejskiego stadionu, który będzie domem dla klubu. Sam stadion podobnie jak np. NOSPR będzie zarządzany przez podmioty zewnętrzne. Stadion musi powstać, bo jesteśmy stolicą aglomeracji, mamy dobry klub piłkarski i nie może być sytuacji, w której goście, którzy przyjeżdżają do Katowic, mają gorsze warunki niż u siebie. My musimy do tej czołówki krajowej dobić również pod względem jakości obiektów. Jestem przekonany, że to pozwoli na większą aktywność, jeśli chodzi o pozyskiwanie zewnętrznych sponsorów dla poszczególnych dyscyplin w klubie. Zależy nam na tym, byś ciągać ciężar finansowy z miasta i przenosić na rzecz właśnie takich podmiotów.

Kibiców nurtuje również pytanie, dlaczego nie budujemy od razu całego stadionu tylko w planach jest 12+3 ? Czy nie byłoby korzystniej postawić od razu cały stadion ?

Zastanawiałem się nad tym wielokrotnie. Wiem, że moje argumenty nie przekonają kibiców i gdyby postawić na szali argumenty kibiców i miasta to byłaby równowaga. Ja patrzę na to w sposób pragmatyczny. Opieram się na frekwencji i kosztach budowy. Jeżeli mamy sytuację gdzie tylko na kilku stadionach w Polsce mamy średnią frekwencję powyżej 10 tysięcy to nie łudźmy się, że na stadion GKS-u przyjdzie nagle 15 tysięcy. Ja nawet wolałbym, żeby kilka razy się zdarzyło, że braknie biletów i stadion 12-tysięczny będzie pełny, niż sytuację, w której tych biletów jest za dużo i połowa stadionu 15-tysięcznego świeci pustkami. Druga sprawa to zachowania kibiców. Chcemy, by te obiekty sportowe i wydarzenia na nich były świętem dla wszystkich. W tyle głowy mamy również Stadion Śląski. Jego funkcja będzie nieco inna, ale nie wykluczone, że szlagierowe mecze, jak np. derby będą właśnie tam rozgrywane.

Wspomniał Pan Stadion Śląski i pojawiają się teorię, że miasto specjalnie opóźnia budowę, by przenieść klub na ten stadion. Jak się Pan odniesie do takich teorii?

Kilka lat temu w urzędzie marszałkowskim odbyły się takie rozmowy dotyczące gry GKS-u na tym stadionie. Plany te nie dotyczyły tylko naszego klubu, ale również innych z naszego województwa. Wiem, że takie coś nie podoba się kibicom, ale gdyby były dobre stosunki z Ruchem Chorzów, to można by się było zastanowić nad dzieleniem tego stadionu na dwa kluby. Takiego porozumienia jednak nie ma, więc ja nie widzę możliwości, by dwa zwaśnione kluby grały i korzystały z jednego obiektu w tym samym czasie. Druga rzecz to znowu frekwencja – nawet gdyby przyszło dwa- trzy razy tyle kibiców co obecnie na Stadion Śląski to i tak na 60-tysięczniku będzie to wyglądać fatalnie, kibice znikną na takim obiekcie. Bez kibiców impreza na tym stadionie nie ma sensu i wykorzystanie Śląskiego widzę jedynie przy naprawdę atrakcyjnych spotkaniach i wielkich rozgrywkach. Ten stadion powinien mieć drzwi szeroko otwarte dla wszystkich klubów na Śląsku – jeśli pojawi się takie zapotrzebowanie. Osobną kwestią jest jaki model zarządzania przyjmie urząd marszałkowski. Kluby na Śląsku powinny mieć swój dom, z którym będą się utożsamiać i gdzie będą grać i dbać o niego. Miasto nie czeka na to, by GKS grał na Stadionie Śląskim. Klub musi mieć swój stadion, swoje miejsce – takie, w którym będzie się czuć najlepiej.

W wywiadzie dla Radia Piekary wspomniał Pan, że obecny stadion urąga temu klubowi. Czy to dlatego nie pojawia się Pan na Bukowej przy okazji meczów? Kibice dopytują, kiedy się Pan pojawi na meczu.

Ja nie mam problemów z warunkami, które są na stadionie. Dla mnie nie ma różnicy, czy to jest drewniana ławka, krzesełko czy trybuna. Brakuje mi po prostu czasu na takie wizyty. Śledzę wyniki i jestem na bieżąco z sytuacją w klubie. Na pewno taki czas nadejdzie. Znalazłem czas, by zajrzeć do Spodka na mecz siatkarzy. Chciałbym, by taka atmosfera panowała na wszystkich obiektach. GKS jest klubem, który znam i miałem z nim do czynienia od wczesnych zainteresowań sportowych.

Chcielibyśmy wrócić jeszcze do tej frekwencji. Zgadzamy się, że aktualnie jest ona niska, jednak gdy budowano NOSPR to też nie można powiedzieć, że brano pod uwagę starą filharmonię i to ilu widzów gromadziła podczas wydarzeń kulturalnych. Na innych stadionach notowany był duży wzrost po otwarciu nowego obiektu.

Kultura i sport są porównywalne, ale rządzą się innymi prawami. Muzyka z reguły łączy, a sport raczej dzieli ze względu na rywalizację. NOSPR został skalkulowany przez nas i dziś nawet mówimy o niedoborze miejsc w tej placówce. Życzyłbym sobie, by tak było ze stadionem i jego frekwencją. NOSPR już nie można zmienić pod względem liczby widowni, stadion będzie miał takie możliwości rozbudowy. Patrząc z perspektywy potencjału metropolii to mamy potencjał, by te stadiony zapełniać, ale na dzisiaj te stadiony w większości są dużym stopniu puste. Popatrzmy na Gliwice, Tychy, Bielsko czy nawet Zabrze gdzie jeszcze nie ma czwartej trybuny. Musimy brać takie rzeczy pod uwagę. Wydaje mi się, że stopniowy, stały wzrost frekwencji na stadionie i przede wszystkim utrzymanie jej, to proces na kilka – kilkanaście lat.

Przekaz z miasta na początku powstania wielosekcyjności był jasny – miasto nie chce sprzedawać klubu. Czy to jest plan na kolejne lata, czy zostawiacie sobie jakąś furtkę, która w odpowiednim czasie pozwoli na sprzedaż klubu odpowiedniej firmie czy też osobie?

Mój pogląd na tę kwestię się zmienia. Wynika to z pewnych doświadczeń. Było wiele klubów, w które był zaangażowany podmiot zewnętrzny i ich historie różnie się później kształtowały. Również w Katowicach mieliśmy tego przykład. Musieliśmy go podnieść w tamtym momencie, to samo dzieje się teraz w innych klubach. Na dzień dzisiejszy – bez wnikliwej analizy komu sprzedajemy, na jakich warunkach, ustalenia tego, jakie są cele dla przyszłego funkcjonowania, czy też zabezpieczeń, które spowodują, że ten klub się będzie rozwijać, a nie zwijać, nie ma mowy o sprzedaży klubu. Jeżeli doprowadzimy do pewnego standardu, czyli dobrej gry, siedziby, atmosfery, gdy wszystko będzie organizacyjnie poukładane, to myślę, że to będzie etap, w którym miasto zastanowi się nad tym, czy nie będzie korzystniej dla wszystkich, by się z kimś klubem nie podzielić. Docelowo byłoby dobrze, by klub był w rękach prywatnych, ale z właścicielem twardo stojącym na nogach. Takiemu właścicielowi zapewnimy od strony miasta pełne wsparcie w rozwoju. Nie oddamy klubu w ręce mało doświadczonych inwestorów.

Celem zarządu był awans do Ekstraklasy w dwa lata. Za nami niecałe 1,5 od tych deklaracji. Czy miasto ewentualną dymisję zarządu przyjmie, jeśli odpukać tego awansu nie będzie? Jak miasto patrzy na zarządzanie klubem i realizację celów?

Oceniam obecny zarząd z perspektywy czasu. Klub był na bardzo dużym zakręcie i zarząd musiał pracować nad tym, by wyjść z niego. Posprzątanie tego bałaganu wymagało czasu i ten proces trwa nadal. Jestem dość zadowolony z obecnego prowadzenia klubu. Ma on możliwości działania do przodu z jednej strony, a z drugiej twardo stąpamy po ziemi, kontrolujemy finanse. Awansu każdy by sobie życzył, bo to większy prestiż dla klubu. Rozumiem, że koszty będą wyższe, ale możliwości rozwoju również pójdą w górę. Budujemy klub, bo chcemy, by grał on o najwyższe trofea i to nastąpi. Na razie jesteśmy na bardzo dobrej drodze, bo jesteśmy w tabeli na pierwszym miejscu. Gdyby  – odpukać – się nie udało, to ja ogólnie nie jestem zwolennikiem zmian personalnych, bo one czasem przynoszą odwrotne efekty. Nowy zarząd musiałby zapoznać się z sytuacją w klubie, a to wymaga czasu. Skłaniałbym się do innych zmian w zasadach funkcjonowaniu klubu.

Mówimy tutaj o zmniejszeniu finansowania?

Tak, również o takich aspektach.

Powiedział Pan, że jest Pan dość zadowolony. Czego więc brakuje, by Prezydent był bardzo zadowolony?

Nie mogę tutaj chwalić za bardzo pana prezesa, bo spocznie na laurach. Daliśmy zarządowi cele ogólne i to oni muszą znaleźć drogę do tego, jak je zrealizować w szczegółach. Do końca roku powstanie dokument, który będzie określać jasno jaki cel jest krótkoterminowy a jaki długoterminowy. Przed podaniem tych celów opinii publicznej będziemy o nich dyskutować i brać pod uwagę finanse. Na razie naszym celem jest dobra gra i awans do Ekstraklasy – to jest naszym minimum, ale w sporcie wszystkiego nie przewidzimy.

Stadion to nie jedyny problem dotyczący obiektów sportowych. Pojawił się kolejny, a mianowicie hala dla siatkarzy. Mecz w Spodku pokazał, że jest duży potencjał dla tej dyscypliny, jednak nie można tam grać na razie każdego meczu. Wiemy, że są plany by w bryle stadionu była hala dla siatkarzy. Czy potrzeba budowy również hali może mieć wpływ na ewentualne przyśpieszenie budowy całego kompleksu?

Dziś mówimy o pewnych koncepcjach. Wykonujemy pierwsze działania związane z geologią terenu. To pokaże nam, jaki obiekt może tam stanąć i jakie będą koszty takiej budowy. Ja mam nadzieje, że będą one minimalne, czyli normalna budowa bez konieczności wzmacniania. Trzeba pamiętać, że stadion to jedno, ale jest jeszcze infrastruktura treningowa, boiska dla młodzieży, która powinna tam trenować. Oni muszą mieć w zasięg wzroku ten stadion, by grając w młodszych rocznikach marzyć o tym, by w przyszłości zagrać na tym stadionie w barwach klubu. Chcemy, by ten obiekt był użytkowany, by on żył dla mieszkańców i tych, którzy będą tam trenować. Co do hali to nie wykluczamy jej, jeśli się na to zdecydujemy, to trzeba będzie ją budować razem ze stadionem i wkomponować ją w ten stadion, tak to się buduje na świecie. Bez sensu byłoby stawianie hali osobno obok stadionu. Hala jednak nie będzie determinantą tego, by budować stadion. Wspomnieliśmy o Spodku. Obecnie zarządza nim operator. Ta filozofia była dla nas logiczna, bo nie chcieliśmy, by obiekty konkurowały o imprezy ze sobą. Myślę, że trzeba mocno działać w takim kierunku, by część rozgrywek czy to siatkówki, czy to hokeja była rozgrywana na dużym Spodku. O tym trzeba rozmawiać, być może przyszli sponsorzy klubu ułatwią te rozmowy i takie plany poprzez swoje zaangażowanie.

Patrząc przez pryzmat ostatnich lat ciężko nie odnieść wrażenia, że Katowice trochę były zaniedbane pod kątem sportowym, zarówno zawodowym, jak i amatorskim. Nie ma Pan wrażenia, że może to być efekt m.in. takiego podejścia niektórych miejskich urzędników, którzy porównują Katowice do Łęcznej? Być może trzeba zmienić myślenie, by budować coś na miarę stolicy Śląska, a nie Łęcznej.

Powinniśmy patrzeć na miasto, biorąc pod uwagę jego przyszły rozwój, trzeba jednak oprzeć to wszystko o realia finansowe. Nie jest problemem, by realizować projekty – problemem zwykle jest kosztowne utrzymanie tych obiektów. Dla miasta to są konkretne wydatki. A skoro gdzieś się pieniądze dołoży – to gdzieś trzeba zabrać. Budżet jest ściśle określony. Nasze miasto nie przyciągnie więcej mieszkańców, nie będzie większej ilości dochodów czy też firm jeże linie będziemy stawiać na rozwój na miarę naszego miasta i jego możliwości. Katowice porównuje się z wielkimi miastami jak Kraków, Poznań, Wrocław, ale te miasta mają powyżej 500 tysięcy mieszkańców. My mamy budżet dla 300 tysięcy mieszkańców i musimy mieć tego świadomość. Stadion, który powstanie nie musi być najpiękniejszy w Polsce, ale musi być jakościowo i funkcjonalnie porównywalny do tego, co mamy teraz w kraju. Musi być ten „efekt wow”, który pokaże, że warto było czekać i wybudować taki obiekt w Katowicach. Mam nadzieję, że będzie on dobrze widoczny i będzie wpisywać się w rozwój tego miasta.

Nie brakuje Panu w mieście osób, które mogłyby pełnić funkcję managerów sportu i spinać klamrą wszystko to co się dzieje w mieście pod względem sportu amatorskiego i zawodowego?

Uważam, że ich nie brakuje. Każdy ma swój model zarządzania i tego, jak działa dany obiekt. Czasami patrząc z boku widać więcej, ale będąc bliżej gdzieś, to patrzenie się bardziej zamyka. Wynika to z tego, że mamy dany obiekt, który ma swoje potrzeby i finanse. Ludzie odpowiedzialni za zarządzanie sportem pracują, na tyle ile mogą. Jako miasto podjęliśmy działania, które mają na celu promować sport w Katowicach, bo sportem chcemy się chwalić. Myślę, że powoli zyskujemy na spójności w tych działaniach. Mam nadzieję, że taką klamrą do całego sportu w Katowicach będzie wielki GKS, który dziś raczkuje, ale szybko chce stanąć na nogi. Jasno trzeba powiedzieć, wszystkie kluby, które funkcjonują w mieście, a jest ich około 200 muszą mieć pełną wiedzę i świadomość, że ich wychowankowie mają dążyć do tego by reprezentować barwy GKS-u a nie innego klubu z regionu. Wkładamy wysiłek w rozwój tych młodych ludzi i nie wyobrażamy sobie, że w mieście nie będzie dla nich możliwości do kontynuowania swojej przygody, czy też kariery ze sportem. Odchodzimy od polityki, że „każdemu damy tyle, by mu wystarczyła na przetrwanie”. Chcemy budować silny klub, który będzie miał zaplecze w postaci tych mniejszych klubów.

Sporo się mówi o E-Sporcie – Miasto się rozwija również pod tym względem. Czy są plany, by rywalizować w tej dziedzinie i tworzyć w Katowicach coś nowego?

 Tak daleko jeszcze nie patrzeliśmy. To jest ciekawy temat, warty przemyślenia, ale na razie jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy przykładem dla wszystkich jak organizować takie imprezy dzięki Intel Master Extreme. Dzięki tej imprezie nasze miasto jest mocno rozpoznawalne w świecie. Inna sprawa to finanse, po raz kolejny powtórzę, nie można tego tematu „przegrzać”. Mamy 3 filary ważne dla miasta i mniejsze sekcje. Na tym się skupiamy teraz.

Podróżuje Pan po kraju i świecie. Było coś takiego, co się Panu podobało w innych Miastach, a co chciałby Pan przenieść do Katowic pod względem sportu typowo amatorskiego tak, by mieszkańcy na tym skorzystali?

Myślę, że pod względem możliwości uprawiania sportu mamy się czym chwalić, choć oczywiście to nie nasze ostatnie słowo. Brakuje mi jednak takiej rodzinnej atmosfery kibicowania, czyli tworzenia klubów kibica, którzy nie są nastawieni na walkę o terytorium. Brakuje mi takiego zachodniego modelu kibicowania. Nie ma co ukrywać – tam też zdarzają się problemy, ale dużo więcej mówi się jednak o pozytywnych aspektach kibicowania. To one przykrywają te małe negatywne. Myślę, że powoli w GieKSie taki model się tworzy, dobrym przykładem jest tutaj sektor rodzinny i wspaniała praca fanek GieKSy, które animują doping wśród dzieci. Chciałbym, by dla kibiców wydarzenie sportowe było świętem, by wychodzili na to spotkanie wcześniej i brali aktywny udział w widowisku, a nie przychodzili 5 minut przed początkiem imprezy. Pozytywnym przykładem takiego kibicowania był ostatni derbowy mecz GieKSy z Górnikiem.

Jakie jeszcze obiekty oprócz stadionu i basenów miasto ma zamiar przekazać mieszkańcom?

Proces inwestycyjny trwa. Poza basenami gdzie realizacja jest na zaawansowanym poziomie, będziemy budować dwie hale w mieście. Jedna przy ulicy Mikołowskiej, druga na Koszutce. Te projekty rozpoczniemy w tej kadencji i będą one służyć szkołom, jak również mniejszym  klubom. Co ważne, przy basenach powstaną hale sportowe, które będą służyć mieszkańcom do czynnej rekreacji – uprawiania sportu. W jednej lokalizacji hala będzie dedykowana dla gimnastyków sportowych.

Na koniec zapytam, co by chciał Pan jeszcze przekazać kibicom i mieszkańcom miasta?

Chciałbym, by mieli w sobie wiele pozytywnej energii i atmosfery. Potrzeba nam jej, by nie pojawiały się zachowania, które niewątpliwie urągają klubowi i powodują zmniejszenie zainteresowania podmiotów zewnętrznych. Wyniki są obiecujące i pozytywne więc dzięki takiemu zainteresowaniu łatwiej czasem zrobić krok do przodu. Gdy będzie taka energia, to proszę być spokojnym- reszta przyjdzie z czasem.

Zdjęcie: Facebook.com/MarcinKrupa

6 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

6 komentarzy

  1. Avatar photo

    Matematyk

    8 listopada 2016 at 13:17

    Duzo lania wody i puste frazesy.no to kiedy rusza ta budowa stadionu przy A4?

  2. Avatar photo

    Boss

    8 listopada 2016 at 22:09

    Fajny wywiad ale widać ze z dobrym politykiem. Dużo słów, zero konkretów. Terminów, harmonogramów prac, planów w przypadku zrealizowania celów bądź nie i wiele innych. Dobrze ze w ogóle zabrał glos

  3. Avatar photo

    kejta

    9 listopada 2016 at 13:40

    Nie ma sie co ludzic nikt nigdy nie dobuduje 3tys o ile sam stadion wkoncu stanie. Nie bedzie zapotrzebowania bo bedzie niska frkwncja I ostaniemy ze stadionem na 12tys bez jednej trybuny czy cos ale jak to sie mowi lepszy rydz niz nic

  4. Avatar photo

    Tom

    9 listopada 2016 at 20:19

    Widać wybory się zbliżają, czyli jak sam Krupa zapewnił „kontynuacja Uszoka”
    Czyli kapa.
    A ja powiem tak, niech zrobią mniejszy stadion ale od razu w całości, bez możliwości rozbudowy, ale niech będzie ŁADNY !!!!!!!!!!!

  5. Avatar photo

    maxiu

    10 listopada 2016 at 14:54

    Matematyk@ Jak nic sie nie działo nikt nic nie mówł też było żle!!Dobrze wiecie ze postawienie stadionu w innym miejscu niz B1 potrzebuje czasu analizy gruntów itp. Z tego co wiemy to do 9 grudnia ma byc wydana opinia analzy geodezyjnej terenu pod stadion!! Kejta@ Kto ci powiedział ze stadion ma powstac bez jednej trybuny??Tom@ Od kiedy kampanie prezydencka zaczyna sie na 2 lata przed wyborami?? Zanim cos napiszecie zastanówcie sie bo jak czytam te wasze narzekania to mnie aż w dupie szczypi!!! INO GIEKSA!!

  6. Avatar photo

    true

    10 listopada 2016 at 21:18

    Zgadzam sie w 100% z gościem! Widać że mądry facet z głowa na karku! Nie problem baranki wybudować stadion, problem go utrzymać. Miasto to nie orkiestra świątecznej pomocy!. Lepiej poczekać i zrobić to raz a dobrze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga