Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

[WYWIAD] „Piłkarze są od grania” – druga część wywiadu z Dariuszem Motałą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Dziś czas na drugą i ostatnią część wywiadu z menedżerem Dariuszem Motałą. W poprzedniej skupiliśmy się na minionym sezonie, a w tej poruszymy kwestię nadchodzącego. Jak wybierano nowego trenera? Ilu było kandydatów na to stanowisko? Jak wygląda kwestia transferów? Kto zostanie? Kto odejdzie? Ilu nowych graczy trafi na Bukową? Jaki jest plan na Puchar Polski? Czy Dariusz Motała odejdzie z GieKSy? Jakie jest nastawienie przed nowym sezonem? Na te i inne pytania odpowiedzi uzyskacie czytając poniższy wywiad. Z menedżerem rozmawiali Błażej i kosa.

Jak wyglądał wybór nowego trenera po odejściu Jerzego Brzęczka?
Prowadziłem rozmowy z trzema szkoleniowcami, a jednym z nich był Piotr Mandrysz. Dwaj pozostali obecnie już też mają pracę i to w bardzo dobrych klubach. Po rozmowach opiniowałem wszystkich trenerów i na tym mój udział się kończył. Kierowałem się tym, by byli to trenerzy, którzy znają pierwszą ligę oraz mają doświadczenie w awansach. Nie chciałem trenera, który będzie jedynie z nazwiskiem. Wolałem kogoś, kto swoją postawą na ławce trenerskiej doszedł do miejsca, w którym się znajduje, a nie kogoś kto tę drogę miał skróconą dzięki karierze piłkarskiej. W moim odczuciu dużej różnicy między pierwszym i trzecim kandydatem nie było. Rozważaliśmy jednak wszystkie czynniki (zdobycz punktową, z jakimi piłkarzami pracował, w jakich klubach, jakie odnosił sukcesy itd.), nie było to na zasadzie porównywania zdjęć i wyboru tego, który nam najbardziej się podoba. Ważne dla nas było też to, że chcą pracować w GKS-ie Katowice.

Każdy z nich był w naszym zasięgu finansowym?
Z żadnym z trenerów nie rozmawiałem na temat warunków finansowych. To nie jest moja rola. Ja miałem wybrać i zaopiniować najlepszych kandydatów dla klubu. Rozmawiałem z nimi na tematy sportowe i o wizji prowadzenia drużyny. O finansach rozmawiał już zarząd.

Czy wybór tej trójki został poprzedzony selekcją z szerszego grona? Byli jacyś szkoleniowcy, którzy gdy tylko usłyszeli GKS Katowice, to uciekali?
Ja miałem na oku wspomnianych wcześniej trzech trenerów. Wiem, że byli szkoleniowcy, którzy sami dzwonili do klubu i proponowali swoje usługi. Chętnych na pracę było dużo, ale przyjęliśmy strategię, że to my mamy dopasować trenera do naszej koncepcji, a nie on cały klub pod siebie.

Trener Mandrysz podpisał kontrakt na dwa lata. Czy jest jakaś klauzula, że w przypadku braku awansu zostanie on rozwiązany?
Rekomendowałem podpisanie umowy na dwa lata. Piłkarz, trener, ktokolwiek z pracowników musi czuć stabilizację, a nie zastanawiać się, co będzie na koniec sezonu. Zwiększa to komfort pracy i daje lepsze efekty. Pamiętajmy, że w przypadku awansu dużo łatwiej będzie nam utrzymać trenera u siebie, a na pewno wtedy pojawią się oferty z innych klubów.

Jaki był kontakt wcześniej z trenerem Mandryszem?
Trenera Piotra Mandrysza poznałem przy okazji negocjacji kontraktu Pawła. Rozmawialiśmy wtedy dość długo i widzieliśmy się trzykrotnie. Rozmowy były bardzo konstruktywne, ale oczywiście nie dotyczyły budowy GieKSy, tylko Pawła.

Wiadomo jak trener wyobraża sobie współpracę z synem?
Nie odbyliśmy jeszcze takiej rozmowy. Mogę powiedzieć, że na pewno zamknęła się obecnie sprawa ewentualnego transferu drugiego syna Roberta, a było to coś, o czym gdzieś tam myśleliśmy i ten temat się przewijał. Pamiętajmy jednak, że Paweł nie miał żadnego wpływu na przyjście swojego ojca do klubu.

Jakie będą relacje dyrektora sportowego i trenera? Równi sobie, czy może dyrektor jest zdecydowanie nad trenerem?
Jestem zwolennikiem zarządzania równoległego. Chcę mieć wpływ przede wszystkim na kadrę pierwszego zespołu, ale ostateczne decyzje co do składu i osiemnastki meczowej musi podejmować trener. Mam dużo pokory co do swojej osoby i wiem, że każda współpraca z nowym trenerem pozwala mi się rozwijać. Jestem osobą, która ma swoje zdanie, ale potrafię słuchać innych.

Trener Mandrysz zapoznał się już z badaniami i wszystkimi analizami, jakie miał klub za trenera Brzęczka?
Oczywiście. To są rzeczy, które należą zarówno do szkoleniowca, jak i klubu. Moja rola polega właśnie m.in. na dopilnowaniu tego, by te dokumenty zostały przekazane i były cały czas w klubie. Trener Mandrysz dostał plik badań, pomiarów i może się z nimi zapoznać.

Jak oceniana jest praca Leszka Dyji? Badania badaniami, ale często kibice odnosili wrażenie, że drużyna nie była do końca dobrze przygotowana do rundy wiosennej.
Trener Mandrysz dostał pełną możliwość oceny sztabu szkoleniowego i ma wolną rękę w przypadku, gdyby chciał dokonać zmian. Dobry czas na ewentualne korekty będzie po rundzie jesiennej. Na razie zaakceptował wszystkie osoby, które są w tym składzie. Może się jednak okazać, że nie będzie żadnych zmian.

Nie ma obaw, że z trenerem Mandryszem powtórzy się sytuacja np. z Sosnowca, gdzie został zwolniony przez piłkarzy?
W GKS Katowice żaden piłkarz nie ma prawa wypowiedzieć się negatywnie na temat trenera. Piłkarz musi rozumieć kto jest szefem i że trener jest wyżej niż on. Jest to dla mnie proste, ale często się to wymyka spod kontroli w wielu klubach. W GKS-ie Katowice na pewno jednak tak nie będzie. Od oceniania trenera jest zarząd, a ja jestem od indywidualnych rozmów ze szkoleniowcem, które mają na celu dobro drużyny.

Nie ukrywajmy jednak, że w wielu klubach piłkarze dążą do zwolnienia trenera. Czy my jesteśmy na to odporni?
Rzeczywiście słyszy się czasem o takich sprawach, jednak ja nigdy nie poznałem pełnego kontekstu. Moja funkcja w klubie jest od tego, by nie dopuścić do takiej sytuacji. Zwalnianie trenera przez piłkarzy nie bierze się z niczego i często jest poprzedzone dłuższym konfliktem oraz rozbieżnością zdań. Od tego jest menedżer drużyny, by w porę reagować i nie dopuścić do eskalacji. Zauważcie, że np. w Lechu Poznań zwolniono trenera Skorżę, bo nie było chemii między nim i szatnią. Zostało to poprzedzone zdobyciem mistrzostwa Polski i awansem do fazy grupowej Ligi Europy. To nie są łatwe decyzje dla klubu, ale czasem ktoś musi podjąć decyzję. I to nie na zasadzie, za którą stroną się opowiada, ale po prostu co jest dobre w danym momencie dla samego klubu. Jednak podkreślę raz jeszcze: piłkarze są podwładnymi trenera, a on jest szefem.

Pewnie nie wszyscy piłkarze są zadowoleni z tego wyboru, bo trener Mandrysz znany jest ze specyficznego podejścia do drużyny i relacji z szatnią.
Spotykając się z trenerem poruszyłem temat dwóch sytuacji, które miały wcześniej miejsce. To jest relacji między nim i dyrektorem sportowym w Niecieczy i relacji trener-piłkarz-prezes w Sosnowcu. Otrzymałem stosowne odpowiedzi, które mnie satysfakcjonowały. Musimy pamiętać, że najważniejszy w budowaniu drużyny jest szkoleniowiec. Trenera Mandrysza opiniowałem na podstawie rozmów z nim, w których poruszaliśmy wizję, styl gry itd. Piłkarze podpisują kontrakt i tam nie ma nic o tym, że mają wpływ na wybór trenera albo pewność tego, że będzie nim X lub Y. Tak samo nie mają gwarancji gry w pierwszym składzie. Musimy wprowadzić normalność: piłkarz jest pracownikiem klubu, ma ważny kontrakt, który ma wykonywać i za który ma płacone. Jego zwierzchnikami są trener oraz moja osoba i to nas ma słuchać. Jest to proste i logiczne.

Czy styl grania, który wprowadzać chciał w Katowicach m.in. trener Jerzy Brzęczek, czyli wymiana dużej ilości podań (tzw. Barcelona) nie jest nieodpowiednia dla pierwszej ligi? Gdyby teraz trener Piotr Mandrysz też chciał grać tak samo?
Nie ma dwóch trenerów, którzy są tacy sami. Nie ukrywam jednak, że ważne dla nas było to, by nie przyszedł do klubu szkoleniowiec, który wszystko wywróci do góry nogami. To jak grać będzie GieKSa zależy już od trenera Mandrysza, jego wizji i stylu prowadzenia zespołu.

Czy nie jest tak, że przychodzi nowy szkoleniowiec i znowu będzie sytuacja, w której padną często powtarzane słowa: „trener musi poznać zawodników, by móc ocenić ich przydatność dla zespołu”? Nie ma obawy, że potracimy przez to za dużo punktów już na samym starcie rozgrywek?
Jestem przekonany, że mamy dobry zespół. Ten zespół potrzebuje jednak wzmocnień w postaci dobrych transferów i takie na pewno będziemy robić. Droga, którą obraliśmy, była słuszna, jeśli chodzi o zawodników, których pozyskaliśmy wcześniej. Trzeba brać pod uwagę, że to jednak będą różne transfery. Są zawodnicy, którzy przyjdą do rywalizacji i od razu będą wzmocnieniem. Są jeszcze transfery młodzieżowe. Dziś np. mogę jasno powiedzieć, że w ogóle nie jestem zawiedziony transferami z II ligi. Mandrysz, Prokic oraz Abramowicz przyszli do nas i dali radę — zrobili skok do przodu. Wiadomo, że mieli swoje słabsze i lepsze momenty. Jako kibice zaczęliście od napastników, jeśli chodzi o zmiany. Ja uważam, że najwięcej trzeba zmienić w obronie. Będziemy szukać zawodników, którzy zapewnią nam więcej agresji w tej linii. Odpada nam Czerwiński na boku, środek również trzeba wzmocnić. Zejdler i Kalinkowski potrzebują kogoś do rywalizacji w środku pola. Na dodatek szukamy młodzieżowca.

Jak wygląda kwestia transferów?
Na pewno warto podkreślić, że w GieKSie nie sprowadzamy piłkarzy, by ich mieć, a potem myśleć jak ich wkomponować w zespół. Każdy, kto przychodzi na Bukową wie na jakiej pozycji będzie występował. Na chwilę obecną musimy znaleźć prawego obrońcę, stopera albo nawet dwóch, kogoś do środka…

Młodzieżowca lub nawet kilku.
Na pewno nie jestem taką osobą, która chciałby się zapchać młodzieżowcami. Są drużyny, które miały ich kilku, są takie, które grały tylko jednym. Musimy mieć jakąś bazę. Będę chciał, by został Paweł Szołtys. Bardzo chciałbym, aby był z nami Kamil Jóźwiak, ale na decyzje w tej sprawie będzie trzeba poczekać, dlatego równolegle muszę monitorować trzech innych młodych piłkarzy, by w razie, gdyby Kamil nie mógł do nas dołączyć, to oni dali jakość drużynie.

Co z innymi?
Decyzje będą ogłaszane stopniowo do 30 czerwca. Nie chce mieć takiej sytuacji, że nagle nie będzie piłkarzy do treningu. Zawodnicy mają kontrakty do końca miesiąca i muszą je wypełnić. Decyzje w sprawie Wołkowicza, Dudy i Bębenka zostały już podjęte przez moją osobę.

Niektóre decyzje to jednak duża niepewność. Kiedy to się wyjaśni?
Abramowicz do pierwszego treningu ma dać odpowiedź. Lebedyński do 30 czerwca ma czas na określenie się, czy chce zostać u nas i grać. Jeśli do tego momentu się nie porozumiemy, to nie będzie naszym piłkarzem. Jóźwiak wrócił do Lecha, z nim może być sprawa taka, że wróci do nas np. pod koniec sierpnia.

Czy jest jakakolwiek szansa, że Alan Czerwiński zostanie na przyszły sezon?
Nie. Ten zawodnik swoją postawą i profesjonalizmem zasłużył na to, by iść dalej i się rozwijać. Bardzo mu kibicuję i wiem, że to jest ten moment, w którym musi zrobić krok naprzód, by nie przespać swojej szansy. Jego droga kariery w GKS-ie została na ten moment zakończona.

Który z transferów był najlepszy?
Każdy transfer byłby super, gdybyśmy awansowali. Nie chcę tak dzielić transferów, bo każdy jest inny. Na przykład Prokić – miał słaby okres, nie strzelał bramek. Myśleliśmy nad jego wypożyczeniem, ale się powstrzymaliśmy. Trzeba być cierpliwym, widząc, jak zawodnik pracuje na treningach i ile daje od siebie. Uważam, że pozyskanie Foszmańczyka, Nowaka i Abramowicza to były dobre decyzje. Mieliśmy dobrą jakość na pozycji bramkarza — rywalizowali ze sobą w bardzo dobry sposób, bez żadnych zgrzytów. Patrząc od drugiej strony — nie jestem zadowolony z Lebedyńskiego, jeśli chodzi o liczby. Niektórzy nie weszli na poziom, na który mogli, ale jednak grali w tym zespole. Żeby była jasność nie można mówić, że jest świetnie. Należy jednak brać pod uwagę, że inaczej trzeba oceniać Sapałę, a inaczej Foszmańczyka. Sapała był z nami krócej, dodatkowo na wypożyczeniu i dołączył pod koniec okresu przygotowawczego, więc jego ocena będzie inna niż zawodnika, który jest z nami przez cały rok. Kibice będą mówić, że Wisio się nie sprawdził, ale tutaj szukaliśmy zawodnika, który mógłby pomóc temu zespołowi. Dla mnie Wisio jest 100 proc. profesjonalistą, ale nie udało mu się wejść dobrze w ten zespół, a do tego doszły kontuzje. Wisio dostał zadanie do spełnienia i to się nie udało, ale mam czyste sumienie pod tym względem. Wiem, jakim jest profesjonalistą, a podpisana umowa nie spowoduje, że przez trzy następne sezony Tomek będzie na liście płac klubu. Na 90 proc. Wisio nie będzie grać u nas w przyszłym sezonie.

Kogo nie udało się nam pozyskać w zimie?
Z Bytowią o jednego piłkarza przegraliśmy rywalizację, ale to nie był nasz pierwszy wybór. Bardziej uzupełnienie.

Ilu piłkarzy chcemy sprowadzić do pierwszego składu? Chodzi nam o takich jak Łukasz Zejdler, a nie uzupełnienia składu (jakim był np. Igor Sapała).
Trzech, czterech na pewno. Oczywiście jest to uzależnione od tego, czy np. odejdzie Mateusz Abramowicz. Wtedy będziemy musieli sprowadzić więcej piłkarzy.

Jak to było z Zagłębiem Lubin?
Nie powiem o jaki klub chodziło. Gdzieś tam rzeczywiście było zapytanie z klubów wyższej ligi, gdzie moja praca została doceniona i zostałem zaproszony na rozmowy. Miałem propozycje, toczyły się rozmowy, ale jestem tutaj w Katowicach i to się liczy.

Czy nie jest jednak tak, że funkcja menedżera i dyrektora sportowego jest trochę inna niż piłkarza lub trenera? Czy na tym stanowisku nie powinna zasiadać osoba, która ma długoterminową wizję?
Pamiętajcie, że ja też mam odpowiedzialność za swój rozwój i swoją rodzinę. Chcę podkreślić, że bardzo dobrze czuję się w Katowicach. Doceniam, że dano mi tutaj szansę rozwoju. Zawsze, jednak gdy pojawia się propozycja, to człowiek musi się zastanowić, czy to czasem nie jest ta jedyna i niepowtarzalna okazja, by iść wyżej i wskoczyć na kolejny poziom. Wiadomo — są kluby, których propozycji bym nawet nie rozważał.

Nie jest jednak tak, że przez zbyt częstą zmianę pracy na tym stanowisku, ktoś mógłby się zastanowić nad zatrudnieniem takiej osoby?
Na pewno tak jest, ale ja akurat mam bardzo dużą stabilizację zawodową. Najpierw byłem cztery lata w Lechu Poznań, teraz jestem już prawie dwa w Katowicach. Niektórzy przez ten czas byliby już w kilku klubach.

Scenariusz: Dariusz Motała przez 10 lat w GKS Katowice jest realny? Czy może nasz klub to odskocznia do wielkiej kariery?
Oczywiście, że tak. To nie jest sytuacja, że ja chcę odejść z Katowic, gdy tylko nadarzy się taka okazja. Pamiętajcie jednak, że mi się kończył kontrakt i muszę myśleć o swojej przyszłości.

Czyli jest możliwość, że nie zostanie on przedłużony?
Jestem umówiony z prezesami na rozmowę, i chciałbym dalej pracować w GieKSie. Naprawdę cieszę się, że moja praca w GKS Katowice została doceniona choćby przez zaproszenie na rozmowę do klubu Ekstrklasy. Nie chcę składać żadnych deklaracji, bo wiecie, że tego nie lubię. Jestem z Poznania, ale obecnie GieKSa jest najważniejsza. Wiem, w jakim klubie się znajduję i jakie tutaj mam możliwości. Szczerze mówiąc bardziej prawdopodobne byłoby, żebym odszedł po awansie i zrealizowanym celu. Brak tego siedzi mi mocno w głowie i chciałbym osiągnąć to, do czego zostałem zatrudniony w Katowicach.

Chcielibyśmy spytać o sytuację rezerw i ocenę sezonu w ich wykonaniu.
To na pewno jest nasza kula u nogi. Drugim zespołem jesteśmy bardzo rozczarowani i to też pokazuje jak wąskie zaplecze mieliśmy w poprzednim sezonie. Zdecydowanie nie można tego zwalić na młodych piłkarzy, bo często grała tam grupa nawet 8-9 piłkarzy z szerokiej kadry pierwszego zespołu i efekt był tak samo zły. Czekam na rozmowę z trenerem Mandryszem, by przedstawił, jaką ma wizję tej drużyny. Ja miałem przygotowane dwie koncepcje. Jedna z nich była na wypadek awansu do ekstraklasy, bo wtedy mielibyśmy większe środki i moglibyśmy je zainwestować także w drugą drużynę. Druga z nich jest gotowa na obecną sytuację, ale tak jak mówiłem — chciałbym najpierw porozmawiać o tym z nowym trenerem.

Przewija się brak środków, których nie ma z powodu awansu. Nie można przemodelować akademii, zainwestować w drugą drużynę.
Nie chodzi o to, że nie ma pieniędzy na to. Po prostu nie ma większej ilości środków, by można było za nie zrobić odpowiedni skok jakościowy. Wejście do ekstraklasy spowodowałoby większe zainteresowanie sponsorów, większe pieniądze z telewizji, a to wszystko można by mądrze zainwestować. Dla pełnej jasności — jesteśmy na pewno jednym z lepiej zorganizowanych klubów w pierwszej lidze, ale wiadomo, że celujemy dużo wyżej.

Jaki jest wpływ dyrektora sportowego na akademię?
Chcę mieć wpływ na to, co będzie się działo w juniorze starszym, bo to jest główne i najszybsze zaplecze drugiej i pierwszej drużyny. Ja na pewno będę wymagał i wymuszał, by trafiali do nas dobrzy piłkarze.

Jaki system zapisany jest w kontraktach piłkarzy?
Jest to system motywacyjny i za awans do ekstraklasy były naprawdę duże pieniądze. Niektórzy z piłkarzy GKS Katowice stracili być może szanse życia, by zarobić takie pieniądze. Była to bardzo wysoka kwota. Ja daleki jestem od wypłacania części pieniędzy wcześniej. Tak są skonstruowane kontrakty i piłkarze o tym doskonale wiedzieli.

Często w kibicowskich opiniach przewija się temat tego, że miasto nie chce awansu.
To jest jakiś dramat. Warunki w Katowicach są naprawdę bardzo dobre. Nie byłoby mnie tutaj ani minuty, gdyby ktokolwiek powiedział mi, że mam nie awansować do ekstraklasy. Dla kibiców GKS Katowice awans do najwyższej klasy rozgrywkowej jest porównywalny do mistrzostwa Polski dla Lecha Poznań.

Na konferencji prasowej został podany plan przygotowań do nowego sezonu. Czy w zimę będzie zagraniczny obóz piłkarski?
Tak, zdecydowanie tak. Chcemy dążyć do takiego systemu pracy, by w każdym sezonie podczas przerwy zimowej mieć jeden zagraniczny obóz. Warunki pracy są wtedy zgoła odmienne i to musi stać się standardem w naszych przygotowaniach. Szkoda, że w Katowicach nie ma kompleksu sportowego z zadaszonym i pełnowymiarowym boiskiem. Wtedy nasze możliwości, by się zdecydowanie poprawiły.

Wiemy, że były dwa plany dla GieKSy na nowy sezon.
Tak. W przypadku awansu mieliśmy na oku kilku zawodników, którzy chcieli do nas przyjść, tylko jeśli byśmy grali w ekstraklasie. Niestety nie udało się i musimy realizować plan B, czyli rozmowy z piłkarzami, którzy na naszej liście życzeń znajdowali się na niższych pozycjach.

W lidze walczymy o awans, a czy jest jakiś cel na Puchar Polski?
Rozgrywki te są zawsze wielką niewiadomą, ale i szansą na dużą promocję dla samych piłkarzy. Świetnym tego przykładem są Wigry Suwałki. Nie ma takiej opcji, byśmy odpuścili.

Są jakieś życzenia odnośnie do rywala w pierwszej rundzie?
Nie, nie ma żadnych życzeń. Mamy pojechać gdziekolwiek i po prostu wygrać. Będziemy ten mecz traktować jako generalną próbę przed ligą.

Przed poprzednim sezonem panował optymizm i pewność awansu. Jak wygląda to teraz?
Ja zawsze jestem optymistą i teraz wierzę jeszcze mocniej w ekstraklasę. Wiara we mnie nie upadła, bo jakby tak było, to nie pracowałbym w GieKSie. To jest GKS Katowice, tutaj się gra o awans i jak ktoś tego nie rozumie, to nie ma dla niego miejsca w klubie. Ja mam taki charakter, że ta porażka mnie jeszcze bardziej zmotywowała.

17 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

17 komentarzy

  1. Avatar photo

    Mecza

    22 czerwca 2017 at 16:43

    Wszytsko fajnie ale wyjazd zagraniczny zimą powinien być zakazany. Przecież te sparingi trzeba rozgrywać w błocie po kostki z drużynami drwali bo tak będzie początek wiosny wyglądał a nie na dywaniku z jakimiś Gruzinami. Tu nawet o kasę nie chodzi a o wnioski.

  2. Avatar photo

    psz

    22 czerwca 2017 at 17:02

    Prawy obrońca, stoper, środkowy pomocnik, a co ze skrzydłowymi?

  3. Avatar photo

    kibic bce

    22 czerwca 2017 at 17:51

    Kurna nie kumam 2 druzyna kula u nogi? To skad mamy brac swoich graczy do 1 druzyny?
    Mozs kierunek mlodziez z Banika, Gwarka lub stadionu slaskiego?
    Sparing partnerzy powinni byc mocniejsi.

  4. Avatar photo

    Mecza

    22 czerwca 2017 at 20:06

    @kibic bce, kwestia finansów. Gdyby była kasa to rezerwy potentata 1 ligowego powinny grać w 2, najgorzej 3 lidze. Ekstraklasa czyli w 1 lidze. W ekstraklasie widzę odchodzą od rezerw i je likwidują albo zupełnie zapuszczają (jak u nas) Kwestia oszczędności, łatwiej wypożyczyć ligę niżej zawodnika i w dodatku pensję ktoś mu płaci albo jej część niż utrzymywać ligową drużynę na poziomie 1,2 czy 3 ligi.

  5. Avatar photo

    Mecza

    22 czerwca 2017 at 20:08

    Dodam że w rezerwach raczej powinno być miejsce max dla 23 latków a nie spotkanie weekendowe 30 latków którzy zostali skreśleni i czekają na koniec kontraktu.

  6. Avatar photo

    Mecza

    22 czerwca 2017 at 20:14

    Co do transferów ciekawa 4 zawodników odchodzi z Cracovii: Polczak, Brzyski, Budziński a Cetnarskiego można wypożyczyć. Nie wiem jak finanse i ambicje zawodnika na najbliższy sezon ale Polczak mógłby wrócić…

  7. Avatar photo

    Mecza

    22 czerwca 2017 at 21:55

    @Redakcja, caly wywiad ok dziękuję i Motała nie mógł o wszystkim powiedzieć albo o wszystkich ale jak już coś zaczął a nie dopowiedział to chciałbym aby redakcja sama doszła do tego. Jakich innych dwóch trenerów Motała rekomendował do objęcia stanowiska którzy już podjęli pracę w dobrych klubach i mieli sukcesy w postaci awansów? Nie jestem dziennikarzem aby śledziić to tak dokładnie ale ja nie znam takich chyba a jeśli takowa wypowiedź jest ściemą to natychmiast trzeba Panu podziękować chociaż mówi bardzo poprawnie ale My wszyscy mamy już dość bajkopisarzy. Kolejny wątek dla redakcji,
    Kto zimą wybrał bytovię zamiast GKS?

  8. Avatar photo

    Mecza

    22 czerwca 2017 at 21:58

    Na 90minut wyszło mi że jakiś małolat co grał ostatnio we Włoszech z co z trenerami?

  9. Avatar photo

    kosa

    23 czerwca 2017 at 00:49

    @Mecza

    Menedżer nie chciał zdradzić nazwisk, ale sądzę, że był to Ireneusz Mamrot (tego jestem pewny) i Mariusz Rumak. W trakcie wywiadu odniosłem wrażenie, że pierwszoligowe realia i sukces w postaci awansów niekoniecznie dotyczył całej trójki trenerów. Przy spisywaniu tak po prostu wyszło.

    Co do gracza, który wybrał Bytovię, to rzeczywiście tego tematu nie pociągnęliśmy, ale jakoś był dla nas mało ważny (przy natłoku innych informacji). Był to Filip Modelski.

  10. Avatar photo

    Mecza

    23 czerwca 2017 at 06:35

    Dzięki Kosa za odp. Co do trenera całe szczęście że nie Rumak bo nie widzę różnic większych z Brzęczkiem. O ile pamiętam dobrze to w całej tej jego „karierze” miał jedną rundę wiosenną dobrą z Zawiszą w ekstraklasie, paradoksalnie spadł wtedy.

  11. Avatar photo

    Irishman

    23 czerwca 2017 at 08:55

    Dzięki dla Redakcji za fajny wywiad. W tej części już znacznie więcej konkretów niż w pierwszej ale… w sumie to nawet dobrze, bo już czas pomyśleć o przyszłości zamiast ciągle wracać do przeszłości i babrać się w tym syfie, który musieliśmy znów przeżywać.

    Moim zdaniem:

    1. Wyjazdy na zgrupowania
    Latem oczywiście bez sensu. W Polsce infrastruktura sportowa jest coraz lepsza. Zastanowiłbym się natomiast nad obozem gdzieś w górach. I nie chodzi o to, żeby piłkarze mieli biegać na Giewont, bo się zajadą. Tylko kiedyś czytałem, że potem, po powrocie na niższe tereny w organizmie następują w sposób naturalny procesy poprawiające wydolność organizmu. Ale to musiałby się wypowiedzieć jakiś fachowiec.
    Zimą natomiast jest sens, aby potrenować gdzieś w dobrych warunkach tylko trzeba odpowiednio wcześniej wrócić, żeby jeszcze pograć parę sparingów i zaaklimatyzować się oraz przyzwyczaić do naszych, zimowych warunków.

    2. Drużyna rezerw
    Tu chyba dyrektor miał na myśli nie to, że II drużyna to w ogóle jest kula u nogi, tylko, ze taką była i że trzeba to zmienić.
    Tylko, że tutaj trener musi chcieć ją w jakiś sposób wykorzystać.

    3. Transfery
    Oczywiście trzeba wręcz przebudować całą defensywę – oby bez Prażnovskiego i Wisio.
    Koniecznie potrzebna jest konkurencja dla Zejdlera i Kalinkowskiego, bo chłopaki osiedli na laurach.
    Na skrzydła mamy Mandrysza i Cerimagicia (pod warunkiem, że będzie zdrowy, a Prokić otrzyma w końcu obywatelstwo) – uważam, że to zdecydowanie za mało, tym bardziej przy odejsciu Alana.
    Środek, pod warunkiem, że Zejdler przypomni sobie jak grał na jesieni (co może być łatwiejsze gdy na swoją pozycję powróci Foszmańczyk) jest w miarę mocny.
    W ataku sam Prokić, to także zdecydowanie za mało. Nie wiadomo bowiem, czy zostanie Lebedyński, natomiast forma Goncerza stoi pod ogromnym znakiem zapytania.
    No i oczywiście trzeba koniecznie pozyskać młodzieżowca.

  12. Avatar photo

    Tomek

    23 czerwca 2017 at 10:48

    Ten wywiad jest tak naprawdę potwierdzeniem tego całego marazmu decyzyjnego Cygana. Jak można tolerować cały czas sytuację z rezerwami. Jak można tolerować było brzęczka do konca pomimo tego że ewidentnie było widać że nic z tego nie będzie. Gdyby Cygan pozbył sie go po podbeskidziu coś by jeszcze z tego było. Swoją drogą widać że Cygan nie ma żadnego rozeznania co do kompetencji trenerskich skoro zatrudnił taką miernotę i nie reagował na nic. Dla mnie Cygan to pierwsza osoba do odstrzału i najsłabsze ogniwo GKS. No ale może spac spokojnie bo ma układy

  13. Avatar photo

    stefan

    23 czerwca 2017 at 13:36

    Tomek , Cygan słucha od dawna swoich doradców , ale jako ze jego wiedza jest bardzo mała , wychodzi na ty, jak na twoim podsumowaniu.

  14. Avatar photo

    Mecza

    23 czerwca 2017 at 17:43

    Nie bronię Cygana ale prezes nie musi się znać na piłce aby dobrze zarządzać klubem, mało tego nawet nie powinien zbyt zagłębiać się w szczegóły aby unikać kibicowskich emocji. Wypłaty są na czas, kartki żółte dobrze policzone itd, itp. Dobry prezes ma całościowo ogarniać funkcjonowanie klubu a nie odpowiadać za bzdety, od tego są specjaliści. OK prezes odpowiada za wybór tych specjalistów ale Motała (dział sportowy) tak naprawdę pracuje w Katowicach 18 miesięcy mniej więcej, czego oczekiwaliście na już? Przebudował znacznie drużynę która była blisko awansu ale nie wyszło. Czy są wtopy w innych działach funkcjonowania klubu? Nie słyszałem. Co do Motały, dlaczego nowy kontrakt z Mateuszem Abramowiczem nie został podpisany już zimą skoro odpalił pozytywnie? Jedyne usprawiedliwienie to że zawodnik nie chciał no chyba że po wejściu do Ex celowaliśmy w Szczęsnego.

  15. Avatar photo

    Mecza

    23 czerwca 2017 at 17:52

    Zapomniałem dodać że w ekstraklasie nadal funkcjonują ciamajdy które kartki źle liczą, nie wysyłają wypłaty na czas chociaż mają środki, albo nadal korumpują innych i w dodatku dostają podwyżki i awans sportowy. To jest nasza piłka. Zostawcie Cygana w spokoju (na razie)bo od strony organizacyjnej daje radę a życie pokazuje że nawet jak się ma kasę na funkcjonowanie zapewnioną można nieudolnie działać w tematach poza sportowych.

  16. Avatar photo

    tomek

    23 czerwca 2017 at 21:47

    Mecza podziwiam twoj brak rozsadku. Czlowieku jak jestes na czele organizacji to sukcesy ida na twoje konto tak samo jak porazki. Cygan ma same porazki i tego nie zmienisz. Tynie widisz ze to chlop bez jaj

  17. Avatar photo

    Mecza

    24 czerwca 2017 at 22:21

    @Tomek, Cygan miał porażkę sportową przy piłce, nie można pisać że pasmo samych porażek.88

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga