Piłka nożna Wywiady
[WYWIAD] Burkhardt: Wierzę, że po zimie dam więcej drużynie
W czasie sezonu zarówno my jak i zawodnicy pierwszej drużyny nie zawsze mamy czas by przeprowadzić dla was dłuższy wywiad. Przerwa między rundami to dla nas doskonały czas, by takie zaległości nadrobić. Dziś mamy dla Was wywiad z Filipem Burkhardtem – zapraszamy do czytania.
GieKSa.pl: Filip jakbyś ocenił pierwsze pół roku, które spędziłeś w GieKSie od strony piłkarskiej i od strony prywatnej? Katowice to pierwsze miasto na Śląsku, w którym zamieszkałeś na dłużej.
Filip Burkhardt: Na pewno zdecydowanie więcej po sobie oczekiwałem, tak samo jak i po wynikach drużyny. Patrząc jednak na moją osobę to sam siebie zawiodłem, mimo, że niektóre mecze były dobre, bo strzeliłem 3 bramki. Jednak jeśli brać pod uwagę samą grę i wkład do drużyny to oczekuję od siebie więcej. Mam nadzieję, że na wiosnę moja rola w drużynie ulegnie zmianie i dam więcej zespołowi, bo wiem, że mnie na to stać. Jeśli zdrowie pozwoli i solidnie przepracujemy okres przygotowawczy to jestem pewien, że dam więcej niż dotychczas. Prywatnie to rzeczywiście mieszkaliśmy w wielu miejscach w Polsce, ale tutaj szybko się zaaklimatyzowaliśmy się z żoną i córką. Podoba nam się tutaj, mamy już swoich znajomych. Wiadomo, że zawsze jest jakiś okres aklimatyzacji, ale myślę, że mamy to już za sobą.
W Łęcznej na pewno miałeś apetyt na więcej, sam w tamtym czasie w wywiadach podkreślałeś, że chcesz strzelić parę bramek i dołożyć asysty. Niestety nie udało Ci się. Kiedy zacząłeś myśleć o zmianie klubu?
Z samej gry w Łęcznej byłem zadowolony, choć oczywiście brakowało mi bramek. Być może nie miałem w tym aspekcie szczęścia. Do mojej gry większych pretensji trener nie miał, a argumentem trenera za tym by mnie odsuwać powoli na ławkę był fakt, że nie strzelałem tych bramek.
Musiałem to zaakceptować. Taki był fakt, że przez rok nie strzeliłem bramki. Dostawałem sygnały od trenera, że będzie szukał na moją pozycję zawodnika, który będzie strzelać bramki. Moja gra niestety częściej opiera się na asystach, nie strzelam dużo bramek w sezonie. Jestem doświadczonym graczem i po zachowaniach trenera widziałem, że nie będzie na mnie stawiać. Chciałem grać, bo mam dopiero 28 lat i doświadczenie, które zdobyłem mogę wykorzystać na swoją korzyść. Pojawiła się propozycja z GKS-u, dostałem telefon, że klub jest zainteresowany, że chcą budować zespół na ekstraklasę, sytuacja finansowa jest stabilna. Wiedziałem, że to klub z dużymi tradycjami i kibicami, grałem kilka razy na Bukowej i zawsze była fajna atmosfera. Przez te pół roku również tego doświadczyłem, mimo, iż na trybuny nie przychodzi po 10.000-20.000 Tysięcy. Miałem dwie inne oferty, ale oferta z Katowic była najkonkretniejsza, klub miał swoje cele i to mi najbardziej pasuje gdyż jestem zawodnikiem, który chce grać „o coś” a nie tylko o utrzymanie czy też środek tabeli. Drużyna którą mamy na początku się budowała, teraz myślę, że jesteśmy już drużyną która się zna, w której każdy wie, czego się spodziewać po drugiej osobie.
Wyjaśnijmy sprawę z Twoim kontraktem, bo sporo zamieszania informacyjnego z tym było.
W Łęcznej miałem jeszcze roczny kontrakt, ale nie chciałem tam zostać. Byłem dogadany w klubie, że jak znajdę klub i zrezygnuje z zaległości to będę mógł odejść. Szybko dogadałem się z GieKSą, ale niestety w Łęcznej nie do końca działacze byli fair. Zostałem więc wypożyczony na rok, ale w między czasie rozwiązałem kontrakt z winy klubu i dziś jestem pełnoprawnym zawodnikiem GKS-u z kontraktem do czerwca 2017.
Ten sezon dla całej drużyny jak i dla Ciebie można podzielić na dwie części. W pierwszej za kadencji trenera Piekarczyka początek sezonu dla Ciebie i drużyny był wymarzony, jednak koniec był już fatalny. Nie ma, co ukrywać, że z trenerem Piekarczykiem Ci się nie układało.
Wydaje mi się, że trener miał większe zaufanie do zawodników, którzy byli w klubie od dawna. Odczuwałem to ja, odczuwali to również inni nowi zawodnicy. Nie było zaufania na boisku ze strony trenera. Początek rzeczywiście był dobry, bo dawałem coś drużynie, dawałem radę na boisku, strzelałem bramki. Później gdzieś tego zaufania ze strony trenera zabrakło a wiadomo, że każdy zawodnik potrzebuje podkreślenia tego, że się liczy na niego.. Wtedy dochodzi do gry pewność siebie, która w pewnym momencie mi uciekła. Były mecze, w których grałem a potem siadałem na ławce, więc ciężko było mi dojść do odpowiedniej formy. Wierze w to, że po zimie zapracuje na zaufanie trenera i wrócę do optymalnej dyspozycji.
Patrząc wtedy na Twoją grę miało się wrażenie, że początki w meczu są w Twoim wykonaniu dobre – jak z Siedlcami czy Sandecją – natomiast w miarę upływu czasu i gorszej gry drużyny słabiej wyglądałeś również Ty.
Jak idzie drużynie to wyróżnia się większość zawodników. Gdy przegrywamy to odbija się to na każdym. W takich momentach to niekiedy potrzebny jest jedynie Messi czy Ronaldo, którzy przejdą pół boiska i strzelą bramkę. W I lidze takich zawodników nie ma. Zdaję sobie jednak sprawę, że oczekiwania wobec mojej osoby były większe, że to ja będę tym zawodnikiem, który będzie ciągnąć tą drużynę.
Kulminacją tej frustracji czy też niezadowolenia był ten słynny „Tweet” gdzie wyraźnie dałeś do zrozumienia co sądzisz o decyzji trenera co do składu?
Gdzieś to też zostało źle odebrane przez wszystkich. Oczywiście w profesjonalnej piłce nie powinno się to zdarzać, byłem sfrustrowany bo liczyłem, że w takim meczu zagram i pomogę drużynie tym bardziej, że w pierwszym meczu z Rozwojem dobrze zagrałem i strzeliłem bramkę. Najgorsze w tym wszystkim było to, jakie wytłumaczenie tej decyzji przekazał mi trener. W rozmowie z nim usłyszałem, że nie gram dziś bo przegrywam warunkami fizycznymi. Wszyscy przecież wiedzieli jakie są moje warunki i gdzieś ta frustracja mnie przerosła, tym bardziej, że w pierwszym meczu z Rozwojem zagrałem i strzeliłem bramkę. Oczywiście żałuje tej sytuacji, przeprosiłem za to wszystko trenera i drużynę. Chciałem również przeprosić kibiców za tą sytuację, ale po prostu nie wytrzymałem.
Druga połowa sezonu to słaby start w meczu ze Stomilem, w którym wylądowałeś na ławce już w przerwie i całkiem niezły koniec gdzie niewiele brakowało by strzelić gola z Sosnowcem.
Mam do siebie duży żal o mecz ze Stomilem. Trener dał mi wtedy szanse a ja nie pamiętam kiedy zagrałem tak słaby mecz. To był chyba najsłabszy mecz w karierze. Piłka mi odskakiwała, nie wykorzystałem wszystkich swoich walorów. Nie dziwie się, że później czekałem tak długo na swoją szansę. W meczu z Sosnowcem dostałem od trenera szansę na boku pomocy i myślę, że to też nie było złe rozwiązanie. Mam predyspozycję by grać na boku, zejść do środka. Przed Sosnowcem trenowaliśmy takie ustawienie 2-3 dni i widać było, że to za krótko by opanować to dobrze. Myślę, że na dłuższą metę to może być dobre rozwiązanie bo przy moim zejściu do środka otwierają się boki pomocy czy to dla Czerwińskiego, Pietrzaka czy też Frańczaka, można mieć również przewagę w środku pola. Grałem tak w przeszłości w Amice w Ekstraklasie, tak strzeliłem swoją pierwszą bramkę w barwach Amiki na Bukowej. To jest dobre rozwiązanie tylko musimy nad tym potrenować. Cieszę się, że trener to zauważył i mam nadzieję, że będziemy z tego korzystać.
Trener Piekarczyk chciał Cię jedynie na 10-tce jako rozgrywającego, ale widzimy że jednak na grę z boku pomocy Ty zapatrujesz się również pozytywnie.
Myślę że tak, bo połowę swej kariery spędziłem na boku, przyzwyczajenia mam i myślę, że sobie poradzę. Chce grać i dać tej drużynie jak najwięcej, więc jeśli trener uzna, że na boku przydam się bardziej niż w środku to mogę tam zagrać. Dobrze się też czuje na pozycji 8, jestem częściej pod grą i mogę ją rozgrywać. Schematy są różne i jest to tak naprawdę kwestia trenera.
Po Stomilu nie wracałeś długo do gry, ale nie ty jeden zostałeś zmieniony już w przerwie. Rafał Pietrzak w meczu z Płockiem też został zmieniony po 45 minutach. Konsekwencja trenera to chyba dobra rzecz dla drużyny i piłkarzy, którzy muszą zrozumieć, że słabszy występ sprawi im problemy z wyjściem w składzie.
Trzeba robić wszystko z korzyścią dla drużyny, jeśli ktoś jest w słabszej formie to nie będzie grać. Gorszej rundy nie będę mieć i głęboko wierzę, że po zimie będę w dobrej formie.
Po tej połowie rundy z trener Brzęczkiem patrzysz z optymizmem w przyszłość jeśli chodzi o siebie i drużynę?
Na pewno tak. Trener zarządza twardą ręką i to tej drużynie było bardzo potrzebne, żeby każdy czuł respekt przed trenerem i by wiedział, co ma robić na boisku. Wcześniej momentami wyglądało to tak, że każdy robił sobie co chciał na boisku i pojawiały się błędy. Teraz doszła konsekwencja na boisku i w szatni bo trzeba zawsze być zdyscyplinowanym. Widać, że zmiany przełożyły się również na grę na boisku i wyniki. Nasza dyscyplina przyniosła nam mecze bez straconej bramki. Jestem po rozmowach z trenerem i wiem, że na początku swej pracy chciał pracować nad obroną. Teraz wraz ze zbiegiem czasu będzie chciał poprawić grę w ofensywie i wierzę, że znajdzie tam dla mnie miejsce. Trener wierzy we mnie i liczy na mnie – takie słowa usłyszałem od niego.
Trener wspominał o nowym ustawieniu, które chciałby wprowadzić jeśli chodzi o linię pomocy. Myślisz, że to właśnie dotyczyło Twojej osoby?
Wszyscy byli zaskoczeni tym, że grałem na skrzydle. Miałem jedną sytuację do strzelenia bramki, była ona idealna i czysto trafiłem w piłkę. Myślę, że gdybym odrobinę popsuł to uderzenie to paradoksalnie byłby gol. Na treningach takie akcje kończą się bramką, niestety w meczu nie wpadło. Patrzmy jednak w przyszłość, bo mam nadzieję, że wszystko się ułoży dla mnie, dla drużyny dobrze i odniesiemy jakiś sukces.
Po meczu w Sosnowcu pojawiły się słowa, że po tej porażce GieKSa wróci silniejsza. Powiedz ze strony zawodnika czy taka porażka rzeczywiście sprawia, że drużyna jest silniejsza w kolejnych spotkaniach?
Ta porażka była dla nas bardzo bolesna, w szatni było jak na stypie, w ostatnim okresie tworzyliśmy drużynę, zgraliśmy się i było widać, że jeden za drugim poszedłby w ogień. Nie mogliśmy uwierzyć w to co się stało, głowy były spuszczone a niektórzy nawet płakali. Dla nas ta porażka to było jak przegranie finału ligi mistrzów. Trener starał się nas podbudować, że to nie koniec. W tamtym momencie nie wierzyliśmy w to, bo zostawiliśmy mnóstwo zdrowia i serca na boisku, mieliśmy swoje okazje w tym meczu. Nie zasłużyliśmy na tą porażkę i dlatego ona tak bardzo bolała.
28 lat i 11 klubów w Twoim CV. Nie masz wrażenia, że brakuje gdzieś stabilizacji w Twojej karierze?
Myślę, że tak, płacę za błędy w młodości. Będąc w Lechu byłem wypożyczany do Widzewa, Warty Poznań, Tura Turek czy też Jagielonii. To były wypożyczenia, które mi nic nie dawały od strony piłkarskiej. One jedynie nabijały licznik klubów, w niektórych spędziłem tylko pół roku. Dopiero od Arki miałem trochę stabilności i zacząłem zmieniać kluby mniej więcej po okresie dwóch lat. Z Arki odszedłem po spadku do I ligi, w Sandecji spędziłem ponad dwa lata, Płock tak samo. W Łęcznej również miałem być dwa lata, ale nie udało się.
W jednym z wywiadów wspomniałeś, że do szatni w ekstraklasie wprowadzał Cię Grzegorz Szamotulski. W Katowicach to Ty jesteś jednym z najstarszych, mimo 28 lat. Poczułeś trochę, że zmieniła się Twoja rola?
Podpisując kontrakt nie zdawałem sobie z tego sprawy, dopiero gdy wszedłem do szatni to sprawdziłem roczniki urodzenia kolegów. W Łęcznej gdzie jest wielu starszych zawodników zdarzało się, że to ja nosiłem piłki i bramki na treningi. Tutaj musiałem się przestawić, że 15 zawodników jest młodszych ode mnie. Dla mnie była to nowa sytuacja i chyba na początku nie potrafiłem się w tym odnaleźć. Teraz jest nieco inaczej i staram się pomagać wszystkim. Chociaż z drugiej strony wiem sam po sobie jak to jest ze wskazówkami od starszych graczy. W Amice porady mogłem brać od Kryszałowicza, Dębińskiego czy też Murawskiego. Wtedy mówiłem sobie „a co mi tam będzie stary gadał”. Dopiero teraz widzę, że oni mieli rację. Patrząc wiec na tą sytuację czasem sam się śmieje, że biorę młodych udzielam im rad a byłem kiedyś taki sam jak oni. Mam nadzieję, że oni będą mądrzejsi ode mnie i skorzystają z tych porad bo na pewno to im piłkarsko i życiowo może pomóc.
Na początku sezonu była jeszcze jedna sytuacja, którą chcieliśmy z Tobą wyjaśnić. W jednej z wypowiedzi sugerowałeś, że nie możecie grać w 10tkę mając na myśli słabszą grę młodzieżowców.
Każdy z nas zdawał sobie sprawę, że zagraliśmy słabo z Sosnowcem (pierwszy mecz), żeby taki mecz wygrać trzeba dawać z siebie maksimum. W tym meczu tak jednak nie było. W mojej wypowiedzi chodziło bardziej o podejście niektórych zawodników do gry. Jest przepis młodzieżowca i niektórzy to po prostu wykorzystują. Mi chodziło oto by zaznaczyć to by tego nie wykorzystywali tylko z pokorą i zaangażowaniem wykonywali to co do nich należy. Niektórzy naprawdę obrośli w piórka i chcieliśmy to ze starszymi zawodnikami utemperować, chcieliśmy by zrozumieli, że nie grają dlatego, że są w dobrej dyspozycji tylko dlatego, że jest przepis. Gdy ja wchodziłem do drużyny czy też inni starsi zawodnicy to musieliśmy się wyróżniać i coś sobą reprezentować by móc zagrać w meczu ligowym. Teraz niektórzy z nich dostali szansę za darmo i muszą się wziąć za siebie, pokazać, że grają nie ze względu na przepis ale dlatego, że zasługują. U nas na początku za trenera Piekarczyka było widoczne podejście „I tak będę grać bo muszę grać” i niektórych z nas to denerwowało. Trener Brzęczek wprowadził zmiany i widać tego efekt, każdy z młodych graczy zapieprza na boisku i treningach bo wiedzą, że nikt za darmo nie będzie grać.
Myślisz, że trener Brzęczek będzie potrafił to na dłuższą metę utrzymać?
Oczywiście, że idzie to wszystko zmienić. Trener powiedział wprost „Będziecie robić to czego wymagam to będziecie w klubie, jeśli ktoś nie będzie tego robić to go tutaj po prostu nie będzie”. Myślę, że zarówno do młodych jak i starszych te słowa trenera dotarły. Musimy wszyscy pchać wózek w jedną stronę, bo nikt za darmo nie będzie grał. Wszyscy musimy realizować koncepcję trenera i jeśli tak się stanie to osiągniemy sukcesy. Trener jasno dał nam do zrozumienia, że jeżeli ktoś będzie ciągnął wózek w inną stronę to dla takich osób nie będzie miejsca w klubie. Moim zdaniem to dobre podejście, bo najważniejszy jest sukces drużyny.
Sukcesy na razie odnosi inny trener, z którym miałeś okazję pracować -Marcin Kaczmarek z Płocka. Powiedz coś o tym trenerze, jak to się dzieje, że Płock kolejny raz walczy o awans.
Uważam, że to jest bardzo dobry trener i psycholog. Ma bardzo dobre podejście do zawodników. Opowiem na swoim przykładzie. Przyszedłem do Płocka do II ligi, trener do mnie zadzwonił, nakreślił plan i przekazał że chce bym był ważnym zawodnikiem i będzie na mnie stawiał. Te wszystkie słowa miały odzwierciedlenie w tym co robił. Nawet gdy zagrałem słabszy mecz to trener na mnie stawiał, moja pewność siebie rosła. Myślę, że większość graczy w Płocku też czuła wsparcie trenera.
To wsparcie i rosnąca pewność siebie u każdego z nas sprawiła, że zaliczyliśmy bodajże 23 mecze bez porażki na poziomie II i I ligi. Po awansie nie było zmian w drużynie, szkielet był ten sam. Trener powiedział, że ufa zawodnikom których ma. Rosła wtedy nasza siła i wiedzieliśmy, że nie możemy zawieść trenera. Po zeszłym sezonie trochę zmieniła się jego drużyna, ale nowi gracze zostali bardzo dobrze dobrani i na razie mają sukcesy. Cieszę się, że mu się udało bo jest to dobry fachowiec i zasługuje by osiągnąć dobre wyniki.
Prezesi często mówią o GieKSie, że jest stabilna i piłkarze chcą grać w naszym klubie. Z Twojej perspektywy jak wygląda organizacja?
Od strony organizacyjnej nie ma się do czego przyczepić. Klub jest bardzo dobrze zorganizowany, wszystko mamy zapewnione. Finanse są płacone na czas, więc nie mamy na co narzekać. Za awans mamy premie i to co zarobimy zależy od nas bo to my musimy podnieść pieniądze z murawy. Od strony sportowej wszystko idzie w dobrym kierunku, mamy indywidualne treningi, jest dodatkowy trener Leszek Dyja, do którego gracze jeżdżą nadrabiać zaległości fizyczne. Wszystko zależy od nas czy będziemy umieli z tego skorzystać.
Trochę prywatnie jeszcze podpytamy bo wspominałeś w wywiadach, że brakowało w Twojej karierze ojca. Obserwując waszą rodzinę w mediach społecznościowych mamy wrażenie, że mocno się angażujesz w swoją rolę. Czy to właśnie efekt tego, że gdzieś Twojego taty zabrakło?
Dla mnie rodzina jest najważniejsza. Córka i żona jest ponad wszystko i to dla nich robię wszystko. Mamy teraz wolne i każdą chwilę staram się spędzić z nimi. Chodzimy do kina, mamy wspólne wyjścia na które nie było czasu. Mój tata pracował za granicą, wysyłał nam pieniądze, mama nas wychowywała, ale brakowało silnej męskiej ręki by naprowadzić nas czasami na dobrą drogą. Na pewno przez to popełniłem błędy gdy byłem młodszy, ale teraz mam to doświadczenie i mam nadzieję, że przeniesie się ono zarówno na boisko jak i życie prywatne.
Chciałbyś coś przekazać kibicom?
Chciałbym życzyć kibicom Wesołych Świąt i wszystkiego dobrego w nowym roku. Przede wszystkim chciałbym życzyć im wspólnych sukcesów. My potrzebujemy ich na trybunach. Oni są naszym dwunastym zawodnikiem i niosą nas w meczach głośnym dopingiem. Mam nadzieję, że na mecz z Arka zapełnią trybuny do ostatniego miejsca i pomogą nam w wygranej. Niestety ja nie będę grać w tym meczu, może pójdę na Blaszok i wspólnie będę z kibicami dopingować. Żałuje tego meczu, bo Arka zawsze zajmuje specjalne miejsce w moim sercu, ale cóż – akcja w Sosnowcu była taka, że musiałem przerywać i faulować rywala nawet mając świadomość, że dostanę kartkę.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















mms
19 grudnia 2015 at 11:26
Dlaczego nie ma informacji na temat siatkówki? Dużo się dzieje w najbliższych dniach a tu cisza.
blazej
19 grudnia 2015 at 13:38
MMS dlatego, że osób w redakcji jest za mało by pisać o siatkówce cały czas. Nie pracujemy w redakcji tylko robimy do społecznie więc nie zawsze jest też czas. Możesz dołączyć do nas i pisać newsy o siatkówce.