Dołącz do nas

Piłka nożna

Wraca!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Od zakończenia ostatniej kolejki Ekstraklasy minęły 62 dni. Pożegnaliśmy Termalicę Bruk-Bet Nieciecza, Arkę Gdynia oraz Lechię Gdańsk, chociaż ci ostatni by się z tym nie zgodzili. Do rywalizacji z najlepszymi przystąpią za to krakowskie kluby – Wisła i Wieczysta oraz Śląsk Wrocław. Co czeka nas w pierwszej kolejce?

Radomiak Radom – Wieczysta Kraków | Piątek 24.07.2026, 18:00 
Okienko transferowe Radomiaka na razie nie zwala z nóg. Klub przeprowadził jeden gotówkowy transfer do klubu, którym jest Conrado, 29-letni Brazylijczyk grający na lewej obronie. Dodatkowo do składu w formie wypożyczenia dołączył Kryspin Szcześniak z Górnika Zabrze. Atmosfera na trybunach będzie bardzo sprzyjająca gospodarzom, bo szykuje się prawie sold-out, a raczej nikt się nie spodziewa licznego przybycia kibiców gości. Nie zachęca to jednak Steve’a Kingue do powrotu do Polski. Dobrze słyszycie, obrońca Radomiaka nie chce wrócić do klubu na treningi, a w międzyczasie postuje na social mediach, jak dobrze bawi się w Afryce. Na boisku gospodarzy może jednak czekać ciężkie zadanie, gdyż Wieczysta wzięła na poważnie przygotowanie składu pod Ekstraklasę. Do składu dołączył Tobias Christensen, duński ofenswny pomocnik, kosztujący klub 700 tysięcy euro. W ramach wolnych transferów do Krakowa przeprowadzili się także Antonio Milić, Ben Lederman oraz Christopcher Lungoyi, 25-letni skrzydłowy, grający wcześniej w tureckiej Superlig. Zespół poprowadzi dalej Kazimierz Moskal, dla którego będzie to powrót do Ekstraklasy po nieudanym sezonie 2023/24 z ŁKS-em Łódź.

Pogoń Szczecin – Legia Warszawa | Piątek 24.07.2026, 20:30 
Ciekawe okienko prowadzi Pogoń Szczecin. Niestety, ulubiony żart wszystkich osób tworzących materiały dookoła Ekstraklasy dobiegł końca, ponieważ Marian Huja został wykupiony przez FC Cluj. Klub zarobił na tym 250 tysięcy euro, a do tej puli mogą dodać 2,3 miliona z wytransferowania Sama Greenwooda do Bristol City. Trzeba przyznać, że jest to majstersztyk w wykonaniu pionu odpowiedzialnego za transfery – ściągnęli obiecującego zawodnika z Leeds za friko, a potem po kiepskim sezonie wypchnęli go za taką kwotę. Dodatkowo do kadry Portowców dołączył Jean-Pierre Nsame, który od razu może dostać okazję na debiut przeciwko swojemu byłemu klubowi. Legia Warszawa na razie wzmacnia się tylko bezgotówkowo – do zespołu w ten sposób dołączyli Ivan Brkić, Zonan Arsenić i Łukasz Zjawiński. Stołeczni skupili się na reperowaniu swojego budżetu – na sprzedaży Jana Leszczyńskiego i Sergio Barcii zarobili łącznie około 4,5 miliona euro.

Jagiellonia Białystok – Korona Kielce | Sobota 25.07.2026, 14:45 
Okienka transferowe obu tych rywali są tak dalekie od siebie, jak można sobie to wyobrazić. Korona wydała już ponad 3 miliony euro, między innymi na Hellebranda, Jakóbczyka i Mosóra, sprzedając w tym czasie tylko Pau Restę, a w Białymstoku, po sprzedaży Pietuszewskiego pół roku temu, trwa dalsze nabijanie kieszeni. Tym razem w świat (do Salzburga) został wysłany Bartosz Mazurek, przynosząc klubowi 6 milionów euro. Sytuacja w Jadze staje się tak dziwna, że nawet piłkarze odmawiają powrotu z urlopów – dokładniej to jeden piłkarz, AZ Jackson, nie stawił się od początku przygotowań w klubie. To już drugi piłkarz dezerterujący ze składu ekstraklasowicza, co może nie jest dużą liczbą, ale mimo wszystko dziwne, że wydarzyło się to aż dwa razy.

Górnik Zabrze – Śląsk Wrocław | Sobota 25.07.2026, 17:30 
Trójkolorowi z Zabrza są w trakcie prowadzenia ciekawego i nieoczywistego okienka transferowego. Do zespołu Michala Gasparika został wykupiony Zmrzly, do tego klub dorzucił Bruno Durdova, skrzydłowego z Hajduka Split, a także Erika Prekopa, napastnika Slavii Praga. Wygrali oni także wyścig o Michała Synosia, talent obrony ze Stali Rzeszów. Najgłośniejszy był jednak transfer wewnątrz ligi, bo z Legii Warszawa za darmo przeszedł Kacper Urbański, dla którego Papszun nie był najlepszym możliwym trenerem. Pieniądze na to wszystko wzięli ze sprzedaży Lukasa Ambrosa, Wiktora Nowaka (który nawet nie zdążył przez rok zadebiutować w Zabrzu) oraz Patrika Hellebranda – dało im to razem 9 milionów euro. Śląsk Wrocław za to ma chyba zamiar utrzymać się na sile przyjaźni oraz Ante Simundzy, ponieważ, poza standardowym wysłaniem zawodników do niższych lig, o zakończeniu kariery z powodów zdrowotnych poinformował Petr Schwarz, a transfery do klubu także nie wyglądają imponująco. Najbardziej kojarzonym piłkarzem dołączającym jest Grzegorz Tomasiewicz z Piasta Gliwice.

Lech Poznań – Cracovia | Sobota 25.07.2026 20:15 
Lech Poznań nie dokonał rewolucji w składzie, wszak największym transferem podopiecznych Nielsa Frederiksena jest wykupienie Luisa Palmy, którego to już mieliśmy przyjemność oglądać w tych barwach. Do tego, w miejsce powstałe po transferze Milicia do Wieczystej, dołączył za 3 miliony euro Terry Yegbe – środkowy obrońca z Ghany wyróżniający się swoimi warunkami fizycznymi. Jakby tego było mało, do rywalizacji z Bartoszem Mrozkiem został sprowadzony Mateusz Lis, co daje najmocniejszą obsadę bramki w lidze. Cracovia za to straciła jedną ze swoich największych gwiazd, gdyż Oskar Wójcik za okrągłe 3 miliony euro odszeł do Werderu Brema. W jego miejsce został sprowadzony Dominik Baumgartner, 29-letni obrońca z ligi austriackiej, a także pół miliona przeznaczono na Vincenta Burlega, młodego lewego obrońcę.

Raków Częstochowa – Wisła Płock | Niedziela 26.07.2026 14:45 
To już prawie oficjalne – Braut Brunes, kuzyn samego Erlinga Hallanda, odejdzie z Ekstraklasy, a trener Kroczek wydaje się już z tym pogodzony. Z klubu odszedł także Leonardo Rocha, dorzucając milion euro do tych sześciu zdobytych za Norwega. Raków nie zostaje bez napastnika, bo wielki powrót do Ekstraklasy zalicza Mahir Elmeri, powracający po 4 latach. W tym okienku widać brak ręki Papszuna w Częstochowie, ponieważ wszystkie transfery gotówkowe to inwestycje w przyszłość. Największym z nich jest Adin Molnar, 22-letni skrzydłowy z Węgier. Do tego Raków szukał talentów na lokalnym rynku, kupując Kwiatkowskiego z Polonii Bytom oraz Jendryke z Ruchu Chorzów. Wisła Płock za to… Już dawno nie było tak łatwo wskazać faworyta do spadku już przed pierwszą kolejką. Tam się rozsypała połowa wyjściowego składu z zeszłego sezonu, a do tego do Motoru Lublin odszedł Mariusz Misiura, a jego miejsce na ławce zajął Adam Majewski, który ostatni raz zajmował się trenerką w sezonie 2022/23 w Stali Mielec.

Widzew Łódź – Motor Lublin | Niedziela 26.07.2026 17:30 
Widzew do tego okienka podchodzi dużo spokojniej, chociaż i tak już zdążył zrobić hitowy transfer. Po 8 latach rozłąki do Ekstraklasy wraca Karol Świderski, powiększając grono kadrowiczów w Łodzi. Do tego klub zarobił prawie milion z odkupienia Gallapeniego przez Wisłę Płock. Żeby nie było za spokojnie, rekord transferowy ligi, Osman Bukari, został wypożyczony do Crveny Zvezdy. Motor Lublin bardzo powoli zaczął kolekcjonować kadrę, żeby chociaż dobić do minimalnej wymaganej liczby piłkarzy na boisku, robią to jednak najbardziej ekonomicznie, jak tylko się da. Udało im się za to sprzedać Brighta Ede! Co prwda nie do Chelsea, a do Deportivo La Coruna, i nie za 10 milionów euro, a za 6, ale to dalej dobry wynik.

Wisła Kraków – GKS Katowice | Niedziela 26.07.2026 20:15
Po kilkuletniej przerwie od Ekstraklasty mało która drużyna ma od razu budżet na zaatakowanie czołówki ligi, więc trzeba kombinować po taniości. Na razie dobrze to wygląda w Wiśle Kraków – nie odszedł żaden z kluczowych piłkarzy, za to Mariusz Jop dostaje do dyspozycji zawodników nieznanych szerokiej publiczności, ale sprowadzanych z poważnych lig i nie w wieku emerytalnym, a nawet wygrali wyścig o Marcela Łubika, który znowu trafił do Polski na wypożyczenie. GieKSa już jest po pierwszym oficjalnym meczu sezonu, klasycznie dla ostatnich lat przegranym. Rafał Górak dzięki temu miał okazję do wyciągnięcia wniosków, a sam mówi, że pierwszy mecz sezonu zawsze należy do tych najtrudniejszych.

Zagłębie Lubin – Piast Gliwice | Poniedziałek 27.07.2026 19:00 
„Ale bym sobie obejrzał Podbeskidzie takie z Łęczną” chyba doczekało się swojego godnego następcy – ludzie od terminarzu w Ekstraklasie wiedzieli, co robią, dając takie meczycho w prestiżowy poniedziałek. Mimo wbijania delikatnych szpilek, trzeba przyznać, że Zagłębie Lubin nie ma zbytnich powodów do zmartwień przed początkiem sezonu. Kadra zbytnio się nie osłabiła, a do tego doszło kilka ciekawych nazwisk, takich jak Filip Szymczak i Sebastian Kerk, którzy już łapią się do kategorii solidnych ligowców. Piast Gliwice dokonał jednago, poważnego wzmocnienia – zakończyło się wypożyczenie Germana Barkovskiego, teraz można podbijać szczyty. Poza tym z Gliwic do Szczecina odszedł Patryk Dziczek na mocy umowy zawartej jeszcze w zeszłym sezonie.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Kielc i Łęcznej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.

1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.

2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.

3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.

4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.

5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.

6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.

7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.

8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.

9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.

10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.

11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.

12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.

13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.

14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.

15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.

16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.

17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.

18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.

19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna  i schludna.

20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.

21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.

22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.

23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.

24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.

25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.

26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.

27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.

28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.

29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.

30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.

31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.

32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.

33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!

34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.

35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga