Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Wielosekcyjny przegląd mass mediów: Katowice z punktami. Hat-trick Maciążki, Micah Ma’a oficjalnie w GKS-ie Katowice, Rohtla odchodzi, Nowy kontrakt Krężołka
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Drużyna kobieca w minionym tygodniu rozegrała jedno spotkanie. Przeciwnikiem była ostatnia drużyna w tabeli ekstraligi, Rolnik Biedrzychowice. GieKSa wygrała 6:2 (5:0). Następny mecz drużyna kobiet rozegra w sobotę, z liderem rozgrywek Czarnymi Sosnowiec, w Katowicach. Piłkarze rozegrali dwa spotkania, w obu padł remis. We wtorek, w Stargardzie z Błękitnymi 0:0 oraz w sobotę, w Katowicach z Wigrami 2:2 (0:2). Prasówki po tych meczach znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ. Portal weszlo.com w obszernym artykule próbuje rozstrzygnąć czy GieKSa awansuje na zaplecze ekstraklasy.
Siatkarze oraz hokeiści zakończyli swoje rozgrywki. Trwają ruchy/rozmowy kadrowe w obu drużynach.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Katowice z punktami. Hat-trick Maciążki
GKS Katowice w Głogówku odnoszą pewne zwycięstwo nad miejscowym Rolnikiem aplikując już gospodynią do przerwy pięć bramek a Klaudia Maciążka potrzebowała 22 minut na skompletowanie swojego hat-tricka.
W 11 minucie spotkania nieprzepisowo w polu karnym Żaneta Sobota przytrzymuje swoją przeciwniczkę i sędzia spotkania Magdalena Syta bez wahania wskazała na wapno. Rzut karnym pewnie wykorzystuje Kinga Kozak otwierając wynik spotkania. Zaledwie 6. minut później Karolina Maciążka podwyższa na 2:0 wykorzystując podanie od Kingi Kozak z lewej strony boiska. Dwie minuty później Pani Magdalena Syta ukarała Żanetę Sobotę żółtą kartka za faul w środkowej strefie boiska. W 30. minucie spotkania przyjezdne podwyższają na 3:0. Kamila Tkaczyk dalekim podaniem mijającym defensywę Rolnika zagrywa do Kingi Kozak, która w sytuacji sam na sam umieszcza piłkę w bramce Rolnika. 60. sekund później Katowiczanki za sprawą Klaudii Maciążka zdobywają kolejną bramkę. W 39. minucie spotkania po raz trzeci Klaudia Maciążka pokonuje bramkarkę Rolnika wykorzystując asystę Ani Konkol.
Druga odsłona spotkania to nieco odważniejsza gra Rolnika. W 50. minucie spotkania po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Aleksandry Misiak, Żaneta Sobota minimalnie główkuje nad bramką Klimek. Zaledwie pięć minut później faulowana nieprzepisowo w polu karnym zostaje Agata Sobkowicz a jedenastkę na bramkę zamieniła Aleksandra Misiak . Po zdobyciu bramki zawodniczki z gospodarzy wykonały cieszynkę w stronę Ilony Kujawskiej zasiadającej na trybunach, która w ostatnich dniach oznajmiła, że spodziewa się dziecka W. 60 minucie spotkania przyjezdne podwyższają na 6:1 po bramce Anity Turkiewicz, W doliczonym czasie sędzia spotkania Pani Magdalena Syta za faul na Agacie Sobkowicz podyktowała rzut karny dla Rolnika. Do piłki podeszła sama poszkodowana i zdobywa druga bramkę dla gospodyń. Zawodniczki z Katowic dzięki zdobyciu kompletu punktów awansują na piąte miejsce w tabeli.
weszlo.com – Czy GKS Katowice jest jeszcze w stanie to spartolić?
Od parunastu dni zadają sobie to pytanie wszyscy fani II ligi, wszyscy fani klubów z czołówki tej klasy rozgrywkowej. Czy GKS Katowice jest w stanie to spieprzyć? Czy GKS Katowice jest w stanie wzbić się na wyżyny… No właśnie. Na wyżyny bycia GKS-em Katowice? Może wypadałoby napisać wprost, czy GKS Katowice jest jeszcze w stanie to wszystko skatowiczyć?
Wydawało się to właściwie niemożliwe. 24 kwietnia GKS zgrabnie wrócił po krótkiej przerwie koronawirusowej i pokonał 2:1 rewelację ligi, Skrę Częstochowa. Co więcej – zrobił to w wybitnie nie-gieksiarskim stylu. Skra prowadziła 1:0, miała karnego na 2:0, ale zamiast zabić mecz – na 10 minut przed końcem, jeszcze przy stanie 1:0, straciła ukaranego czerwoną kartką Gołębiowskiego. To natychmiast wykorzystali gospodarze, którzy w końcówce zdobyli dwie bramki i ostatecznie dopisali sobie 3 punkty w ligowej tabeli.
GKS miał na koncie 56 punktów zgromadzonych w 25 meczach. Punkt straty do Górnika Polkowice, który też miał 25 spotkań. Ale dalej?
Chojniczanka – dwa punkty mniej, trzy mecze więcej
Wigry – sześć punktów mniej, dwa mecze więcej
Skra – jedenaście punktów mniej, trzy mecze więcej
Niżej nawet nie było sensu spoglądać. GKS był na autostradzie do I ligi, a przed sobą miał jeszcze maraton meczów z ekipami ze środka tabeli. Na tym etapie sezonu wydają się najłatwiejsze – rywal już niemal pewny utrzymania, tylko kataklizm mógłby go zepchnąć do strefy spadkowej, to nie to co ekipy zażarcie walczące o ligowy byt. Tempo letnie, stopień trudności umiarkowany. GKS rozpędzony, bo wygrał 5 z ostatnich 6 spotkań, a przy tym wyszarpał w dramatycznych okolicznościach 3 punkty jednemu z bezpośrednich rywali w czubie tabeli.
Ale to GKS Katowice. Zanim omówimy, co się stało po tym szczęśliwie wygranym spotkaniu ze Skrą Częstochowa, zerknijmy w przeszłość. Dlaczego ten klub niemalże stał się memem?
[…] GKS od wspomnianego meczu ze Skrą Częstochowa przegrał 3 z 4 rozegranych spotkań. Wyłożył się u siebie z rezerwami Śląska Wrocław, wrócił bez punktu z meczu z Garbarnią Kraków i z KKS-em Kalisz. Przewaga, wydawałoby się bezpieczna, stopniała do jednego punktu – właśnie tyle w tym momencie traci do katowiczan Chojniczanka. Co gorsza – równolegle GKS tracił też przewagę zaległych spotkań. Dzisiaj, po meczu z Błękitnymi, GKS będzie miał tyle samo rozegranych meczów co trzecia, czwarta i piąta drużyna w tabeli. Pozorny bufor bezpieczeństwa, swoiste koło ratunkowe, zostanie wykorzystane.
Dlatego tak ważne jest zwycięstwo nad Błękitnymi, które dałoby oddech i impuls. Przede wszystkim – odgoniło przynajmniej na jakiś czas te wszystkie czarne wspomnienia, których nad Katowicami krąży zdecydowanie zbyt wiele.
Wróćmy jednak do tytułowego pytania. Czy GKS może to jeszcze zgieksić? Odpowiedź brzmi: nie ma tak dobrej sytuacji w tabeli, której GKS nie mógłby sobie własnoręcznie zepsuć. Natomiast – mimo wszystko trudno nam sobie taki meltdown wyobrazić. Po pierwsze – Chojniczanka wcale nie goni wybitnie zażarcie, zremisowała z Wigrami i Motorem, gdyby nie to – już byłaby nad GKS-em. Po drugie – GKS ma w sumie sprzyjający terminarz. Mini-maraton meczowy zaczyna właśnie dzisiaj, od outsidera tabeli, 19. zespołu w ligowej stawce. Potem ma jeszcze u siebie Bytovię Bytów, która wiosną przegrywa mecz za meczem. Trudniejsze mecze? Pewnie ze Stalą Rzeszów i Wigrami Suwałki, bo jedni i drudzy mierzą w baraże, ale znowu – oba te spotkania GieKSa zagra na własnym terenie.
Z wyjazdów zostały jej te przyjemniejsze – Lublin czy Ostróda to dość spokojny środek tabeli. Zostaje jeszcze ten jeden mecz, który celowo ominęliśmy – bo już teraz śmierdzi nam w terminarzu ewentualnym katowiczeniem własnych kibiców (takie katowanie przez katowiczan, a co). Chojniczanka na wyjeździe. 28 maja, trzecia kolejka od końca. Kto zna GKS dobrze, kto z nim przeżył ostatnie lata, pyta już tylko – gol z połowy czy jednak bramkarz nożycami?
Natomiast – no ludzie kochani. Przecież kiedyś ta czarna passa musi się skończyć. Rozumiemy, raz, dwa, pięć razy zniszczyć psychicznie własnych kibiców. Ale ten GKS wygląda na ekipę, która powinna to dźwignąć pod czysto piłkarskimi względami. GieKSiarze po koronawirusowej przerwie są pod formą, to fakt, nawet zwycięstwo nad Olimpią było wymęczone, ale to wciąż zespół o wysokiej jakości jak na standardy II ligi. Mówiąc wprost: Woźniak, Błąd czy Figiel po prostu powinni to pociągnąć, mimo że kibice mają do nich sporo słusznych pretensji, a już przede wszystkim do tego ostatniego.
Poza tym… Wiemy jak to zabrzmi w kontekście ubiegłego sezonu, gdy GKS po zajęciu 3. miejsca przegrał już w półfinale barażowym. Ale mimo wszystko – w lidze widać, że czołowa trójka jest po prostu lepsza od peletonu. Nawet jeśli jakimś cudem GKS zostanie wyprzedzony przez Chojniczankę, to jego obowiązkiem będzie wywalczyć awans w barażach. Inaczej ci biedni kibice naprawdę będą się musieli przerzucić na hokej…
SIATKÓWKA
siatka.org – Micah Ma’a oficjalnie w GKS-ie Katowice
GKS Katowice powoli odkrywa karty na kolejną edycję rozgrywek PlusLigi. Pierwszym nowym zawodnikiem klubu na sezon 2021/22 został amerykański rozgrywający Micah Ma’a.
To drugi gracz ze Stanów Zjednoczonych, jaki wystąpi w barwach siatkarskiego GKS-u Katowice. Micah Ma’a (24 lata, 192 cm wzrostu) pochodzi z miasta Kāneʻohe położonego na Hawajach i jest absolwentem Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles (UCLA), w którego barwach w 2018 roku sięgnął po srebro prestiżowych akademickich rozgrywek NCAA i znalazł się w najlepszej drużynie turnieju.
Co ciekawe, Ma’a w swojej dotychczasowej karierze występował zarówno na pozycji rozgrywającego, jak i przyjmującego. Ponadto w okresie szkoły średniej czterokrotnie zdobywał siatkarskie mistrzostwo stanu Hawaje i próbował swoich sił w koszykówce oraz futbolu amerykańskim. Ostatnie dwa sezony spędził we francuskim Stade Poitevin Poitiers, z którym zajmował w Ligue A kolejno 7. i 8. miejsce.
Nowy rozgrywający GKS-u miał okazję zadebiutować w seniorskiej kadrze USA w 2019 roku, a jego pierwszym turniejem reprezentacyjnym były zmagania Ligi Narodów 2019 w katowickim Spodku, gdzie Polska mierzyła się w zespołami USA, Brazylii i Australii. Ma’a był powoływany w tamtym roku także na mistrzostwa strefy NORCECA, z których przywiózł srebro, a także na Puchar Świata w Japonii, zakończony przez kadrę USA zdobyciem trzeciego miejsca.
HOKEJ
hokej.net – Rohtla odchodzi. Wymiana obcokrajowców w GieKSie
To już przesądzone – Jesse Rohtla pożegna się z ekipą GKS-u Katowice. W ekipie ze stolicy województwa śląskiego szykuje się wiele korekt wśród obcokrajowców.
Zawodnik, który urodził się w Lahti, nie zaliczy swojej drugiej przygody z GieKSą do udanych. Choć grał w formacjach specjalnych, to w 46 spotkaniach zdobył tylko 24 punkty za 8 bramek i 16 asyst.
Z różnych powodów nie nawiązał do produktywności ze swoich poprzednich lat, na co liczyli działacze i sztab szkoleniowy ekipy z alei Korfantego. Przypomnijmy, że 33-letni Fin w latach 2017-2020 rozegrał 142 ligowe spotkania, w których zaksięgował 148 „oczek” za 52 gole i 96 kluczowych zagrań. Był przy tym graczem ciężko pracującym po obu stronach tafli i jednym z najlepszych specjalistów od gry w osłabieniach.
– Prawdopodobnie zostanę już w Finlandii – zaznaczył Rohtla.
To nie wszystko – z GieKSą mogą rozstać się niemal wszyscy obcokrajowcy. Nowych klubów już teraz mogą sobie szukać Jānis Andersons, Tomáš Kubalík i Mikael Kuronen.
Agencje menedżerskie od pewnego czasu oferują innym klubom usługi Andrieja Stiepanowa. Były reprezentant Białorusi w 25 ligowych meczach strzelił 9 bramek i zaliczył 12 asyst.
Warto też zaznaczyć, że trener Jacek Płachta jest zwolennikiem północnoamerykańskiego stylu gry i zapewne tam będzie szukał wzmocnień do swojej drużyny.
Zgodnie z przewidywaniami. Nowy kontrakt Krężołka
Dobre informacje dla kibiców GKS-u Katowice. W drużynie zostaje Patryk Krężołek, najlepszy strzelec katowiczan w dwóch ostatnich sezonach.
Starzyński zmienia klub
[…] Poprzedni sezon był dla wychowanka KTH Krynica słodko-gorzki. W fazie zasadniczej rozegrał 36 spotkaniach, w których strzelił 18 bramek i 15 asyst. Był wówczas najlepszym strzelcem GieKSy i drugim – po Grzegorzu Pasiucie – najlepiej punktującym graczem.
W starciu z Comarch Cracovią (1:10) złamał obojczyk i musiał przejść zabieg. Kontuzja wyłączyła go z gry w fazie play-off.
Warto dodać, że 22-letni kryniczanin już od dwóch lat jest czołowym snajperem GieKSy. Przypomnijmy, że sezon 2019/2020 zakończył z dorobkiem 19 goli i wspólnie z Damianem Tyczyńskim został uznany jednym z odkryć tamtych rozgrywek.
Filip Starzyński pożegna się z GKS-em Katowice. 28-letni środkowy nie wyjeżdża z Polski, ale dołączy do lokalnego rywala.
Starzyński spędził w Katowicach trzy ostatnie sezony. Z ekipą z alei Korfantego sięgnął po dwa brązowe medale mistrzostw Polski, a w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego zajął trzecie miejsce.
[…] Z naszych informacji wynika, że nowym klubem Filipa Starzyńskiego będzie GKS Tychy.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze