Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Wielosekcyjny przegląd mass mediów: Katowice z punktami. Hat-trick Maciążki, Micah Ma’a oficjalnie w GKS-ie Katowice, Rohtla odchodzi, Nowy kontrakt Krężołka
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Drużyna kobieca w minionym tygodniu rozegrała jedno spotkanie. Przeciwnikiem była ostatnia drużyna w tabeli ekstraligi, Rolnik Biedrzychowice. GieKSa wygrała 6:2 (5:0). Następny mecz drużyna kobiet rozegra w sobotę, z liderem rozgrywek Czarnymi Sosnowiec, w Katowicach. Piłkarze rozegrali dwa spotkania, w obu padł remis. We wtorek, w Stargardzie z Błękitnymi 0:0 oraz w sobotę, w Katowicach z Wigrami 2:2 (0:2). Prasówki po tych meczach znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ. Portal weszlo.com w obszernym artykule próbuje rozstrzygnąć czy GieKSa awansuje na zaplecze ekstraklasy.
Siatkarze oraz hokeiści zakończyli swoje rozgrywki. Trwają ruchy/rozmowy kadrowe w obu drużynach.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Katowice z punktami. Hat-trick Maciążki
GKS Katowice w Głogówku odnoszą pewne zwycięstwo nad miejscowym Rolnikiem aplikując już gospodynią do przerwy pięć bramek a Klaudia Maciążka potrzebowała 22 minut na skompletowanie swojego hat-tricka.
W 11 minucie spotkania nieprzepisowo w polu karnym Żaneta Sobota przytrzymuje swoją przeciwniczkę i sędzia spotkania Magdalena Syta bez wahania wskazała na wapno. Rzut karnym pewnie wykorzystuje Kinga Kozak otwierając wynik spotkania. Zaledwie 6. minut później Karolina Maciążka podwyższa na 2:0 wykorzystując podanie od Kingi Kozak z lewej strony boiska. Dwie minuty później Pani Magdalena Syta ukarała Żanetę Sobotę żółtą kartka za faul w środkowej strefie boiska. W 30. minucie spotkania przyjezdne podwyższają na 3:0. Kamila Tkaczyk dalekim podaniem mijającym defensywę Rolnika zagrywa do Kingi Kozak, która w sytuacji sam na sam umieszcza piłkę w bramce Rolnika. 60. sekund później Katowiczanki za sprawą Klaudii Maciążka zdobywają kolejną bramkę. W 39. minucie spotkania po raz trzeci Klaudia Maciążka pokonuje bramkarkę Rolnika wykorzystując asystę Ani Konkol.
Druga odsłona spotkania to nieco odważniejsza gra Rolnika. W 50. minucie spotkania po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Aleksandry Misiak, Żaneta Sobota minimalnie główkuje nad bramką Klimek. Zaledwie pięć minut później faulowana nieprzepisowo w polu karnym zostaje Agata Sobkowicz a jedenastkę na bramkę zamieniła Aleksandra Misiak . Po zdobyciu bramki zawodniczki z gospodarzy wykonały cieszynkę w stronę Ilony Kujawskiej zasiadającej na trybunach, która w ostatnich dniach oznajmiła, że spodziewa się dziecka W. 60 minucie spotkania przyjezdne podwyższają na 6:1 po bramce Anity Turkiewicz, W doliczonym czasie sędzia spotkania Pani Magdalena Syta za faul na Agacie Sobkowicz podyktowała rzut karny dla Rolnika. Do piłki podeszła sama poszkodowana i zdobywa druga bramkę dla gospodyń. Zawodniczki z Katowic dzięki zdobyciu kompletu punktów awansują na piąte miejsce w tabeli.
weszlo.com – Czy GKS Katowice jest jeszcze w stanie to spartolić?
Od parunastu dni zadają sobie to pytanie wszyscy fani II ligi, wszyscy fani klubów z czołówki tej klasy rozgrywkowej. Czy GKS Katowice jest w stanie to spieprzyć? Czy GKS Katowice jest w stanie wzbić się na wyżyny… No właśnie. Na wyżyny bycia GKS-em Katowice? Może wypadałoby napisać wprost, czy GKS Katowice jest jeszcze w stanie to wszystko skatowiczyć?
Wydawało się to właściwie niemożliwe. 24 kwietnia GKS zgrabnie wrócił po krótkiej przerwie koronawirusowej i pokonał 2:1 rewelację ligi, Skrę Częstochowa. Co więcej – zrobił to w wybitnie nie-gieksiarskim stylu. Skra prowadziła 1:0, miała karnego na 2:0, ale zamiast zabić mecz – na 10 minut przed końcem, jeszcze przy stanie 1:0, straciła ukaranego czerwoną kartką Gołębiowskiego. To natychmiast wykorzystali gospodarze, którzy w końcówce zdobyli dwie bramki i ostatecznie dopisali sobie 3 punkty w ligowej tabeli.
GKS miał na koncie 56 punktów zgromadzonych w 25 meczach. Punkt straty do Górnika Polkowice, który też miał 25 spotkań. Ale dalej?
Chojniczanka – dwa punkty mniej, trzy mecze więcej
Wigry – sześć punktów mniej, dwa mecze więcej
Skra – jedenaście punktów mniej, trzy mecze więcej
Niżej nawet nie było sensu spoglądać. GKS był na autostradzie do I ligi, a przed sobą miał jeszcze maraton meczów z ekipami ze środka tabeli. Na tym etapie sezonu wydają się najłatwiejsze – rywal już niemal pewny utrzymania, tylko kataklizm mógłby go zepchnąć do strefy spadkowej, to nie to co ekipy zażarcie walczące o ligowy byt. Tempo letnie, stopień trudności umiarkowany. GKS rozpędzony, bo wygrał 5 z ostatnich 6 spotkań, a przy tym wyszarpał w dramatycznych okolicznościach 3 punkty jednemu z bezpośrednich rywali w czubie tabeli.
Ale to GKS Katowice. Zanim omówimy, co się stało po tym szczęśliwie wygranym spotkaniu ze Skrą Częstochowa, zerknijmy w przeszłość. Dlaczego ten klub niemalże stał się memem?
[…] GKS od wspomnianego meczu ze Skrą Częstochowa przegrał 3 z 4 rozegranych spotkań. Wyłożył się u siebie z rezerwami Śląska Wrocław, wrócił bez punktu z meczu z Garbarnią Kraków i z KKS-em Kalisz. Przewaga, wydawałoby się bezpieczna, stopniała do jednego punktu – właśnie tyle w tym momencie traci do katowiczan Chojniczanka. Co gorsza – równolegle GKS tracił też przewagę zaległych spotkań. Dzisiaj, po meczu z Błękitnymi, GKS będzie miał tyle samo rozegranych meczów co trzecia, czwarta i piąta drużyna w tabeli. Pozorny bufor bezpieczeństwa, swoiste koło ratunkowe, zostanie wykorzystane.
Dlatego tak ważne jest zwycięstwo nad Błękitnymi, które dałoby oddech i impuls. Przede wszystkim – odgoniło przynajmniej na jakiś czas te wszystkie czarne wspomnienia, których nad Katowicami krąży zdecydowanie zbyt wiele.
Wróćmy jednak do tytułowego pytania. Czy GKS może to jeszcze zgieksić? Odpowiedź brzmi: nie ma tak dobrej sytuacji w tabeli, której GKS nie mógłby sobie własnoręcznie zepsuć. Natomiast – mimo wszystko trudno nam sobie taki meltdown wyobrazić. Po pierwsze – Chojniczanka wcale nie goni wybitnie zażarcie, zremisowała z Wigrami i Motorem, gdyby nie to – już byłaby nad GKS-em. Po drugie – GKS ma w sumie sprzyjający terminarz. Mini-maraton meczowy zaczyna właśnie dzisiaj, od outsidera tabeli, 19. zespołu w ligowej stawce. Potem ma jeszcze u siebie Bytovię Bytów, która wiosną przegrywa mecz za meczem. Trudniejsze mecze? Pewnie ze Stalą Rzeszów i Wigrami Suwałki, bo jedni i drudzy mierzą w baraże, ale znowu – oba te spotkania GieKSa zagra na własnym terenie.
Z wyjazdów zostały jej te przyjemniejsze – Lublin czy Ostróda to dość spokojny środek tabeli. Zostaje jeszcze ten jeden mecz, który celowo ominęliśmy – bo już teraz śmierdzi nam w terminarzu ewentualnym katowiczeniem własnych kibiców (takie katowanie przez katowiczan, a co). Chojniczanka na wyjeździe. 28 maja, trzecia kolejka od końca. Kto zna GKS dobrze, kto z nim przeżył ostatnie lata, pyta już tylko – gol z połowy czy jednak bramkarz nożycami?
Natomiast – no ludzie kochani. Przecież kiedyś ta czarna passa musi się skończyć. Rozumiemy, raz, dwa, pięć razy zniszczyć psychicznie własnych kibiców. Ale ten GKS wygląda na ekipę, która powinna to dźwignąć pod czysto piłkarskimi względami. GieKSiarze po koronawirusowej przerwie są pod formą, to fakt, nawet zwycięstwo nad Olimpią było wymęczone, ale to wciąż zespół o wysokiej jakości jak na standardy II ligi. Mówiąc wprost: Woźniak, Błąd czy Figiel po prostu powinni to pociągnąć, mimo że kibice mają do nich sporo słusznych pretensji, a już przede wszystkim do tego ostatniego.
Poza tym… Wiemy jak to zabrzmi w kontekście ubiegłego sezonu, gdy GKS po zajęciu 3. miejsca przegrał już w półfinale barażowym. Ale mimo wszystko – w lidze widać, że czołowa trójka jest po prostu lepsza od peletonu. Nawet jeśli jakimś cudem GKS zostanie wyprzedzony przez Chojniczankę, to jego obowiązkiem będzie wywalczyć awans w barażach. Inaczej ci biedni kibice naprawdę będą się musieli przerzucić na hokej…
SIATKÓWKA
siatka.org – Micah Ma’a oficjalnie w GKS-ie Katowice
GKS Katowice powoli odkrywa karty na kolejną edycję rozgrywek PlusLigi. Pierwszym nowym zawodnikiem klubu na sezon 2021/22 został amerykański rozgrywający Micah Ma’a.
To drugi gracz ze Stanów Zjednoczonych, jaki wystąpi w barwach siatkarskiego GKS-u Katowice. Micah Ma’a (24 lata, 192 cm wzrostu) pochodzi z miasta Kāneʻohe położonego na Hawajach i jest absolwentem Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles (UCLA), w którego barwach w 2018 roku sięgnął po srebro prestiżowych akademickich rozgrywek NCAA i znalazł się w najlepszej drużynie turnieju.
Co ciekawe, Ma’a w swojej dotychczasowej karierze występował zarówno na pozycji rozgrywającego, jak i przyjmującego. Ponadto w okresie szkoły średniej czterokrotnie zdobywał siatkarskie mistrzostwo stanu Hawaje i próbował swoich sił w koszykówce oraz futbolu amerykańskim. Ostatnie dwa sezony spędził we francuskim Stade Poitevin Poitiers, z którym zajmował w Ligue A kolejno 7. i 8. miejsce.
Nowy rozgrywający GKS-u miał okazję zadebiutować w seniorskiej kadrze USA w 2019 roku, a jego pierwszym turniejem reprezentacyjnym były zmagania Ligi Narodów 2019 w katowickim Spodku, gdzie Polska mierzyła się w zespołami USA, Brazylii i Australii. Ma’a był powoływany w tamtym roku także na mistrzostwa strefy NORCECA, z których przywiózł srebro, a także na Puchar Świata w Japonii, zakończony przez kadrę USA zdobyciem trzeciego miejsca.
HOKEJ
hokej.net – Rohtla odchodzi. Wymiana obcokrajowców w GieKSie
To już przesądzone – Jesse Rohtla pożegna się z ekipą GKS-u Katowice. W ekipie ze stolicy województwa śląskiego szykuje się wiele korekt wśród obcokrajowców.
Zawodnik, który urodził się w Lahti, nie zaliczy swojej drugiej przygody z GieKSą do udanych. Choć grał w formacjach specjalnych, to w 46 spotkaniach zdobył tylko 24 punkty za 8 bramek i 16 asyst.
Z różnych powodów nie nawiązał do produktywności ze swoich poprzednich lat, na co liczyli działacze i sztab szkoleniowy ekipy z alei Korfantego. Przypomnijmy, że 33-letni Fin w latach 2017-2020 rozegrał 142 ligowe spotkania, w których zaksięgował 148 „oczek” za 52 gole i 96 kluczowych zagrań. Był przy tym graczem ciężko pracującym po obu stronach tafli i jednym z najlepszych specjalistów od gry w osłabieniach.
– Prawdopodobnie zostanę już w Finlandii – zaznaczył Rohtla.
To nie wszystko – z GieKSą mogą rozstać się niemal wszyscy obcokrajowcy. Nowych klubów już teraz mogą sobie szukać Jānis Andersons, Tomáš Kubalík i Mikael Kuronen.
Agencje menedżerskie od pewnego czasu oferują innym klubom usługi Andrieja Stiepanowa. Były reprezentant Białorusi w 25 ligowych meczach strzelił 9 bramek i zaliczył 12 asyst.
Warto też zaznaczyć, że trener Jacek Płachta jest zwolennikiem północnoamerykańskiego stylu gry i zapewne tam będzie szukał wzmocnień do swojej drużyny.
Zgodnie z przewidywaniami. Nowy kontrakt Krężołka
Dobre informacje dla kibiców GKS-u Katowice. W drużynie zostaje Patryk Krężołek, najlepszy strzelec katowiczan w dwóch ostatnich sezonach.
Starzyński zmienia klub
[…] Poprzedni sezon był dla wychowanka KTH Krynica słodko-gorzki. W fazie zasadniczej rozegrał 36 spotkaniach, w których strzelił 18 bramek i 15 asyst. Był wówczas najlepszym strzelcem GieKSy i drugim – po Grzegorzu Pasiucie – najlepiej punktującym graczem.
W starciu z Comarch Cracovią (1:10) złamał obojczyk i musiał przejść zabieg. Kontuzja wyłączyła go z gry w fazie play-off.
Warto dodać, że 22-letni kryniczanin już od dwóch lat jest czołowym snajperem GieKSy. Przypomnijmy, że sezon 2019/2020 zakończył z dorobkiem 19 goli i wspólnie z Damianem Tyczyńskim został uznany jednym z odkryć tamtych rozgrywek.
Filip Starzyński pożegna się z GKS-em Katowice. 28-letni środkowy nie wyjeżdża z Polski, ale dołączy do lokalnego rywala.
Starzyński spędził w Katowicach trzy ostatnie sezony. Z ekipą z alei Korfantego sięgnął po dwa brązowe medale mistrzostw Polski, a w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego zajął trzecie miejsce.
[…] Z naszych informacji wynika, że nowym klubem Filipa Starzyńskiego będzie GKS Tychy.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze