Dołącz do nas

Kibice Prasówka Wywiady

Ultras GieKSa: Większość z nas żyje GieKSą 24 godziny na dobę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Serdecznie zapraszamy do lektury wywiadu przeprowadzonego przez portal ekstraklasa.net z Ultras GieKSą.

Jak w Polsce boom stadionowy zdecydowanie poprawił infrastrukturę piłkarską, tak na Górnym Śląsku nowoczesnej areny ze świecą szukać. Większe trybuny, to także efektowniejsze oprawy – więc na Śląsku ultraska w kryzysie? Zaprzeczają temu artyści trybun GKS Katowice, wykorzystujący możliwości swojego Blaszoka do granic możliwości. Nic dziwnego, że kiedyś i w przypływie weny nazwali się „Gwiazdami Sceny Ultras”.

Kibice na meczu GKS Katowice – Miedź Legnica

 

W tym roku obchodzili 10-lecie istnienia, oj sporo dział się przez ten czas. Do świątecznego barszczu zamiast uszek dorzucamy więc w prezencie rozmowę z katowickimi ultrasami…

Ultras na Bukowej – jak to się zaczęło?
Grupa powstała w październiku 2003 roku i składała się z byłych członków Netf@ns GieKSa i nowo przyjętych ochotników.

Czyli nie jesteście do końca pionierami, raczej doszło do przejęcia pałeczki…
Grupa powstała na bazie Netf@nsów, a ich formacja choć już nieformalnie i na pewno mniej czynnie, ale w jakimś tam stopniu jeszcze jest zauważalna na GieKSie.

W ciągu tych 10 lat skład Waszej formacji musiał się modyfikować…
Można powiedzieć, że kluczowy był nabór po awansie do I ligi w 2007 roku. Od tego czasu w grupie jest kilka osób, które ciągle czynnie działają. Wiadomo, ze bez dopływu świeżej krwi nastąpiłaby stagnacja, dlatego bardzo fajnie, że doszło do nas też kilka młodszych osób, w których widać ten zapał z naszych początkowych ultrasowskich lat.

Jak to wygląda dziś?
Można powiedzieć, że na tę chwilę w ścisłej grupie jest 25 osób, zaś razem z naszymi „UG friends” – jak ich nazywamy – jesteśmy w stanie wystawić pełny autokar na wyjazd. Ostatnio na imprezie podsumowującej nasze 10-lecie bawiło się ponad 40 osób, a lista nieobecnych i tak była długa. Wiekowo można powiedzieć, że mieścimy się w przedziale 16-30 lat i wśród członków grupy nie ma żadnych dziewczyn. W tym roku dziewczyny z GieKSy założyły swoją grupę Female Elite i tam mogą się realizować.

Czym konkretnie zajmujecie się, tworzycie wyłącznie oprawy czy prowadzicie również jakieś inne działania?
Realia kibicowskie Górnego Śląska są takie, że nie można ograniczać się jedynie do opraw. Często tworzymy prace na murach naszego miasta czy FC, wspomagamy właściwie każdą akcję jaka odbywa się z udziałem kibiców GieKSy. Czasem zdarza nam się wydać jakiś gadżet, z którego zysk idzie na działania grupy. Dbamy również o projekty nowych flag, które zdobią płot stadionu przy Bukowej i sektorów gości. Staramy się być wszędzie i kreować pozytywny wizerunek kibiców GieKSy w kibicowskiej Polsce.

Przeszłość – jak wyglądały początki Waszej działalności? Pierwsze problemy, sukcesy i pewnie nieco inne niż dziś realia…
Musimy szczerze przyznać, że wśród osób, które teraz są najmocniej zaangażowane w działania grupy nie ma już założycieli. Jednak ci z nas, którzy byli w grupie prawie od początku pamiętają, że w porównaniu z dzisiejszymi czasami przygotowywanie opraw w latach 2003-2010 na GieKSie to była właściwie sielanka w porównaniu z tym co dzieje się teraz. Na pewno byliśmy dużo mniej uzdolnieni, czego mocno żałujemy, bo były to czasy, w których można było znacznie więcej kombinować i na więcej sobie pozwolić niż obecnie.

Dziś – jest łatwiej czy trudniej niż kilka lat temu?
Na pewno aktualnie mamy znacznie więcej pieniędzy na działania niż jeszcze kilka lat temu, dlatego pod tym względem jest odrobinę łatwiej. Z drugiej strony – wiadomo – represje względem lat ubiegłych są niewyobrażalnie większe. Choć my nie uważamy żebyśmy robili coś złego. Zajebiście lubimy ubarwiać trybuny choreografiami i nie zamierzamy przestać tego robić.

Powszechnie wiadomo, że tworzenie opraw to głównie malowanie sektorówek, szycie flag. Możecie powiedzieć coś o tym więcej, jak robi się oprawy? Na pewno macie jakieś patenty, pomoce, szablony…
Tutaj niestety nie możemy zaspokoić Twojej ciekawości. Każda z grup ma własne patenty i nie zamierzamy przedstawiać swoich. Konkurencja nie śpi.

Nowy stadion na Bukowej potrzebny od zaraz? Blaszok nie daje Wam zbyt dużego pola do popisu, w przeciwieństwie do wielu nowych stadionów w kraju…
Potrzebny od zaraz, chociaż patrząc na zapał włodarzy naszego miasta, to stadion powstanie pewnie dopiero za 4-5 lat… Ogółem Blaszok to jest kawał naszego kibicowskiego życia i miejsce gdzie każdy z nas się wychował, aczkolwiek chcielibyśmy się sprawdzić z innymi ultrasami w Polsce na w miarę równych zasadach. Tak jak mówisz na Blaszoku coraz ciężej nam zaskoczyć kogokolwiek prezentacją.

Przyszłość – jak widzicie Waszą działalność w najbliższych miesiącach, jakieś konkretne plany?
W przyszłym roku świętujemy 50-lecie naszego klubu, więc na pewno należy przygotować coś specjalnego na tę okazję. Do tego gra piłkarzy napawa nas optymizmem i każdy z nas wierzy i marzy o awansie do ekstraklasy już w czerwcu. A główne zamierzenie jest takie, by nie zwalniać i dalej pchać ten kibicowski wózek do przodu.

Które Wasze oprawy uważacie za najlepsze?
Na pewno „Fanatyczny Styl Życia”, która na tamte czasy była naprawdę świetną oprawą. Do tego szczególnie największe choreografie, czyli „Trójkolorowa Armia” i „Ultras GieKSa” na dziesięciolecie. Ponadto warto wspomnieć kilka bardzo dobrych pomysłów, które może nie dały takiego efektu jakbyśmy chcieli, np. w Elblągu – „Ultrasi nie lękajcie się” w i Niecieczy „GieKSa On Agrotour”.

A które mogłyby wyjść lepiej?
Z opraw, które miały największy potencjał i nie wyszły jak sobie założyliśmy należy wyróżnić na pewno „Gwiazdy Sceny Ultras”, „Dom Wariatów Wita” i „Wejście Smoka”. Przy „Gwiazdach Sceny Ultras” przerosła nas konstrukcja Blaszoka, przy „Domu Wariatów” brakło jakiejś spójności, a przy „Wejściu Smoka” nie uwzględniliśmy przerwy od płotu do krzesełek na sektorze w Bydgoszczy.

Zdarzyło Wam się kiedyś przechwycić projekt czyjeś oprawy, i puścić ripostę? I w drugą stronę, czy Wam ktoś kiedyś w taki sposób pokrzyżował szyki?
Nie, nigdy nie byliśmy bohaterami takiej akcji w jedną czy drugą stronę.

Jak jesteście odbierani w Katowicach, a zwłaszcza przez kibiców GieKSy? Jak to wygląda przy samej prezentacji opraw?
Można powiedzieć, że jesteśmy obecni przy właściwie każdej akcji kibiców GieKSy, więc wydaje się, że nasz odbiór jest bardzo dobry. Kibice w Katowicach znają nas i wiedzą, że mogą nam ufać. Przy okazji opraw możemy liczyć na pomoc i wsparcie właściwie każdego bywalca Blaszoka czy też wyjazdowicza.

Jak układają się Wasze stosunki z klubem? Współpraca, tylko tolerancja czy raczej dochodzi do spięć?
Jeśli chodzi o klub to nie mamy z działaczami większych spięć. Myślę, że duże znaczenie ma to, że gdyby nie nasze akcje w przerwie między sezonowej w 2012 roku to naszego klubu mogłoby… już nie być.

Policja – daje się We znaki? Bo w różnych rejonach kraju różnie to wygląda…
Można powiedzieć, że smutni panowie szczególnie uaktywnili się przed ostatnim spotkaniem tej rundy z Flotą Świnoujście. Jednak już po meczu było bardzo spokojnie. Na pewno inne ekipy w kraju mają większe problemy ze „stróżami prawa”.

Pieniądze – w jakim stopniu zbiórki przeprowadzane w trakcie meczów zaspokajają koszty choreografii?
Zbiórki na meczach dają nam spory zastrzyk gotówki jak na nasze potrzeby, jednak bez naszych „sponsorów” spośród kibiców GieKSy na pewno nie bylibyśmy w stanie wejść na taki poziom ultrasowania. Z tego miejsca chcielibyśmy im bardzo podziękować.

Choreo z genialnym przesłaniem, ale gorszym wykonaniem, czy z genialnym wykonaniem, ale na słabszym motywie?
Bardzo ciężko wybrać. My staramy się połączyć jedno z drugim, co szczególnie w ostatnim czasie wychodzi nam lepiej niż w latach poprzednich i niezwykle nas cieszy. Zdarzało nam się, że pomimo dobrego pomysłu i świetnego wykonania konstrukcja trybun sprawiła, że nasza oprawa nie wyszła tak jak sobie wyobrażaliśmy. Najlepszym przykładem jest oprawa „Wejście Smoka” z wyjazdu do Bydgoszczy.

Ultrasem być od kuchni? W kibicowskim światku powszechnie uważa się, że ultrasowanie nieodłącznie wiąże się z wieloma wyrzeczeniami. Na jak wielkie poświęcenia musi być gotowy ultras w Katowicach?
Na pewno na Górnym Śląsku wiąże się to z większą aktywnością niż tylko malowanie opraw. Większość z nas żyje GieKSą 24 godziny na dobę i działa również u siebie na rejonach, wielu też często wspiera nasze zgody. Realia naszego regionu, gdzie wróg może czaić się za każdym winklem są specyficzne, ale też bardzo fajne, bo nie ma czasu na stagnacje i wiecznie coś się dzieje.

Jak ocenisz miniony rok na krajowej scenie ultras? Największe zaskoczenie pozytywne, negatywne, co zapamiętamy z 2013 roku?
Na pewno Legia weszła na bardzo wysoki poziom w pierwszej części roku i utrzymała go prawie do końca. Ostatnio trochę spuścili z tonu, ale i tak byli w tym roku zdecydowanie najlepsi. Trochę więcej powinna pokazać Wisła, Lech całkiem przestał robić oprawy po akcji z transparentem na meczu z Żalgirisem. Korona, którą również wysoko cenimy też nie robi zbyt wielu opraw. Trochę lepiej sprawa miała się u tych mniej docenianych ekip, ale myślę, że był to gorszy rok dla naszej sceny i zobaczymy jak się będzie miała sprawa w 2014 roku. W tym roku na czoło wysunęły się dla nas oprawy „Habemus Campione” i „UEFA” Legii i „Alfabet Mafii” Wisły.

Pytanie o najlepszą grupę ultras w kraju wydaje się więc oczywiste…
Legia ma rozmach i robi bardzo dużo solidnych opraw. Korona ma swój własny, bardzo fajny styl. Do tego Lech i Wisła, które cenimy właściwie na równi. To jest dla nas ścisła czołówka polskiej sceny ultras.

Na tle Europy nasi ultrasi na pewno robią większe wrażenie, niż piłkarze…
Nowe stadiony pozwoliły kilku ekipom rozwinąć skrzydła i pokazać, że nasza scena jest jedną z najlepszych w Europie. Od dłuższego już czasu pokazujemy, że nie mamy się czego wstydzić i jesteśmy mocno doceniani na innych scenach kibicowskich.

Która europejska scena ultras podoba Ci się najbardziej?
Swego czasu najbardziej wyobraźnie rozpalała włoska scena. Jednak od czasu wprowadzenia tessery zmieniło się tam dość sporo in minus, choć szczególnie na San Siro udaje się jeszcze czasem zrobić coś naprawdę mocnego ultrasom Interu bądź Milanu. Później odwiedziliśmy Austrię podczas Euro 2008, wpadliśmy na mecz z Chorwacją, trochę więcej poczytało się na ten temat. W końcu wakacje w Chorwacji i mecz Hajduka. Myślę, że spokojnie można powiedzieć, że Bałkany są teraz najlepsze pod względem przywiązania do kraju, miasta, klubu. Szkoda, że jak wszędzie np. chłopaki z BBB przeżywają ostre represje ze strony rządu i policji.

Jeździcie na reprezentacje, jesteście też biało-czerwoni czy tylko GieKSa?
Jeśli chodzi o kadrę, to każdy ma swoje własne preferencje. Część z nas ma po kilka wyjazdów na kadrę, inni zaliczają mecze u siebie, a niektórzy nie jeżdżą na kadrę wcale. Teraz jest kluczowy czas, żebyśmy jako kibicowska Polska określili się czy chcemy być na tej kadrze szczególnie u siebie, czy zostawiamy ją tzw. Januszom. My jesteśmy zdecydowanie za tym pierwszym rozwiązaniem i liczymy, że inni tak samo postawią sprawę.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    marcin

    30 grudnia 2013 at 01:08

    Do tych najlepszych ekip w kraju to zgadzam sie odnosnie Legii i Lecha ale Do wisly nie za bardzo .Dla mnie zdecydowanie lepsza ekipa jest Górnik (nie mowie tak ze wzgledu na sztame) Wyjazdy maja duzo lepsze niz Wisla a jak otworza w Zabrzu stadion to jest pewien iz bedzie w najlepszej trojce co do frekwencji A Ultrasow Górnik tez ma zajebistych co juz nie raz moglismy sie przekonac.. To by bylo na tyle. Wywiad bardzo fajny… MYSLOWICE MIASTO GIEKSY !

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Piynciok na Arenie Katowice!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.

Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.

W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!

GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.

23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga