Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Znamy półfinalistów Pucharu Polski
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Drużyna kobiet pokonała 2:1 Grot SMS Łódź. Kolejny mecz rozegramy 8 listopada o 12:00 w Gdańsku z APLG. Karolina Koch uczestniczyła w warsztatach szkoleniowych UEFA PRO w Nyonie. Piłkarze w ostatni piątek pokonali na wyjeździe Bruk-Bet Termalicę Nieciecza 3:0 (1:0). W bieżącym tygodniu czekają nas derby z Piastem Gliwice. Spotkanie rozpocznie się w sobotę 8 listopada o godzinie 20:15 na Arenie Katowice. Jutro zostaną rozlosowane pary 1/8 finału Pucharu Polski.
Siatkarze jutro (4 listopada) o 18:00 na Arenie Katowice zmierzą się ze Spartą Grodzisk Mazowiecki. Następny mecz zagramy 7 listopada (w piątek) o godzinie 20:30 z BBTS Bielsko-Biała, także w hali na Arenie Katowice.
Hokeiści rozegrali w ubiegłym tygodniu dwa zwycięskie spotkania. W piątek pokonaliśmy 3:0 Zagłębie, natomiast w niedzielę STS Sanok 5:0. Zwycięstwem nad STS-em zapewniliśmy sobie udział w turnieju finałowym Pucharu Polski. Najbliższe spotkanie drużyna rozegra 14 listopada z Polonią w Satelicie.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Zwycięstwo GKS-u Katowice nad SMS-em
W meczu dziesiątej kolejki Orlen Ekstraligi zespół mistrza Polski pokonał u siebie Grot SMS Łódź 2:1.
Już w pierwszych minutach Nieciąg mogła otworzyć wynik, ale piłka przeleciała obok słupka. SMS nie pozwolił się zdominować i groźnie kontrował. Katowiczanki długo szukały sposobu na łódzką defensywę, aż w końcu dopięły swego – po akcji Nowak i Brzęczek piłkę do bramki wpakowała Nieciąg. Po przerwie GieKSa mogła zamknąć mecz, lecz Maciążka nie trafiła do pustej bramki. Chwilę później Sikora huknęła z dystansu i wyrównała. To tylko podrażniło gospodynie – Włodarczyk miała piłkę meczową, ale górą była bramkarka SMS-u. Decydujący cios zadała Marcjanna Zawadzka po zamieszaniu przy rzucie wolnym. W doliczonym czasie gry Oliwia Macała uratowała wynik, broniąc groźny strzał Pauliny Filipczak.
W następnej kolejce zespół z Katowic zmierzy się na wyjeździe z AP Orlenem Gdańsk, zaś łodzianki zagrają na swoim terenie z Czarnymi Antrans Sosnowiec.
katowice.tvp.pl – Piłkarki GKS-u Katowice gonią czołówkę
W 10. kolejce Orlen Ekstraligi Kobiet przy Bukowej spotkały się aktualne Mistrzynie Polski i UKS SMS Łódź. Po zaciętym boju trzy punkty dopisały piłkarki GKS-u.
Od początku do końca spotkanie trzymało w napięciu. Jako pierwsze bramkę zdobyły zawodniczki Karoliny Koch, a to za sprawą trafienia Aleksandry Nieciąg.
Łodzianki odpowiedziały po zmianie stron golem Inez Sikory, ale ostatnie słowo należało do GKSu. W 77 minucie najlepiej w zamieszaniu w polu karnym odnalazła się Marcjanna Zawadzka i ustaliła wynik spotkania na 2 do 1.
Na słowa uznania po dzisiejszym meczu zasłużyła bramkarka GieKSy Oliwia Macała, która świetnie zastąpiła kontuzjowaną Kingę Seweryn.
Dzięki temu zwycięstwu GKS Katowice ma na swoim koncie 15 punktów i do lidera z Łęcznej traci 8. Jednak drużyna z Katowic ma jeszcze dwa mecze zaległe.
wkatowicach.eu – Karolina Koch w siedzibie UEFA w Nyonie. Obok Ole Gunnar Solskjær i Roberto Martinez
Trzy dni intensywnych działań, warsztatów i znakomitych trenerów. Karolina Koch, trenerka GKS-u Katowice, uczestniczy w szwajcarskim Nyonie w zjeździe szkoleniowców z pięciu federacji biorących udział w kursie UEFA Pro. Jesteśmy dumni!
W siedzibie UEFA w Nyonie odbywa się 15. edycja UEFA Pro Licence Student Exchange – międzynarodowego programu wymiany trenerskiej dla uczestników kursów trenerskich UEFA Pro z Europy. Wśród delegacji znalazła się także reprezentacja Polski, a w niej trenerka GieKSy Karolina Koch.
Wydarzenie skupia się na wymianie doświadczeń między federacjami oraz analizie najwyższych poziomów rozgrywek europejskich. W programie znalazły się m.in. wystąpienia uznanych trenerów, takich jak: Roberto Martinez, Martina Voss-Tecklenburg i Ole Gunnar Solskjær.
Odbywają się także warsztaty prowadzone przez ekspertów UEFA i trenerów technicznych. Podczas trzech intensywnych dni uczestnicy biorą udział w prezentacjach, analizach meczowych, pracach grupowych oraz sesjach poświęconych byciu liderem.
To niesamowite uczucie móc spotkać się z ludźmi, którzy wprowadzają futbol na najwyższy poziom – mówi nam Karolina Koch.
SIATKÓWKA
siatka.org – Jak pójdzie granie w środku tygodnia?
Jeszcze nie dobiegła końca 7. kolejka a już zaczyna się 8. seria spotkań. Planowo te mecze miały odbywać się dopiero w środę 5 listopada. Kilka zespołów by nie robić sobie tak długiej przerwy w graniu, przełożyło swoje spotkania. Jeden mecz już się odbył – 22 października SMS przegrał z BKS-em.
[…] Sparta Grodzisk Mazowiecki w tabeli wciąż jest w strefie spadkowej. Ekipa z Grodziska Mazowieckiego stara się jednak walczyć w każdym spotkaniu. Co ciekawe, lepiej jej idzie na wyjeździe, bo to tam odniosła swoje dwa zwycięstwa. Ostatnio w domowym meczu ponownie dobrze zaczęła, ale nie zdołała postawić kropki nad i. Tym razem o poprawę bilansu będzie bardzo trudno. Beniaminek jedzie na teren lidera, który w tym sezonie jeszcze nie przegrał. Katowiczanie będą oczywistym faworytem i każdy zdobyty set może być dużym osiągnięciem Sparty.
HOKEJ
hokej.net – Niebywałe! Padła sosnowiecka twierdza. Wychowanek zatrzymał swój były klub
W 17. kolejce TAURON Hokej Ligi nie zabrakło emocji na Stadionie Zimowym w Sosnowcu. Hokeiści Zagłębia Sosnowiec po raz pierwszy w tym sezonie przegrali na własnym lodowisku. Gospodarzy przełamali hokeiści GKS-u Katowice, którzy zdobyli trzy gole. Bohaterem GieKSy został Michał Kieler, który nie przepuścił żadnego strzału rywala.
Katowiczanie zaprezentowali w pierwszych minutach zabójczą skuteczność. Najpierw Bartosz Fraszko przytomnie dobił strzał Travisa Vervedy i ulokował gumę pod poprzeczką a niespełna trzy minuty później Grzegorz Pasiut technicznym strzałem ze środka rozgrywania bulików i ulokował gumę w siatce. Te dwie bramki ustawiły przebieg spotkania. Chociaż emocji nie brakowało w żadnym momencie.
W pierwszej tercji z gry więcej mieli katowiczanie, jednak w następnej odsłonie coraz więcej pracy miał Michał Kieler. Ale wcześniej trzeciego gola zdobyli przyjezdni. Kontrę GieKSy wykorzystał precyzyjnym strzałem przy słupku Jean Dupuy a dogrywał mu idealnie Mateusz Bepierszcz. Sosnowiczanie mogli straty zniwelować, jednak Michał Bernacki przestrzelił w sytuacji sam na sam z Kielerem. W kolejnych minutach kibice mogli zobaczyć napór swoich zawodników, tym bardziej że Błażej Chodor za rzucenie na bandę Adriana Gromadzkiego wylądował na pięciominutową karę. W jednej z akcji sam na sam wyszedł Aron Chmielewski i umieścił krążek w bramce, ale wcześniej sędzia liniowy pokazał na spalonego. Ta sytuacja wywołała nerwową sytuację i poszarpał się Sebastian Brynkus z Mateuszem Michalskim. Sędzia oczywiście gola nie uznał, a w następnej akcji Bartosz Fraszko w osłabieniu nie wykorzystał sytuacji sam na sam.
Na początku ostatniej odsłony do pustej bramki nie trafił Jean Dupuy a w kolejnych minutach nie brakowało ostrych spięć i serii kar z obu stron. Gospodarze przez minutę grali w podwójnej przewadze, ale nie mieli pomysłu jak pokonać Michała Kielera. Brakowało dokładności i pomysłu na dobrze zorganizowaną defensywę przeciwnika.
Do końca meczu wynik się już nie zmienił a bohaterem został Michał Kieler, który jest wychowankiem Zagłębia i zatrzymał wszystkie 31 strzałów byłych kolegów.
GKS Katowice bezproblemowo potwierdził swój udział w Pucharze Polski!
W ramach ostatniej kolejki 2. rundy Tauron Hokej Ligi zmierzyły się ze sobą drużyny GKS Katowice i STS Sanok. Spotkanie pewnie wygrała „GieKSa” wynikiem 5:0, tym samym zapewniając sobie udział w Pucharze Polski.
Drużyna gości została przywitana przez zgromadzonych kibiców brawami. Na tym jednak miłe momenty STS-u się skończyły. Od pierwszego gwizdka tempo rywalizacji nadawała drużyna GKS-u Katowice, co rusz próbując zaskoczyć dobrze dysponowanego Filipa Świderskiego. Już w 6. minucie spotkania wynik otworzył obrońca Jacob Lundegård, a przy bramce asystował mu dobrze dzisiaj dysponowany Jonasz Hofman. Po golu katowiczanie nie mieli zamiaru zwalniać tempa i w 9. minucie dołożyli drugą bramkę. Varttinen wrzucił krążek spod niebieskiej linii, a przed bramkarzem świetnie popracował Ian McNulty, który zmienił tor lotu krążka. Katowiczanom dzisiaj gra się kleiła -dowodem na to były kolejne akcje w wykonaniu Michalskiego, Koivusaariego i Wronki, ale do pełni szczęścia brakowało skuteczności. W 13. minucie karę za spowodowanie upadku przeciwnika otrzymał Maksymilian Dawid, ale sanoczanie nie byli w stanie przekuć przewagi w zagrożenie pod bramką Kielera. Pod koniec tercji pierwszy atak Katowic próbował ustrzelić trzecią bramkę, ale wybrzmiała syrena kończąca pierwsze 20 minut gry.
Druga tercja, podobnie jak pierwsza, od początku upływała pod dyktando „GieKSy”, ale gospodarze nie forsowali tempa. Prowadzenie powiększył w 26. minucie Stephen Anderson, dobijając krążek po strzale Dupuy -Filip Świderski był bez szans. Chwilę po trzeciej bramce na lodzie pojawił się debiutujący w Ekstralidze wychowanek GKS-u, Danylo Olifirchuk. Młody zawodnik sprokurował sytuację dla gości, ale czujny w bramce był Michał Kieler. Wraz z upływem czasu sytuacje katowiczan się mnożyły i jedną z nich na bramkę zamienił niezawodny Patryk Wronka -asystowali mu koledzy z pierwszego ataku, Pasiut i Fraszko. W końcu z konkretem w tercji Katowic pojawił się napastnik STS-u, konkretnie Lauri Huhdanpää, jednak znowu w bramce dobrze zachował się Michał Kieler. Na koniec tercji jeszcze Varttinen kąśliwym strzałem sprawdził czujność Świderskiego, który intuicyjnie odbił krążek parkanem.
Trzecia tercja toczyła się w jeszcze niższym tempie niż druga część gry. Katowiczanie dyktowali tempo i bezproblemowo zamykali drużynę STS-u w tercji obronnej. Okazję na podwyższenie prowadzenia zmarnowali Jean Dupuy oraz Bartosz Fraszko. „GieKSiarze” nacierali powoli, a najbardziej wyróżniał się duet Anderson–Dupuy. W 47. minucie w końcu spróbowała odpowiedzieć drużyna gości -spod niebieskiej linii strzelał Niemczyk, ale chybił. Chwilę po tym zdarzeniu karą za nadmierną ostrość został ukarany wspomniany Kacper Niemczyk. GKS przewagi na gola nie zamienił, ale niecałe dwie minuty później, w grze 5 na 5, zabawił się tercet pierwszego ataku „GieKSy” -akcję sfinalizował Wronka, strzelając drugiego gola w tym spotkaniu. Do końca meczu większych emocji nie uświadczyliśmy – sanoczanie nie potrafili zagrozić bramce strzeżonej przez Michała Kielera, oddając w całym spotkaniu jedynie 14 strzałów.
Znamy półfinalistów Pucharu Polski. Trzy zespoły z takim samym dorobkiem
Doczekaliśmy się! Poznaliśmy cztery drużyny, które przed Sylwestrem będą rywalizować w Turnieju Finałowym Pucharu Polski. Zmagania odbędą się w Krynicy-Zdroju.
Po dwóch rundach najskuteczniejszym zespołem okazało się ECB Zagłębie Sosnowiec, które w 16 meczach zgromadziło 35 punktów. Podopieczni Matiasa Lehtonena w decydującym starciu pokonali JKH GKS Jastrzębie 5:3 i w pierwszym półfinale zmierzą się z GKS-em Katowice.
Drugie miejsce przypadło rewelacji dotychczasowej części sezonu jastrzębianom, a trzecie Unii Oświęcim. Warto zaznaczyć, że zespoły z miejsc 2-4. zgromadziły po 31 „oczek”, a o układzie miejsc rozstrzygnęła mała tabelka.
Tego trofeum nie obronią hokeiści GKS-u Tychy, którzy uplasowali się na piątym miejscu gromadząc 28 punktów. Taki sam dorobek zgromadzili hokeiści KH Energi Toruń.
28 grudnia
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice
29 grudnia
JKH GKS Jastrzębie – Unia Oświęcim
30 grudnia
Finał
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze