Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Znamy półfinalistów Pucharu Polski

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Drużyna kobiet pokonała 2:1 Grot SMS Łódź. Kolejny mecz rozegramy 8 listopada o 12:00 w Gdańsku z APLG. Karolina Koch uczestniczyła w warsztatach szkoleniowych UEFA PRO w Nyonie. Piłkarze w ostatni piątek pokonali na wyjeździe Bruk-Bet Termalicę Nieciecza 3:0 (1:0). W bieżącym tygodniu czekają nas derby z Piastem Gliwice. Spotkanie rozpocznie się w sobotę 8 listopada o godzinie 20:15 na Arenie Katowice. Jutro zostaną rozlosowane pary 1/8 finału Pucharu Polski.

Siatkarze jutro (4 listopada) o 18:00 na Arenie Katowice zmierzą się ze Spartą Grodzisk Mazowiecki. Następny mecz zagramy 7 listopada (w piątek) o godzinie 20:30 z BBTS Bielsko-Biała, także w hali na Arenie Katowice.

Hokeiści rozegrali w ubiegłym tygodniu dwa zwycięskie spotkania. W piątek pokonaliśmy 3:0 Zagłębie, natomiast w niedzielę STS Sanok 5:0. Zwycięstwem nad STS-em zapewniliśmy sobie udział w turnieju finałowym Pucharu Polski. Najbliższe spotkanie drużyna rozegra 14 listopada z Polonią w Satelicie.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Zwycięstwo GKS-u Katowice nad SMS-em

W meczu dziesiątej kolejki Orlen Ekstraligi zespół mistrza Polski pokonał u siebie Grot SMS Łódź 2:1.

Już w pierwszych minutach Nieciąg mogła otworzyć wynik, ale piłka przeleciała obok słupka. SMS nie pozwolił się zdominować i groźnie kontrował. Katowiczanki długo szukały sposobu na łódzką defensywę, aż w końcu dopięły swego – po akcji Nowak i Brzęczek piłkę do bramki wpakowała Nieciąg. Po przerwie GieKSa mogła zamknąć mecz, lecz Maciążka nie trafiła do pustej bramki. Chwilę później Sikora huknęła z dystansu i wyrównała. To tylko podrażniło gospodynie – Włodarczyk miała piłkę meczową, ale górą była bramkarka SMS-u. Decydujący cios zadała Marcjanna Zawadzka po zamieszaniu przy rzucie wolnym. W doliczonym czasie gry Oliwia Macała uratowała wynik, broniąc groźny strzał Pauliny Filipczak.

W następnej kolejce zespół z Katowic zmierzy się na wyjeździe z AP Orlenem Gdańsk, zaś łodzianki zagrają na swoim terenie z Czarnymi Antrans Sosnowiec.

katowice.tvp.pl – Piłkarki GKS-u Katowice gonią czołówkę

W 10. kolejce Orlen Ekstraligi Kobiet przy Bukowej spotkały się aktualne Mistrzynie Polski i UKS SMS Łódź. Po zaciętym boju trzy punkty dopisały piłkarki GKS-u.

Od początku do końca spotkanie trzymało w napięciu. Jako pierwsze bramkę zdobyły zawodniczki Karoliny Koch, a to za sprawą trafienia Aleksandry Nieciąg.

Łodzianki odpowiedziały po zmianie stron golem Inez Sikory, ale ostatnie słowo należało do GKSu. W 77 minucie najlepiej w zamieszaniu w polu karnym odnalazła się Marcjanna Zawadzka i ustaliła wynik spotkania na 2 do 1.

Na słowa uznania po dzisiejszym meczu zasłużyła bramkarka GieKSy Oliwia Macała, która świetnie zastąpiła kontuzjowaną Kingę Seweryn.

Dzięki temu zwycięstwu GKS Katowice ma na swoim koncie 15 punktów i do lidera z Łęcznej traci 8. Jednak drużyna z Katowic ma jeszcze dwa mecze zaległe.

wkatowicach.eu – Karolina Koch w siedzibie UEFA w Nyonie. Obok Ole Gunnar Solskjær i Roberto Martinez

Trzy dni intensywnych działań, warsztatów i znakomitych trenerów. Karolina Koch, trenerka GKS-u Katowice, uczestniczy w szwajcarskim Nyonie w zjeździe szkoleniowców z pięciu federacji biorących udział w kursie UEFA Pro. Jesteśmy dumni!

W siedzibie UEFA w Nyonie odbywa się 15. edycja UEFA Pro Licence Student Exchange – międzynarodowego programu wymiany trenerskiej dla uczestników kursów trenerskich UEFA Pro z Europy. Wśród delegacji znalazła się także reprezentacja Polski, a w niej trenerka GieKSy Karolina Koch.

Wydarzenie skupia się na wymianie doświadczeń między federacjami oraz analizie najwyższych poziomów rozgrywek europejskich. W programie znalazły się m.in. wystąpienia uznanych trenerów, takich jak: Roberto Martinez, Martina Voss-Tecklenburg i Ole Gunnar Solskjær.

Odbywają się także warsztaty prowadzone przez ekspertów UEFA i trenerów technicznych. Podczas trzech intensywnych dni uczestnicy biorą udział w prezentacjach, analizach meczowych, pracach grupowych oraz sesjach poświęconych byciu liderem.

To niesamowite uczucie móc spotkać się z ludźmi, którzy wprowadzają futbol na najwyższy poziom – mówi nam Karolina Koch.

SIATKÓWKA

siatka.org – Jak pójdzie granie w środku tygodnia?

Jeszcze nie dobiegła końca 7. kolejka a już zaczyna się 8. seria spotkań. Planowo te mecze miały odbywać się dopiero w środę 5 listopada. Kilka zespołów by nie robić sobie tak długiej przerwy w graniu, przełożyło swoje spotkania. Jeden mecz już się odbył – 22 października SMS przegrał z BKS-em.

[…] Sparta Grodzisk Mazowiecki w tabeli wciąż jest w strefie spadkowej. Ekipa z Grodziska Mazowieckiego stara się jednak walczyć w każdym spotkaniu. Co ciekawe, lepiej jej idzie na wyjeździe, bo to tam odniosła swoje dwa zwycięstwa. Ostatnio w domowym meczu ponownie dobrze zaczęła, ale nie zdołała postawić kropki nad i. Tym razem o poprawę bilansu będzie bardzo trudno. Beniaminek jedzie na teren lidera, który w tym sezonie jeszcze nie przegrał. Katowiczanie będą oczywistym faworytem i każdy zdobyty set może być dużym osiągnięciem Sparty.

HOKEJ

hokej.net – Niebywałe! Padła sosnowiecka twierdza. Wychowanek zatrzymał swój były klub

W 17. kolejce TAURON Hokej Ligi nie zabrakło emocji na Stadionie Zimowym w Sosnowcu. Hokeiści Zagłębia Sosnowiec po raz pierwszy w tym sezonie przegrali na własnym lodowisku. Gospodarzy przełamali hokeiści GKS-u Katowice, którzy zdobyli trzy gole. Bohaterem GieKSy został Michał Kieler, który nie przepuścił żadnego strzału rywala.

Katowiczanie zaprezentowali w pierwszych minutach zabójczą skuteczność. Najpierw Bartosz Fraszko przytomnie dobił strzał Travisa Vervedy i ulokował gumę pod poprzeczką a niespełna trzy minuty później Grzegorz Pasiut technicznym strzałem ze środka rozgrywania bulików i ulokował gumę w siatce. Te dwie bramki ustawiły przebieg spotkania. Chociaż emocji nie brakowało w żadnym momencie.

W pierwszej tercji z gry więcej mieli katowiczanie, jednak w następnej odsłonie coraz więcej pracy miał Michał Kieler. Ale wcześniej trzeciego gola zdobyli przyjezdni. Kontrę GieKSy wykorzystał precyzyjnym strzałem przy słupku Jean Dupuy a dogrywał mu idealnie Mateusz Bepierszcz. Sosnowiczanie mogli straty zniwelować, jednak Michał Bernacki przestrzelił w sytuacji sam na sam z Kielerem. W kolejnych minutach kibice mogli zobaczyć napór swoich zawodników, tym bardziej że Błażej Chodor za rzucenie na bandę Adriana Gromadzkiego wylądował na pięciominutową karę. W jednej z akcji sam na sam wyszedł Aron Chmielewski i umieścił krążek w bramce, ale wcześniej sędzia liniowy pokazał na spalonego. Ta sytuacja wywołała nerwową sytuację i poszarpał się Sebastian Brynkus z Mateuszem Michalskim. Sędzia oczywiście gola nie uznał, a w następnej akcji Bartosz Fraszko w osłabieniu nie wykorzystał sytuacji sam na sam.

Na początku ostatniej odsłony do pustej bramki nie trafił Jean Dupuy a w kolejnych minutach nie brakowało ostrych spięć i serii kar z obu stron. Gospodarze przez minutę grali w podwójnej przewadze, ale nie mieli pomysłu jak pokonać Michała Kielera. Brakowało dokładności i pomysłu na dobrze zorganizowaną defensywę przeciwnika.

Do końca meczu wynik się już nie zmienił a bohaterem został Michał Kieler, który jest wychowankiem Zagłębia i zatrzymał wszystkie 31 strzałów byłych kolegów.

GKS Katowice bezproblemowo potwierdził swój udział w Pucharze Polski!

W ramach ostatniej kolejki 2. rundy Tauron Hokej Ligi zmierzyły się ze sobą drużyny GKS Katowice i STS Sanok. Spotkanie pewnie wygrała „GieKSa” wynikiem 5:0, tym samym zapewniając sobie udział w Pucharze Polski.

Drużyna gości została przywitana przez zgromadzonych kibiców brawami. Na tym jednak miłe momenty STS-u się skończyły. Od pierwszego gwizdka tempo rywalizacji nadawała drużyna GKS-u Katowice, co rusz próbując zaskoczyć dobrze dysponowanego Filipa Świderskiego. Już w 6. minucie spotkania wynik otworzył obrońca Jacob Lundegård, a przy bramce asystował mu dobrze dzisiaj dysponowany Jonasz Hofman. Po golu katowiczanie nie mieli zamiaru zwalniać tempa i w 9. minucie dołożyli drugą bramkę. Varttinen wrzucił krążek spod niebieskiej linii, a przed bramkarzem świetnie popracował Ian McNulty, który zmienił tor lotu krążka. Katowiczanom dzisiaj gra się kleiła -dowodem na to były kolejne akcje w wykonaniu Michalskiego, Koivusaariego i Wronki, ale do pełni szczęścia brakowało skuteczności. W 13. minucie karę za spowodowanie upadku przeciwnika otrzymał Maksymilian Dawid, ale sanoczanie nie byli w stanie przekuć przewagi w zagrożenie pod bramką Kielera. Pod koniec tercji pierwszy atak Katowic próbował ustrzelić trzecią bramkę, ale wybrzmiała syrena kończąca pierwsze 20 minut gry.

Druga tercja, podobnie jak pierwsza, od początku upływała pod dyktando „GieKSy”, ale gospodarze nie forsowali tempa. Prowadzenie powiększył w 26. minucie Stephen Anderson, dobijając krążek po strzale Dupuy -Filip Świderski był bez szans. Chwilę po trzeciej bramce na lodzie pojawił się debiutujący w Ekstralidze wychowanek GKS-u, Danylo Olifirchuk. Młody zawodnik sprokurował sytuację dla gości, ale czujny w bramce był Michał Kieler. Wraz z upływem czasu sytuacje katowiczan się mnożyły i jedną z nich na bramkę zamienił niezawodny Patryk Wronka -asystowali mu koledzy z pierwszego ataku, Pasiut i Fraszko. W końcu z konkretem w tercji Katowic pojawił się napastnik STS-u, konkretnie Lauri Huhdanpää, jednak znowu w bramce dobrze zachował się Michał Kieler. Na koniec tercji jeszcze Varttinen kąśliwym strzałem sprawdził czujność Świderskiego, który intuicyjnie odbił krążek parkanem.

Trzecia tercja toczyła się w jeszcze niższym tempie niż druga część gry. Katowiczanie dyktowali tempo i bezproblemowo zamykali drużynę STS-u w tercji obronnej. Okazję na podwyższenie prowadzenia zmarnowali Jean Dupuy oraz Bartosz Fraszko. „GieKSiarze” nacierali powoli, a najbardziej wyróżniał się duet Anderson–Dupuy. W 47. minucie w końcu spróbowała odpowiedzieć drużyna gości -spod niebieskiej linii strzelał Niemczyk, ale chybił. Chwilę po tym zdarzeniu karą za nadmierną ostrość został ukarany wspomniany Kacper Niemczyk. GKS przewagi na gola nie zamienił, ale niecałe dwie minuty później, w grze 5 na 5, zabawił się tercet pierwszego ataku „GieKSy” -akcję sfinalizował Wronka, strzelając drugiego gola w tym spotkaniu. Do końca meczu większych emocji nie uświadczyliśmy – sanoczanie nie potrafili zagrozić bramce strzeżonej przez Michała Kielera, oddając w całym spotkaniu jedynie 14 strzałów.

Znamy półfinalistów Pucharu Polski. Trzy zespoły z takim samym dorobkiem

Doczekaliśmy się! Poznaliśmy cztery drużyny, które przed Sylwestrem będą rywalizować w Turnieju Finałowym Pucharu Polski. Zmagania odbędą się w Krynicy-Zdroju.

Po dwóch rundach najskuteczniejszym zespołem okazało się ECB Zagłębie Sosnowiec, które w 16 meczach zgromadziło 35 punktów. Podopieczni Matiasa Lehtonena w decydującym starciu pokonali JKH GKS Jastrzębie 5:3 i w pierwszym półfinale zmierzą się z GKS-em Katowice.

Drugie miejsce przypadło rewelacji dotychczasowej części sezonu jastrzębianom, a trzecie Unii Oświęcim. Warto zaznaczyć, że zespoły z miejsc 2-4. zgromadziły po 31 „oczek”, a o układzie miejsc rozstrzygnęła mała tabelka.

Tego trofeum nie obronią hokeiści GKS-u Tychy, którzy uplasowali się na piątym miejscu gromadząc 28 punktów. Taki sam dorobek zgromadzili hokeiści KH Energi Toruń.

28 grudnia

ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice

29 grudnia

JKH GKS Jastrzębie – Unia Oświęcim

30 grudnia

Finał

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga