Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Znamy beniaminka PlusLigi!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Piłkarki w minionym tygodniu rozegrały dwa wygrane spotkania – z Energą Stomilanki Olsztyn 5:0 oraz ze Śląskiem Wrocław 2:1. W najbliższą sobotę 16 maja o 12:00 u rozegramy finał Pucharu Polski z Czarnymi Sosnowiec w Tychach. PZPN przedstawił kandydatki do pierwszej Gali Orlen Ekstraligi Kobiet. Piłkarze w minionym tygodniu zremisowali 0:0 z Piastem. W najbliższą niedzielę 17 maja o 14:45 zagramy domowe spotkanie z Jagiellonią. Klub rozpoczął sprzedaż karnetów na następny sezon PKO BP Ekstraklasy. W środę 13 maja na Arenie Katowice odbędzie się spotkanie kibiców z piłkarkami i piłkarzami GieKSy – będzie możliwości zrobienia zdjęcia i zdobycia autografu.

Siatkarze w trzecim spotkaniu finału play-off przegrali 0:3 z BBTSem Bielsko-Biała. W czwartym meczu pokonali BBTS na wyjeździe 3:0 i tym samym, po rocznej banicji, wracają do PlusLigi.

Mateusz Bepierszcz opuszcza szeregi hokejowej GieKSy.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GKS zwycięża w zaległym meczu

W zaległym meczu 13. kolejki Orlen Ekstraligi zespół GKS-u Katowice odnotował pokaźne zwycięstwo nad Energa Stomilankami Olsztyn. Julia Włodarczyk ustrzeliła hat-tricka.
Katowiczanki doskonale weszły w mecz – już w piątej minucie prowadziły 1:0 za sprawą Klaudii Maciążki. Ledwie trzy minuty później Julia Włodarczyk podwyższyła rezultat. Po kwadransie gry ta zawodniczka skompletowała dublet po dynamicznym rajdzie lewą stroną boiska. Do przerwy rezultat nie uległ zmianie, a podopieczne Karoliny Koch kontrolowały boiskowe wydarzenia, nie pozwalając przyjezdnym na zbyt swobodne poczynania ofensywne. Pod koniec pierwszej połowy Stomilanki stworzyły dogodną sytuację strzelecką – Martyna Duchnowska przymierzyła w słupek.
Zaledwie dwie minuty po gwizdku Sylwii Biernat na drugą część spotkania Gieksa podwyższyła prowadzenie. Julia Włodarczyk skompletowała hat – tricka. Katowiczanki nie zamierzały poprzestać na czterech trafieniach i wielokrotnie zmuszały golkiperkę Stomilanek, Oliwię Krzemińską do interwencji. W doliczonym czasie gry Patricia Hmirova ustaliła rezultat spotkania na 5:0.

radiowroclaw.pl – Piłkarki Śląska wracają na tarczy z Katowic

[…] Mistrzynie Polski od początku starcia pokazywały, na co je stać. Od razu po pierwszym gwizdku ruszyły na bramkę Hanny Wieczerzak. WKS miał trudności z wyjściem z własnej połowy i utrzymaniem się przy piłce. Trwało oblężenie.
W 10. minucie spotkania GKS wykonywał rzut wolny z prawej strony boiska na wysokości 25. metra od linii końcowej. Patricia Hmirova posłała futbolówkę wysoko nad polem karnym. Piłka trafiła na głowę Katarzyny Nowak, która odegrała do wbiegającej Kateriny Vojtkovej. Ta z bliskiej odległości pokonała golkiperkę Śląska i wyprowadziła swój zespół na prowadzenie.
Wrocławianki chciały szybko odpowiedzieć – zablokowana została jednak Katarzyna Białoszewska. Był to jeden z niewielu wypadów przyjezdnych na połowę rywalek. Katowiczanki kontrolowały przebieg rywalizacji i szukały drugiego gola. Najbardziej aktywną zawodniczką gospodyń była Klaudia Maciążka, która sprawiała przyjezdnym spore problemy.
Śląsk najlepszą sytuację na doprowadzenie do remisu miał w 30. minucie. Wtedy Karolina Gec zagrała na prawe skrzydło do Kingi Wyrwas. Młoda zawodniczka dobiegła z futbolówką do linii końcowej i dośrodkowała wprost na głowę perfekcyjnie ustawionej Białoszewskiej, która oddała strzał. Piłka trafiła jednak do rąk Kingi Seweryn.
Po kilku minutach od wznowienia gry po przerwie przyjezdne zaczęły coraz częściej utrzymywać się przy piłce. W 53. minucie wyprowadziły obiecującą kontrę. Wyrwas dostała futbolówkę blisko środka boiska i ruszyła w stronę bramki rywalek. Przebiegła kilkadziesiąt metrów i gdy znalazła się w szesnastce, spróbowała strzału. Została jednak zablokowana.
Wrocławianki zaczynały się rozpędzać. Dziesięć minut później wykonywały rzut rożny. Bramkarka GKS-u pomyliła się przy piąstkowaniu i powaliła na ziemię Wyrwas. Pani arbiter pokazała na jedenasty metr. Do piłki podeszła Gec i doprowadziła do remisu!
Rywalizacja się zaostrzyła, a tempo spotkania wzrosło. Każda z drużyn chciała zgarnąć w tym meczu trzy punkty. Więcej klarownych okazji tworzyły sobie gospodynie, ale przyjezdne próbowały dotrzymać im kroku. Warto odnotować, że na kwadrans przed ostatnim gwizdkiem na murawie pojawiła się Joanna Wróblewska, dla której był to pierwszy występ w tej rundzie. Kapitan WKS-u długo leczyła kontuzję, ale na szczęście już wróciła do pełnej sprawności.
W 80. minucie Ewelina Piórkowska źle zagrała do Hanny Wieczerzak we własnej szesnastce. Aleksandra Nieciąg przejęła piłkę i zaczęła rozgrywać akcję. Daria Sokołowska musiała ratować zespół faulem. Sędzia po raz drugi w tym meczu wskazała na jedenasty metr. Do futbolówki podeszła Hmirova i pomyliła się! Trafiła w słupek, a Julia Langosz próbowała dobitki, lecz nie udało jej się wyprowadzić swojej drużyny na prowadzenie. Śląsk miał sporo szczęścia, którego jednak zabrakło chwilę później.
Gospodynie dośrodkowały w szesnastkę WKS-u z rzutu wolnego. Zakotłowało się pod bramką Wieczerzak, która wybroniła pierwsze uderzenie. Później z linii piłkę wybiła Piórkowska, ale trzeciego strzału już nie udało się zatrzymać. Marcjanna Zawadzka trafiła do siatki.

pzpn.pl – Czas na kolejny krok! PZPN ogłasza Galę Orlen Ekstraligi Kobiet

Kalendarium piłki nożnej kobiet można rozpocząć w roku 1921. To właśnie wtedy na tytułowej stronie „Przeglądu Sportowego” pojawiło się zdjęcie piłkarek Unii Poznań. Fotografia została podpisana jako „pierwsza żeńska footballowa drużyna w Polsce”. W 1980 roku rozegrano pierwsze oficjalne rozgrywki ligowe. Sezon zakończył się w 1981 roku, a po trofeum sięgnęły piłkarki Czarnych Sosnowiec. Teraz, w 2026, Polski Związek Piłki Nożnej stawia kolejny milowy krok dla piłki nożnej kobiet w Polsce. Już 1 czerwca odbędzie się pierwsza Gala Orlen Ekstraligi Kobiet, podczas której poznamy najlepsze zawodniczki sezonu.
Statuetki zostaną rozdane w 11 kategoriach: MVP sezonu, najlepsza młoda piłkarka, bramkarka, obrończyni, pomocniczka i napastniczka sezonu, a także najlepszy trener/trenerka, gol, inicjatywa na rzecz rozwoju piłki kobiecej – to niektóre z kategorii, w których zostaną rozdane statuetki podczas Gali Orlen Ekstraligi Kobiet. Nie zabraknie także wyróżnienia dla królowej strzelczyń. Specjalna nagroda będzie również wręczona dla ambasadora piłki nożnej kobiet. Zaplanowano aż 11 kategorii, które mają kompleksowo uhonorować piłkarki zakończonego sezonu.
[…] Kapituła Gali Orlen Ekstraligi Kobiet wybrała już listę nominowanych w poszczególnych kategoriach. W gronie wyróżnionych znalazły się czołowe zawodniczki Orlen Ekstraligi Kobiet, które przez cały sezon decydowały o obliczu swoich drużyn – od doświadczonych liderek po największe młode talenty. O statuetki powalczą także trenerzy stojący za sukcesami ligowych zespołów oraz autorki spektakularnych goli i projekty promujące piłkę nożną kobiet. W następnym etapie kapituła wybierze zwyciężczynie i zwycięzców w poszczególnych kategoriach, których poznamy 1 czerwca podczas gali.
[…] Pełna lista nominowanych:
Najlepsza bramkarka:
[…] Kinga Seweryn (GKS Katowice)
Najlepsza obrończyni:
[…] Katarzyna Nowak (GKS Katowice)
[…] Marcjanna Zawadzka (GKS Katowice)
Najlepsza pomocniczka:
Patrícia Hmírová (GKS Katowice)
Trener sezonu:
Karolina Koch (GKS Katowice)
Najlepsza inicjatywa:
[…] 8311 kibiców na meczu Lech Poznań UAM – GKS Katowice, organizator: Lech Poznań UAM
MVP sezonu:
[…] Patrícia Hmírová (GKS Katowice)
[…] Klaudia Maciążka (GKS Katowice)
[…] Kinga Seweryn (GKS Katowice)

wkatowicach.eu – Czy uKOCHane zdobędą trofeum? Finał Orlen Pucharu Polski kobiet 2026 odbędzie się w Tychach

Kobieca sekcja piłkarska GKS-u Katowice zagra w finale Orlen Pucharu Polski kobiet 2026. Rywalkami będa zawodniczki Czarnych Sosnowiec, a mecz odbędzie się w Tychach, choć pierwotnie planowano rozegranie tego spotkania w Szczecinie.
Polski Związek Piłki Nożnej poinformował, że na prośbę klubów finał Orlen Pucharu Polski kobiet, w którym GKS Katowice zmierzy się z Czarnymi Antrans Sosnowiec, został przeniesiony do Tychów – pierwotnie planowano rozegranie meczu finałowego w Szczecinie.
Podopieczne trener Karoliny Koch, zwane uKOCHanymi zapewniły sobie bezpośrednią walkę o krajowe trofeum, wygrywając pewnie półfinałowy mecz z piłkarkami Lecha Poznań. Spotkanie w Poznaniu zakończyło się wynikiem 0-5.
Mecz finałowy na Stadionie Miejskim w Tychach odbędzie się w sobotę 16 maja o godzinie 12:00. Transmisję z finału przeprowadzi TVP Sport. Rozpoczęła się już sprzedaż biletów na finał prowadzona poprzez platformę „Łączy nas piłka” – bilety.laczynaspilka.pl. Sektor dedykowany dla sympatyków GKS-u Katowice to sektor „P”.
Ceny biletów:
kategoria 1 – 30 zł (15 zł ulgowy)
kategoria 2 – 20 zł (10 zł ulgowy)

Spotkanie z piłkarzami i piłkarkami GieKSy na Arenie Katowice. Wyjątkowa okazja dla karnetowiczów

To będzie wyjątkowy prezent dla najwierniejszych kibiców GieKSy. W środę, 13 maja, w Arenie Katowice odbędzie się specjalne spotkanie z piłkarzami i piłkarkami GKS-u Katowice. Na uczestników czeka autografiada, wspólne zdjęcia i możliwość osobistego wsparcia drużyn przed decydującymi meczami sezonu.
Końcówka rozgrywek zapowiada się niezwykle emocjonująco. Zarówno piłkarze, jak i piłkarki GKS-u znajdują się w czołówkach swoich ligowych tabel, a kobieca drużyna dodatkowo powalczy jeszcze o triumf w finale Pucharu Polski. Klub postanowił więc stworzyć kibicom okazję do bezpośredniego spotkania ze sportowcami przed najważniejszym momentem sezonu.
Autografiada odbędzie się w hali Areny Katowice w środę, 13 maja, w godz. 17:00–19:00. W wydarzeniu mogą uczestniczyć wyłącznie osoby posiadające karnety na mecze piłkarzy GKS-u Katowice. Aby wejść na spotkanie, trzeba pobrać darmową wejściówkę w systemie biletowym klubu. Dystrybucja biletów rozpocznie się w czwartek, 7 maja, o godz. 10:00.
Klub zaznacza, że liczba miejsc dostępnych jednocześnie podczas wydarzenia będzie ograniczona, dlatego warto nie zwlekać z rezerwacją wejściówek.
Przy okazji wydarzenia kibice będą mogli odwiedzić także stoisko GIEKSA FANSTORE. W sprzedaży pojawią się klubowe gadżety i specjalne fankarty przygotowane z myślą o zbieraniu autografów. Dodatkową atrakcją będzie pierwsza możliwość zakupu koszulek „match worn” piłkarzy GKS-u Katowice – czyli meczowych trykotów używanych przez zawodników podczas spotkań. Na wybranych koszulkach będzie można od razu zdobyć podpis ulubionego gracza.

sport.tvp.pl – Eman Marković chce doprowadzić GKS Katowice do europejskich pucharów. „Po niektórych meczach Erling Haaland mi gratulował”

Eman Marković jest objawieniem ostatnich tygodni w PKO BP Ekstraklasie. Ofensywny zawodnik GKS Katowice w pięciu poprzednich spotkaniach strzelił siedem goli i zanotował dwie asysty. Norweg znajduje się w życiowej formie i chce wywalczyć medal MP. – Chcemy pozostać niepokonani do końca sezonu. Wtedy zajmiemy miejsce na podium Ekstraklasy i awansujemy do europejskich pucharów – mówił w rozmowie dla TVPSPORT.PL.
Jakub Kłyszejko, TVPSPORT.PL: Eman, w ostatnim czasie jesteś w bardzo dobrej formie. Co miało na to największy wpływ: przygotowanie fizyczne, pewność siebie, taktyka zespołu czy może coś innego?
Eman Marković, piłkarz GKS Katowice: – Myślę, że bardzo ważna jest pewność siebie. Kiedy drużyna dobrze funkcjonuje, gra solidnie w defensywie i osiąga dobre wyniki, każdemu zawodnikowi jest łatwiej. To daje spokój i pomaga również w ofensywie. Mamy za sobą świetny czas, ale sezon jeszcze się nie skończył. Robota jest jeszcze do zrobienia i musimy kontynuować dobrą passę.
– W ostatnich meczach regularnie zdobywasz bramki. To najlepszy moment w twojej karierze?
– Pod względem strzeleckim na pewno jest to jeden z najlepszych okresów w mojej karierze. Ogólnie, jeśli chodzi o grę ofensywną, czuję się bardzo dobrze. Cieszę się, że wysoka forma przyszła właśnie w kluczowym momencie sezonu. Bardzo chciałem pomóc zespołowi w odnoszeniu zwycięstw.
– Ostatnio jesteś wymieniany jako jeden z najlepszych zawodników ligi. Jak reagujesz na takie opinie?
– To miłe, ale nie myślę o tym zbyt dużo. Staram się każdego dnia pracować tak samo i skupiać na kolejnych meczach. Najważniejsze jest to, żeby pomagać drużynie.
– Dobry czas w Polsce zmienia twoje ambicje na najbliższe lata?
– Na pewno mocno pomaga. Kiedy czujesz się dobrze, grasz regularnie i masz pewność siebie, zaczynasz patrzeć w przyszłość z większym optymizmem. Chcę dalej się rozwijać. Trafiłem do bardzo dobrego miejsca. Mamy mocną drużynę, świetny sztab i jesteśmy w stanie osiągnąć coś wielkiego, na co w Katowicach wszyscy długo czekają. Nie chcemy zmarnować tej szansy.
– Trener Rafał Górak mówił, że potrzebowałeś czasu, aby zrozumieć jego pomysł na grę, szczególnie w defensywie, i że teraz widać efekty tej pracy. Zgadzasz się z tą oceną?
– Tak. Kiedy przychodzisz do nowego kraju, do nowej ligi i nowej drużyny, wszystko wymaga czasu. Trzeba poznać taktykę, zawodników, wymagania trenera i sposób gry zespołu. To normalne, że adaptacja trwa.
– Co było najtrudniejsze w dostosowaniu się do wymagań trenera Góraka?
– Na początku najtrudniejsze było przyzwyczajenie się do innej pozycji, innego ustawienia i innych zadań taktycznych. Było dużo nowych informacji, ale dzięki pracy z trenerem i drużyną udało mi się lepiej to zrozumieć. Efekty przyszły bardzo szybko, z czego jestem niezwykle zadowolony. Ostatnie tygodnie są dla mnie znakomite.
– Dziś czujesz, że jesteś bardziej kompletnym piłkarzem niż wtedy, gdy trafiłeś do GKS-u Katowice?
– Tak, zdecydowanie. Dzięki trenerom, kolegom z drużyny i codziennej pracy rozwinąłem się jako zawodnik. Lepiej rozumiem grę i czuję, że zrobiłem krok do przodu. Nieco inaczej patrzę na grę w defensywie i staram się pomagać drużynie w każdym aspekcie.
– GKS Katowice walczy o europejskie puchary i medal mistrzostw Polski. Jak podchodzicie do tego w szatni?
– Skupiamy się na każdym kolejnym meczu. Oczywiście wiemy, o co gramy, ale najważniejsze jest to, żeby wykonywać swoją pracę, wygrywać spotkania i zdobywać trzy punkty. Nie chcemy wybiegać zbyt daleko w przyszłość. Mamy przed sobą jeszcze trzy finały. Chcemy pozostać niepokonani do końca sezonu. Wtedy zajmiemy miejsce na podium Ekstraklasy i awansujemy do europejskich pucharów.
– Co jest największą siłą waszego zespołu?
– Drużyna. Jesteśmy zgrani, walczymy jeden za drugiego i ciężko pracujemy każdego dnia. Mamy wielu dobrych zawodników, ale najważniejsze jest to, że działamy razem. Tutaj nikt nie patrzy na drugiego. Każdy daje z siebie wszystko i wie, co ten zespół może osiągnąć. Nie widzimy swojego limitu.

SIATKÓWKA

siatka.org – Wielkie emocje w Katowicach. Walka o złoto przedłużona!

Rywalizacja o złoto I ligi trwa w najlepsze. GKS Katowice przed dzisiejszym spotkaniem był już o krok od wielkiego sukcesu i trzeciej wygranej, jednak siatkarze BBTSu Bielsko-Biała postawili mocną kontrę i zatrzymali dobrą passę rywali. Walka o złoty medal i awans do PlusLigi nadal trwa.
Dla BBTS-u Bielsko-Biała wtorkowe spotkanie było ostatnią szansą na zaczepienie się w finałowej rywalizacji. Toczy się ona do trzech zwycięstw, a GKS Katowice ma już na swoim koncie dwa – kolejno 3:1 i 3:2. Kolejne spotkanie o awans do PlusLigi znów toczyło się w Arenie Katowice przy ulicy Nowej Bukowej.
Kilka udanych kontr pozwoliło siatkarzom z Bielska-Białej odskoczyć na 3:1 na starcie spotkania. Ta kilkupunktowa przewaga utrzymywała się bardzo długo. Katowiczanom zdecydowanie brakowało skuteczności w ataku. Po drugiej stronie siatki z kolei na zmianę wyróżniali się Szymon Romać i Kamil Dębski. Na półmetku było 15:11 dla BBTS-u. Dopóki Bielszczanie cierpliwie grali przy długich wymianach, wszystko układało się po ich myśli. Po błędzie serwisowym Wojciecha Włodarczyka dystans zwiększył się nawet do sześciu „oczek”. I nagle, przy stanie 14:22 coś ruszyło. Świetny serwis Ferensa i nieocenione wsparcie Michała Superlaka w ataku pozwoliło Katowiczanom zbudować pokaźną serię punktową. Momentalnie zrobiło się 23:24. BBTS jednak wciąż miał wszystko w swoich rękach. Nie musiał za wiele robić – błąd serwisowy gospodarzy zamknął rywalizację.
Punkt za punkt od początku toczył się set numer dwa. Jakob Thelle sporo grał środkiem, natomiast po stronie GKS-u dużo robił Włodarczyk. Wymiana ciosów trwała przez dłuższą chwilę (4:4, 9:9). Wówczas znów do akcji wkroczył ofensywny duet, Dębski i Romać. Gdy ten drugi posłał jeszcze asa serwisowego, zrobiło się 13:10 dla BBTS-u. Katowiczanie nie zamierzali odpuszczać. Czuwali na siatce i kilkukrotnie udało im się zatrzymać rywali – 16:17. Tym razem, można było się w pełni spodziewać wyrównanej, emocjonującej końcówki. Remis pojawił się wtedy, gdy pomylił się Romać. Doszło do rywalizacji na przewagi. Decydujący był blok Bielszczan na Wojciechu Ferensie.
Bielszczanie byli bardzo zmotywowani. Cierpliwie grali w ataku, cały czas pilnowali też rywali na siatce. Początek trzeciej odsłony był słabszy w wykonaniu Włodarczyka. BBTS szukał natomiast regularności w polu serwisowym – 6:6. Wynik był na styku, po ataku Bartłomieja Krulickiego to GKS przejął pałeczkę. Zaraz jednak wszystko odwróciło się przy dobrym serwisie Kajetana Tokajuka (9:11). Gospodarze trzymali się blisko, ale wciąż minimalnie z przodu był zespół z Bielska-Białej, który częściej punktował w długich akcjach. Przysłowiowym gwoździem do trumny Katowiczan, okazał się blok na Ferensie – 19:22. Przyjmujący próbował poprawić sytuację asem serwisowym, ale to było zbyt mało. Pomyłka Gonzalo Quirogi na dziewiątym metrze zakończyła to starcie.
GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała 0:3 (23:25, 24:26)

Znamy beniaminka PlusLigi! Krótko ich nie było

GKS Katowice i BBTS Bielsko-Biała zafundowały naprawdę emocjonujące widowisko w finale I ligi mężczyzn. Nic dziwnego, bo stawką był przede wszystkim awans do PlusLigi. W czwartym meczu Katowiczanie nie mieli litości dla rywali. Zamknęli wszystko w trzech setach, dzięki czemu po roku przerwy wracają do najwyższej klasy rozgrywkowej. Na wysokości zadania stanęli przede wszystkim Wojciech Włodarczyk i Michał Superlak.
Podrażnieni przedłużeniem rywalizacji do czwartego meczu siatkarze GKS-u Katowice pewnie weszli w mecz. Bardzo dobrze od początku spisywał się Bartłomiej Krulicki, a po ataku z przechodzącej Wojciecha Włodarczyka było już 6:2 dla gości. BBTS Bielsko-Biała nie istniał, zaś trzema asami serwisowymi z rzędu postraszył gospodarzy Grzegorz Pająk – 10:3. Z pewnego poziomu nie schodził też Michał Superlak. Osamotniony na placu boju Szymon Romać niewiele mógł natomiast robić, a przewaga po stronie GieKSy była porażająca – 17:7. Dopiero w końcówce Bielszczanie zdołali odrobić parę oczek. Spektakularną kiwką popisał się też Jakob Thelle, ale za moment było już 1:0 dla Katowiczan – 25:18.
Zupełnie inaczej wyglądała druga partia, gdzie oba zespoły szły łeb w łeb. Niewiele było przestrzeni na błędy, a Romacia czynnie wspierał Kamil Dębski. Asa na samym początku dołożył też Bartosz Pietruczuk. Na posterunku był jednak Damian Hudzik, nie mówiąc nic o nie zwalniającym ręki w ataku Superlaku – 8:8. Niespodziewanie lokalnym udało się wyjść na prowadzenie – 13:9. Uśpiło to nieco czujność BBTS-u, zwłaszcza, że zespół trzymał się na przodzie przez parę minut – 16:13. Z czasem różnica zaczęła maleć, a po aucie Romacia i Pietruczuka było już 17:17. Prowadzenie asem gościom dał Michał Superlak i to gracze GKS-u dyktowali w samej końcówce tempo. Powalczyć chciał jeszcze Kajetan Tokajuk, ale 2:0 było kwestią paru wymian – 25:23.
Trzecia odsłona okazała się tą ostatnią, a pozbawieni szans gospodarze nie zdołali przełamać. Chęci drużynie nie można jednak odmówić, bowiem początek należał do wyrównanych – 8:8. Cenne oczka dokładał Mariusz Zawalski, a szansę na dłuższą grę otrzymał też Bartłomiej Zawalski. Wciąż liderem pozostawał Romać, ale było tak do czasu, gdy w polu serwisowym znów zameldował się Grzegorz Pająk. Po kolejnym asie rozgrywającego było już 13:10. Jako kolejny asa dołożył Hudzik – 20:12, a ekipa lokalnych zdała sobie sprawę z uciekających marzeń. Błędom nie było końca. Egzekucja trwała zaś dalej, a decydujący cios Bielszczanom zadał właśnie Szymon Romać, psują zagrywkę – 17:25 (0:3).
MVP: Grzegorz Pająk
BBTS Bielsko-Biała – GKS Katowice 0:3 (18:25, 23:25, 17:25)

HOKEJ

hokej.net.pl – GKS Katowice pożegnał swojego wojownika. Trenuje już w innym klubie

Mateusz Bepierszcz po pięciu sezonach opuścił GKS Katowice. Doświadczony skrzydłowy rozpoczął przygotowania do sezonu z Polonią Bytom.
Wicemistrzowie Polski poinformowali o zakończeniu współpracy z Mateuszem Bepierszczem. Umowa doświadczonego napastnika wygasła, a zawodnik po pięciu sezonach pożegnał się z katowickim klubem.
Przypomnijmy, że Bepierszcz wrócił do GieKSy przed sezonem 2021/22, wcześniej reprezentując klub również w latach 2012-2014. W trakcie ostatniego etapu swojej przygody z katowickim zespołem sięgnął po dwa mistrzostwa Polski i trzy srebrne medale mistrzostw kraju. Był także częścią drużyny, która zdobyła brązowy medal Pucharu Kontynentalnego w sezonie 2024/25.
Łącznie w barwach GKS-u rozegrał 354 spotkania, a w samych rozgrywkach ligowych wystąpił 258 razy, notując 38 bramek i 54 asysty.
– Mateusza zawsze charakteryzowała ogromna wola walki oraz serce zostawione na lodzie. Nie odpuszczał żadnego krążka i zawsze był gotów do wielkich poświęceń dla swoich kolegów z zespołu – czytamy w oficjalnym komunikacie GieKSy.
Nie jest tajemnicą, że skrzydłowy rozpoczął już treningi z Polonią Bytom. Wszystko wskazuje na to, że właśnie tam będzie kontynuował karierę.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga