Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Wielkie emocje i pierwsza wygrana katowiczan
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Drużyna kobiet zakończyła rundę jesienną rozgrywek piłkarskich zajmując drugą pozycję w Orlen Ekstralidze oraz awansując do 1/8 finału Pucharu Polski. Piłkarze, rozegrali w sobotę spotkanie z Arką Gdynia, zanotowano remis 1:1. Kolejne spotkanie drużyna rozegra w najbliższą niedzielę, na Bukowej, z Miedzią Legnica.
Siatkarze po poniedziałkowej przegranej z AZS-em Olsztyn 0:3, pokonali w piątek, drużynę Exact-u Systems Hemarpol Częstochowa 3:2. Była to pierwsza wygrana drużyny w trwającym sezonie. We wtorek (piątego grudnia) zespół zmierzy się, na wyjeździe z Asseco Resovią. Z kolei w sobotę, w hali w Szopienicach, zespół rozegra spotkanie ze Skrą Bełchatów. Początek spotkań o odpowiednio o godzinie 18:30 i 17:30.
Hokeiści rozegrali trzy spotkania ligowe. W pierwszym z nich – wyjazdowym z JKH GKS-em Jastrzębie drużyna przegrała 3:4, w drugim z Ciarko Sanok zespół pewnie wygrał 6:1. W ostatnim z nich hokeiści przegrali na wyjeździe z Energą Toruń 2:7.w rozpoczętym tygodniu zaplanowano dwa mecze, we wtorek (piątego grudnia), z JKH GKS-em Jastrzębie oraz w piątek, z Zagłębiem. Mecze zostaną rozegrane w Satelicie i rozpoczną się o godzinie 18:30.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Gęsta atmosfera
Dramatyczna porażka w Krakowie spotęgowała fatalne nastroje wokół katowickiego zespołu.
GKS Katowice po raz kolejny w tym sezonie zawiódł. W spotkaniu z Wisłą Kraków wszystko układało się po myśli zespołu ze stolicy województwa śląskiego aż do doliczonego czasu gry. GieKSa wygrywała 2:1, a w ostatnich minutach straciła dwie bramki, ostatecznie kończąc rywalizację bez zdobyczy punktowej. Kolejny nieudany mecz w tym sezonie wywołał lawinę komentarzy ze strony poirytowanych kibiców, którzy mają już dość oglądania katowickiego zespołu, który w taki sposób traci punkty. Z pewnością fanom przypomniał się niedawny pojedynek ze Stalą Rzeszów, w którym podopieczni Rafała Góraka mieli dwubramkową przewagę, którą zaprzepaścili, tylko remisując. Czara goryczy została przelana. Do końca rundy pozostały 3 spotkania, a GieKSa ciągle nie wyszła z kryzysu. Od początku września zespół wygrał zaledwie jedno spotkanie z mocno osłabionym GKS-em Tychy.
Za fatalne wyniki katowiczan w ostatnich miesiącach winą obciążany jest szkoleniowiec zespołu. To w końcu na jego barkach spoczywa odpowiedzialność za to, jak gra drużyna. Od tygodni kibice domagają się zmiany na stanowisku trenera. W trakcie meczu z tyszanami wywiesili nawet transparent z napisem „Nawet jak wygramy do zera, oczekujemy zmiany trenera”. Po sobotnim pojedynku w sieci pojawiły się komentarze o złych decyzjach kadrowych w trakcie 90 minut rywalizacji w Krakowie. Szczególnie zmiany w końcówce spotkania wywołały kontrowersje, bo to po nich zespół stracił 2 gole. Zastanawiające było również to, jak wpłynęła długa – wymuszona przez użycie środków pirotechnicznych na trybunach – przerwa na zawodników z Górnego Śląska.
– Doskonale wiedziałem, co dzieje się z danymi zawodnikami. Mieliśmy kontakt i nawet w trakcie przerwy dostawaliśmy sygnały o tym, że trzeba zrobić zmiany. Wiadomo, że na boisku cały czas musi być też młodzieżowiec. Nie były to wymuszone zmiany, ale zaplanowane. Ci zawodnicy, którzy weszli, powinni sobie w tym momencie bezapelacyjnie poradzić i nie ma żadnego alibi – stwierdził trener Górak po meczu.
Na oficjalnym koncie kibiców GKS-u Katowice na Facebooku świeżo po spotkaniu pojawił się post skierowany do prezesa klubu Krzysztofa Nowaka. We wpisie zadano kilka pytań do sternika, m.in. o zwolnienie trenera, czy o podejmowanie męskich decyzji, czy o to, kto ma w klubie decydujący głos. Prezes udzielił odpowiedzi w sekcji komentarzy. „Niedługo odniosę się publicznie do wszystkich zarzutów, pretensji i hejtu. Rzetelnie i obiektywnie bez obrażania kogokolwiek odpowiem na KAŻDE, nawet najtrudniejsze pytanie. Nie będę chował głowy w piasek i przed niczym nie będę uciekał. Nie jestem przyspawany do stołka Prezesa GKSu i jeśli będzie taka potrzeba nie zobaczycie telenoweli z moim odejściem i nie jestem tu dla kasy. Mam tylko jeszcze jedną prośbę. Do końca rozgrywek w tym roku zostały 3 kolejki. Nie możecie pokazać takiej klasy jak na początku sezonu i jeszcze dwa razy wesprzeć naszą drużynę? Wszak do zdobycia jest jeszcze 9 punktów…” – napisał Krzysztof Nowak.
Sytuacja w otoczeniu klubu jest więc napięta i nie może ona dziwić. Fani GieKSy nie dość, że czekają od prawie 20 lat na powrót do ekstraklasy, to na dodatek muszą czekać na moment, w którym zespół wygrzebie się z aktualnego kryzysu. Na razie nie widać nawet małej nadziei na to, że cokolwiek może się zmienić. Nawet jedno zwycięstwo sprzed ponad dwóch tygodni nie było na tyle przekonujące, żeby można było stwierdzić, że zespół powoli wychodzi na prostą. Kompromitująca porażka z Wisłą Kraków tylko potwierdziła to, w jakim miejscu jest zespół z Katowic i nie jest to położenie, do którego warto się przyzwyczajać.
Z pewnością przyszedł czas poważnych decyzji. Być może władze klubu zdecydują się na ich podjęcie dopiero podczas zimowej przerwy, obserwując to, co jeszcze wydarzy się w trakcie grudniowych starć. Jednak trudno liczyć na poprawę rezultatów, jeśli w najbliższej kolejce drużyna Rafała Góraka mierzyć się będzie z liderem tabeli, rozpędzoną Arką Gdynia.
SIATKÓWKA
siatka.org – Pełna dominacja AZS-u. Katowiczanie nadal bez zwycięstwa
GKS Katowice nadal nie odniósł zwycięstwa w sezonie 2023/2024 PlusLigi. Katowiczanie przegrali w Iławie z Indykpolem AZS-em Olsztyn, który pewnie rozprawił się z ekipą ze Śląska, a zarazem ją odprawił.
[…] Bardzo dobre wejście w mecz zaliczyli olsztynianie, którzy po serii Moritza Karlitzka w polu serwisowym ustawili szczelny blok (4:0). Na odpowiedź GKS-u nie trzeba było długo czekać, wszak podopieczni Grzegorza Słabego zrewanżowali się również dwoma blokami z rzędu (5:6). Bardziej konsekwentni w tym elemencie pozostawali katowiczanie, którzy po asie Piotra Fenoszyna i bloku Bartłomieja Krulickiego na Karlitzku wygrywali 9:8. Jeszcze przez moment wynik oscylował wokół remisu, ale do prezentacji swoich dział przeszli gospodarze. Objęli pokaźne prowadzenie po kończeniu swoich ataków, kontr i błędach przeciwników. Dołożyli jeszcze zagrywkę i na tablicy wyników pojawiło się 20:14. W końcówce nie wstrzymywali ręki w ataku Karlitzek oraz Alan Souza, który jeszcze zablokował Jakuba Jarosza (25:18).
Druga odsłonę lepiej rozpoczęli gracze GKS-u, którzy po skutecznym ataku, bloku oraz asie wygrywali 3:0. Jak się chwilę później okazało – jedynie kwestią czasu było wejście Souzy, wszak ten atakował raz po raz. Olsztynianie punktowali również blokiem, dzięki czemu to oni wysunęli się na prowadzenie (7:5). Ślązacy miewali problemy ze skończeniem pierwszego ataku, za to w kontrach robili to Karlitzek, który wcześniej także popisał się asem oraz Nicolas Szerszeń, który dołożył punktowy blok (17:10). Nieustannie kłopoty ze skończeniem bądź przedarciem się na drugą stronę mieli podopieczni trenera Słabego – blok na Damianie Domagale (24:15). Ostatnie oczko dla AZS-u zdobył Szerszeń (25:16).
W pierwotnych fragmentach trzeciej partii katowiczanie często grali środkiem, punktowali naprzemiennie Łukasz Usowicz i Bartłomiej Krulicki (4:2). Im dalej w las, tym większe problemy ekipy z Katowic w ofensywie. Wyższy bieg w ataku włączyli Karlitzek wraz z Souzą. Olsztynianie blokiem sprawiali wiele błędów przeciwnikom, a kiedy doszło do dwukrotnego bloku z rzędu, tablica wyników wskazała na 11:7 dla AZS-u. Nie potrafili jednak goście znaleźć skutecznego sposobu na rozpędzonego Karlitzka (18:14). W dodatku popełniali błędy, co tylko przybliżało gospodarzy do końcowego triumfu. Kropkę nad “i” w dłuższej akcji atakiem ze środka postawił Cezary Sapiński (25:16)
Indykpol AZS Olsztyn – GKS Katowice 3:0 (25:18, 25:16, 25:16)
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Exact Systems Częstochowa: Wielkie emocje i pierwsza wygrana katowiczan
W rozegranym 1 grudnia meczu 9. kolejki PlusLigi siatkarze GKS Katowice pokonał Exact Systems Hemarpol Częstochowa 3:2. To była pierwsza wygrana katowiczan w tym sezonie, którzy ogrywając beniaminka sprawili wielką radość swoim fanom.
Siatkarze GKS Katowice liczyli na pierwszą wygraną w tym sezonie. W 9. kolejce PlusLigi podopieczni trenera Grzegorza Słabego podejmowali w piątkowy wieczór w hali w Szopienicach Exact Systems Hemarpol Częstochowa i stoczyli z beniaminkiem bardzo zacięty pojedynek.
Katowiczanie przed tym spotkaniem wzmocnili skład podpisując kontrakty z włoskim rozgrywającym Davide Saittą oraz norweskim przyjmującym Jonasem Kvalenem, który ma zastąpić Jakuba Szymańskiego. W pojedynku z częstochowianami od początku zagrał ten pierwszy, natomiast Norweg, który do GKS przeniósł się z Asseco Resovii, był rezerwowym i na boisku pojawił się tylko w trzecim secie.
Pierwsza partia tego spotkania dostarczyła widzom mnóstwa emocji i trwała ponad 40 minut. GKS prowadził w niej 24:21, ale nie wykorzystał kolejnych setboli i pozwolił dogonić się częstochowianom, którzy mieli pięć piłek setowych. W zaciętej końcówce więcej zimnej krwi wykazali gospodarze, którzy wykorzystali szóstego setbola i wygrali 33:31.
Kolejne dwa sety toczyły się pod dyktando Exactu. Goście szybko obejmowali prowadzenie i odskakiwali na kilka punktów, a później powiększali przewagę za sprawa ataków Damiana Koguta, Dawida Dulskiego i Rafała Sobańskiego.
Czwarta partia znów była bardzo zacięta, a grę katowiczan ciągnęli Jakub Jarosz i Marcin Waliński. GKS prowadził 24:22, ale goście odrabiali straty i dopiero piąta piłka setowa pozwoliła gospodarzom doprowadzić do tie-breaka. W decydującym secie gospodarze od stanu 5:5 zdobyli trzy punkty z rzędu i utrzymali bezpieczny dystans do końca, a ostatni punkt zdobył blokiem Łukasz Usowicz. MVP trwającego 2,5 godziny meczu wybrany został atakujący GKS Jakub Jarosz.
Mecz siatkarzy był pierwszym z cyklu #SportowaSzychta przygotowanym przez dział marketingu katowickiego klubu. W ramach tej akcji każdy Andrzej i każda Barbara mogli obejrzeć to spotkanie za darmo. Wszyscy kibice posiadający bilet na ten pojedynek, bez względu na imię, mogli także skorzystać z bezpłatnego autobusu i przejechać z centrum miasta do Szopienic i z powrotem bez dodatkowych kosztów.
W katowickiej hali pojawiła się także grupka sympatyków drużyny z Częstochowy, którzy do stolicy Górnego Śląska nie mieli daleko. Fani Norwida dopingowali swój zespół. Kibiców nie było w sumie jednak zbyt wielu, bo piątkowe starcie oglądało w sumie tylko 327 widzów.
GKS Katowice – Exact Systems Częstochowa 3:2 (33:31, 18:25, 19:25, 28:26, 15:11)
HOKEJ
hokej.net – Jastrzębska metamorfoza! Popis słowackiego weterana
Hokeiści JKH GKS-u Jastrzębie w najlepszy możliwy sposób zareagowali na wysoką porażkę z PZU Podhalem Nowy Targ! W meczu 23. kolejki TAURON Hokej Ligi podopieczni Róberta Kalábera pokonali GKS Katowice 4:3. Trzy bramki dla jastrzębian zdobył Rastislav Špirko, który jest najstarszym zawodnikiem występującym w naszej ekstralidze.
Początek spotkania jednoznacznie wskazywał na dyspozycję obu drużyn w ostatnim czasie. Katowiczanie starali się jak najszybciej uspokoić grę i przejść do realizacji swoich założeń. Gospodarzom ciężko było się przeciwstawić mistrzom Polski, którzy wychodzili górą z większości fizycznych pojedynków i rywalizacji na bandach. W 4. minucie na dłużej zagościliśmy w jastrzębskiej tercji i na efekty nie trzeba było długo czekać. Noah Delmas spod niebieskiej linii wrzucił krążek na bramkę, którego lot zdążył przeciąć Hampus Olsson, czym nie dał szans na interwencję Maciejowi Miarce. Drużyna Róberta Kalábera próbowała błyskawicznie odpowiedzieć na straconą bramkę. W 7. minucie kolejny cios, zadali jednak mistrzowie Polski. Wjeżdżający do jastrzębskiej tercji Maciej Kruczek, został obsłużony podaniem na kij przez Joonę Monto i swoim firmowym, silnym uderzeniem pokonał Macieja Miarkę. Wydarzenia pierwszej tercji upłynęły pod zdecydowane dyktando gości z Katowic, którzy w pełni kontrolowali przebieg gry.
Czy w przerwie pomiędzy tercjami w jastrzębskiej szatni padły przysłowiowe „męskie słowa”? Być może, bowiem można było odnieść wrażenie, że w jasnych trykotach na druga tercję wyjechała inna drużyna. Gospodarzom nie tylko udało się przeciwstawić sile ofensywnej GieKSy, ale również przejść do kontrofensywy. Przełomowym momentem spotkania okazały się wydarzenia z 25. minuty spotkania. Aleksi Varttinen został ukarany dwuminutową karą mniejszą. Grający w przewadze jastrzębianie w końcu zdołali szybciej pograć krążkiem w katowickiej tercji, dochodząc do dobrych pozycji strzeleckich. Równo z powracającym na lód Varttinenem, do katowickiej bramki wpadł krążek, za sprawą strzału Tuukki Rajamäkiego. Kontaktowa bramka uskrzydliła nieco ospałych w pierwszej tercji gospodarzy. W 31. minucie Kamil Górny odebrał krążek we własnej tercji zawodnikom GKS-u Katowice. Guma trafiła do Emila Bagina, który dostrzegł na środku tafli dobrze ustawionego pomiędzy katowickimi obrońcami Rastislav Špirko. Doświadczony napastnik ruszył na bramkę Johna Murraya i ze stoickim spokojem dał gospodarzom wyrównujące trafienie. Do końca drugiej odsłony spotkania, obie strony starały się przejąć inicjatywę nad wydarzeniami na lodzie, jednak bez wymiernego zagrożenia.
Początek trzeciej tercji, to w dalszym ciągu wyrównana gra z obu stron, choć ataki jastrzębian wydawały się być nieco bardziej wyraziste. W 45. minucie katowicka defensywa ratowała się przekroczeniem przepisów, interweniując wobec stającego oko w oko z Johnem Murrayem, JakubaIžackiego.Arbitrzy zadecydowali o przyznaniu gospodarzom karnego, jednak sam poszkodowany przegrał swój najazd z Murrayem. Akcje szybko toczyły się pomiędzy tercjami. Drużyny starały się przede wszystkim zadbać o odpowiedzialną grę w obronie, wiedząc, że kolejne trafienie, może okazać się na wagę trzech punktów. W 51. minucie JakubIžacký w tempo posłał krążek do Rastislava Špirko, który schodząc na kolano umieścił krążek precyzyjnie, pod samą poprzeczką. Szukający wyrównania goście, zmuszeni byli 55. minucie bronić osłabienia. Jastrzębianie z kolei zamierzali jak najszybciej przesądzić o losach spotkania. Na bohatera spotkania wyrósł Špirko, który najlepiej odnalazł się pod katowicką bramką i przejął bezpański krążek zdobywając swojego pierwszego na polskich taflach hat tricka. Po czwartym trafieniu va banque zagrał Jacek Płachta, który podjął decyzję o wycofaniu z bramki Johna Murraya. Na 30 sekund przed końcem spotkania, na ławkę kar został odesłany Filip Starzyński. Natychmiastowo, bo już po 4 sekundach z gry w przewadze skorzystał Bartosz Fraszko zdobywając kontaktową bramkę. To jednak był ostatni akcent tego spotkania, na więcej mistrzom Polski zabrakło czasu, a chwilę później gospodarze mogli celebrować wspólnie ze swoimi kibicami zwycięstwo.
Wydarzenia pod kontrolą. GieKSa z pełną pulą
GKS Katowice pokonał przed własną publicznością Marme Ciarko STS Sanok 6:1. Ambitnie walczący goście starali się rzucić wyzwanie liderowi THL, ale grający konsekwentnie mistrzowie Polski byli poza zasięgiem podopiecznych Elmo Aittoli.
W dobrym tempie rozpoczęło się piątkowe spotkanie w „Satelicie”. Po wstępnym badaniu dyspozycji rywala, pierwsi do głosu doszli gospodarze. Ben Sokay rozgościł się z krążkiem w sanockiej tercji, lecz z jego próbą niesygnalizowanego uderzenia poradził sobie do współpracy ze słupkiem Dominik Salama. Podopieczni Elmo Aittoli nie zamierzali jednak pozostać bierni, próbując inicjować swoje ataki. Akcje na dobrej intensywności toczyły się pomiędzy tercjami. Z upływem czasu mistrzowie Polski wykazywali wyższą kulturę w rozegraniu. Szczególnie aktywni pozostawali zawodnicy mający sporo siły na kiju. Z dystansu Dominika Salame próbowali zaskakiwać Noah Delmas, Jakub Wanacki czy Santeri Koponen.
Sporo biedy sanoczanie mogli sobie napytać nierozważnym operowaniem krążkiem we własnej tercji. Szczęśliwie, dla drużyny z Podkarpacia, gospodarze nie zdołali tego wykorzystać. Kulminacja emocji nastąpiła pod koniec pierwszej tercji. W 17. minucie łupem GieKSy padło wznowienie w tercji gości. Krążek został wycofany na niebieską linię, do Santeri Koponena. Fiński defensor wrzucił gumę w światło bramki, gdzie Mateusz Bepierszcz zdołał ją zaadresować wprost do siatki. Ledwie 60 sekund upłynęło na zegarze odmierzającym czas gry, a Dominik Salama zmuszony był znów szukać krążka we własnej bramce, po strzale Joony Monto. W 19. minucie nadeszła odpowiedź sanoczan. Po wygranym buliku, krążek przejął Lauri Huhdanpää, który zdecydował się na wykończenie akcji przy krótkim słupku. Wydawało się, że krążek został pod parkanem Michała Kielera, jednak ostatecznie znalazł on drogę do bramki.
Zdobyta w końcówce pierwszej tercji bramka z pewnością podbudowała morale sanoczan. Goście dobrze weszli w drugą tercję spotkania, szukając swoich szans w katowickiej tercji. W 27. minucie mistrzowie Polski stanęli przed świetną szansą aby podwyższyć prowadzenie, jednak nikomu spośród podopiecznych Jacka Płachty nie udało się dobić krążka do odsłoniętej bramki, po interwencji Salamy.
Wraz z upływem czasu wzrastała przewaga GKS-u. W 37. minucie przypomniał o sobie koronny atak GieKSy. Bartosz Fraszko, dostrzegł na lewym skrzydle pozostawionego bez opieki obrońców Grzegorza Pasiuta. „Profesor”, w dogodnej dla siebie sytuacji, nie miał większych problemów z pokonaniem Dominika Salamy. Jeszcze przed przerwą grający w przewadze katowiczanie zdołali zdobyć kolejną bramkę. Jak po sznurku wędrował krążek z kija na kij, aż trafił do Sama Marklunda, który nie dał żadnych szans na reakcje Salamie.
Teatrem jednego aktora okazały się wydarzenia trzeciej tercji. Mistrzowie Polski w pełni przejęli kontrolę nad wydarzeniami na lodzie. Ku uciesze miejscowej publiki, gospodarze nie odpuszczali swoich ofensywnych zapędów. W 44. minucie Kacper Maciaś wprowadził krążek do tercji rywala, defensor pokusił się o indywidualne wykończenie akcji, czego efektem była niezwykle efektowna bramka dla GieKSy. Ręce same składały się do oklasków.
Sanoczanie z każdą minutą, mieli coraz większe problemy, aby nadążyć nad tempem jakie narzucał GKS, który na dobre zadomowił się już w tercji rywala. W 53. minucie Mateusz Michalski swoim trafieniem przypieczętował dominacje GKS-u i ustalił wynik spotkania. Nie sposób w dzisiejszym spotkaniu było odmówić ambicji i woli walki gościom z Sanoka, jednak więcej jakości zaprezentował GKS Katowice, który w pełni zasłużenie sięgnął po trzy punkty.
Grad bramek na Tor-Torze. „Stalowe Pierniki” rozbiły GieKSę
Po bardzo dobrym spotkaniu zawodnicy KH Energi Toruń pokonali GKS Katowice 7:2. O losach spotkania zdecydowało ostatnie pięć minut, w których podopieczni Juhy Nurminena zdołali zdobyć aż cztery bramki! Dla katowiczan to trzecia, wyjazdowa porażka z rzędu.
Początek pierwszej tercji zwiastował, że możemy być świadkami naprawdę dobrego spotkania na toruńskim Tor-Torze. Mistrzowie Polski, choć zmuszeni byli radzić sobie bez Bartosza Fraszki, pierwsi przejęli inicjatywę nad wydarzeniami. Toruńska defensywa jednak równie dobrze weszła w niedzielne spotkanie, nie dając gościom wiele możliwości do popisu. Na pierwszy bramkowy akcent musieliśmy czekać do 8. minuty, kiedy to Olli Iisakka, zdołał urwać się spod opieki obrońców i stając oko w oko z toruńskim golkiperem, technicznym strzałem posłał krążek w samo okienko bramki. Do końca pierwszej odsłony, dłużej przy krążku utrzymywali się podopieczni Jacka Płachty, jednak nie zdołali się pokusić o podwyższenie prowadzenia.
Z dużo większym animuszem na drugą tercję wyjechał zespół Juhy Nurminena. Efekt? Wyrównanie w 24. minucie. Michał Kalinowski wyprowadzając dwójkowy atak gospodarzy, pokusił się o indywidualne wykończenie akcji i kąśliwym uderzeniem pokonał Michała Kielera. Choć torunianie po zdobyciu bramki starali się wyprowadzać kolejne ataki, to w 27. minucie GKS ponownie wyszedł na prowadzenie. Po interwencji Pohjanoksy, żaden z obrońców nie zainteresował się krążkiem, który przejął ostatecznie Ben Sokay i umieścił w toruńskiej bramce. W 34. minucie role się odwróciły. Po okresie gry, w którym częściej atakowali goście, bramkę zdobyli torunianie. Michał Kalinowski zza bramki zaadresował krążek przed bramkę do swojego brata Kamila, który wyrównał wynik rywalizacji. Remis ewidentnie był wynikiem, który nie zadowalał żadnej ze stron, czego efektem był okres szybkich ataków po obu stronach lodowiska.
Podobnie jak końcówka drugiej, wyglądał początek trzeciej odsłony spotkania. Krążek szybko wędrował z tercji do tercji. W 44. minucie Jakub Prokurat został odesłany na ławkę kar. Za sprawą swoich specjalistów od gier w przewagach, katowiczanie próbowali ponownie objąć prowadzenie. Najlepszą sposobność do zdobycia bramki miał Santeri Koponen, najpierw silnym uderzeniem zmuszając do interwencji Pohjanoksę, a chwilę później mając przed sobą otwartą bramkę, przeniósł krążek ponad poprzeczką. W 48. minucie karą „2+2” ukarany został Ryan Cook za niebezpieczną grę wysoko uniesionym kijem. Równo z upływem pierwszej dwuminutowej kary, Djenis Fjodorovs wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Po jego uderzeniu z prawego bulika, krążek odbił się od kija interweniującego Kielera, jednak w tak niefortunny sposób, że wpadł do bramki, tuż za plecami bramkarza.
Ostatnie 5 minut spotkania, to okres, który wstrząsnął GKS-em Katowice. W 55. minucie najprzytomniej pod katowicką bramką zachował się Michał Kalinowski, dając torunianom dwubramkowe prowadzenie. Niespełna minutę później Baszirow do spółki ze Sytym rozklepał katowicką obronę, a Mirko Djumić wykończył tą koronkową akcję. W 57. minucie na ławkę kar został oddelegowany Kamil Kalinowski. Trener Jacek Płachta, postanowił rzucić wszystko na jedną szalę i wycofał z bramki Michała Kielera, dając swoim podopiecznym możliwość gry 6/4. GieKSa nie zdołała jednak wykorzystać gry w podwójnej przewadze, a po powrocie Kamila Kalinowskiego na lód, torunianie za sprawą Danila Larionovsa strzałem do pustej bramki zadali kolejny cios. 10 sekund później będących wciąż jeszcze w szoku katowiczan dobił Mikalai Syty, który na 50 sekund przed końcemustalił wynik spotkania.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze